Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (4) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (72) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) nurkowanie (2) OSOBISTE (27) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (17) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

Rozlewnia

...wieczór.
Leże w łóżku, zasypiam i w głowie kołaczą mi się fajne zdania ale nie chce mi się wstać do komputera. Nie chce mi się nawet sięgnąć po kartkę i ołówek, choć są w zasięgu ręki. Słyszę tylko dialogi "Oskara i pani Róży" i nóg nie mogę wyprostować bo łóżko zajęte na kino.

...odpisał mi gość który posiada etykiety piwne z nieistniejącej już rozlewni piwa i napojów, w moich rodzinnych Łodygowicach... teraz oczywiście jest tam sklep. Lepsze deko handlu jak kilo roboty...

Chodziłem do przedszkola którego wybieg graniczył z wysokim murem rozlewni i jednym oknem wielkości telewizora, na wysokości kolan. To było chyba w 1976-78r. Zbieraliśmy się tam i podglądaliśmy kobiety w stylonowych fartuchach, czepcach włosowych i sandałach bez piety i palców. Uwijających się na mokrej posadzce lastriko wśród hałasu maszyn i brzęku zderzających się o siebie butelek jadących gęsiego na taśmie.
Kiedy któraś z nich spojrzała na nas, prosiliśmy o butelkę oranżady której nigdy i tak nie dostaliśmy. Przynajmniej ja nie pamiętam, może ktoś inny dostał , ja nie.

okienko na białej ścianie 


To fajne stare przedszkole, ze znienawidzoną przeze mnie zupą mleczną, szpinakiem który do dziś mnie prześladuje w moim domu, na babskich biesiadach winnych :-) , i znienawidzoną duszoną marchewką do drugiego dania. Drewnianych pryczach z plecionymi w kratkę pasami parcianymi.
Hulajnogą, (trzy), wyrywaną sobie z rąk, bo kto silniejszy ten jeździł, krzakiem bzu okupowanym przy schodach jako baza i huśtawkach zamkniętych na kłódkę za ogrodzeniem. Jedyną rzeczą ogólnodostępną, była wielka okrągła piaskownica, wybetonowana, z murkiem po kolana o średnicy jakichś pięciu metrów.

Historia zatoczyła koło. Karoliny wychowawczynią była ta sama kobieta od której dostałem linijką po dupie, przez którą klęczałem w kącie z rekami w górze. A po latach, jej mężowi naprawiałem samochód wielokrotnie... do dziś przysyła mi życzenia :-)
To dobre przedszkole jest. Karolinie dało dobrą podstawę i teraz dobrze się uczy.

 Ale chodzi o rozlewnię. bo mam etykiety.
Z browaru w Żywcu codziennie przyjeżdżał Star na którego pace była taka blaszana beczka, nie cysterna w kształcie walca, lecz blaszana beczka z piwem, z zaworem spustowym z tyłu, jaki ma szambowóz. Czasem ojciec w upalne dni wysyłał mnie  na rowerze Jubilat, z siatką na kierownicy,  po piwo w zielonych butelkach, tzw. oranżadówkach. . Zdarzało się że na dnie pływały jakieś fusy. Wtedy sprzedawano piwo dzieciom, na wsi każdy wiedział że dzieci "są na posyłki" jak rodzice zapieprzają w polu, czy w warsztacie.


Nie, nie zbieram etykiet ale lepiej żeby były u mnie, tych kilka sztuk, ilustrowały historię jak te z browaru Kupferberg, w książce Springera służące za zakładkę "Miedzianki".










Chodzi mi po głowie jeszcze fabryka krówek która była w Łodygowicach. Ciekawe czy ktoś ma jeszcze parafinowy papierek z tego cukierka. Chyba się tam wybiorę na zwiady, może coś zostało... cokolwiek. 
Bo te krówki były jedyne i wyjątkowe. Trochę mniejsze od pudełka zapałek a na opakowaniu była krowa. One były cudownie miękkie i o wyjątkowym smaku. Żadne z współczesnych im nie dorównują. 
Są jeszcze krówki żywieckie które pamiętają czasy PRL'u takie z kwiatkiem do dziś produkowane a nawet sprzedawane tu i w każdym sklepie w promieniu 100 km od Żywca (widziałem, ale czy dalej , nie wiem).
 Wczoraj byłem... po fabryce ani śladu teren prywatny, zamieszkany, ogrodzony...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz