Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywiec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywiec. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2016

"Góra Tajget" - góra Żar


Siedziała w ciemnym kącie kawiarni literackiej obserwując gości wchodzących na spotkanie. Nas też dostrzegła. Czekając, patrzyłem na jej zdjęcie z okładki książki nie mając pewności czy to ta sama osoba którą widzę obok. Patrzyła na mnie z okładki zimnym wzrokiem, niedostępna założonymi ramionami które obejmują siebie skrywając wewnętrzną tajemnicę. Nie czytałem jeszcze jej książki.
Może to i dobrze bo dziewczyna o perlistym uśmiechu, w zwiewnej, letniej sukience wydawała się taka inna
od tej którą trzymałem w dłoniach.

Opowiadała o pracy nad książką. O łączeniu obowiązków rodzinnych i zawodowych,  przyznając się do chwil słabości, kiedy po zgromadzeniu materiału musiała rozpocząć pisanie a wtedy nagle pojawiło się wiele, mniej lub bardziej, istotnych rzeczy do zrobienia, które odwlekały decydujący moment kontaktu z klawiaturą. Skądś znam to uczucie i nie jest mi obce nawet teraz.

Książka porusza ważny temat eliminacji "jednostek społecznie bezużytecznych" , i choć jest zbiorem opowieści to fakty w nich zawarte dają nam  obraz  preludium ostatecznego rozwiązania choć nie jest to książka stricte wojenna czy historyczna
To bardziej próba przywrócenia pamięci zapomnianych ofiar które w końcu zostaną nazwane i przypomniane dzięki społecznej inicjatywie mieszkańców śląska. Przypomniane nawet pomimo pewnego społecznego oporu i obojętności tłumaczonego tzw " przyczynami obiektywnymi"
To również problem winy i odpowiedzialności oraz relatywizmu moralnego sprawców, pomocników i ludzi odpowiedzialnych za te konkretne zbrodnie dokonane na dzieciach..

Jest w tej książce także pewna niespodzianka która dotyczy naszego regionu. Góry Żar. Zapory w Porąbce. Samochodów jadących mimo grawitacji i robotników przymusowych z Auschwitz oraz ich oprawców wypoczywających na brzegach Soły w nagrodę za dobre wyniki.

     

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Cygany były...

Wytrąbiłem sam całe wino. Bo wiecie, w zasadzie to ja nie piję, a piwo tylko w Pradze. Film był fajny,  w łóżku, ze wszystkimi, i tak sobie polewałem  aż tu nagle sucho we flaszce i film mi się skończył. Wszyscy poszli spać. Se myślę , to napiszę coś  bo zaniedbuję blog mój od dawna przez  nadmiar pracy, której po części nie lubię, ale robię, bo dzięki jej owocom mogę realizować pewne cele.
Ostatnio motor przebudowuje i czasu nie mam zupełnie, bo na wiosnę jeździć się chce.
Piszę  o tym też, ale to potem, ujawnię jak kształtu nabierze takiego, żeby zdjęcie można było dać.

Nie wiem jak się przyplątało to wino do mojego domu, bo co i rusz ktoś przynosi coś i zostawia. Albo po imprezie zostaje, albo niedobre, albo tanie, albo baby nie zdążą go wypić. A mi smakuje. Nie ważne co... byle sponiewierało. Dobra świnia wszystko zje. No i zjadłem ten marketowy roztwór wody ze sokiem i spirytusem i zbałamucił mnie trochę tak, że kasować muszę źle trafione litery...tęskna  etykieta winnicy, i słodkie było... i ciekawe jak ja pojadę do pracy rano o 5:00. Mam nadzieje że uleci ze mnie do rana i łeb mnie nie  będzie bolał.

Ale to nie ważne bo PAPUSZA.
Darek Paczkowski nasz żywiecki aktywista i pomocnik społeczny w skali krajowej, razem z Fundacją KLAMRA i kinem JANOSIK zorganizowali pokaz filmu Papusza, oraz spotkanie z aktorami którzy zagrali w filmie tandemu  KRAUZE.  Krauzowie jako że nie mogli przyjechać na projekcję, przesłali pozdrowienie i drobne słowo wstępne w krótkim materiale filmowym, pokazanym przed projekcją. Pozdrawiali pełne kino. Konieczne były dostawki.
Wizyta Krauzów na ekranie właściwie była bez znaczenia. Kto chciał to czytał w ostatnich Wysokich Obcasach duży wywiad z nimi. Najważniejszymi gośćmi byli żywieccy Romowie, czy jak kto woli Cyganie bo te określenia splatają się ze sobą tak że i ja raz mówię tak a raz inaczej i nie wiem która forma jest poprawna. W filmie grała rodzina Buriańskich. Karol, jego córka i żona która dopiero uczy się polskiego.
Miałem wątpliwości jak oni odnajdą się w w swojej nowej roli przed pełną widownią. Przecież jeszcze nie dawno spotykałem ich na ulicy, i wątpię by coś w ich życiu się zmieniło poza, jeszcze jednym nowym   wspomnieniem,. Czy poradzą sobie z ewentualnymi pytaniami widzów. Czy na sali nie znajdzie się jakiś mądrala chcący się pochwalić erudycją i zadać skomplikowane pytanie ku uciesze gawiedzi.  
 Widownia okazała się bardzo wyrozumiała i nagradzała brawami  odwagę Państwa Buriańskich i szczerość ich opowieści. Dowiedzieliśmy się że, zdjęcia do filmu trwały krótko. Córka pana Karola zagrała epizod, a żona z Rumunii czyniła magiczne znaki i zaklęcia nad narodzoną Papuszą... na początku filmu. Wiele scen kręcono w okolicach Olsztyna i na mazurach... reszty nie pamiętam. Nagrano tez około trzech godzin materiału który jednak nie wszedł do produkcji.
 Podobała mi się siła z jaką pan Karol podkreślał swoją polskość i przywiązanie do do lokalnej społeczności. Nie omieszkał wytknąć rasistowskich napisów na murach miasta bo przecież to jest niekończąca się historia. Darkowi niebawem farby zabraknie... Na szczęście uczy młode pokolenia tolerancji. On jest niepokonany... Szacun!  
Pytań z sali nie było.
Film wszystko wyjaśniał. Podczas projekcji zastanawiałem się czy chcę przeczytać tę  książkę. Sądzę że jak ktoś nie widział filmu to książkę mógłby przeczytać bo obrazy jakie zobaczy oczyma wyobraźni na pewno nie będą ostre. Nie będą mocne jak ujęcia filmowe.
Film jest jak wizyta w galerii fotografii. Każde ujęcie, każdy kadr, może być osobnym obrazem żyjącym własnym życiem. Słyszałem tylko co chwile głos Karoliny... ale piękna klata. Bo to było najpierw ujęcie. Statyczny kadr, w którym po chwili ożywała akcja filmu. Momenty wstrzymujące oddech  i skupiony wzrok na kadrze. Wszystko czarno-białe. Zredukowane do odcieni szarości przez co obraz "nie gra" w filmie. Jest tylko ilustracją . Koncentruje skupienie widza, a aktorzy ożywiają kolejne kadry poruszającą grą. Ujęcia są jak epizody, jak rozdziały, jak odwracanie kartek albumu fotograficznego w którym sami dopowiadamy historię ze zdjęcia.
 Smutna to opowieść o poetce i jej koczowniczym plemieniu.  Smutny los Ficowskiego, uciekiniera i odkrywcy który świetnie zasymilował się z Cygańskim taborem. Może nawet za bardzo... Sam ukręcił bat na siebie w nakładzie 50 tyś egzemplarzy ... i na Papuszę, niechcący.
 Odstawanie od stada nikomu nie wychodzi na dobre. Jak w "Papuszy" tak i w "Cyganie" który widziałem w Cieszynie i stał się obowiązkową lekturą domowników. Odrobinę wyższe aspiracje, skazują ambitnego człowieka na ostracyzm grupy. Niezrozumienie i kurczowe trzymanie się tradycji, powoduje skupienie wszystkich kłopotów właśnie na Papuszy. A Ficowski niechcący przyczynił sie do jej tragedii. Utrwalił Romską kulturę w książce ale i zdradził coś... ale nieczytaci Cyganie do końca nie wiedzieli co... Nieważne, Papusza z Ficowskim byli wszystkiemu winni.
Polityka i historia są tylko zaakcentowane drobną datą lub złą nowiną przyniesioną do domu na ustach. Kto choć trochę pamięta z lekcji historii w szkole... temu dość dwie słowie..

Ciekawe czy Papusza wpadnie w OKO Pragi i jak wypadnie konfrontacja obrazów z ekranu z tymi powstałymi podczas czytania.....


poniedziałek, 29 lipca 2013

Praga w Żywcu.



Jak nie mam chwilowo o czym pisać, to jadę na targ. Tam zawsze znajdzie się coś ciekawego.
Nie inaczej było i dziś.
A może inaczej, bo dużo więcej skarbów znalazłem i to bardzo wartościowych za przystępną cenę. Wydałem 50zł czyli ok 12Euro.
Wydałbym pewnie więcej ale nie miałem.
Kupiłem piękne przedmioty.
Dobrze że Kaśka dostrzega też w nich piękno i wartość bo inna baba to by mi wybiła głupoty z głowy :-)
Tego obrazka akurat nie kupiłem bo brzydki był, ale co Praga to Praga!


Wyjątkowo dużo książek i albumów Krzysiek wystawił, i materiałów fotograficznych które kupiłem ale zostawiłem masę szklanych negatywów i zwykłych, taśmy filmowe 8mm i taśmy magnetofonowe szpulowe i kasety, porcelany jakiś expres do kawy zabytkowy no i masę badziewia. Acha były stare walizki, skrzynie, kufry, trochę ubrań z czasów wojny, winyle ( kupiłem 3 Elvisy, nówki).
Resztę widać na zdjęciach.


TU:Stare filmy, żarówki fotograficzne spaleniowe i flash do pocketa, super światłomierz który przyda się do Zorki4 którą dostałem od Joanny, kasetki odbiorcze do starego aparatu ale nie wiem jakiego, żarówkę oliwkową do ciemni (potrzebna przy papierze wielokontrastowym), piękne żarówki 250W z wielką bańką i pięknie plecionym  żarnikiem, i dwie takie nietypowe słabe czarne z małym okiem które można kierować w rożne strony. Czyżby służyły podczas zaciemnienia w czasie wojny.


Małe filtry fi 27,do czarno białej fotografii i nasadki do zmieniania ogniskowej chyba lstrzanek dwuobiektywowych 6x6 , śłiczny kompas Junghans, i mechaniczny sprężynowy samowyzwalacz w sam raz do Zorki.

Dla Martyny, mała niespodzianka, bo jest akurat nad morzem i świetnie się bawi, a my tu zapieprzamy w pocie czoła. Jest fanką STARWARS więc cokolwiek widzę to biorę jak zawsze za grosze. Tak i tym razem. Idealne kasety wideo z pierwszej serii z dodatkami, Film Simpsonowie+Starwars i najciekawsza rzecz to album A4 do zbierania nalepek z 1977 roku z pierwszego odcinka (czwartego) 100% pełny. Jakaś figurka szturmowca, książka o nurkowaniu.


Dla siebie, a jakże by inaczej, ładne wydanie pamiętników LENI RIEFENSTAHL dupna cegła trochę zdjęć a w indeksie, dziesiątki znanych nazwisk i tym imiennym tropem przejrzę tą książkę pod kątem ciekawostek.
Leni z Józkiem Goebbelsem

piątek, 12 lipca 2013

Załatwił im lekką śmierć.

Widząc śmierć każdego dnia, szybko orientował się, kto jak długo pożyje. Kiedy niespodziewanie spotkał swoich kolegów, załatwiał im, z ich "oprawcą", kilka gratisowych chwil życia. Mogli dopalić papierosa, zjeść kawałek chleba, a że miał dobrą pozycje z racji wykonywanej pracy, załatwiał im też szybką śmierć bez zbędnego cierpienia.
Czy, w beznadziejnej sytuacji w jakiej wszyscy się wtedy znaleźli, to co robił, nie było ludzkim odruchem. Czy śmierć w spokoju, bez szaleńczego galopu myśli, szarpania i desperacji zaszczutego zwierzęcia, nie jest lepsza. To dobra śmierć.
Tak, oni traktowali ich jak zwierzęta. Nie, oni traktowali ich gorzej, bo zwierzęta są pożyteczne, potrzebne a oni nie. Zwierzęta moją imiona a oni nie...
... oni mają numery.
On też miał numer 3444. Miał niemieckie nazwisko i Austriackie korzenie. Był Polakiem.

Fotograf co robił jelita.

Wyuczony zawodu w Katowicach, w zakładzie fotograficznym który do dziś istnieje. Miał specjalizację portrecisty, był bardzo dobrym rzemieślnikiem, fachowcem. Przed wojną mieszkał w Żywcu i oczekiwał przydziału do lotnictwa mając kategorię A. Był spokojny.
Nie podpisał volkslisty  i przewidując jaki los go spotka, zaplanował z kolegami ucieczkę do Francji przez Węgry. Doszli pod Sanok gdzie Ukraińcy ich złapali, dwunastu rozstrzelali. Jego i drugiego kolegę, uratowało nazwisko. Niemieckie nazwisko.
Znowu mógł zmienić swoje życie, ale odmówił wstąpienia do Wehrmachtu.
Teraz droga był już prosta... do obozu... do Auschwitz.
Wielokrotnie przekraczał bramę z napisem ARBEIT MACHT FREI  którą wcześniej zrobił jego obozowy kolega, kowal Jan Liwacz (1010) żyjący do 1980 roku.

Miał pracę,... różną.
Budował drogę, transportował trupy, obierał kartofle, pracował w jarzyniarni. Jego Pan Kapo wiedział, że jest fotografem. Mógłby się przydać. Niebawem dostał polecenie wstawienia się w bloku przy ścianie śmierci... bał się, ale spotkał tam trzech innych fotografów, i to go uspokoiło.
Dostał tę pracę.
Dostąpił luksusu. Miał umywalnię, kibel ze spłuczka, piętrowe łóżko. Ciepło. Praca w wydziale politycznym nobilitowała go. Nareszcie robił to co umiał najlepiej. Fotografował.
Dostał pełne wyposażenie studia fotograficznego. Pomocników.
Machina obozowa nabierała rozpędu. Jego praca również. W dziale rozpoznania fotografował "policyjnie" osadzonych w obozie.

Czesława Kwoka (1928-43) nr 26947 ozn. jako wieźniarka polityczna wywieziona z Zamojszczyzny.

  Wykonał dziesiątki tysięcy fotografii do obozowych kartotek. Pracował z zespołem całymi dniami. Nie byłby sobą gdyby nie wykorzystał swojej pozycji. Niemieccy oficerowie chcieli mieć ładne zdjęcia. Dla siebie, dla matki, dla dziewczyny... po prostu.
Robił usługi... za chleb, za margarynę, za pracę dla kogoś w innym komandzie. Był bogaczem jak sam mówił. Tym bogactwem była margaryna i chleb, czasem nawet pełne wiadro tego dobrodziejstwa dzielił pomiędzy wszystkich którym mógł pomóc. Papierosów nie palił więc palili wszyscy dookoła. Żywczacy również.

Znalazł bratki, postawił w kieliszku, zrobił zdjęcie i się wydało że robi prywatę. Miał zrobić tysiąc odbitek, potem dwa i jeszcze więcej. Wszyscy chcieli mieć jego kwiatki.

Lekarze obozowi potrzebowali jego pomocy w dokumentacji eksperymentów medycznych. Fotografował tatuaże, które potem widział rozpięte do garbowania dla oprawy książek. Utrwalał operacje ginekologiczne, kaleki, karłów, bliźniaki (to bardzo znane zdjęcie jego autorstwa),przypadki raka wodnego (noma faciei), sekcje zwłok.


Lekarze obozowi szukali ludzi z różną para oczu które fotografował aparatem Leica na kolorowym filmie. Nie wywoływał koloru. Filmy jechały do Gliwic.

Mengele też był zadowolony.
Mówił do niego per Pan, a po południu wysłał tysiąc holenderskich Żydów do gazu. Bardzo uprzejmy morderca. Podsyłał mu kobiety z Birkenau do fotografowania aktów anatomicznych co było dla niego traumatycznym doświadczeniem. Do końca życia.

"Fałszerze"

Zaczynali od rozpracowania jednodolarówki, u niego w Auschwitz. Tak długo pracowali nad powiększeniami przy pomocy epidiaskopu aż doszli do takiej wprawy, że już w innych obozach, produkowali masowe ilości funtów. Po wojnie pozostawały jeszcze w obiegu!
Technologie fałszowania doskonalił LEO HAAS, czeski Żyd, malarz, który po Auschwitz kontynuował na wielką skalę, razem z grupą fałszerzy obozu Sachsenhausen, drukowanie najdoskonalszych w dziejach podróbek funtów.
Ogółem fałszerze operacji Bernhard wyprodukowali ok 135 000 000 funtów.
Wątek tej akcji wpleciony jest również w "Akta Odessy", Forsytha.

Innym jego obozowym znajomym, był artysta  Ksawery Dunikowski, z którym mieszkał w sali. Słuchał opowieści paryskich Dunikowskiego, słuchał też o lepszym świecie socjalistycznym od Stanisława Dubois.
Jednak największe emocje budziło w nim spotkanie rotm. Witolda Pileckiego, którego klasa przedwojennego oficera na każdym robiła wrażenie. Tak jak jego brawurowa ucieczka z obozu.

rotm. Pilecki
W 1943 roku opiekunem jednej grupy fotografowanych więźniów był "pisarz służbowy" Józef Cyrankiewicz. Ten Cyrankiewicz.

Idzie Ivan!

Przełożony więźnia 3444 przestraszony wieściami z frontu wschodniego, rozkazał spalić wszystkie negatywy, a było tego około 80 tyś. W piecu nie chciało się palić. Wtedy produkowano niepalne błony fotograficzne. Jak nałożyli piec do pełna, to ogień zdusiło. Szef, bo nie nazywali go kapo gdyż był"dobry", wystraszony, zostawił ich samych i uciekł. Tym sposobem wiele negatywów ocalało. Ogromną część, wiele dni wcześniej, musiał spakować do wielkiej skrzyni. Były tam m.in: zdjęcia dla Mengele, filmy z mordów podczas pracy, ofiary "drutów", wszystkie zdjęcia z likwidacji rosyjskich jeńców, sekcje zwłok... miała ona zostać wywieziona na dolny Śląsk... podobno, bo nie widział adresu.
Resztę zabrali Rosjanie.

Droga do domu była prosta, blisko przecież.
 Zawód miał doskonały na czasy pokoju. Aparat kupił od ruskich Zabrał się do pracy, ale każde kolejne spojrzenie przez celownik aparatu sprawiało mu ból. Nie widział szczęśliwych ludzi, tylko zamęczone postacie obozowych kartotek. Nawet psychiatra mu nie pomógł, tylko zmiana zawodu.
Razem z żoną produkowali osłonki białkowe do kiełbas aż do 1992 roku.
Jego syn jest wziętym laryngologiem.

A wszystko to prawie za płotem. Saybusch, Auschwitz...
Na historię życia WILHELMA BRASSE trafiłem kilka lat temu w GW, nawet wyciąłem artykuł tylko nie mogę znaleźć. Moje dziewczyny były niedawno  MOCAK'u   a żeby mi nie było smutno podczas pracy w warsztacie, to kupiły mi książkę "o żywieckim fotografie".

... i mógłbym zamienić z nim słowo, i dostać autograf , bo zawsze chętnie opowiadał o życiu i pracy w obozie, przyjmował zaproszenia na prelekcje, mam tak blisko...  na cmentarz, umarł jesienią zeszłego roku.
Znowu się spóźniłem!

Wilhelm Brasse nr3444

czwartek, 4 kwietnia 2013

Lenin, Kloss, Kora, Edelman... sympatyczne spotkanie.

 Wszystko zaczęło się od uratowania KORY. Przezimowała u nas, by w tym roku znaleźć się gdzieś w nowym miejscu, nowym mieście, może gdzieś w Polsce. Autor pracy już się o to postara. Bo głupio tak zatrzymywać czyjąś własność, nawet pomimo tego ze jest ich cztery.

Ciekawe co kieruje ludźmi którzy posiadają dzieła sztuki w swoich domach. Czują się lepsi, chwalą się, oprowadzają po zagrodzie i mówią "... i tu mam takie, te, i tu mam takie te..."  Rozumiem że to może być lokata kapitału, choć rynek nieprzewidywalny. Lepsze chyba nieruchomości czy obligacje.  Ale ja nie mam kapitału, poza kapitałem w sobie i tym Marksa. Rozumiem potrzebę kontemplacji dzieła w ciszy i skupieniu, ale ileż można się cieszyć... tydzień, miesiąc i co? Egoistyczne pobudki, że ja mam i nikomu nie dam? Zamknięte na siedem spustów. Do grobu przecież nie wezmę, to dlaczego nie podzielić się radością posiadania z innymi jak Grażyna Kulczyk czy Fibak, na przykład.  Tak powstawały prywatne kolekcje które potem zasilały państwowe muzea i galeria wielu krajów. Dla wszystkich.To rozumiem. A metka, i tak pozostaje gdzieś z tyłu.

 Podczas pewnego przypadkowego spotkania z autorem graffiti,  Darkiem Paczkowskim podpowiedziałem mu, że chętnie przygotuję ten "fresk z Korą", pozyskany z budy wędkarskiej, by można było dzięki niemu zdobyć środki do realizacji kolejnych prac. Autor zgodził się chętnie, tym bardziej że gromadzi fundusze na realizację muralu na Muranowie (Nowolipki 9b), poświęconego MARKOWI EDELMANOWI , szykowany na 70 tą rocznicę powstania w gettcie warszawskim przypadającą na... chyba 19 kwietnia.
 "I tak go zrobię! Bez względu na ilość pozyskanych środków." powiedział.

Początek malowania 5 kwietnia - Nowolipki 9b, wwa
Wczoraj spotkaliśmy się rodzinnie z Paczkowskimi, na babce świątecznej i kawie, z Korą za plecami. Darek to bardzo barwna i ciekawa postać polskiego graffiti i street artu, zakorzeniony jeszcze w pomarańczowym PRL'u. Każdy zna jego Lenina i Klossa czy Smoleńsk z okładki książki. Znana jest też jego ostatnia inicjatywa "Związki partnerskie nie są dla nas zagrożeniem" gdzie pary hetero fotografują się rodzinnie wspierając tym samym kampanię praw dla partnerów. My też .wspieramy, a docelowo planowana jest wystawa w sejmie.

