Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (4) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (71) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (8) nurkowanie (2) OSOBISTE (27) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (17) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

"LATARNIK" - narkomanem?

Zabrałem od Kornela z regału bookcrossingowego, niepozorną książeczkę: "Latarnie morskie polskiego wybrzeża", Mariana Czernera z 1971 roku. Byliśmy z Katarzyną w wielu z opisanych tam latarniach, dlatego pomyślałem że książka może sie jeszcze przydać. Może jeszcze  kiedyś pojedziemy na wczasy nad Bałtykiem.
Książka zawiera historię latarnictwa, charakterystykę latarń polskiego wybrzeża, dane techniczne i ich budowę. Natomiast ostatni rozdział poświęcony jest latarniom w literaturze. Tam znalazłem, co następuje...


 Sienkiewicz, swojego "latarnika", oparł na relacji prasowej Horaina pisanej z ameryki, zamieszczonej w "Gazecie Polskiej" z 10.02.1877r.
Julian Horain, opisywał losy znajomego latarnika, polskiego emigranta nazwiskiem Sielawa, opierając się na artykule prasowym "New York Times'a" z 23.11.1876 roku w którym opisana jest śmierć aptekarza Sielawy.
Sienkiewicz potwierdza te informacje w liście z San Francisco 18.12.1877 roku.

Sielawa opuścił Europę około 1848 roku i przez Przylądek Dobrej Nadziei, Madagaskar,  Australię, Amerykę Południową, Środkowa dotarł do USA. Dostał pracę w latarni morskiej Colon-Aspinwall w rejonie kanału panamskiego 10 mil (mM?) od brzegu. Przebywał tam nieprzerwanie przez 26 miesięcy zaopatrywany co 2 tyg w żywność. W jednej z paczek znalazł książkę Zygmunta Kaczkowskiego zatytułowaną  "Murdelio".
Pewnego popołudnia Sielawa zatopił się w lekturze tak bardzo, że zapomniał zapalić latarnię ponieważ zasnął nad książką i tej feralnej nocy statek osiadł na mieliźnie. Z tego powodu latarnika zwolniono z posady, a on sam znienawidził książki. Przeniósł się do Nowego Yorku gdzie pracował jako aptekarz w przy ul. Leonard Street 166g.
John Biggio, drugi pracownik apteki R.B.Wilsona, znalazł Sielawę martwego na tyłach apteki. W kieszeni zmarłego znaleziono list napisany po polsku, najwyraźniej do przyjaciela z jednym charakterystycznym zdaniem
                             "(...) Chciałbym wrócić do ojczyzny, do domu i tam zakończyć życie. (...)"

  Właściciel apteki powiadomił coronera, że jego pracownik był morfinistą i najprawdopodobniej przyjął zbyt dużą dawkę narkotyku. Jednak sekcja zwłok wykazała, że Sielawa zatruł się kwasem pruskim który pewnie wypił przez pomyłkę w zamroczeniu morfinowym.

Sienkiewiczowska historia wydaje się być naciągana z kilku powodów: ponieważ według zasad, powinno być dwóch latarników po pierwsze dla bezpieczeństwa konieczne są zmiany po czterogodzinnej nocnej wachcie, poza tym obsługa i konserwacja sprzętu jest czasochłonna oraz konieczne jest zastępstwo na wypadek nagłej choroby a w przypadku złych warunków atmosferycznych kontakt z lądem jest niemożliwy nawet przez kilka dni co stanowi zagrożenie zdrowia latarnika.
Oprócz tego, autor włożył w ręce latarnika inną książkę. By wzmocnić przekaz dla czytelnika, Sielawa czytał "Pana Tadeusza" bo, być może, Sienkiewicz przewidywał słabość powieści Kaczkowskiego.
Czy zatem Latarnik był latarnikiem?

Wojna światów na winylu.

 Leżał nieruchomo spocony, przykryty pierzyną aż pod nos. Zimowy wiatr cisnął się do pokoju przez szpary w starym oknie na poddaszu, poruszając firanką blisko jego głowy. W pokoju było gorąco od pieca kuchennego i parno po sobotniej kąpieli w balii do której wodę grzało się na węglowym piecu kuchennym
Bał się że przyjdą do niego, że zostanie z niego i jego rodziny tylko cień szkieletu na podłodze. Nienawidził tego okna wieczorami, bo w ciemnym pokoju dostrzegał za firanka świecące punkty odległych okien sąsiadów. Wydawało mu się że któreś z nich jest tym strasznym okiem obcego penetrującym opuszczone domy, pokoje i piwnice w poszukiwaniu żywych. Ruszających się. Trzęsących ze strachu.
 Leżał w łóżku bez ruchu powoli oddychając by nawet pierzyna nie uniosła się jego oddechem. Myślał że jest niewidoczny dla nich. Oni przecież potrzebowali ludzkiej krwi by egzystować w naszym ziemskim środowisku.
 Patrzył w ekran starego, czarno-białego telewizora Beryl i spodziewał się, że to co widzi  na ekranie, może być za rogiem jego domu a może nawet pod parapetem okna.Wtedy jego wyobraźnia była dla niego przekleństwem. Wyobraźnia potęgowała strach który go paraliżował.
 Nie mógł wiedzieć że gdzie indziej ludzie przerażeni bardziej niż on, wychodzili z domów, pytali sąsiadów, wypełniali ulice w pośpiechu by oddalić się od obcych których jeszcze nikt właściwie nie widział ale ponoć mieli być za którymś rogiem ulicy, innym mieście. Nie wiedział tak jak oni, że obcy mogą być już w prawie każdej stolicy.
 Nie wiedział, że podobnie jak on, czuli się kiedyś mieszkańcy amerykańskich miast słuchający przy radioodbiornikach słuchowiska zrealizowanego przez Orsona Wellsa 
Wielu uwierzyło w to co usłyszeli. To było doskonale zrealizowane słuchowisko na podstawie książki Herberta Georga Wellsa pt.: "Wojny światów"
                                                                          ***
 Ja byłem tym przerażonym dzieckiem.
Nie pamiętam ile mogłem mieć wtedy lat. Może dziesięć, ale film wrył mi się w pamieć i nigdy go nie zapomniałem. Po wielu latach, może to był 1989 rok, kupiłem książkę Wellsa wydanie Iskry 1987 i przeczytałem jednym tchem. Z filmu pozostało tylko mgliste wspomnienie na kolejną dekadę.
Początki domowego internetu o prędkości 256 kb pozwoliły mi zbierać bity tygodniami bo było tylko kilka słabo aktywnych źródeł na całym świecie w sieci P2P. Chciałem jeszcze raz poczuć tamte emocje z filmem który na zawsze ze mną pozostanie. 
Potem możliwości rosły już lawinowo wraz ze wzrostem przepustowości łączy i możliwości abonamentowych. Dziś wszystko jest na wyciągniecie ręki, pozbawione pokory, cierpliwości i  tego wyjątkowego smaku wysublimowanego oczekiwaniem.


W 2013 roku do polski przyjechał Liam Neeson z music-hall'em "War of the worlds" o którym nie wiedziałem.

Wczoraj na giełdzie płyt winylowych w bielsku wygrzebałem, właściwie przypadkiem, piękny, dwupłytowy album ze ścieżką dźwiękową tegoż music-hall'u, wydany w 1978 roku przez CBS. To narazie najcenniejszy zakup tegoroczny, niosący niezapomniane emocje słuchania i niesamowite wspomnienia z dzieciństwa.

Integralną częścią płyty jest książka zawierająca reprodukcje prac artystów.: Geoff Taylor, Peter Goodfellow, Michael Trim.
















Wykonawcy. 
A adaptacja z 2005 roku z Tomem Cruis'em też mi się podobała.... takie prawo pierwszych połączeń.