Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (4) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (72) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) nurkowanie (2) OSOBISTE (27) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (17) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

Słonimski kontra Czarnobyl.

Julia Hartwig ,Antoni Słonimski.*

Soukupovą dokończyłem czytać z przyjemnością, chociaż to może trochę niewłaściwe określenie. Przyjemność, to można odnaleźć w czytaniu, na przykład dziewic, typu Szwaja, ale nie trudnych rodzinnych losów budzących dawno uśpione emocje i wspomnienia, pozostawione w zamkniętych rozdziałach życia do których raczej się nie wraca.
Tylko ona, mocnym słowem, otwierała adwentową czekoladę każdego rozdziału życia bohaterów, w taki sposób że odnajdywałem siebie w postaciach, zdarzeniach, słowach, gestach, emocjach i strachu. ONA tak dobrze mnie zna, ona zna wielu na wskroś. Kto sięgnie po książkę, odnajdzie cząstkę siebie, cząstkę otoczenia i bliskich. To działo się tuż. Gdziekolwiek.
Nie lubię tego uczucia które pojawia się kiedy kończę czytać książkę a na półce nie ma kolejki oczekujących tytułów. Nie lubię rozterki zabierania jednej książki do torby, kiedy wychodzę do pracy. A co jeśli mi nie spasuje... Gazeta to za mało...
Notes, ołówek, długopis, wizytówki, jakiś przedruk artykułu którego nie zdążyłem przeczytać (teraz "Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy" Lipskiego), Lomo, kluczy masa i "żarcie do czytania"... no prawie jak typowa kobieta z zawartością swojej torby.
Uwielbiam kupować książki.
W kolejce ustawiła się Oriana Fallaci z "Penelopą na wojnie", Słonimski - obecny, Swietłana Aleksijewicz z modlitwą, Wiech pod minogą, Susan Sontag "O fotografii" ale raczej we fragmentach, Springer napoczęty ale na potem i jeszcze kilka pozycji.
Wszystkie chce mi się czytać... tylko czasu mi brak. Każdej uszczknąłem trochę, choć parę kartek Nie mogę poświęcić czasu tyle ile bym chciał. Obowiązki...
Modlitwę Czarnobylską zabrałem ze sobą. A jakże, do pracy to zrozumiałe, tematy bliskie. Jednak relacje ludzi, pełne goryczy, smutku i łez były zbyt dużym ciężarem. Opisy skutków promieniowania gamma na organizm przywoływały straszliwe obrazy ludzkiego cierpienia. Czy jest gorsza śmierć niż popromienna...
"Stolec od dwudziestu pięciu do trzydziestu razy na dobę. Z krwią i śluzem. Zaczęła mu pękać skóra na rękach, na nogach... Całe ciało pokryło się bąblami. Kiedy kręcił głową, na poduszce zostawały kępki włosów... A wszystko takie kochane, bliskie..."
"Codziennie zmieniałam to prześcieradło, a pod wieczór było całe zakrwawione. Podnoszę go a na rękach zostają mi kawałki skóry, przyklejają się."
(...) "To już nie człowiek, tylko reaktor. Spalicie się oboje"... on umarł, ona była w ciąży, urodziła...
To jednak tylko intro bo dalej już tylko ludzie, którzy przeżyli, zostali, wrócili, i żyli  z typowym dla człowieka socjalistycznego podejściem do odpowiedzialności za siebie i innych. Kradzieże pozostawionego mienia, przemyt czegokolwiek wartościowego, handel wszystkim co można było sprzedać i nie ważne że "świeciło" (na dozymetrze) ważne że jest ktoś kto chce zapłacić... reszta jest milczeniem...
galeria zawodowych ekspolratorów Czarnobyla

Wygrał Słonimski - ponadczasowy. Po niego sięgnąłem odpychając "Czarnobylską modlitwę". Potem... potem wrócę.
Nie miałem siły czytać dalej o Czarnobylu i tym wszystkim tym bardziej że mój wyjazd w zeszłym roku nie doszedł do skutku. Mam nadzieję że w tym roku się powiedzie to sobie przeczytam przed wyjazdem.
Na targu kupiłem ostatnio Słonimskiego tak z rozpędu. Zbiór felietonów zatytułowany "Obecność" z lat 1971 - 1972. Chyba ten 72 -gi rok zaważył. Mój rocznik. Co się wtedy działo, co pisało?
Ten zbiór felietonów czyta się jak wczoraj kupioną gazetę. Obserwacje nie straciły nic na aktualności.
  W zeszłym roku w prasie pojawił się artykuł zwracający uwagę na charakterystykę polski w podręcznikach krajów unii. Problemem było przedstawianie nas w złym świetle. Słonimski pisał o tym i pracował nad poprawą naszego wizerunku będąc delegatem UNESCO już w lata siedemdziesiątych, z sukcesem.

Rzadko oglądam tzw. telewizję z misją. Mam odruch anafilaktyczny na dźwięk prezenterów, prowadzących, a najbardziej na pytanych przechodniów z łapanki by odpowiadali na jakikolwiek temat. Wręcz duszę się ich trudnością wysławiania, ubogością słownictwa, dźwiękonaśladownictwem yyyy... Media wszelakie zabijają kulturę wypowiedzi. Szkoła nie uczy swobody zdań wielokrotnie złożonych. Język ubożeje esemesem a emocje zamiast w słowach znajdują uzewnętrznienie w emotikonach :-(  A Słonimski co na to?
"Tradycje słowa mówionego zanikają (...) nie ma wielkich mówców. W dyskusjach zwycięża najkrzykliwszy, który jak ciężarówka na szosie wymusza pierwszeństwo. (...) Sztukę epistolarną zabił wynalazek Bella... Trudno się dziwić że młodzież od słowa drukowanego stroni pobrzękując gitarą odchodzi w krainę udźwiękowionej nudy"
Młodzież czyta, choć to za dużo powiedziane, tabloidy. Nie wypowiada się słowem lecz tylko obrazem, skrótem linkiem co najlepiej widać na fejsbuku, co i jak umieszczają na swoich profilach. Nie mają nic do powiedzenia jednak wyrażają się "kimś innym".
Jakbyś scharakteryzował siebie? -A poślę ci linka, pada odpowiedż
A jakbyś scharakteryzował polityka? -Kradną i pierdolą bez sensu. Byle przy korycie a my musimy na nich robić. Nikogo nie cytuję, ale populistyczne zdania przeklepywane z ust do ust stają sie obowiązującą prawdą w kręgach które takiej prawdy poszukują określając ją jedynie słuszną. Gustav Jahoda już wtedy stwierdził ( co przypomina Słonimski)
 ... że w prymitywnych społeczeństwach przesądne wierzenia stanowią integralną część poglądu na świat, prawie każdy wierzy w prawie wszystko...
 Współczesna szkoła nie uczy samodzielnego myślenia, nie uczy analizy związków przyczynowo skutkowych a jedynie wyboru odpowiedzi jakie są podsuwane, więc wybierają te najłatwiejsze, te które wydają się właściwe... bo ludzie tak mówią to pewnie tak jest...

Podeptany Księżyc nie robił wrażenia na ludziach  w latach 70tych. Podeszwa odbita w pyle, własność zaklepana. Celowano w Marsa, jak teraz, szukano cywilizacji wyższej zapominając o organicznych podstawach życia. Komórka mchu niewiele rożni się od komórki serca czy mózgu. Szukano cywilizacji z rozmachem, wyobrażano sobie kolonizatorów poszukujących przestrzeni życiowej lub energii dla egzystencji  a cywilizacja może powstawać już  pod butami...
"Gdy czytam rozważania futurologów na temat roku 2000 -go, widzę jak te diabełki, które maja po 3-4 latka, a już zaczynają myśleć matematycznie,po dojściu do pełnoletności podłączone do komputerów wydźwigną się na takie wyżyny intelektualne, że cała nasza twórczość wyda im się bełkotem prymitywnych plemion." 

Dziś Tygodnik Powszechny  zamieszcza materiał o Andy Warhol'u z okazji wystawy w Krakowie. Powszechnie znany jest wkład Andy'ego w nowoczesną sztukę popularną. Usankcjonowanie konsumpcjonizmu, tworzenie sztucznych potrzeb, materializm, kult herosów... to co dziś jest oczywiste, kiedyś było... nie było, była sztuka zaangażowana,  idealistyczna, miała czemuś służyć, nieść jakieś przesłanie. Warhol skomercjalizował sztukę, Nazywał siebie artystą biznesu, chciał być biznesmenem sztuki. W późniejszych latach wykonywał prace na zlecenie.Był rzemieślnikiem  choć na drugim torze twórczości pozostał geniuszem znaczenia  kultury masowej w sztuce i społeczeństwie.
A co na to Słonimski?
"...technik wciąż na mnie krzyczał, że w muzyce, poezji, malarstwie to samo,, że wszędzie stawia się na wrzask, szok i brzydotę, że jeżeli pan Andy Warhol wystawił w Tate Gallery 50 puszek Campbell's to trudno to połknąć, zwłaszcza jak się nie posiada klucza ani do lodówki ani do puszek" 
Nawiązując do słów krytyka Puzyny który szafą określił coś ponadczasowego i niezmiennego w sztuce, do czego potrzebny jest klucz  to do lodówki  którą jest sztuka komercyjna, nowoczesna  ten klucz nie pasuje i dopiero kolejne pokolenie rozumie i akceptuje ją według własnego klucza.

Kronikami Tygodniowymi nazywał Słonimski swoje felietony na cześć wielkiego Prusa - Głowackiego. Oto co  pisał w 1932 roku w dwudziestolecie śmierci Bolesława - Aleksandra:
"...mówią tu o wielkich dziełach, ja pragnę pomówić o szarej, cotygodniowej działalności Prusa, o Użeraniu się z głupota i złością ludzką, o niezmordowanej służbie społecznej, od której nie odrywały go najwyższe loty twórcze."
  Może powinienem mój blog nazwać Kronikami Tygodniowymi, bo Lalka zachwyca mnie.

O Julii i Antonim


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz