Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (5) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (74) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (28) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (18) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

OWCZARNIA HANSENÓW W SZUMINIE.


Nawigacja doprowadziła nas mniej więcej do celu. Najpierw bocznymi drogami, potem nierówną jak tarka, po której można tylko, albo szybko przelecieć albo jechać bardzo powoli w milczeniu bo słowa grzęzną w gardle jak podczas jego płukania. Po tym odcinku specjalnym uspokoiliśmy oddechy na piaszczystej drodze która zaprowadziła nas wprost pod mur.
Jak oni tam dojeżdżali przez lata starą Warszawą, to ja nie wiem. Kiedyś to ludzie byli odważni i ufali swoim prymitywnym samochodom i domorosłym mechanikom.
 Jak wiele rozmaitych rzeczy musieli dowozić swoim samochodem ze stolicy. W okolicy nawet dziś nie widzieliśmy sklepu rolniczego gdzie można kupić papę, gwoździe, cegły, siatkę, kątowniki...
Szyldu szklarza też nie widzieliśmy. A przecież szkło w tym właśnie miejscu było bardzo ważne.

Pogoda tego ważnego dla nas dnia była równie piękna jak dwadzieścia lat temu.
"-Popatrz tam, widzisz horyzont, pole,piach, niebieskie niebo. To jest skala makro. A teraz obróć się w kierunku domu. Co widzisz? Mur z wymalowanym białym pasem i ławeczkę. Nie widzisz drzwi tylko ten mur i ławkę. Usiądź na niej. Właśnie wyszedłeś ze skali makro i znalazłeś się w skali mezo. Jesteś na wsi, w Szuminie, możesz tu siedzieć i podziwiać ludzi wracających z pola. Siadając na tej ławce, stałeś się częścią tego świata - ta ławka to jest instrument społeczny. Taki sam jak ławeczki przed wiejskimi chałupami (...) one służą spotkaniu." 

Zostawiliśmy auto w pewnym oddaleniu i ruszyliśmy wzdłuż muru. Bury piasek rozjeżdżał się nam pod butami. Dostrzegliśmy białą linie i ławeczkę. Usiadłem. Winogrona były jeszcze nie dojrzałe.

"-A teraz spójrz w prawo. Twój wzrok trafia na wymalowany na murze biały pas. Podążaj za nim. Dopiero teraz widzisz drzwi prowadzące do wnętrza. Za chwilę przekroczysz kolejną granicę. Zmieniasz skalę swojej obecności. Dzięki temu że [mur] nie jest połączony z dachem, możesz usłyszeć rozmowę Zofii z Igorem. Nie widzisz ale czujesz ich obecność. Może nawet jesteś podekscytowany spotkaniem które za chwilę nastąpi."

Podekscytowany podchodzę do drzwi i dotykam klamkę. Nikogo nie słyszę. Drzwi są zamknięte. Zadzieram głowę nad drzwiami i widzę okno z widokiem na ogród. Kontynuuję skalę mezo. Na ziemi leży duża tablica drewniana z napisem ZOFIA  HANSEN a po prawej stronie rząd gumiaków który ustawili i pozostawili właściciele... Nie mogę przejść do skali mikro. Nie mogę pokonać stopni, które dzielą skalę ziemi do wnętrza domu. Nie usłyszę domowników. Mogę tylko przez mur zajrzeć na rząd książek jakie pozostawili na górnej półce i ostatnią kompozycję ruchomych desek w stole.
Mogę zadzwonić dzwonkiem jaki zmajstrował Oskar. I tak nikt mi nie otworzy.
Być może już nigdy nie będzie nam dane wejść do środka i poczuć własnymi zmysłami ideę Formy Otwartej. Opis ich domu, jaki stworzył Filip Springer w swojej książce "Zaczyn", jest tak sugestywny, że wystarczy dla mojej wyobraźni  by poruszać się w wyimaginowanych pomieszczeniach ich wyjątkowego i ponadczasowego domu.
Zaczyn nie jest o tym domu. Zaczyn jest o zapomnianych Hansenach. Wielkich architektach, którzy nie zostali zrozumiani ani docenieni. Mogli zrobić wielką karierę po wojnie, za granicą. Chcieli jednak pozostać w Polsce bo byli ideowymi socjalistami i patriotami. Jednak w zderzeniu z peerelowską rzeczywistością ich projekty zostały wypaczone a czynnik ludzki i brak wykształconego poczucia estetyki spowodował niezrozumienie idei jaka im przyświecała.
Dom ma służyć człowiekowi. Człowiek ma mieć możliwość jego kształtowania, dostosowywania w ramach potrzeb życiowych.  Dziś domy są pomnikami ich twórców a według Hansenów to szczęśliwy człowiek wystawiał  najlepszą laurkę architektowi.

Pogoda nie zmieniła się. Cisza była urzekająca. Patrzyłem na parę przytulonych  Hansenów. a Kaśka wpatrywała się we mnie i powtarzała.
-TAK. Tak... - wyczekując sekundy aż zrozumiem o co jej chodzi i po chwili dotarło do mnie, że tego dnia o tej samej godzinie dwadzieścia lat temu się pobraliśmy.
-TAK. -odpowiedziałem ściskając ją mocno i całując.









Cytaty pochodzą z książki "Zaczyn" Filipa Springera. Dom Hansenów był zamknięty i nie przekroczyliśmy ogrodzenia. Dla zainteresowanych zwiedzaniem  informacja w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.  Fotografie Katarzyna i Jacek Szura.

CZARODZIEJSKIE WZGÓRZE.

- Jak spędzisz ze mną dwa dni na plaży, to zaprowadzę Cię w pewne miejsce i będziesz mi za to wdzięczny. - wzięła mnie tą tajemnicą pod włos, bo wie że nie lubię się smażyć na plaży.
-Noo, dobraaa. - jęknąłem niepocieszony ale posłuszny.
Niezgodnie z polską tradycją urlopową, poszliśmy na plażę bez koca, bez parawanu, bez lodówki turystycznej, materaca, półnamiotu, bez reklamówki z kurczakiem w folii aluminiowej.

Kiedy stanęliśmy na wysokiej wydmie oczom naszym ukazał się bezkresny widok spokojnego morza i szerokiej, prawie pustej, wygładzonej nienaturalnie plaży. Czy ktoś, każdego poranka gładzi biały piasek dla naszej przyjemności. A może maszyną samobieżną przesiewa ziarna przez gęste sito, by zebrać nie tylko śmieci ale i zguby roztargnionych turystów?
Piasek, biały jak ten z ceramicznych bezpieczników, przyjemnie oczyszczał moje spracowane dłonie czyniąc je białymi na czas urlopu. One są moimi narzędziami. Są niezastąpione. Dłonie robotnika zniszczone pracą, a mimo to z czułością przez nią dotykane.
Przesypywały godziny piasku między palcami, czekając ochłodzenia zniżającego się słońca.
Czas biegnie szybko jak znikające ślady stóp, ludzi spacerujących granicą fali. Zostawiła mnie samego w moim grajdole i zniknęła jak w korcu maku na horyzoncie, pośród innych spacerowiczów szukających kamieni, muszli... myśli i swojego osobistego rytmu fali i serca.
Te dwa dni wystarczyły żebym zrobił się różowy. Wyglądałem po prostu śmiesznie ale przecież smażę się dla niej, bo ona ma dla mnie niespodziankę.

                             *                 *                  *

Zjechaliśmy do miasteczka portowego Nida. zaglądaliśmy mieszkańcom do ogrodów, a nawet do okien, bo płoty mają po kolana. Zupełne przeciwieństwo
polskiego odgradzania się od ludzi, obrazów i dźwięków. Uderzająca jest tam harmonia i porządek. Estetyczny rozsądek na każdym kroku. Stragany z pamiątkami podobne do siebie pozbawione ryczących stacji radiowych. Ustawione we właściwych  miejscach i nieprzekraczalnych liniach. Nie natarczywe, nie wypełzające towarem ze straganów na chodnik, na ulicę, wprost pod nogi przechodniom.


Piaszczysta ścieżka zaprowadziła nas na małe wzniesienie obrośnięte sosnami z którego roztaczał się piękny widok na zalew Kuroński. Widok za Nobla. Tomas Mann dostał ten piękny dom z widokiem właśnie w dowód uznania za przyznaną nagrodę Akademii Szwedzkiej.


Dom - Muzeum, gustownie urządzone w minimalistycznej formie. Nie przeładowane pamiątkami. Harmonijnie skomponowana ścieżka dydaktyczna prowadząca po wnętrzach. Wytyczona reprintami artykułów prasowych, dokumentów i rękopisów, dyskretnie oświetlanych ledwo widocznymi slajdami starych zdjęć jego i rodziny które przewijają się na ścianach i fotografiach ożywiając je i zaskakując widza duchem autora pojawiającym się znienacka.
Podobno spędził tam tylko jedne wakacje ponieważ był właściwie ciągłym emigrantem (Szwajcaria, Czechosłowacja, USA). Musiał emigrować z Niemiec z powodu swoich antyfaszystowskich przekonań, no i może też z powodu piętnowanego przez faszystów homoseksualizmu. Co według historyków literatury znajduje odbicie w jego literaturze.