Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HISTORIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HISTORIA. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 grudnia 2022

Slajdy "3D" stereo Lumiére 1933.





 Jak zwykle zaczyna się od przypadku. Tym razem od zakupionej na targu przeglądarki do kart, zdjęć stereoskopowych. Przeglądarka wyprodukowana pewnie w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku z dobrej jakości tworzywa sztucznego, wyposażona w duże soczewki, nieznacznie powiększające, o rozstawie zbliżonym do odległości pomiędzy oczami dorosłego człowieka. Otwarta przeglądarka posiada uchwyt na podwójne zdjęcia, umieszczony na przeciw soczewek. Tam wkłada się zdjęcie i dzięki umiejętnej akomodacji, czyli trochę jakby nienaturalnemu, (lekkie zezowanie) ustawieniu ostrości pozwala mieć wrażenie trójwymiarowości oglądanego obrazu. 



Na aukcji, znalazłem pełne pudełko przedwojennych diapozytywów stereoskopowych wykonanych na płytach szklanych. Przedstawiają pamiątkowe zdjęcia rodziny spędzającej wakacje w jakiejś francuskiej miejscowości której nazwy nie potrafię odszyfrować.  

Zadziwiająca jest wysoka jakość tych fotografii oraz ich trwałość pomimo prawie 100 lat. 



 









wtorek, 5 września 2017

Solidarność. Ta pierwsza, najlepsza :-)





Na takie rzeczy zwracam uwagę na samym końcu.
 Desperacko, kiedy nie udaje się już nic ciekawego znaleźć w stosach książek u mojego ulubionego sprzedawcy. Tym razem nie kupiłem ani jednej. Wsadziłem jeszcze tylko palce pomiędzy śmierdzące stęchlizną  kartki pożółkłego papieru. Rozchyliłem je  i wystarczyło mi jedno spojrzenie na maszynopis.
W grubym jak Encyklopedia PWN segregatorze, znajdował się trzykilogramowy stos tak zwanej "bibuły" czyli podziemnych wydawnictw drugoobiegowych z czasów pierwszej solidarności i ruchów antykomunistycznych. (lista na skanie)
Ucieszyłem się bo za pięć złotych miałem w ręku kawał polskiej historii.
Tak się składa że nasz Stawkowy kolega A79 pracuje w Europejskim Centrum Solidarności. Po ostatnich podziękowaniach z ECS za małą cześć materiałów jakie przesłał mu Bogdan w moim imieniu, pomyślałem że ta kolejna, wielka partia materiałów archiwalnych będzie dla niego niespodzianką i materiałem do dalszego opracowania. 

                                                                             ***

Szkoda tylko, że ziściła się wizja Jacka Fedorowicza z 1984roku.



Martyna Lech Karolina



 



sobota, 15 kwietnia 2017

LOLA chce zmieniać świat.

                                  Lola chce zmieniać świat.

Miał dziewiętnaście lat. Wyszedł z domu, wprost w padający ostatkiem sił śnieg.
Warszawa stawała się biała. Nie myślał tego dnia o święcie kobiet.
BOLI
Śnieg padał nieśmiało przykrywając beton chodników, niestrudzenie topiący nawet największe kryształy puchu zostawiając tylko mokre, powoli znikające ślady. Wszedł w Aleje Jerozolimskie kierując się w stronę Nowego Światu.
Nie wiem czy był studentem czy chciał się spotkać z przyjaciółmi. Dostrzegł  biegnących ulicą  młodych ludzi. To było blisko ronda. Uciekali przed  milicją która miała rozkaz rozpędzić siłą strajkujących studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Nie rozpoznał wśród nich nikogo znajomego. 
Kątem oka dostrzegł w odległości kilku metrów młodego mężczyznę wbiegającego w bramę do kina Świat. Za nim wpadło dwóch milicjantów pewnych swojej przewagi  nie spodziewających się ataku rosłego mężczyzny. Rozprawił się z nimi kilkoma wprawnymi ruchami i zbiegł w stronę kina. Milicjanci pozbierali się z ziemi oszołomieni niespodziewanymi ciosami i pobiegli za nim. Jeden z nich zupełnie zapomniał o swojej pałce.
Tadek podniósł zapomnianą pałkę i dumny zabrał do domu jako historyczną pamiątkę.



Taką historię opowiedział mi w liście Pan Tadeusz Karpiński który tworzy Muzeum DDD. Pałka z tą historią jest prezentem dla mnie za przesłane materiały do muzealnego archiwum.

wtorek, 13 grudnia 2016

Stan wojenny a... pamiętam.

...nie przespałem jak Jarosław Kaczyński do 12 w południe...

Zakładowy Mikołaj pracowniczy w bielskiej Befamie 12 grudnia.
Worek słodyczy dla mnie i Anety. Miałem wtedy 9 lat. Aneta 2 lata. Piękna idea socjalistyczna która przetrwała do dziś w niektórych przedsiębiorstwach. Na parkingu zakładowym stał nasz duży Fiat 125p koloru koralowego z pełnym bagażnikiem domowych wyrobów z zabitej świni hodowanej przez mojego ojca.
 Świniobicie to święto na wsi. Rzeźnik Antoni Świerczek przygotowywał wyroby cały dzień, od świtu do zmierzchu. Boczki, szynki, balerony, salcesony w świńskim pęcherzu, i kaszanki na ciepłej wieprzowej krwi upuszczanej o świcie w mglisty poranek. Część tego skarbu ojciec zawsze zawoził swojej siostrze Małgorzacie do Katowic.
Czasy były ciężkie więc czymś oczywistym było dzielenie się dobrodziejstwami ze wsi.
 
Maluchy bawiły się w osobnym pokoju. Luiza będzie pewnie pamiętać najwięcej. Krycha mało a Aneta  nic.
W mojej pamięci pozostał tłumiony gwar nocnych dyskusji przy wódce i kiełbasie z nutrii. Potem głośne, nocne tykanie nakręcanego zegara na półce z książkami, jasne światło latarń ulicznych oświetlające śpiące pokoje i... zimowy poranek niedzielny.
Dorośli w dziwnym dla mnie niepokoju chodzili z kąta kąt i o czymś o czym nie miałem pojęcia dyskutowali.
W pewnej chwili ojciec podniósł mnie i postawił na szerokim parapecie blokowego okna. Padał śnieg. Przed blokiem do dziś rosną wysokie drzewa, wtedy obsypane na biało do ostatniej gałązki. Na dole kiosk Ruchu i pusta ulica, pusty chodnik.
Staliśmy tak przez chwilę nie wiem na co czekając, bo śnieg nie był mi dziwny. Po chwili ojciec pokazał mi palcem dwóch ludzi w mundurach z wielkimi futrzanymi kołnierzami, ciasno opasanych z wielkimi czapami na głowach..
Dostojnie szli białym chodnikiem a niewinne drzewa kłaniały się im nisko. Ulicą Mikołowska przejeżdżały wozy bojowe na wielkich pompowanych kołach.
Po wspólnym śniadaniu dorośli siedzieli przy stole pili kawę extra select a dzieci w drugim pokoju bawiły się przy włączonym telewizorze. Jeden z dorosłych, siedzący przy drzwiach do drugiego pokoju odchylał się tylko by rzucić okiem przez ramię ma ekran telewizora.


Miał być teleranek a o 9:00 zamiast koguta pojawił sie facet w mundurze. Dorośli wskoczyli do małego pokoju i wszystko się im wyjaśniło. Jednak dla nas niezrozumiały był brak teleranka. Dyskusjom w dużym pokoju potem nie było końca a nasza zabawa w dziecięcym gronie trwała niezmącona.
Powrót do domu za to mieliśmy utrudniony bo na każdym skrzyżowaniu mijaliśmy wozy bojowe i żołnierzy. Nie pamiętam momentu kontroli ale rodzice pewnie się bali. Dobrze że bagażnik Fiata był już wtedy pusty, bo za jego zawartość można było pójść do więzienia.
Dziękuję za uwagę...

niedziela, 29 maja 2016

"Góra Tajget" - góra Żar


Siedziała w ciemnym kącie kawiarni literackiej obserwując gości wchodzących na spotkanie. Nas też dostrzegła. Czekając, patrzyłem na jej zdjęcie z okładki książki nie mając pewności czy to ta sama osoba którą widzę obok. Patrzyła na mnie z okładki zimnym wzrokiem, niedostępna założonymi ramionami które obejmują siebie skrywając wewnętrzną tajemnicę. Nie czytałem jeszcze jej książki.
Może to i dobrze bo dziewczyna o perlistym uśmiechu, w zwiewnej, letniej sukience wydawała się taka inna
od tej którą trzymałem w dłoniach.

Opowiadała o pracy nad książką. O łączeniu obowiązków rodzinnych i zawodowych,  przyznając się do chwil słabości, kiedy po zgromadzeniu materiału musiała rozpocząć pisanie a wtedy nagle pojawiło się wiele, mniej lub bardziej, istotnych rzeczy do zrobienia, które odwlekały decydujący moment kontaktu z klawiaturą. Skądś znam to uczucie i nie jest mi obce nawet teraz.

Książka porusza ważny temat eliminacji "jednostek społecznie bezużytecznych" , i choć jest zbiorem opowieści to fakty w nich zawarte dają nam  obraz  preludium ostatecznego rozwiązania choć nie jest to książka stricte wojenna czy historyczna
To bardziej próba przywrócenia pamięci zapomnianych ofiar które w końcu zostaną nazwane i przypomniane dzięki społecznej inicjatywie mieszkańców śląska. Przypomniane nawet pomimo pewnego społecznego oporu i obojętności tłumaczonego tzw " przyczynami obiektywnymi"
To również problem winy i odpowiedzialności oraz relatywizmu moralnego sprawców, pomocników i ludzi odpowiedzialnych za te konkretne zbrodnie dokonane na dzieciach..

Jest w tej książce także pewna niespodzianka która dotyczy naszego regionu. Góry Żar. Zapory w Porąbce. Samochodów jadących mimo grawitacji i robotników przymusowych z Auschwitz oraz ich oprawców wypoczywających na brzegach Soły w nagrodę za dobre wyniki.

     

poniedziałek, 6 października 2014

ZAPOMNIENIE.

  Przejeżdżałem tamtędy na rowerze wiele razy. Często widziałem Go siedzącego przy małym oknie z odsłonięta firanką i patrzącego na uliczkę za płotem. Tak Go zapamiętałem Bardzo dawno temu widywałem Go w sklepie na zakupach. Był mały przygarbiony i trochę gruby,o okrągłej jasnej twarzy. Chyba pomagał sobie laską i torbę z zakupami nosił w zgięciu łokcia. Nie znałem Go wcale. Wiedziałem tylko gdzie mieszka....
  Przejeżdżałem tamtędy samochodem. Zaskoczył mnie widok jego rozpadającego się domu. Nie mogłem się oprzeć pokusie zobaczenia go z bliska.
Trawa była po pas i gałęzie drzew też skłonione do pasa. W upalny dzień było w jego ogrodzie chłodno i wilgotno. Ziemia pod butami uginała się puszyście nasiąknięta wodą, której słońce nie mogło wyparować. Z uli dawno wyprowadziły się pszczoły. Pokrzywy parzyły nogi  broniąc dostępu do domu.
Był spalony.
Od frontu wydawało się, że po prostu się zawalił ze starości ale z tyłu sterczały kikuty opalonych krokwi, futryn i drzwi. Strach było chodzić po obejściu bo nie wiadomo gdzie znajdowało się szambo. Najpewniej zakryte dechami z papą i schowane pod łęgami  wybujałej trawy.
Stanąłem u drzwi, a raczej tym co z nich zostało po pożarze. Rombowego kształtu, czarne jak węgiel do grilla oplecione pajęczynami których żeby nie mieć na głowie musiałem się pozbyć znalezionym kijkiem narciarskim, którego On, być może używał do podpierania się kiedy chodził do wychodka.

  Ciekawość jest bardzo silna.
Bałem się trochę, że sąsiedzi zainteresują się zaparkowanym autem, bo domy stoją z każdej strony, a na dodatek jest słoneczna niedziela spacerowa. Gdyby jakiś starszy sąsiad mnie zaczepił, to nie było by problemu bo,  starzy mnie znają. Ale młodzi? Potraktują jak złodzieja i nie pomogą żadne znajomości.
  Słońce cienkimi , zimnymi strumieniami oświetlało wnętrze przez dziury w pozostałościach dachu zawalonym od pożaru. Gęste firany pajęczyn zdobionych owadami i suchymi liśćmi, wisiały jak baldachimy procesji Bożego Ciała. Naginały kark w pokorze i strachu przed pająkami i obrzydliwym uczuciem nici na twarzy i we włosach. Podłoga była jak gliniane klepisko z rozmoczonym popiołem, resztkami ubrań, gazetami i mieszaniną czegoś nieokreślonego z czym przyroda powoli daje sobie radę.
Bajzel i graciarnia. Zbieranina wszelkich przedmiotów. Niektórych znaczenia musiałem się domyślać. Inne stały posłusznie czekając na swój koniec pod łyżką koparki, albo mikrobami które poradzą sobie ze wszystkim mając za sojusznika czas.
  Czas który odliczają do Jego śmierci. Jest starym kawalerem. Podobno miał siostry, które już nie żyją. Podobno nie ma żadnych spadkobierców, którzy mogliby zaopiekować się Nim i tym co po Nim zostanie. Podobno przebywa w ośrodku opieki dla osób starszych gdzieś koło Z. Po Jego śmierci pewnie gmina przejmie wszystko.

  J. musiał być bardzo ułożonym i zasadniczym człowiekiem. W szafach wiszą jeszcze wyprasowane koszule. Regały pełne są zapleśniałych książek o historii, wojnie, marynarce wojennej, uprawie roli, hodowli zwierząt, budownictwie, ślusarstwie i innej inżynierii. W kredensie stoją słoiki z domowymi przetworami z których soki wyparowały lub zagęściły się do galarety. Talerze ustawione w równe stosy, okna z doniczkami już martwych kwiatków.
Dwa pomieszczenia, takie przybudówki, pełne są starych i prostych narzędzi stolarskich i ślusarskich. Części o nieokreślonym przeznaczeniu i materiałów do budowy czegoś.
Jan musiał być samowystarczalny i niezależny. Od pewnego znajomego dowiedziałem się, że przez to jaki był zasadniczy okazał się być trudny we współżyciu społecznym. Pewnie dlatego nie bardzo mógł liczyć na innych tylko na siebie. Pewnie był, jak to się mówi "upierdliwy"...
  Podobny obraz wyłania się z korespondencji jaka po Nim została, przeze mnie uratowana. To jest kilka listów do kobiet z pytaniami, pretensjami i wyjaśnieniami. Są też odpowiedzi i listy, które wysłał i zostały odesłane na rozłąkę korespondencji, albo też nie zostały nigdy wysłane.  Być może szukał miłości i w kilku z nich jest odpowiedź.

Strasznie chciałem uratować książki jakie zgromadził i stosy roczników gazet elegancko popakowane w paczki rocznikami, przewiązane sznurkiem ale wszystko jest tam tak zawilgocone deszczem, że śmierdzi pleśnią, a niektóre egzemplarze przestały być czytelne pokryte warstwą szarego grzyba. Jeden stos książek jest tak rozparty wilgocią w półce, że nie da się wyjąć ani jednej sztuki.
Jedyne co mi się udało uratować do zbiór map państw europy '60-'70, polskich regionów (Bieszczady, z której korzystałem) oraz około 100 pocztówek z polski lat '60 - '70 i kilka czeskich. Jedną książkę o powstaniu warszawskim, i figurkę radzieckiego żołnierza  z pepeszą... do ataku.


 Tyle pozostanie po człowieku, co u mnie w pudełku po butach, i zdjęć w internecie.

poniedziałek, 1 września 2014

Sympatyczne spotkanie

 Dorocie tak się Cieszyn spodobał że przyjechała do niego ponownie. Zastanawiałem się czy spotkanie  z nią będzie równie przyjemne jak czytanie jej wpisów blogowych, o książkach które przeczytała.
Podczas ostatniej wizyty, zwiedziła Cieszyn prawie tak dokładnie jak goście Kina na Granicy, więc wiedziałem że już niewiele zostało jej tam do zobaczenia. Pod tym względem "moje" Bielsko miało jej coś do zaoferowania. Pomyślałem że trzeba to wykorzystać i umówić się na spotkanie.
Zaproponowałem Dorocie krótką wycieczkę bielskim szlakiem pokazującym historię żydów w tym mieście.   Przyjechała razem z Kubą i oboje zabrałem z cieszyńskiego rynku. Dzięki pięknej pogodzie mogli podziwiać uroczy krajobraz śląska cieszyńskiego i moich Beskidów.
TU MAPA
 Poza wiedzą o Cmentarzu Żydowskim który często mijam i ostatnio byłem tam 20 lat temu nie znałem żydowskiej historii miasta. Krótka rozmowa z Paluchem naprowadziła mnie w odpowiednim kierunku. Najpierw spotkanie z Dariuszem Paczkowskim i autograf dla Doroty przy okazji pokazania muralu upamiętniającego działalność Ireny Sendlerowej.

 Darek udostępnił mi nr tel przewodniczącej Gminy Żydowskiej w bielsku.Miałem nadzieję że zobaczymy Dom  Modlitwy przy ul. 3 maja 7.  Niestety nie było nikogo kto mógłby nas wpuścić do środka, bo wszyscy byli na urlopie...  jednak po rozmowie, mam zapewnienie, że drzwi będą dla nas otwarte w przyszłości.
 Przeglądając materiały internetowe trafiłem na nazwisko autora publikacji książkowych na temat historii żydów bielskich. Pomyślałem że książka będzie dla niej doskonałą pamiątką z bielska. Znalazłem kontakt z autorem, Jackiem Proszykiem, spotkałem się z nim wcześniej na krótkiej rozmowie i dostałem autograf.

Najpierw zatrzymaliśmy się w Białej przy fabryce POLSPORT która stanęła na starym cmentarzu żydowskim po długich pertraktacjach z gminą. Dziś stoi tam tablica pamiątkowa w kształcie macewy, ponieważ ekshumowano tylko 10% z pośród 1700 pochowanych.












Synagoga w Białej
Będąc w Białej podjechaliśmy na skrzyżowanie Krakowska/Kazimierza Wielkiego gdzie do wojny stała Synagoga w/g projektu Karola Korna.



We wszystkich miejscach znajdują się tablice informacyjne ze zdjęciem i opisem  miejsca związanego z historią i kulturą żydowską Bielska-Białej. Wytyczony jest też szlak spacerowy jednak w odwrotnym kierunku do naszego planu jazdy.
Jechaliśmy z Białej do Bielska i przy ul. Stojałowskiego  pokazałem Dorocie Irenę Sendlerową na wielkiej ścianie autorstwa Rozenau/Paczkowski ( Karolina pomagała Darkowi wycinać szablon z 40-tu arkuszy bristolu) . Tam wręczyłem Dorocie autograf  od Darka Paczkowskiego na broszurze poświęconej tolerancji w Żywcu.
Irena Sendlerowa autorstwa Rozenau/Paczkowski 

Miłym przerywnikiem dla mojej warszawianki było spotkanie Syrenki ofiarowanej bielszczanom w latach 50-tych za pomoc w odbudowie stolicy po wojnie

Patrząc na Syrenkę, za plecami mieliśmy siedzibę Gminy Żydowskiej, ale niestety bez pani Doroty Wiewióry która była na urlopie. Pozostała nam jedynie tablica emaliowana do sfotografowania i spacer w miejsce gdzie stała druga Synagoga zburzona w czasie drugiej wojny światowej. Za budynkiem galerii BWA jest świecznik i tablica pamiątkowa, a na frontonie Biura Wystaw Artystycznych wiszą dla przypomnienia, wielkie banery z widokiem synagogi i jej ruin.


Synagoga w Bielsku


BWA

W tym miejscu wręczyłem Dorocie kilka pocztówek z widokami Synagogi i bielska. Miejski spacer zakończyliśmy odwiedzeniem ostatniego, i chyba najważniejszego miejsca związanego z historią bielskich Żydów. 

Przy ulicy Cieszyńskiej blisko pływalni Panorama znajduje się pięknie zachowany Cmentarz Żydowski, uratowany przed budową w jego miejscu osiedla , jakie faszyści planowali tam postawić w 44r. W czasach PRL'u pasły się tam krowy a Dom Przedpogrzebowy był składem siana. 
Kiedy byłem tam ostatni raz na początku lat '90 z Kaśką, widzieliśmy jak bardzo był zaniedbany. Pamiętam przewrócone macewy, ledwo widoczne spod trawy, otwarte grobowce w których było widać trumny, a w jednym z nich trumna była otwarta i można było dostrzec szkielet... 
Teraz cmentarz jest pięknie utrzymany, uporządkowany, ścieżki wykoszone, macewy poukładane. Jedynie bluszcz który rośnie tam od zawsze okrywa niektóre nagrobki płaszczem zapomnienia a dzikie poziomki czerwonym kolorem nie pozwalają zapomnieć tragicznych losów bielskich żydów.
To było najlepsze miejsce na wręczenie Dorocie książki "Życie według wartości" o historii żydów na tych ziemiach, napisanej przez dr.Jacka Proszyka, okraszonej osobistą dedykacją. 
Resztę dnia spędziliśmy towarzysko w różnych miejscach Bielska...









Ostatnie zdjęcia: LOMO ANALOG



poniedziałek, 11 sierpnia 2014

MIEDZIANKA suplement II

Karolina, będąc gościem fundacji Klamra i Czarodziejska Góra w miejscowości Mniszków, wybrała się na
spacer po okolicy i dotarła do Miedzianki, a właściwie do tego co po niej pozostało.
Historię znikania tej miejscowości opisał rzetelnie Filip Springer w książce "Miedzianka. Histora znikania" która mnie zachwyciła i była impulsem do poszukiwania czegoś, co pozwoliłoby mi poczuć namacalny kontakt z tą miejscowością i jej historią. 
Pocztówki osiągają zawrotne ceny na aukcjach, jednak etykiety browaru z Miedzianki zdobyłem łatwo, a nawet jedną pocztówkę z widokiem, ale zzz  Miedzianki. 
allegro 100zł

allegro 250zł
Springer był gościem OFFFestiwalu w Katowicach na który Karolina codziennie dojeżdżała z niesłabnącym zapałem i zachwytem. Wiedziałem że tam będzie i kazałem jej zdobyć dla mnie autograf autora. Poświęciła fragment koncertu i poszła na spotkanie. Z przyjemnością słuchała Filipa, a po powrocie kazała mi pokazać jego książki a przede wszystkim "Wannę z kolumnadą" (mam wszystkie).

                            
Springer na Offfestiwalu

Mój widok z Miedzianki
Poniżej kilka zdjęć analogowych Karoliny Olympus xa2



Tu zdjęcia z telefonu LG.