Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (4) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (71) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (8) nurkowanie (2) OSOBISTE (27) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (17) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

Barbarzyńca, co był małą dziewczynką.

Na parkingu kontakt wzrokowy nawiązany. Profil taki, że z kilometra można go poznać. Jednak, wtrącać się w  rozmowę prof. Jerzego Marka z Aleksandrem Kaczorowskim z głupim "dzień dobry", to chyba wiocha no nie? Skinienie głowy wystarczy i małe uśmiechnięte ślepka spod okularów obojga, wystarczą na uszanowanie.
 

Pełna aula barbarzyńców, jak zwykle.
Skromność obojga i wymieniane uprzejmości rozluźniły trochę poważną, uczelnianą atmosferę. Dobrze, bo nikt chyba nie chciał wykładu. Bo czy w Kolegium, o Czechach, trzeba poważnie? Nie, bo my tam jesteśmy bo tego chcemy. To nie zajęcia obowiązkowe lecz przyjemność słuchania przyciąga do kogoś, kto z pasją opowiada o miłości do literatury, historii czy filmu.
Prof. Jerzy Marek jak zawsze doskonale przygotowany merytorycznie. Jednak obawiam się że nie zadał  wszystkich ważnych pytań które miał w rękawie bo Aleksander Kaczorowski odpowiadał długo i rzeczowo.

Sympatyczny erudyta.
Mógłbym go słuchać jeszcze długo, z prawdziwą przyjemnością.. Jak otwarta książka...
W zalewie skandowanych wypowiedzi w moim otoczeniu. Sloganowych wyrażeń, myślowych nagłówków nie rozwiniętych nawet do pełnego zdania. Skrótów myślowych i słów używanych nieadekwatnie do ich znaczenia czy wartości, opowiadanie... odpowiadanie Aleksandra było szemrzącą rzeką zdań - obrazów, która tylko niekiedy wyciszała się wypływając szeroko w milczeniu, w poszukiwaniu znaczeń, myśli i faktów...
Żadnych dźwiękonaśladowczych zapychaczy, żadnego yyyy..., buczenia czy tubalnego zamyślenia.
Na złożone pytania, odpowiadał po kilku sekundach milczącego skupienia. Tylko rozbiegane oczy zdradzały  układanie myśli w wyobraźni.

Usprawiedliwiony "dygresant".
Tego dnia słowo dygresja było pełne wartości. Bo mówić o Hrabalu bez wspomnień Kerska, gospody , czy literackiego kaca porannego, to jakby opowiadać o książce która jest tylko produktem a nie pięknym owocem ciężkiej pracy.
Przywoływać Kunderę który "...jest gdzie indziej", bo wielkim pisarzem był, a nie wspominać o historii Czech, jego wyobcowaniu na emigracji i fascynacjach socjalizmem, nie dało by nam pełnego obrazu tamtych czasów.
Każda opowieść, każda odpowiedź Kaczorowskiego pączkowała historiami, które nawet jeśli były błahe dodawały człowieczeństwa każdej postaci, bo rys historyczny to my sobie możemy znaleźć w internecie ale tam nie ma kontaktu wzrokowego i emocjonującego przekazu jak, z czasami zakłopotanym, Aleksandrem.
Nie oszczędził też współczesnej literatury czeskiej.
A mi się podoba, i nie ważne że się nie znam. Nie muszę, wystarcza mi przyjemność czytania i odnajdywanie odniesień czy to do historii, czy literatury czeskiej. Tej uznanej za tzw. dobrą, która była pierwsza, odkrywcza i znacząca. I może sobie Kaczorowski (szacun!) mówić że współczesna literatura czeska jest wtórna, epigońska, że to wszystko już było. Nie szkodzi, dla mnie jest pierwsza i najfajniejsza... no!
 Czy Balaban, czy Topol, a nawet Soukupova...



"Każdy był kiedyś małą dziewczynką..." Prozaicy stali się mężczyznami, a poeci noszą ducha kobiecej wrażliwości w sobie... tak mniej więcej odpowiedział Aleksander Kaczorowski na pytanie jak poradził sobie z tłumaczeniem pamiętnika Helgi Weiss. Pamiętnika pisanego prze dziewięcioletnią dziewczynkę. Niedawno miała premierę ta książka i mam ją z autografem tłumacza... ha! 
Skubnąłem trochę w ciszy niedzielnego poranka czytelniczo - małżeńskiego...  teraz czeka w kolejce po Małgorzacie Szejnert, a Jagielska rozerwana przez Kaśkę i Karolinę... 
Ahoj Barbarzyńcy!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz