Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (5) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (17) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (75) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (28) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (20) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

Małpa taka, niby LOMO.

o lomografii

Posiadałem już kilka aparatów, dumnie zwanych LOMO. Teraz sześc. No siedem, bo u Anki supersampler pracuje w Pradze ( narazie zbędny). Wypróbowałem wszystkie, i jak dotąd LOMO LC-A najbardziej mnie satysfakcjonuje.
Ostatnim aparatem jaki testowałem była małpa, no name, no power, no fun, no cash. Dostałem go gratis na targu. Aparat z funkcją prymitywnej panoramy zasłonkowej, jednym czasie migawki, jednej jasności plastikowego obiektywu, przewijaniu w lewo, lewą ręką do lewej dłoni. Kasetka z filmem po prawej. Taki dziwoląg co nic nie waży.
Założyłem mocno przeterminowany film Agfa 200, chyba z przed pięciu lat i oto co z niego wyszło.

 








Oczywiście wszystkie prymitywne lomoaparaty dają zadowalające zdjęcia tylko w typowych warunkach. Reszta pozostaje bezwartościowo niedoświetlona. Nawet do lomo bym tego nie zaliczył,  bo musi być cokolwiek widać...
LOMO niezastąpione!
I jeszcze niespodzianka. Kupiłem na targu za 3zł,  aparat klasy lomo-prymityw. Jedna migawka, dwie przysłony "czasem słońce, czasem deszcz", na film "pocket 126", taki w kasetce jak lornetka. Nie wypstrykany do ręcznego wywoływania, tam, bo nikt inny tego mi nie zrobi. Dałem go Karolinie do "wykończenia"... zobaczymy...

  







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz