Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (4) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (72) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) nurkowanie (2) OSOBISTE (27) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (17) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

TYRMAND, Niemczyk, Cybulski w Bielsku.


Karczewski, Kłosiński, Kobiela...i Petelscy obojga imion :-) też...


Śmiałem się z anonimowej rzeźby "Skaczącej do sedesu" (jak się później dowiedziałem Gertrudy Dawidowicz), to było kiedy robiliśmy z Martyną kurs nurkowy. Zaintrygowały mnie wtedy kółka olimpijskie nad bramą z napisem Panorama, w których zostały tylko otwory po rurkach neonowych.
Tak, kiedyś to był basen olimpijski, najnowocześniejszy w europie... narodowy można powiedzieć zwłaszcza przed sama wojną kiedy odbywały się tam mistrzostwa a na trybunach zebrało się ok 4000 widzów z flagami.
Panorama Panoramy.

 Czytam 'Wszystkie opowiadania" Tyrmanda i w jednym zatytułowanym "Hanka" przewija sie ciekawa historia pływaczki Hanki, o swojskim nazwisku, Klimczakówny.
Tyrmand rozpisuje się na jej temat jakby znał ją od dziecka i świadkiem był jej dorastania. Pokazuje jak trener Karramba (tak oficjalnie nazywany w środowisku) wypatrzył dziecko w warszawskiej pływalni podczas niewinnych zabaw i zaproponował jej trenowanie, uprzedzając że to będzie ciążka praca która kiedyś przyniesie efekty. Zawarli układ, że ona będzie się uczyć i trenować, a on nie będzie ingerował w jej życie prywatne.
 Trudno mu było nie wtrącać się, kiedy docierały do niego sygnały od rożnych osób, bywających w lokalach warszawskich i spotykających Hankę, świetnie się bawiącą w najrozmaitszym towarzystwie. Z jednej strony zdyscyplinowana i pracowita, z drugiej dorastająca panna, poznająca smaki życia, miłości i bycia młodą gwiazdą z najlepszymi wynikami, o której rówieśnicy czytają już w gazetach...
 Nadszedł czas pierwszej próby. Trener nie chciał wyrazić zgody na jej start w mistrzostwach polski. Chciał ją szkolić i kształtować jej charakter, by została wyczynowym sportowcem, a pierwszy, przedwczesny sukces mógłby jej zaszkodzić. Dostał polecenie służbowe... Więcej w filmie "Trzy starty" Ewy Petelskiej którego jedna nowela, ta pływacka, kręcona była w części na terenie bielskiej pływalni PANORAMA w 1955 roku.

 Bielsko zakiełkowało mi skojarzeniem z filmem "Jutro Meksyk" (ukłon do Jarka B :-), kręconym na Panoramie w 1965 roku. Filmem, w którym pięknie pokazane są ulice Bielska, teren pływalni i piękna panorama Beskidów jaka  roztacza się z korony basenu. Fabuła odbiega od opowiadania Tyrmanda, jednak porusza uniwersalne i ponadczasowe wartości jakie niesie ze sobą rywalizacja sportowa.
Same opowiadania są zbiorem ciekawych historii i losów ludzkich zebranych podczas podróży Tyrmanda po świecie. Być może jest tam nuta jego podróżniczej biografii, jednak dla mnie najmocniejszy Jego obraz zobaczyłem w "Dzienniku 1954". Opowiadania wydają mi się lekkimi, momentami nawet przewidywalnymi moralitetami. Dobrze się czyta przy jedzeniu.

Nowy blog - pocztówkowy.


Czasu coraz mniej, a zajęć, sam znajduję sobie coraz więcej. Czasem mnie to złości, ale nie doszedłem jeszcze do takiego momentu, kiedy mógłbym sobie powiedzieć że... " właściwie to ja nic nie muszę". Bo jest jeszcze tak wiele rzeczy które trzeba zobaczyć, zrobić, przeczytać, znaleźć, zgromadzić i... zostawić po sobie. Z perspektywy głębokiego fotela właściwie niewiele widać, a pilot nie poszerza horyzontu więc stworzyłem sobie nowy.
Przyczynkiem do tego stała się wymiana listów z Krzyśkiem, a wcześniej z Ryszardem (daj znak...),  tym od historii pudełka po butach pełnego pocztówek.  
 Te znajomości zaowocowały nie tylko sporą ilością widokówek,  głównie czeskich i czechosłowackich, dlatego pomyślałem o pochwaleniu się nimi na osobnym fotoblogu. Tumblr mam już opanowany, więc na tej platformie będzie najłatwiej.
Oto nowy adres: CZECHPOST.TUMBLR.COM
PS. a galeria zdjęć analogowych jest tu

Aparaty do lomografii. Przegląd.



Moja droga łomografii na początku był zawiła i skomplikowana. Pierwsze lomo kupiłem łatwo u Maćka w sklepie ze starociami na placu Żwirki. Teraz sklepu już nie ma, bo z powodu jego poważnej choroby brat wszystko zlikwidował.
Serce mnie bolało jak się dowiedziałem że wszystko z jego sklepu przepadło bez wieści. Przepadła też moja lustrzanka Olympus OM PC + 135mm +50mm+28mm+winder... szkoda gadać.
Fotograficzne pierwsze kroki mam już za sobą, wiele lat temu. Nawet kiedyś o tym pisałem na samym początku blogowania.

LOMO LC-A okazał się bardzo dobrym aparatem o dużych możliwościach. Jasny obiektyw 2,8 ogniskowa 32mm czyli szeroki kąt, fajny do zdjęć z bliska, 0,8m i w pomieszczeniach czy grupach ludzi. Dobra automatyka naświetlania od kilku sekund (podobno nawet kilkudziesięciu, nocne widoki miejskie) do 1/500sek. To duży zakres jak na prymitywny kompakt. Trochę winietuje co dodaje uroku fotografiom i dobrze sobie radzi z dobieraniem parametrów naświetlania.
Byłem z niego zadowolony jednak czasem coś nie działało czasem się coś zacięło. Strasznie go lubiłem ale czułem strach, że kiedyś się zepsuje i nie zrobię zdjęcia w "decydującym momencie". Kupiłem drugiego na zapas na targu za 10zł (na aukcjach od 70 nawet do 300 czy 400 zł). Dalej szukałem czegoś o podobnych parametrach jednak bardziej niezawodnego (Cosina cx - pierwowzór lomo, Porst 135, Chinon bellami, Olympus XA2, Ricoh ff1, Minolta AFC,)  .


Wybór padł jednak na aparaty dalmierzowe a nie kompakty. Pewniejsze ustawianie ostrości uchroniło mnie przed zapominaniem przestawiania stref na obiektywie lomo. Wadą było to, że były większe, (minolta Hi matic 9 duża i ciężka), nie miały takiego szerokiego obiektywu(40-42mm), a i automatykę miały w mniejszym zakresie (Yashica electro CC- 1/500 do 1/30). Żaden mi nie odpowiadał do końca. Każdy w jakimś stopniu mnie ograniczał, czegoś brakowało. W sumie najlepszy i najmniejszy okazał sie Olympus 35 RC z automatyką i manualem... idealny do streetfotografi, bardziej do reportażu niż do łomo byle czego.
Tęskniłem za LOMO bo już mi się zepsuły, tęskniłem bo był mały i sprytny, dyskretny, idealny do strzału z biodra. Sprzedałem dalmierze, tylko zostawiłem Olympusa35RC. Kupiłem minolte AFC wielkości lomo (2,8/35) i zachwyciłem się autofocusem. Dobrym AF, bo radził sobie w rożnych sytuacjach, i dawał możliwość przekadrowania. Dobre szkło, jasny obiektyw, mały jak lomo... dałem Karolinie i jest zadowolona. Teraz mamy już dwa.
Szukałem dalej i znalazłem Nikona, kompakt z af i obiektywem 2,8/35. Skuteczny ale ciężki i nie można było wpływać na działanie lampy błyskowej.  Potem trafiłem tanio Chinon monami 35FS ostrość strefowa lampa na życzenie obiektyw 2,8/35 fajny, mądra automatyka, ale trochę większy od lomo, i grubszy. Właściwie za duży.
Na forach analogowych wyczytałem że Olympus xa2 jest idealny do lomografii. Właściwie jest taki sam jak lomo, tylko ma lepsze szkło no i to japońska precyzja i solidność. Trzeba tylko uważać na delikatny spust migawki bo nie jest mechaniczny lecz elektroniczny. On się mieści w kieszeni jak lomo. Zrobiłem nim dużo zdjęć i Karolina też, to jej ulubiony.
Martyna z powodzeniem używa Olympusa mju 1 i nie potrzebuje innego. Jest idealnym podręcznym notatnikiem codziennym.
Jest jeszcze dobry aparat do wielokrotnej ekspozycji SMENA 35 ponieważ migawka jest w obiektywie i transport filmu jest osobno. dobre efekty daje stosowanie światłomierza zewnętrznego bo ikony pogodowe są tylko orientacyjne a ze światłomierzem można wykonać więcej zadowalających zdjęć.

Ostatni mój zachwyt to AGFA OPTIMA SENSOR 1035 malutki poręczny z ustawianiem ostrości strefowym jak w lomo tylko automatyka genialna od 15sek do 1/1000 obiektyw 2,8/40 wskaźnik strefy ostrości w jasnym celowniku i szybki naciąg a zwijanie powrotne tą samą dżwignią.

Wszystkie zdjęcia wykonane opisanymi aparatami można zobaczyć tu każde podpisane.
Miałem przelotny romans z Supersamplerem który jest prosty lichy i drogi i szybko się nudzi. Podobnie jak wszystkie reklamowane lomo aparaty typu sardina diana itd... od nich wszystkich sto razy lepsza jest smena bo ma wielkie możliwości w porównaniu z tym badziewiem. no i cena jest dziesięć razy mniejsza.

Europa nie chce Ukrainy ?


Ziemowita Szczerka chciałem przeczytać już dawno.
Ciągnęło mnie coś na wschód, podobnie jak jego. Stąd zeszłoroczny wyjazd na wschód polski, na Roztocze. Sentymentalna tęsknota za czasem minionym, powoduje ze szukam bodźców dzięki którym mogę się pławić w odżywających wspomnieniach. Nie mam ich może zbyt wiele, ale sprawiam sobie nimi przyjemność i czasem odkrywam nowe horyzonty zdarzeń, które bogacą moją pamięć.
Kaśka znalazła Ziemowita w księgarni kiedy byliśmy razem. Nie wiem jak to się stało że patrzyliśmy oboje na tę samą półkę i ja nie dostrzegłem Mordoru. Kupiła mi :-)
Czytam... i zbiega się to moje czytanie z coraz mocniejszym głosem z Ukrainy: "pomocy, pomocy, pomocy..." jak Imre Nagy wzywał  z anteny radiowej w 56 roku.

Chciałem, chcieliśmy pojechać na Ukrainę, na Krym w tym roku ale to nie będzie możliwe. W tej sytuacji to nawet dobrze, a po lekturze, to nawet już nie wiem czy chcę. Czy chcę jak on, zobaczyć jeszcze więcej tego pokomunistycznego samozniszczenia. Naturalnego rozkładu. Beznadziei.Bo nasz swojski bajzel jest jakiś taki... nasz, do niego jesteśmy przyzwyczajeni. Wydaje się inny. Zadbany, lepiej utrzymany, na bieżąco ratowany kolorowymi łatami farby elewacyjnej. Taki lepszy. Ucywilizowany. No bo to my jesteśmy przedmurzem europy, która zostawiła nam trochę kultury w historycznym spadku. Gdyby nie to pewnie bylibyśmy tak samo czarną dziurą na mapie europy środkowo wschodniej. Tym Mordorem o którym pisze Szczerek. Do którego pielgrzymuje się jak do egzotycznego kraju, bo ciekawi nas, co też on ma w rozpadającej się szopie, tuż za płotem.Chyba nie chcę podnosić swojej samooceny, patrząc na straszny los braci Słowian z Ukrainy. Tak jednak jest z niektórymi  podróżnikami którzy jadą na wschód, poczuć się lepiej, poczuć się europejczykami, pośród smutnych ludzi bez nadziei, bez perspektyw na zmianę swojego losu.

Podróżnicy chcą się napić z ruskim żeby sprawdzić po którym nie zakąsza, wyrwać laskę za dolara, skopcić się dobrze i tanio, przespać byle gdzie i byle jak a po powrocie odpowiadać w wielkich słowach jak oni tam maja przejebane i jaka to była ekstremalna wycieczka.
Szczerek obnażył nas, ale i obnażył siebie przed nami, bo wszyscy jesteśmy podobni, z ta małą różnicą że niektórzy pozostają tacy do końca, a Szczerek im bliżej był granicy powrotnej, tym większe miał wyrzuty sumienia, nie tylko za siebie, ale i za tych wszystkich, dla których Ukraina na długo pozostanie egzotycznym krajem a nie naszym braterskim.

Również za tych, którzy z hipokryzją popierają dążenia wolnościowe, europejskie aspiracje Ukrainy, a pokątnie zatrzymują się przy drodze korzystając z usług, opalonych dziewczyn, czy oferują pracę Ukraince za 200 zł na miesiąc, za prowadzenie domu. Nawet gdyby Wojewódzki/Figurski przeprosili wszystkie dziewczyny to i tak nie zmienią stereotypu Ukraińca emigranta, czy zacofanego kraju który nie ma szans na długofalową pomoc z zachodu, obawiającego się Rosji. Ubolewanie europy nie wystarczy a nasze gesty poparcia to za mało. Jeżeli politycy na najwyższych szczeblach władzy nie podejmą odważnych decyzji to Ukraina sama będzie musiała się mierzyć z problemami już nie tylko politycznymi, ekonomicznymi ale międzynarodowymi.
 Wszyscy zapomnieli o Giedroyciu który dziesiątki lat temu wskazywał na konieczność integracji polski ze swoimi wschodnimi sąsiadami. Pouczał by odsunąć trudne  wydarzenia historyczne, jakie splatały nasze narody, na rzecz stworzenia wspólnoty środkowoeuropejskiej, współdziałającej z Europą zachodnią w celu mocnego odgrodzenia Rosji od reszty europy. Jego idea trochę się zdezaktualizowała naszym wstąpieniem do unii, jednak to my. mamy ciągnąć Ukrainę i Białoruś do wolności. To na nas spoczywa pewnego rodzaju historyczna odpowiedzialność pomocy naszym sąsiadom.