Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (5) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (74) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (28) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (18) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

Skarby targowe.

Sobotnie targi żywieckie obfitują w największą ilość wystawców. To brzmi dumnie ale tak nie wygląda. W rzeczywistości jest to około 10 do 15 osób z towarem którym nie zapełnili by nawet szkolnej sali gimnastycznej, ale zawsze jest coś ciekawego. Nie są to wystawcy kolekcjonerzy, raczej zbieracze wszelkiego badziewia, pochodzącego od składów złomowych po austriackie i niemieckie wystawki porządkowe jak również zbiory wyprowadzkowo-rozbiórkowe.
Krzysiu i jego szwedzki stół.
 Jeden chłopak sprzedaje prawie wszystko za grosze, można przyjąć że za 1zł/ szt czasem za kilka złotych a wycena polega na rzucie oka. On ma najwięcej klientów oraz najwięcej towaru wszelakiej maści. Wszystko w pudłach wystawione tak jak zbiera to z ulic i domów a zbiera wszystko na austriackich wystawkach i zajmuje największą powierzchnię wystawienniczą. Jest miły, sympatyczny i uprzejmy a nawet daje na krechę.
"Marszandzi"
Inni sprzedawcy to tzw. specjaliści. Ich "specjalność" polega głównie na wiedzy o wartości przedmiotów zaczerpniętej z portali aukcyjnych i ta wiedza jest właściwie ich jedyną podporą w dyskusji z kolegami po fachu, czy z klientami. Specjalizują się w sprzedaży mebli, ceramiki, dzieł sztuki. Rzadko widzę u nich kupujących, najczęściej niezamożni szperacze pytają o ceny przedmiotów które chcieli by posiadać jednak poziom cen odstrasza klientów. Mnie też.
Bibliofil.
Celowo nie używam cudzysłowu ponieważ facet sprzedający książki w dzisiejszych czasach musi być bardzo zdesperowany. Próbuję sobie wyobrazić jak czułbym się postawiony przed koniecznością wyprzedaży swoich zbiorów. Nie jakoś specjalnie wartościowych ale ale o dużej wartości sentymentalnej. Przywiązuję się do książek. Przyjmuję wszystkie, które ktoś chce się pozbyć. Żeby przeczytać - kupuję, by mieć autora na własność. Kiedy kupuję wiem że autor pracował dla mnie. Książka na własność daje poczucie więzi z autorem. Nie lubię korzystać z biblioteki choć wiem jak bardzo ważne jest ich istnienie.
Nie używam cudzysłowu, ponieważ sprzedawca książek nie dosyć że sprzedaje je bardzo tanio, to jeszcze prawię o każdej jest w stanie powiedzieć kilka zdań.Chętnie i łatwo nawiązuje ciekawą rozmowę. Nie zachwala swojego towaru, nie porównuje cen do księgarni i nie "ma focha" kiedy ktoś odkłada książkę nie kupując jej.
Zdarza się nawet że szukam czasem książki za wszelką cenę żeby tylko nie odchodzić z pustymi rękami od jego stoiska a ceny są tak niskie że formuła "reszty nie trzeba" stała się już tradycja. I to nie jest żadna jałmużna jak rzucenie żebrakowi grosika dla zagłuszenia sumienia i świętego spokoju.
Ostatni nabytek.
Ostatni nabytek za niespełna 10zł. a w środku:
1.Literatura na świecie 11/1983 - Jindrich Chalupecki "Hasek niepospolity"
2.Słownik czesko-polski trochę większy od zapalniczki zippo WP 1973 wyd. 1. Prawdziwie kiezonkowy.
3.Jerzy Olkiewicz "Archipelag Picassa" - Jak krytyk, sojusznik artysty, pomaga zrozumieć sztukę przeciętnemu odbiorcy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz