Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (4) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (71) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (8) nurkowanie (2) OSOBISTE (27) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (17) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

I po konkursie...

Zakończył się pierwszy etap konkursu na blog roku 2012 polegający na głosowaniu SMSowym (1,23 zł). Dla mnie zakończył się definitywnie.
W kategorii do której zgłosiłem blog oprócz mnie zgłosiło się jeszcze 547 osób ze swoimi blogami. Dziesięć blogów z największą ilością punktów, przechodzi do następnego etapu jakim jest ocena jurora czyli Agaty Passent.
Najwięcej puntów zgromadził blog powiśla 254 pozostałe dziewięć blogów miały 214 do 250 głosów. Mój znalazł się na 33 miejscu pośród 547-u z liczbą 63 głosów. Jedyne na co sobie pozwoliłem by zyskać trochę głosów to wysłanie zbiorczego smsa do 100 znajomych osób,  z propozycją oddania głosu.
Dziękuję wszystkim którym się chciało.
Ja wiem że to nie o to chodzi, że ten plebiscyt nie świadczy o jakości bloga, o jego popularności. Może jedynie mieć pośredni wpływ na zwiększenie ilości czytelników ale mam wątpliwość co do ich wierności. Nie ma to jak praca dla stałego grona czytelników których odnotowują codzienne statystyki. To im dziękuję najbardziej.
  Lista 10 najpopularniejszych 

- TAK WIELE PRZESZLIŚMY...

...tak wiele przed nami.


  Dwa lata wystarczyły, by zapomnieć ten spektakl na tyle, żeby kolejna wizyta w stolarni, była nowym, świeżym przeżyciem. Nowym , właściwie innym, bo oglądając film czy spektakl, w towarzystwie bliskiej osoby, czuję się go na nowo. To, takie łatwe, oglądać coś kolejny raz. To nie nuży. To pozwala podzielić uwagę na przedstawienie i na obserwację bliskiej osoby i publiczności. Kiedy ona reaguje, na co, i jak. Co jednoczy widownię wspólnym śmiechem a co dzieli ją na pojedyncze pomruki oczywistych skojarzeń, przywodzące nieodparcie na myśl, rechot na sali sejmowej. Dostrzega się nowe rzeczy, inne gesty, inne słowa, odniesienia do tła politycznego (partnerstwo, jak żyć...) Obserwuje się drugi plan, ukryty w cieniu pierwszego kontaktu z przedstawieniem. To jest fajne, zwłaszcza kiedy sztuka jest lekka i przyjemna... do czasu "Przesłuchania".

  Chcę wierzyć w to, że aktorzy są tak sentymentalni jak ja, że ich wspomnienia i przeżycia są takie jak moje, tak uniwersalne, pasujące każdemu. Na pozór spontaniczne, ale wiek aktorów albo raczej fizjonomia poddają pod wątpliwość szczerość wyznań. Nie wszystko, i nie na raz, ale każdy, w jakimś momencie odnajdywał siebie na scenie między zdarzeniami.
To, taki kolorowy patchwork wspomnień,  mimo dominacji szarości tamtych czasów i zerowej scenografii. Bo kolorytu dodają tym scenom emocje każdego widza. Aktorzy szkicują zdarzenia a my kolorujemy je  wewnątrz odnosząc do osobistych przeżyć.  Wszystko było wtedy takie nijakie i szare, ale wspomnienie nosimy wewnątrz kolorowe. Ja, bardzo i uwielbiam je pielęgnować filmem, książką, czy przedmiotami....

TYCH DWOJE PRZYPOMINA MI NAS DWOJE...

 Zamiast szczegółowej recenzji, powinny wystarczyć wszystkim hasła, którymi można historię młodości każdego około czterdziestolatka zilustrować i przypomnieć. Niech mówi za to Sidney Polak albo "Wszystko co kocham", "Nasz mały PRL"...


                                                                Teatr Polski Bielsko-Biała

A taki konkurs jest....

KONKURS BLOG ROKU 2012  

Bedzie mi miło, jak czytelnicy oddadza swój cenny głos (1,22zł) na mój skromny blog. Cel charytatywny.
Głasować mozna do 31 stycznia. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Treść smsa to:             E00315    
Numer :                           7122

Ostatnie trochę LOMO

Kolekcja wierzb powoli rośnie, (gdzie mi tam do Hartwiga) i, jak zauważam, przegrywają z industrialnym grodzeniem. Wierzb jest coraz mniej.  Oczywiście w naszym regionie, bo pewnie w Polsce B, będzie jeszcze dużo, grubych i krzywych, chyba że zostały wycięte na opał z powodów ekonomicznych. W miejscach które pamiętam, już ich nie ma, ale dostrzegam je gdzie indziej.

Ostatnio nosiłem ze sobą LOMO z czarno-białym filmem (BW 400CN Kodak C-41) uwielbiam jego kontrast i łatwość zdjęć cz-b.

"Fotografuję żeby przekonać się jak to będzie wyglądało na zdjęciu." - Garry Winogrand, ja też.















Zdjęcia z miejscowości Zarzecze nad jeziorem żywieckim oraz Pewel Mała gdzie mieszkam.

Susan Sontag "O fotografii" 
wycinek z antologii cytatów zamieszczonych na końcu książki.
... wiosną 1921 roku zainstalowano w Pradze dwa automaty fotograficzne właśnie wynalezione za granicą. Reprodukowały one sześć lub dziesięć zdjęć tej samej osoby na jednym arkuszu. 
Kiedy zabrałem te zdjęcia ze sobą do Kafki - powiedziałem od niechcenia: "Za kilka koron można się sfotografować pod każdym kątem. Ten aparat - to mechaniczne "poznaj samego siebie".
 -Chciałeś powiedzieć: "pomyl się co do własnej osoby" - odparł Kafka z leciutkim uśmiechem.
Zaprotestowałem. "Jak to? Aparat nie może kłamać! Kto ci to powiedział?
- Kafka przekrzywił głowę. "Fotografia skupia naszą uwagę na tym, co powierzchowne. Z tej przyczyny zaciemnia ukryte życie , które prześwituje przez zarys rzeczy niczym gra światłocienia. Nie daje się tego uchwycić nawet najostrzejszym obiektywem. Trzeba szukać po omacku, na wyczucie... Ten automatyczny aparat nie pomnaża ludzkiego oka, a dostarcza jedynie fantastycznie uproszczonego punktu widzenia oka muchy."
                                                                            Gustav Janouch, Rozmowy z Kafką     
                                                                     
 To mi przypomina piękny film "Amelia" z O. Tautou, gdzie pojawia się chłopak, kolekcjonujący porwane, niechciane zdjęcia wyrzucone przez  ludzi niezadowolonych ze swojego wizerunku... kolejny raz oglądaliśmy  go z prawdziwą przyjemnością, aż spóźniłem się do pracy.
PS.:
AM jak będziesz spacerować po Pradze, zobaczysz budkowy automat fotograficzny, to zapamiętaj lokalizację. Takie zdjęcie będzie fajną pamiątką.  

Słonimski kontra Czarnobyl.

Julia Hartwig ,Antoni Słonimski.*

Soukupovą dokończyłem czytać z przyjemnością, chociaż to może trochę niewłaściwe określenie. Przyjemność, to można odnaleźć w czytaniu, na przykład dziewic, typu Szwaja, ale nie trudnych rodzinnych losów budzących dawno uśpione emocje i wspomnienia, pozostawione w zamkniętych rozdziałach życia do których raczej się nie wraca.
Tylko ona, mocnym słowem, otwierała adwentową czekoladę każdego rozdziału życia bohaterów, w taki sposób że odnajdywałem siebie w postaciach, zdarzeniach, słowach, gestach, emocjach i strachu. ONA tak dobrze mnie zna, ona zna wielu na wskroś. Kto sięgnie po książkę, odnajdzie cząstkę siebie, cząstkę otoczenia i bliskich. To działo się tuż. Gdziekolwiek.
Nie lubię tego uczucia które pojawia się kiedy kończę czytać książkę a na półce nie ma kolejki oczekujących tytułów. Nie lubię rozterki zabierania jednej książki do torby, kiedy wychodzę do pracy. A co jeśli mi nie spasuje... Gazeta to za mało...
Notes, ołówek, długopis, wizytówki, jakiś przedruk artykułu którego nie zdążyłem przeczytać (teraz "Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy" Lipskiego), Lomo, kluczy masa i "żarcie do czytania"... no prawie jak typowa kobieta z zawartością swojej torby.
Uwielbiam kupować książki.
W kolejce ustawiła się Oriana Fallaci z "Penelopą na wojnie", Słonimski - obecny, Swietłana Aleksijewicz z modlitwą, Wiech pod minogą, Susan Sontag "O fotografii" ale raczej we fragmentach, Springer napoczęty ale na potem i jeszcze kilka pozycji.
Wszystkie chce mi się czytać... tylko czasu mi brak. Każdej uszczknąłem trochę, choć parę kartek Nie mogę poświęcić czasu tyle ile bym chciał. Obowiązki...
Modlitwę Czarnobylską zabrałem ze sobą. A jakże, do pracy to zrozumiałe, tematy bliskie. Jednak relacje ludzi, pełne goryczy, smutku i łez były zbyt dużym ciężarem. Opisy skutków promieniowania gamma na organizm przywoływały straszliwe obrazy ludzkiego cierpienia. Czy jest gorsza śmierć niż popromienna...
"Stolec od dwudziestu pięciu do trzydziestu razy na dobę. Z krwią i śluzem. Zaczęła mu pękać skóra na rękach, na nogach... Całe ciało pokryło się bąblami. Kiedy kręcił głową, na poduszce zostawały kępki włosów... A wszystko takie kochane, bliskie..."
"Codziennie zmieniałam to prześcieradło, a pod wieczór było całe zakrwawione. Podnoszę go a na rękach zostają mi kawałki skóry, przyklejają się."
(...) "To już nie człowiek, tylko reaktor. Spalicie się oboje"... on umarł, ona była w ciąży, urodziła...
To jednak tylko intro bo dalej już tylko ludzie, którzy przeżyli, zostali, wrócili, i żyli  z typowym dla człowieka socjalistycznego podejściem do odpowiedzialności za siebie i innych. Kradzieże pozostawionego mienia, przemyt czegokolwiek wartościowego, handel wszystkim co można było sprzedać i nie ważne że "świeciło" (na dozymetrze) ważne że jest ktoś kto chce zapłacić... reszta jest milczeniem...
galeria zawodowych ekspolratorów Czarnobyla

Wygrał Słonimski - ponadczasowy. Po niego sięgnąłem odpychając "Czarnobylską modlitwę". Potem... potem wrócę.
Nie miałem siły czytać dalej o Czarnobylu i tym wszystkim tym bardziej że mój wyjazd w zeszłym roku nie doszedł do skutku. Mam nadzieję że w tym roku się powiedzie to sobie przeczytam przed wyjazdem.
Na targu kupiłem ostatnio Słonimskiego tak z rozpędu. Zbiór felietonów zatytułowany "Obecność" z lat 1971 - 1972. Chyba ten 72 -gi rok zaważył. Mój rocznik. Co się wtedy działo, co pisało?
Ten zbiór felietonów czyta się jak wczoraj kupioną gazetę. Obserwacje nie straciły nic na aktualności.
  W zeszłym roku w prasie pojawił się artykuł zwracający uwagę na charakterystykę polski w podręcznikach krajów unii. Problemem było przedstawianie nas w złym świetle. Słonimski pisał o tym i pracował nad poprawą naszego wizerunku będąc delegatem UNESCO już w lata siedemdziesiątych, z sukcesem.

Rzadko oglądam tzw. telewizję z misją. Mam odruch anafilaktyczny na dźwięk prezenterów, prowadzących, a najbardziej na pytanych przechodniów z łapanki by odpowiadali na jakikolwiek temat. Wręcz duszę się ich trudnością wysławiania, ubogością słownictwa, dźwiękonaśladownictwem yyyy... Media wszelakie zabijają kulturę wypowiedzi. Szkoła nie uczy swobody zdań wielokrotnie złożonych. Język ubożeje esemesem a emocje zamiast w słowach znajdują uzewnętrznienie w emotikonach :-(  A Słonimski co na to?
"Tradycje słowa mówionego zanikają (...) nie ma wielkich mówców. W dyskusjach zwycięża najkrzykliwszy, który jak ciężarówka na szosie wymusza pierwszeństwo. (...) Sztukę epistolarną zabił wynalazek Bella... Trudno się dziwić że młodzież od słowa drukowanego stroni pobrzękując gitarą odchodzi w krainę udźwiękowionej nudy"
Młodzież czyta, choć to za dużo powiedziane, tabloidy. Nie wypowiada się słowem lecz tylko obrazem, skrótem linkiem co najlepiej widać na fejsbuku, co i jak umieszczają na swoich profilach. Nie mają nic do powiedzenia jednak wyrażają się "kimś innym".
Jakbyś scharakteryzował siebie? -A poślę ci linka, pada odpowiedż
A jakbyś scharakteryzował polityka? -Kradną i pierdolą bez sensu. Byle przy korycie a my musimy na nich robić. Nikogo nie cytuję, ale populistyczne zdania przeklepywane z ust do ust stają sie obowiązującą prawdą w kręgach które takiej prawdy poszukują określając ją jedynie słuszną. Gustav Jahoda już wtedy stwierdził ( co przypomina Słonimski)
 ... że w prymitywnych społeczeństwach przesądne wierzenia stanowią integralną część poglądu na świat, prawie każdy wierzy w prawie wszystko...
 Współczesna szkoła nie uczy samodzielnego myślenia, nie uczy analizy związków przyczynowo skutkowych a jedynie wyboru odpowiedzi jakie są podsuwane, więc wybierają te najłatwiejsze, te które wydają się właściwe... bo ludzie tak mówią to pewnie tak jest...

Podeptany Księżyc nie robił wrażenia na ludziach  w latach 70tych. Podeszwa odbita w pyle, własność zaklepana. Celowano w Marsa, jak teraz, szukano cywilizacji wyższej zapominając o organicznych podstawach życia. Komórka mchu niewiele rożni się od komórki serca czy mózgu. Szukano cywilizacji z rozmachem, wyobrażano sobie kolonizatorów poszukujących przestrzeni życiowej lub energii dla egzystencji  a cywilizacja może powstawać już  pod butami...
"Gdy czytam rozważania futurologów na temat roku 2000 -go, widzę jak te diabełki, które maja po 3-4 latka, a już zaczynają myśleć matematycznie,po dojściu do pełnoletności podłączone do komputerów wydźwigną się na takie wyżyny intelektualne, że cała nasza twórczość wyda im się bełkotem prymitywnych plemion." 

Dziś Tygodnik Powszechny  zamieszcza materiał o Andy Warhol'u z okazji wystawy w Krakowie. Powszechnie znany jest wkład Andy'ego w nowoczesną sztukę popularną. Usankcjonowanie konsumpcjonizmu, tworzenie sztucznych potrzeb, materializm, kult herosów... to co dziś jest oczywiste, kiedyś było... nie było, była sztuka zaangażowana,  idealistyczna, miała czemuś służyć, nieść jakieś przesłanie. Warhol skomercjalizował sztukę, Nazywał siebie artystą biznesu, chciał być biznesmenem sztuki. W późniejszych latach wykonywał prace na zlecenie.Był rzemieślnikiem  choć na drugim torze twórczości pozostał geniuszem znaczenia  kultury masowej w sztuce i społeczeństwie.
A co na to Słonimski?
"...technik wciąż na mnie krzyczał, że w muzyce, poezji, malarstwie to samo,, że wszędzie stawia się na wrzask, szok i brzydotę, że jeżeli pan Andy Warhol wystawił w Tate Gallery 50 puszek Campbell's to trudno to połknąć, zwłaszcza jak się nie posiada klucza ani do lodówki ani do puszek" 
Nawiązując do słów krytyka Puzyny który szafą określił coś ponadczasowego i niezmiennego w sztuce, do czego potrzebny jest klucz  to do lodówki  którą jest sztuka komercyjna, nowoczesna  ten klucz nie pasuje i dopiero kolejne pokolenie rozumie i akceptuje ją według własnego klucza.

Kronikami Tygodniowymi nazywał Słonimski swoje felietony na cześć wielkiego Prusa - Głowackiego. Oto co  pisał w 1932 roku w dwudziestolecie śmierci Bolesława - Aleksandra:
"...mówią tu o wielkich dziełach, ja pragnę pomówić o szarej, cotygodniowej działalności Prusa, o Użeraniu się z głupota i złością ludzką, o niezmordowanej służbie społecznej, od której nie odrywały go najwyższe loty twórcze."
  Może powinienem mój blog nazwać Kronikami Tygodniowymi, bo Lalka zachwyca mnie.

O Julii i Antonim


Konkurs?


Może jednak spróbuje wzorem kolegi czechofila.  Zobaczymy...

