Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram

sobota, 11 sierpnia 2012

Sympatyczna historia

Niedawno naprawiałem pewnemu starszemu panu samochód. Montowałem drzwi w których kieszeni zauważyłem małą książeczkę. Kierowany zwykłą ludzką ciekawością wyjąłem ją i okazało się że jest to notesik. Okładki jego były zrobione z okładek książki z serii "Z tygrysem". Starsi wiedzą dobrze o jaką serię chodzi.
tego egzemplarza akurat ja szukam


Wewnątrz kartki były powycinane w zakładki oznaczone rocznikami od 1958 do prawie lat 90tych . dokładnie nie pamiętam. W każdym roczniku wpisanych było kilka tytułów. Zrozumiałem że mam do czynienia z kolekcjonerem książeczek z serii z tygrysem. Sam posiadam kilkadziesiąt  egzemplarzy, kilka nawet czytałem.
Kiedy mój klient odbierał samochód, zapytałem go wprost czy zbiera tygrysy. Gdybyście widzieli jak mu się oczy zaświeciły!
Tak. -odparł
A ma pan? - zapytał
Mam kilkadziesiąt. - odpowiedziałem z myślą, że mogę mu sprawić radość jak okaże się że znajdzie u mnie brakujące egzemplarze.
Czy mogę zobaczyć? Bo wiele mi brakuje, chociaż posiadam już prawie pięćset. Bo wie pan - mówi do mnie- ja nie mogę w nocy spać , to czytam.
Chodżmy zatem. - zaproponowałem
W mojej skromnej bibliotece (muszę zlecić dzieciom policzenie książek bo ostatnio się nudzą) usiedliśmy przed półka i zaczęło się sprawdzanie. Zebrało się,  w sumie, dwadzieścia pozycji w tym pierwszy numer pierwszej serii z 1958r. więc warto było.
Radość starszego pana, bezcenna.
Rozejrzał się po naszym pokoju i pytał jakby sam siebie. - Jak ja się panu odwdzięczę?
Szybko policzyłem.  20szt x 1 zł.... przecież to śmiechu warte. Byłbym głupi gdybym chciał za te książki pieniądze. Sam wiele z nich dostałem wiec te przekaże  dalej. To nie do końca tak jak z książkami pozostawianymi w różnych miastach, w różnych miejscach dla anonimowych czytelników ale podróż z pod jednej strzechy do drugiej, jak chciał Mickiewicz będzie idealna.
Coś panu przywiozę -powiedział, dostrzegając stare radia, aparaty fotograficzne, zegary.
Rozstaliśmy się nisko kłaniając.
Dzień drugi.
Godzina 9:00 podjeżdża auto i  bagażnika facet wyjmuje Pierwszy polski gramofon lampowy walizkowy BAMBINO z 1963 roku i obiecuje jeszcze przywieźć Aparat ZORKA 6. Tą obietnicą ucieszył mnie najbardziej!


Sprawdzę go niebawem czy działa, choć pewnie nie będę słuchał na nim naszych współczesnych płyt bo do tego mamy trochę lepszego polskiego ARTURA. 





wtorek, 7 sierpnia 2012

...i niechcący zrobiłem kurs nurkowy

A wszystko zaczęło się od zainteresowania Martyny przyrodą i namiętnym oglądaniem przyrodniczych filmów podwodnych.
agama błotna
Zaakceptowaliśmy zbierane przez Martyne kości zwierzęce słońcem bielone i w rzece płukane ( wszystkie prażone w 200st C), niezliczone okazy owadów: ćmy, żuki, osy, ważki, skorupy ślimaków, wylinki. Dwie Agamy Błotne w terrarium i Gekon Toke. Pożywienie dla nich w pudełkach: Karaczany, Drewnojady, Mączniaki i całą noc grające świerszcze które słychać w całym domu. Dziesiątki kamieni znalezionych na spacerach oraz wynurkowanych w rzece jak  i patyków o ciekawych kształtach. Pokój Martyny jest wielkim magazynem rzeczy potrzebnych. Niczego nie można, nie wolno wyrzucić. Kiedyś będąc w szkole zaprowadziła mnie do magazynu pomocy naukowych i tam pokazała  mi preparaty zwierzęce w formalinie (żmije, żabę, serce świni...) słyszała że na to zostać wyrzucone więc prosiła żeby żałatwić z dyrektorką przekazanie tych preparatów dla nas. Mamy obiecane po wakacjach, więc muszę kupić formalinę do uzupełnienia roztworów.
gekon toke

karaczan
drewnojad
 Najwięcej czasu spędzaliśmy na rodzinnym oglądaniu filmów przyrodniczych i za każdym razem słyszeliśmy w głosie Martyny marzenie o nurkowaniu. Na początek kupiliśmy jej książkę o podstawach nurkowania którą przeczytała i wiedzą dzieliła się z nami opowiadając różne ciekawostki. Największe emocje budziły w niej rekiny. Takie piękne i takie niebezpieczne. Nie trzeba było długo szukać i znalazłem film pt.: "Szczęki"  dla mnie zabawny przez to jakimi prostymi metodami zrealizowany ale dla Martyny to film kultowy. Wszystkie cztery części może oglądać w kółko choć zna już ten film na pamięć tak jak sagę "Star wars", nadal robi na niej wrażenie.

Nadeszły wakacje wiec podjęliśmy rodzinnie decyzję że zapiszemy Martynę na kurs nurkowy. Pierwsze kroki miała za sobą ponieważ brała udział w pokazach basenowych dla dzieci. 
 Instruktor zasugerował że ze względów bezpieczeństwa i dla spokoju obojga dobrze jest robić kurs wspólnie. Tak też się stało. 
Razem przyswajaliśmy wiedzę teoretyczną, spędzaliśmy godziny na wykładach z instruktorem w centrum nurkowym. 
Rozpoczęły się ćwiczenia basenowe ze sprzętem. Połowę ćwiczeń Martyna zaliczyła bez kłopotu. Nie było dla niej problemem zdejmowanie maski pod wodą czy podjęcie od partnera awaryjnego żródła powietrza. Nie bała się, nie panikowała. Zaliczyła też egzamin pływacki 300m wpław, w płetwach i 10 min utrzymywania się na powierzchni. 
Jednak kiedy konieczne było ubranie się w piankę czyli tzw. mokry skafander i do tego ocieplacz z kapturem plus rękawiczki, balast kamizelka i butla, wykonywanie zadań stało się dla niej fizycznie niemożliwe. Próbowała ze łzami w oczach ale jest po prostu zbyt drobna, delikatna i słaba a ubranie nurkowe ciasne opinające i ograniczające ruchy.
Musiała zrezygnować. 
Pocieszeniem dla niej jest to że wiedzę teoretyczną posiada, a ćwiczenia praktyczne będzie mogła zaliczyć za jakieś dwa, trzy lata. W jej zastępstwie dostałem 15letnią partnerkę kursową z którą swobodnie dokończyłem szkolenie i zdałem egzamin praktyczny w zalanym kamieniołomie ZAKRZÓWEK 
Tak więc piętnaście lat to taka granica kiedy "dziecko" da sobie radę pod wodą. 

podwodny czechofan :-)
Zupełnie inaczej patrzy się na filmy przyrodnicze i nurkowanie kiedy zasmakowało się tej przyjemności, jednak nie jest to sport łatwy lekki i przyjemny. Jest niebezpieczny. Łatwo popełnić błąd, łatwo spanikować. Trzeba być opanowanym. Miałem małą próbkę stresu pod wodą jak zaplątała mi się płetwa w linkę kiedy przepływałem nad samochodem policyjnym. Musiałem sobie poradzić sam. Udało się. 
Trzeba mieć zaufanie do partnera bo kiedy dzielą nas metry, zbliżenie w sytuacji awaryjnej nie jest błyskawiczne a decydują sekundy... 
Chylę czoło przed nurkami. 





wtorek, 31 lipca 2012

Czechosłowaczka z pewexu!

http://www.facebook.com/photo.php?fbid=10151062635214629&set=a.239694979628.134873.49990724628&type=1&theater 


BUSem do antykwariatu.

 Pewne obowiązki spowodowały że musiałem pojechać do pracy busem  a nie jak zwykle samochodem.  Właściwie chciałem koleją by bujać się lekko i czytać w drodze ale nie zdążyłem na pociąg dlatego wsiadłem do pierwszego lepszego busa z tabliczką Bielsko-Biała. Ten prywatny bus jechał akurat przez łąki i pola wiosek beskidzkich, blisko góry Skrzyczne, z pięknym widokiem pasma Magurki w oddali.  Wielka niezabudowana jeszcze przestrzeń londowiska ćwiczebnego 19 Batalionu Desantowego z Bielska. Wielkie pola, usłane białymi kulami beli zwiniętego siana, jak kłębki włóczki, tylko odpowiednio wielkiego kota brakowało do zabawy.
 Taka sentymentalna przejażdżka trasą moich dziecinnych wypraw rowerowych, kiedy jeszcze mieszkałem w Łodygowicach.
 Niecodzienna wycieczka okazała się całkiem przyjemna pomimo upału i braku klimatyzacji w busie. Nie dało się czytać bo bus bujał się jak łupina na wzburzonym morzu. Rekompensowałem sobie to słuchaniem opowieści różnej treści, pasażerów różnej maści. Dojechałem do bielska z odpowiednim zapasem czasu dlatego wysiadłem na wcześniejszym przystanku by przespacerować się po moim ulubionym mieście.
 Zboczyłem na starówkę niespiesznie, odwiedzając miejsca w których bardzo dawno nie byłem (ofiara samochodu i pośpiechu). Zauważyłem trochę  zmian w mijanych kamienicach. Zmian na lepsze ale i na gorsze. Komercyjne miejsca starówki bielskiej pięknieją ale tam gdzie zamiast turystów żyją tubylcy niewiele się zmienia. Są miejsca które nie zmieniły się od czasów kiedy chodziłem tymi drogami ze szkoły średniej, fotografowałem, wagarowałem, a dziś widzę te same odpadające tynki i powykrzywiane brukowane uliczki.. Ale i tak mi się podoba. Lubię miejsca w których czas się zatrzymał, gdzie spacerem przenoszę się do lat minionych. Ktoś powiedział że sentymentalność jest oznaką starości, ale to takie przyjemne... być sentymentalnym.
Zupełnie nieplanowanie nogi zaniosły mnie do antykwariatu. Mój wolny czas szybko się kurczył, więc wszedłem tak tylko zajrzeć czy coś przez te lata się zmieniło ale i tam czas się zatrzymał co pozwoliło mi się tam łatwo odnależć i nie błądzić wzrokiem po półkach.
10 min.
Mam dziesięć minut a tam tyle półek do przejrzenia. Nie! Nie dziś. Pobieżnie rzucam okiem i już dostrzegam stos  pocztówek. Nie mogę wyjść bez łupu dziś. Cena jeden czy dwa złote to nie dużo. Znalazłem sześć czeskich sztuk.
Pospiesznie oddaliłem się do autobusu by kontynuować podróż do pracy.
  Hm... latem od czasu do czasu to nawet przyjemnie jest obserwować ludzi wkoło. Jeden młodzieniec imponująco szybko rozwiązywał krzyżówkę panoramiczną, inny pryszczaty osiłek  promował się przed atrakcyjną dziewczyną opowieściami o ostatnich imprezach i nocnych wojażach weekendowych. Nikt nie śmierdział potem w mojej bliskości  dlatego, między innymi, podróż była udana.

czeska Praga, polski ogórek wtedy tam popularny grał nawet w serialu "Chalupari"
foto: Jarmila Kacerova, Vladimir Kacer


foto:Feyfar,Krob,Nixbauer

poniedziałek, 30 lipca 2012

Godzina - W -

Żałoba czy zabawa?
Nie jestem godzien oceniać postawy powstańców i ich dowódców. Moja wiedza historyczna jest zbyt skromna. Mogę jedynie schylić czoło przed ich heroizmem ze wstydem, ponieważ nawet nie byłem w wojsku kiedy czas był ku temu. W czasach komuny wojsko było inne, więc kto tylko mógł zapierał się rękami i nogami. Teraz z perspektywy czasu jest mi wstyd.
 Oceniających powstanie warszawskie jest wielu, i ocen jest wiele. "...my naród", my "przedmurze europy", nie będzie Niemiec pluł nam w twarz. Nie licząc zysków i strat, z ułańską fantazją, walczymy do ostatniej kropli krwi. Bohaterski naród polski podniósł rękę na czarny krzyż.
 Jak śpiewa LAO CHE "...decyzja zaczynać, ...do broni, bracia, Polacy...".  Powstanie wybuchło ponieważ była nadzieja pomocy sojuszników. Jak się potem okazało sojusznicy "...na prawym brzegu kucnęliście... skurwysyny, ...nie przyszliście".  Wykrwawili się powstańcy na barykadach, nie tylko im"serce pękło" ale i wszystkim którzy śledzili powstańcze losy każdego dnia. W całym kraju i przy "radio" z którego lotem "błyskawicy" rozchodziły się dobre, a potem już tylko złe wieści.

 Powstanie warszawskie jest jedną z najpiękniejszych kart naszej historii. To przykład współdziałania ludności cywilnej, żołnierzy, organizacji podziemnych, zjednoczonych w najpiękniejszym celu jakim jest walka o wolność i niepodległość.
 Spotkałem się z opinią, że dla  amerykanów niewyobrażalna jest liczba ofiar WTC (ok.3000), ale gdy ktoś powiedział im że w powstaniu warszawskim średnio tyle ludzi ginęło każdego dnia, (ogółem nawet do 200tyś), nie mogli uwierzyć!
Więc żałoba czy zabawa?
 Na pewno szacunek, minuta ciszy w godzinie W, kwiaty na mogiłach. Może by zapytać ostatnich żyjących powstańców czy żałoba czy zabawa. Myślę że jednak zabawa która prawicowym politykom i konserwatywnym felietonistom będzie nie w smak. Ciekawe czy Madonna wykona jakiś gest? A może będzie ponad to wszystko, odwali kawał dobrej roboty i pojedzie sobie, zostawiajac obrońców moralności z pianą na piórach.
Politycy, ręce precz od powstania!
 Przecież powstańcy walczyli dla nas, dla lepszej polski, byśmy wolni mogli być szczęśliwi. Nie zdołamy się im odwdzięczyć, to niemożliwe, ale czy czyjeś szczęście nie jest dla drugiej, bliskiej osoby największą radością.


sobota, 28 lipca 2012

Czeski Kloss... Hans Kloss


Wczoraj stałem się szczęśliwym posiadaczem czechosłowackiego wydania komiksu "KAPITAN KLOSS" z 1972 roku z ceną 6Kcs. Drukowany był na przełomie 1971-1973, obejmował 20 zeszytów. Natomiast w 2002 roku w Czechach wydawnictwo BBart, zebrało 700 stron komiksowych kart w postaci gubej książki (ktokolwiek widział, ktokolwiek wie... może bywalczyni targów i antykwariatów...).

   bardzo kompletna "europejska" historia komiksów o Klssie





czwartek, 26 lipca 2012

flaga

Gościliśmy niedawno przyjaciół z Warszawy i z tej okazji odbył się u nas zlot siatki śląskiej Klubu Miłośników Stawki. Joanna która wie o moim zainteresowaniu Czechami przywiozła mi w prezencie flagę czeską, okazałą, uszytą tak że można ubrać ją na ramiona prawie jak ponczo. Dzięki niej posiadam również komplet serialu "Stawka większa niż życie" z czeskim dubbingiem.







Stawka po czesku.



http://www.stawkologia.pl/forum




Nieduża część KMS: od l. Piotr i Joanna W-wa, Andrzej,Mariola,Jacek,Kasia,Leszek,Kasia,Grzegorz,Marianna. 

wtorek, 24 lipca 2012

Musicie to zobaczyć



David Cerny jest wielki! 


Strasznie mi się podoba jego siłacz. Zresztą i inne jego prace...np: sikający czesi do Czech - bo któż potrafi lepiej śmiać się z siebie niż oni sami, dzieci(?) na wieży TV, anal look (z drabiny żeby nie było zbyt łatwo a wścibskość to ludzka specjalność), czy stołowy przystanek gdzie historia Czechów działa się ponad ich głowami, no i trabant z jajami czy Wacław na koniu wspak ( u nas chyba nie do pomyślenia taka parodia narodowej postaci).

Aż boje się pomyśleć co i jak będzie się promować naszych sportowców. Krakowiacy i górale, może latawiec, czy wiklinowy koszyk... bo na coś klasy Metalmorphosis raczej liczyć nie możemy.

Swietnie pisze o Cernym  Mariusz Szczygieł w ksiązce "Zrób sobie raj" nie tylko o sztuce .

sobota, 21 lipca 2012

Nowa zdobycz

TSA... lubie szanuje... Kupiona na allegro za kilka złotych.

Tzw. "Czerwona" teraz stała się bezcenna.
I komplet autografów na rozkładówce. Dzięki uprzejmości Piotra Plebańczyka.
Dwa w jednym. Akademia Pana Kleksa i TSA.