mural który trafił na  okładkę
głowa Lenina znad pianina












 Skiba - Kloss - Paczkowski - Szura   

Pamiętają niektórzy naszą wizytę w Gdańsku, u Skiby, w jego Instytucie Polskiego Rocka. To był

październik 2011 roku. Bogdan dostał wtedy album: "Artyści, Wariaci, Anarchiści" z dedykacją od Skiby. W środku powielony był szablon graffiti z profilem Klossa który wszyscy znamy.
Wiedziałem że Paczkowski to kumpel Skiby i jest autorem głowy Lenina z irokezem.  Pomyślałem ze podniosę wartość książki jeszcze jednym cennym autografem między stronami anarchii.
Nie omieszkałem opowiedzieć Darkowi o naszym Klubie Miłosników Stawki i pokazałem mu Janka w książce.
Jakież było nasze zdziwienie, kiedy ze spokojem powiedział:
- Tak, to mój szablon. Mogę wam zrobić oryginał do kolekcji, bo mam go nadal.
Oryginał składa się z trzech części: dymka, ręki i profilu dlatego wykorzystywany był w rożnych kombinacjach. Wykonany nie jest z papieru lecz z celuloidu pochodzącego ze zdjęcia RTG, lub z drukarni.
Szblony, w pracowni Darka.
 Przy babce, ustaliliśmy kolejne spotkanie, na wykonanie odbitek z szablonów. na potrzeby najbliższego spotkania Klubu Miłośników Stawki 9 kwietnia b.r, o godz. 18:00, w bielskim zamku Sułkowskich, którego gościem będzie Stanisław Mikulski i Stanisław Janicki. (wstęp wolny)
Dzisiaj spędziliśmy razem kilka godzin, na odbijaniu szablonu Hansa Klossa dla KMS, i Hana Solo, dla Martyny, fanki Star Wars. Janki są dwa: jeden dla Stanisława Mikulskiego na bielskie spotkanie, a drugi do Bogdanowego archiwum stawkowego.
Jeśli terminy pozwolą, to Dariusz Paczkowski przyjedzie osobiście, wręczyć graffit Jankowi. A jak nie da rady to poprosimy Bogdana.

Dariusz Paczkowski -
3fala.art.pl
 
album od Skiby
Janki dwudzieste trzecie


Korzystając z okazji, spędziłem z Darkiem trochę czasu, fotografując jego prace i działania społecznie zaangażowane w jego pracowni, i w plenerze. Akurat dziś, plenerze tematycznym, poświęconym Dniu Wiedzy o Autyzmie.


  I tak, historia która zaczęła się od Kory, zatoczyła ciekawe koło. Tak niewiele potrzeba by być jej świadkiem. Wystarczy chcieć się zainteresować. Czasem wystarczy napisać kilka słów, wysłać zdjęcie mailem, pozdrowić, a potem już tylko słuchać, pamiętać i pisać.

środa, 19 grudnia 2012

- KORA JACKOWSKA uratowana...

Auto nie jest dobre dla kogoś kto patrzy dalej niż poza nos przedniej maski. Pędzi z punktu A do punktu B. Na czas, na obiad, na spotkanie... do pracy. Auto ogranicza. Bo nie ma jak skręcić, bo nie ma gdzie zaparkować , bo szkoda zwalniać, bo trudno ponownie włączyć się do ruchu. Bo czas. Od dawna tamtędy przejeżdżam i powtarzam sobie że powinienem tam skręcić żeby zobaczyć. Wystarczy skręcić, i udokumentować wszystko zanim budowla całkiem się rozpadnie i może coś stracę, czegoś nie zobaczę,choć nie wiem jeszcze czego.
Powinienem przypomnieć sobie to miejsce sprzed wielu lat. Tam było fajnie. Dysko na  piachu w starych garażach latem. Bar w stanicy wodnej obok i pokoje na górze. Tor crossowy, staw z karpiami. Właściciel, dobry znajomy, a "lokal" z domową atmosferą przewijających się znajomych mniej lub bardziej trzeżwych. Chociaż lokal to może za dużo powiedziane. Raczej "upijalnia towarzyska". Wszystko nad brzegiem  jeziora żywieckiego w Pietrzykowicach w miejscu starej po peerelowskiej żwirowni która wydobyła masę żwiru ale podobno cały urobek "poszedł bokiem".
 Zmusiłem się do lewoskrętu. Zajechałem nie niepokojony przez nikogo. Żadnego strażnika, portiera, emeryta z ochronki. Bez płotu, bez szlabanu. Drzwi otwarte.


Budynek dawno oddał to, co miał najwartościowszego. Co się dało, zostało pozyskane dla zysku, a już wtórnie do recyklingu. Żyły wyprute, rury ciepła podcięte już nigdy nie ogrzeją murów które nikogo nie schronią. Eksploracja pokoi dała mi namiastkę niespełnionej wycieczki do Czarnobyla gdzie można samodzielnie penetrować całe miasto, wszystkie domy i mieszkania, sklepy, parki, place a nawet "wesołe miasteczko" (sic!) i pływalnie. Czarnobyl i Prypeć.
Szkło chrzęściło pod butami zmieszane z płatani tynku, ze ścian i sufitów. Farba łuszczy się kolorami. Budynek jest solidny. Z betonu i stali. Nie obawiam się upadku z piętra bo nie ma tzw. ordeki. Jest strop żelazo-betonowy dlatego dodaje mi odwagi. Lubię beton i stal.


Pisałem kiedyś o graffiti w Żywcu. O kolorowej galerii kolejowej głównego dworca i hal magazynowych. Dziś moim oczom ukazała się galeria zaangażowanego graffiti buntu społecznego.
Buntu przeciw genetycznie modyfikowanym organizmom, przeciw przemocy państwa, rasizmowi i antysemityzmowi.  Z każdym krokiem, z kolejnym pokojem odkrywałem historię pewnej akcji. A może i dobrze przemyślanego planu...
Jakie ładne te obrazki.
 I tak fotografowałem je ze świadomością że niebawem zostaną zniszczone. Niedawny pożar drewnianej zabudowy osmalił tylko część ścian z płyt elewacyjnych a framugi okien nadpalił. Robotnicy rozbierali zgliszcza i zaczepiali mnie słownie, "po co robię zdjęcia?". Dobrze że znajomość kilku nazwisk pomogła mi znależć wśród nich kolegów a nie wrogów.


Co ma KORA do stanicy wędkarskiej? 

Krążyłem po pokojach i w każdym znajdowałem niespodziankę. Największą była KORA. Wielka. Piękna. Kolorowa. Jaka szkoda że nie można jej zabrać do domu jak kawałków fresków  Bruno Schulza z Drohobycza.
 Aktywista Artysta Dariusz Paczkowski pierwszy grafficiarz RP  razem z grupą 3FALA zawitał kiedyś do Pietrzykowic i ożywił tę opuszczoną ruderę   realizując ciekawy projekt.
























Płyta Kory PING PONG ukazała się w listopadzie. Materiał na okładkę pochodzi właśnie z Pietrzykowic. Z elewacji stanicy wędkarskiej pomalowanej przez Paczkowskiego z 3fala.art.pl. 
W samochodzie zawsze jakieś narzędzia się znajdą. Szybkie oględziny pozwoliły stwierdzić że płyty przykręcone są wkrętem do drewna na płaski śrubokręt. Zapragnąłem mieć Korę u siebie w domu. Łatwo odkręciłem fresk z drewnianej konstrukcji. Robotnicy chcieli ode mnie koniecznie na flaszkę za "pozwolenie" ale się wykręciłem. Przecież to i tak kiedyś zostanie zrównane z ziemią. Po prostu szkoda tych obrazów tym bardziej że to one znalazły się na okładce ostatniej płyty KORY. Takim sposobem Kora znalazła się u mnie w domu. Nawet po czterokroć.
Autor: Dariusz Paczkowski 3fala.art.pl  niedawny pożar przypalił trochę policzek Korze. 
Zdemontowane " ze zdjęć powyżej"


I  co ja teraz z nią pocznę. Najpierw utrwalę te obrazy lakierem bezbarwnym.Pomyślałem potem że  dobrze byłoby przykręcić te tablice (120x80 cm) do czarnej płyty meblowej która stanowiła by swoiste passe partout i jednocześnie pozwalałaby to jakoś przykręcić do ściany. Bo Kora jest bardzo krucha. 

czwartek, 15 listopada 2012

Doktryna... NO LOGO... Noemi...

Zalegliśmy w łóżku rodzinnie, wieczorem, i nie mieliśmy co oglądać. Wybór z twardego padł na dokumentalny film "Wyjście przez sklep z pamiątkami". Jakoś tak wyszło z rozmowy o graffiti w Żywcu. Tym chujowym "graffiti", tych bohomazach ulicznych bez treści i formy malowanych przez domorosłych (przecież nawet ci najlepsi są domorośli) "artystów" często antysemitów, palantów rasistów. W Żywcu jest ich sporo, zawsze było ich dużo. Sam dostałem w ryj pewnego wieczoru na początku lat 90-tych. Wtedy to akurat byli tzw. skinheadzi. Teraz to tzw. patrioci, narodowcy, monopoliści honoru tylko gdzie podział się Bóg?
Bóg Honor i Ojczyzna. Teraz tylko Honor i Ojczyzna... krew i honor, czego przykład mamy każdego 11 listopada.
Jest miejsce w Żywcu gdzie jest dużo fajnego graffiti. To tyły stacji PKP, zabudowania magazynowe. Świetna galeria bo jadąc pociągiem można spacerowym tempem obejrzeć wszystkie prace elewacyjne. Nie ma w tych pracach polotu na poziomie Banksy'ego choć z drugiej strony nie można porównywać. Każdy graficiarz jest klasą sam dla siebie. Są bardziej błyskotliwi, spostrzegawczy są i zwykłe "pismaki".

Prace z Żywca pojawiają się na stronach internetowych, grafit blogach, trzecich falach, a nawet w lokalnych wiadomościach prasowych z burmistrzem w roli "głównej"... to przy okazji zamalowywania rasistowskich haseł na murach miasta.






Nasz burmistrz lubi autopromocję. Czasem wychodzi mu niezręcznie jak kiedyś na koniec koncertu Budki Suflera, wyszedł na scenę i powiedział do mikrofonu mając za sobą zespół schodzący ze sceny "... za rok załatwię wam jeszcze lepszy zespół!"
Jaki elektorat, taki burmistrz.

Od dawna obserwuję, czasem z niepokojem, pewną odmienność Martyny i Karoliny w stosunku do tego jak widzę ich rówieśników. Dziewczyny ubierają się inaczej... Wiem że to często nasza, czyli rodziców sugestia, żeby nie wyglądać tak samo jak manekin w sklepie czy dziewczynki na dyskotece... lub "galerianki". Nie zapominamy podpowiedzieć im że, np:...te buty za kilkaset złotych, szyje chłopczyk na wschodzie, za kila centów, czy za tzw. "paczkę ryżu". Gdy glany były rzadkością Karolina chodziła w nich cały rok ale od kiedy pojawiły się w marketach i pół szkoły je nosi zapragnęła mieć buty desantowe... Wielu nosi wojskowe plecaki-kostki na książki  więc Martyna i Karolina w opozycji  noszą zwykły plecak brezentowy ze skórzanymi paskami jak turyści w PRL'u., Długo można by wymieniać.
Ktoś powiedzaiał:
"Jak nie masz swojego stylu, skopiuj go od kogoś."
Mam jednak pewne wątpliwości czy przez swoją inność, nie tylko stroju ale i spojrzenia na otoczenie, będą umiały odnależć sie we współczesnym, konsumpcyjnym, świecie. Czy  innością nie skazują siebie na ostracyzm. Czy my nie przykładamy do tego ręki nauczeni prl'owski oporem przed systemem. Wtedy politycznym, teraz ekonomicznym czy stylowym.
My, starzy mamy do tego dystans, jednak dzieci chyba jeszcze nie. Tak, fajnie jest kupować, zaspokajać swoją próżność, ulegać reklamom. Wystarczy rozumnie spojrzeć na reklamę a obnaża sie  intencje handlowców, speców od marketingu i manipulacji. Budzenie potrzeb, zapełnianie niszy, promocje, gratisy, nowe, nowsze, lepsze. Ja mam lepsze, on ma gorsze...
Kolega kupował TV za kilka tysięcy przez pół roku, dzwonił, sprawdzał, z latarką zaglądał w szpary kolejnych telewizorów. Byle było Made in Japan. I wyrzygał 5000zł za 42 cale. Opowiadań i przechwałek w pracy były godziny. Pomyślałem że też "pochwalę" się prowokacyjnie, zakupem nowego monitora który miałem w aucie. Pierwsze pytanie.
Jaka marka, ile cali,  LCD czy LED?
Moja odpowiedż:   Nie wiem!
-Jak to nie wiesz! -mówi kumpel. -Nie wiesz co kupujesz?
-No, nie wiem. Zadzwoniłem do kolegi co ma sklep i kiedy stałem na światłach pod jego sklepem, wyszedł, wrzucił mi pudło przez okno do auta , no i mam nowy monitor. Nic w tym dziwnego, dla mnie, ale znajomi nie rozumieją, muszą mieć wszystko najlepsze.
Moje ulubione zdanie " Śmiejąc się z siebie możemy do woli uśmiać się z innych" 
Odwiedziny u takiej osoby również są ciekawym doświadczeniem. Zaczyna się zazwyczaj od prezentacji nowych nabytków, gadżetów, pierdół itd.
Często pytam udając niewiedzę co to jest, do czego to służy? Oj, to pozwala posiadaczowi  zabłysnąć, wypłynąć na szerokie wody elokwencji.  Ego rośnie jak nasz dług narodowy, warszawskiego telebimu....
A przy stole dominuje narzekanie na polityków, opowiadanie dowcipów skończywszy na relacjach z ostatnio oglądanych filmów na tubie. Pusty przekaz cudzej twórczości...

Z tego wszystkiego,  "No logo" Noemi Klein. Czy chcę się utwierdzić w przekonaniu że jesteśmy trybikami w maszynie świata i korporacji. Czy pozostaje nam cicho siedzieć i harować dla wspólnego ... czyli czyjego dobra?
Nie trzeba mnie przekonywać. Ja to wiem. Potrzebuję więcej argumentów, faktów, przykładów... Kurier już jedzie.

napalm...

środa, 5 września 2012

Żywiec na starszej pocztówce.




foto:  K. Kaczyński
foto:L.Święcki
foto:Z.Gamski

foto: Siudecki, Święcki

Jestem dziś umówiony z targowym księgarzem. Miał dla mnie odłożyć kilka książek, miał być Capek, Frazer  "Złota gałąż", stos Literatury na Świecie...