Soukupova - Koniec świata.


Nie.  To tylko koniec roku. Żadne tam zabobony. Koniec świata  jak będzie, to spadnie na nas niespodziewanie i już.   SWITCH OFF.  I wszyscy dostaniemy po równo. Reszta jest milczeniem.

Narazie koniec roku nie nastraja mnie do podsumowań. Wogóle mnie nie nastraja.W zasadzie mogło by go nie być. Jak widzę w telewizorni umizgi prezenterów i wygibasy tzw. gwiazd ,to po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu że świat schodzi na psy przy wyrażnym wsparciu mediów które uważają nas za debili.
Mógłbym przespać głupiego sylwestra zamiast patrzeć na pląsaczy: Witów i Huntingtonów.
Nie umiem tańczyć i wolę nie wyobrażać sobie siebie w tej roli. Lepiej żeby nikt nigdy mnie nie zobaczył. Zionę nienawiścią do kobiet które za wszelką ceną chcą mnie uszczęśliwić wyciągając do tańca na jakichś weselach czy innych andrzejkach. Chciałbym wtedy "ZNIKNĄĆ", poniżany w tzw. "dobrej wierze na oczach wszystkich"...

prezenty świąteczne
                ZNIKNĄĆ z SOUKUPOVĄ, ONA JEST ŚWIETNA 
 ale nie da się jej skonsumować za jednym podejściem. Ja nie mogę. Książka jest zbiorem trzech opowiadań gdzie po każdym, teraz drugim, muszę wziąć oddech. Odpocząć choćby dobę od ciężaru jaki niesie los każdego z bohaterów. I to nie jednostek ale całej zagmatwanej emocjonalnie rodziny, w której Petra przeskakuje z narracją każdej postaci jakby była jedną z nich. Jest każdą. Pisze tak jakby każde uczucie niesione emocjami  ona odczuła na własnej skórze. Pisze tak jakbym to ja był w skórze każdego bohatera opowiadań. Czyni to w prosty i bezpośredni sposób, bez zbędnej poetyki która nie pasuje by do trudów życia codziennego postaci.
 Kiedy historia osiąga pewien punkt krytyczny ciężaru emocji, potrafi jednym zdaniem uciąć wątpliwość czytelnika dając mu nadzieję dalszego ciągu. Zastępuje niepewność zamyślenia spowalniającego tekst, zdaniem, które popycha na kolejne strony zwykłych spraw. Chce się dobrego zakończenia ale ono jest normalne, takie jakie przynosi życie. Nie kokietuje czytelnika, traktuje go twardą ręką, mocnym słowem i pełnokrwistymi emocjami jakich jedni doświadczyli w  życiu a inni nigdy ich nie poznają, dlatego książka jest dla nich tym bardziej cenna i pouczająca. Nie jest jednak moralitetem , jest zapisem faktów... życie... pisze najlepsze scenariusze. Czy to się wogóle wydarzyło? Nie ma to znaczenia, choć są pewne dokumenty...To się po prostu dzieje. Może nie u mnie ale może obok?
                                                         
                                                        -Tanio nawet bez targowania-

Fajnie rok zakończyłem zakupami na targu.

Dla moich znajomych iberyfanów:    D.W-W oraz  R.P.
 -Carlos Fuentes "Spalona Woda"
 -Jose Lezama Lima "Raj"
 -Poezja miłosna dawnej Hoszpanii
 -Makowiecki "Nie ma pociągów do Barcelony"
Poza tym dla siebie, ha:
  -ARTIBUS  album 40 lat ZACHĘTY 1950-89 z wieloma reprodukcjami
  -Swietłana Aleksijewicz "Czarnobylska modlitwa" (allegro 18zł , defekt)
  -Mann "Mario i czarodziej"
  -Saint-Exupery "Nocny lot"
  -Jiri Marek "Panopticum starych afer kryminalnych"
  -Słonimski "Obecność" zbiór felietonów, jakże aktualnych 1973
  -jeszcze jeden "Zew krwi"
  -Sillitoe "Samotność długodystansowca"
  -Curwood "Łowcy wilków" bardzo stara ale bez roku...
  -Ladislav Klima "Cierpienia księcia Sternenhocha"
  -Współczesna Skandynawia 1974. dla milośników zespołu BATHORY (Kacper i Karolina)