Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (5) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (17) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (75) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (28) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (19) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

Łikend w Kłodzku.

I co z tego że w środku tygodnia. W sam raz na zakończenie wakacji. Porzucenie pracy, szybka decyzja i jazda.
Jeszcze tylko do księgarni, bo po "Prawieku..." czegoś mi brak. Kaczorowski przeczytany, Jirasek jeszcze nie doszedł, to "moment" by kupić "niedżwiedzia" Tokaczuk. Na drogę i poranki.
Czytanie w drodze nie było konieczne, albo raczej nie brakowało mi go, bo rozmowa była ciekawa, żadne radio nam się nie wtrącało kretyńskim komentarzem. Poranki leniwe odpychały lekturę brakiem kawy i enklawy samotnej czytelni. Choćby jakiś balkon czy taras a tu tylko niewygodne, skrzypiące, łóżko. Tylko moje łóżko nadaje się do czytania.
 Miasta kotliny kłodzkiej są piękne. Otoczone górami, skrywają skarby architektury z szacunkiem zachowanej. Nie skundlonej styropianem. Nie są to jakieś szczególne zabytki ale urokliwe wille i domy z wykuszami  i dobudówkami. Na każdym kroku widok takiej samotni, "baszty", rozbudzał tęsknotę do ciszy benedyktyńskiej lektury nie zmąconej cywilizacją.
Zdrowa woda Kłodzkich uzdrowisk jakaś taka niedobra, pełno rdzy i smakuje żelazem, fuj, nie mogłem tego pić nawet jak mnie suszyło. Wiem, wiem, tak ma być, "gorzki lek najlepiej leczy".
Arszenik też leczy. Na przykład Napoleona. Podtruwany arszenikiem, uzależnił się od niego i jego choroba żołądka przez to nie dała się zdiagnozować. Kiedy oprawcy odstawili trutkę na szczury rezygnując z zabicia cesarza rak żołądka dał o sobie znać i szybko uśmiercił malucha. 
Nam pozostała po nim brama w Ślesinie i drogowy ruch prawostronny w europie oraz konstytucja 22 lipca... tak Księstwa Warszawskiego!
W rudach arsenu znajdowało się złoto dlatego Złoty Stok... miejscowość taka. Kopalnia od lat nieczynna, udostępniona do zwiedzania z przewodnikiem który za wszelką cenę próbuje być zabawny i wesoły. Są momenty że mu to wychodzi a są i takie że prowadzi do konsternacji kiedy trafi na nietolerancyjnego mądrale z którym wdaje się w dyskusję, a my wcale nie chcemy wiedzieć kto wie lepiej. Przewodnik czy turysta. Jednak pomimo tej małej niedogodności można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy z historii, chemii, geologi...
Zakończeniem podziemnej podróży, na ostatniej stacji kolejki jest galeria tablic ostrzegawczych, informacyjnych, emaliowanych gdzie wyeksponowana jest tylko część zbiorów. Treść nie wymaga komentarza. 


Niestety wszędzie odpustowe stragany z duperelami, tzw. pamiątkami,  każdy chce zarobić na chude miesiące zimowe a rodzice nie wysilają się by tłumaczyć dzieciom co to jest "pamiątka z miejsca" i kupują te chiński gówna żeby mieć święty spokój.
Duszniki Zdrój zachwyciły mnie muzeum papiernictwa. Wygląda okazale nieprawdaż:
E52
lomo

wielkie maszyny robią wrażenie zwłaszcza jeśli ktoś lubi, tak jak ja, beton i stal. dotknięcie czerpanego papieru rozczula delikatnością ale już nie ceną. Na przykład: za papeterię (pokolenie smsowe pewnie nie wie co to jest - zestaw kopert i ozdobnych kartek papieru do pisania odręcznego listów i wysyłania ich pocztą nie elektroniczną)... 60zł. 
Szczeliniec
 Piękny, ale zdobyć go przy moim lenistwie to była kara. Pytałem Martyny (10lat) co chwile czy daleko jeszcze a ona powtarzała że daleko, że połowa, że odpoczynek... bo była tam niedawno z klasą. Po kolejnym moim pytaniu, niespodziewanie znależliśmy się na szczycie. Jaka była moja ulga, górskiego leniwca a widok był nagrodą i smakująca wyśmienicie kawa z koroną, na szczycie Szczelińca. Pięknie i warto.

 spod Szczelińca
szczyt Szczelińca i tam kawa
Znowu stragany u stóp... jak na odpuście.
Muzeum zabawek z duszą
w Kudowie Zdroju. Nie złoto, nie papier, lecz zabawki rozczuliły mnie sentymentalnie. Przeniosłem się w czasy dzieciństwa. Przy każdej gablocie chwaliłem się jak dziecko dzieciom: o! to miałem, tym się bawiłem, to zepsułem, to kupił mi tata, to babcia, to mama, a to dostałem jak byłem chory, a tamto za dzielność przyjmowania zastrzyków.
Jednak najwięcej szczęścia dało mi rozrzewnienie Karoliny i Martyny kiedy widząc proste, prymitywne zabawki wzdychały z tęsknotą w głosie i zazdrością jak miałem się fajnie będąc dzieckiem... jak bardzo chciały by mieć takie piękne zabawki.

Martyna zapaliła się do nowego pomysłu. Widząc jak w muzeum szanuje się zabawki stwierdziła że będzie zbierać je także. Zobaczymy na ile wystarczy jej zapału. Mnie nie trzeba mówić dwa razy, zawsze zapalam się do dziecięcych pomysłów przedłużając tym sposobem kontakt z nimi bo wiem że kiedyś mi tego zabraknie. Poza tym i od dzieci wiele się uczymy a każda wiedza, nawet o zabawkach, jest dużą wartością dodaną.
Przyjmujemy stare zabawki. Pokój Martyny wiele jeszcze zmieści.
Znalazłem tam kilka gablotek z czeskimi zabawkami z lat PRL'u.

 
Lomo: czeskie lalki z masy papierowej



Bajki: LADY i  TESAROVEJ
Na koniec przedmiot pożądania! TORNISTER dla Martyny.

Szukamy takiego tornistra jak po lewej! Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
Wypad wakacyjny się udał. Powrót wprost na Męskie Granie do Żywca, ale o tym póżniej.
Foto: Kasia, lomo Jacek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz