Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (4) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (71) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (8) nurkowanie (2) OSOBISTE (27) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (17) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

- KORA JACKOWSKA uratowana...

Auto nie jest dobre dla kogoś kto patrzy dalej niż poza nos przedniej maski. Pędzi z punktu A do punktu B. Na czas, na obiad, na spotkanie... do pracy. Auto ogranicza. Bo nie ma jak skręcić, bo nie ma gdzie zaparkować , bo szkoda zwalniać, bo trudno ponownie włączyć się do ruchu. Bo czas. Od dawna tamtędy przejeżdżam i powtarzam sobie że powinienem tam skręcić żeby zobaczyć. Wystarczy skręcić, i udokumentować wszystko zanim budowla całkiem się rozpadnie i może coś stracę, czegoś nie zobaczę,choć nie wiem jeszcze czego.
Powinienem przypomnieć sobie to miejsce sprzed wielu lat. Tam było fajnie. Dysko na  piachu w starych garażach latem. Bar w stanicy wodnej obok i pokoje na górze. Tor crossowy, staw z karpiami. Właściciel, dobry znajomy, a "lokal" z domową atmosferą przewijających się znajomych mniej lub bardziej trzeżwych. Chociaż lokal to może za dużo powiedziane. Raczej "upijalnia towarzyska". Wszystko nad brzegiem  jeziora żywieckiego w Pietrzykowicach w miejscu starej po peerelowskiej żwirowni która wydobyła masę żwiru ale podobno cały urobek "poszedł bokiem".
 Zmusiłem się do lewoskrętu. Zajechałem nie niepokojony przez nikogo. Żadnego strażnika, portiera, emeryta z ochronki. Bez płotu, bez szlabanu. Drzwi otwarte.


Budynek dawno oddał to, co miał najwartościowszego. Co się dało, zostało pozyskane dla zysku, a już wtórnie do recyklingu. Żyły wyprute, rury ciepła podcięte już nigdy nie ogrzeją murów które nikogo nie schronią. Eksploracja pokoi dała mi namiastkę niespełnionej wycieczki do Czarnobyla gdzie można samodzielnie penetrować całe miasto, wszystkie domy i mieszkania, sklepy, parki, place a nawet "wesołe miasteczko" (sic!) i pływalnie. Czarnobyl i Prypeć.
Szkło chrzęściło pod butami zmieszane z płatani tynku, ze ścian i sufitów. Farba łuszczy się kolorami. Budynek jest solidny. Z betonu i stali. Nie obawiam się upadku z piętra bo nie ma tzw. ordeki. Jest strop żelazo-betonowy dlatego dodaje mi odwagi. Lubię beton i stal.


Pisałem kiedyś o graffiti w Żywcu. O kolorowej galerii kolejowej głównego dworca i hal magazynowych. Dziś moim oczom ukazała się galeria zaangażowanego graffiti buntu społecznego.
Buntu przeciw genetycznie modyfikowanym organizmom, przeciw przemocy państwa, rasizmowi i antysemityzmowi.  Z każdym krokiem, z kolejnym pokojem odkrywałem historię pewnej akcji. A może i dobrze przemyślanego planu...
Jakie ładne te obrazki.
 I tak fotografowałem je ze świadomością że niebawem zostaną zniszczone. Niedawny pożar drewnianej zabudowy osmalił tylko część ścian z płyt elewacyjnych a framugi okien nadpalił. Robotnicy rozbierali zgliszcza i zaczepiali mnie słownie, "po co robię zdjęcia?". Dobrze że znajomość kilku nazwisk pomogła mi znależć wśród nich kolegów a nie wrogów.


Co ma KORA do stanicy wędkarskiej? 

Krążyłem po pokojach i w każdym znajdowałem niespodziankę. Największą była KORA. Wielka. Piękna. Kolorowa. Jaka szkoda że nie można jej zabrać do domu jak kawałków fresków  Bruno Schulza z Drohobycza.
 Aktywista Artysta Dariusz Paczkowski pierwszy grafficiarz RP  razem z grupą 3FALA zawitał kiedyś do Pietrzykowic i ożywił tę opuszczoną ruderę   realizując ciekawy projekt.
























Płyta Kory PING PONG ukazała się w listopadzie. Materiał na okładkę pochodzi właśnie z Pietrzykowic. Z elewacji stanicy wędkarskiej pomalowanej przez Paczkowskiego z 3fala.art.pl. 
W samochodzie zawsze jakieś narzędzia się znajdą. Szybkie oględziny pozwoliły stwierdzić że płyty przykręcone są wkrętem do drewna na płaski śrubokręt. Zapragnąłem mieć Korę u siebie w domu. Łatwo odkręciłem fresk z drewnianej konstrukcji. Robotnicy chcieli ode mnie koniecznie na flaszkę za "pozwolenie" ale się wykręciłem. Przecież to i tak kiedyś zostanie zrównane z ziemią. Po prostu szkoda tych obrazów tym bardziej że to one znalazły się na okładce ostatniej płyty KORY. Takim sposobem Kora znalazła się u mnie w domu. Nawet po czterokroć.
Autor: Dariusz Paczkowski 3fala.art.pl  niedawny pożar przypalił trochę policzek Korze. 
Zdemontowane " ze zdjęć powyżej"


I  co ja teraz z nią pocznę. Najpierw utrwalę te obrazy lakierem bezbarwnym.Pomyślałem potem że  dobrze byłoby przykręcić te tablice (120x80 cm) do czarnej płyty meblowej która stanowiła by swoiste passe partout i jednocześnie pozwalałaby to jakoś przykręcić do ściany. Bo Kora jest bardzo krucha. 

6 komentarzy:

  1. o kurcze piękne :) też chce taką KORĘ w domu <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. też chce takie coś. Mimo, że mnie wykreśliła z face.
    G.Kowalski

    OdpowiedzUsuń
  4. złodziej! co na to twórca?

    OdpowiedzUsuń
  5. Dariusz Paczkowski otrzymał wszystkie uratowane Kory, jak sam powiedział ponownie umieści je w miejskiej przestrzeni.Jedną zamocowałem na czarną płytę, by autor mógł ją wystawić na aukcję i tym sposobem pozyskać środki na realizację kolejnych prac.

    OdpowiedzUsuń