Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (4) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (72) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) nurkowanie (2) OSOBISTE (27) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (17) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

Czuli Barbarzyńcy - Bielsko

Kolegium Nauczycielskie w Bielsku-Białej drugi raz zrobiło przyjemność czechofanom i zorganizowało spotkanie z kulturą czeską... wiosną.
Liczna była ich grupa, choć pora i termin nie przystają ludowi robotniczemu. Za to studenci zjawili się tłumnie, i chyba licealiści. Niektórzy pewnie z myślą że lepszy film niż lekcja i oni dostali od Mariusza klapsa za komórkowe zabawy telefoniczne.
Uwielbiałem szkolne zajęcia filmowe z projektora 16mm, na bielonej ścianie, w nieistniejącej już szkole im. Królowej Jadwigi w Łodygowicach. Wielkim wyróżnieniem było, (Pani Kosarska), pozwolenie obsługi projektora. Przeplatanie taśmy celuloidowej między rolkami, a potem uruchomienie maszyny i jej powolny rozbieg... 1...2...3... ostrość. Klasy się zmieniały na prowizorycznej widowni a ja tkwiłem pół dnia na posterunku X muzy. To było... 1985...

Dziesiąta muza z historią Czech w tle to dobry pomysł. Dobry dla mnie który się ciągle uczy, a rzekome znudzenie (AM :-) było wyrazem intelektualnego (sic!) wysiłku w próbie zrozumienia słowotoku Davida Vondracka . Dobrze że Mariusz ciął mu zdania bo sam by się pewnie pogubił w tłumaczeniu. David to taki sympatyczny facet. Chciało mu się gadać i gadać, nie wszystko rozumieliśmy, a on mówił i mówił, z chłopięcą radością w oczach, a my musieliśmy do domu...
 "Zabijanie po czesku" to pouczający dokument jak można poradzić sobie z trudną historią swoich bliskich, swojego kraju. Jak nie rozdrapywać ran, nie rozliczać... i wybaczać.
 A wszystko zaczęło się od wstrząsającego filmu archiwalnego, nakręconego amatorską kamerą 8mm, na którym widać masową egzekucję znienawidzonych Niemców. W Kladnie, w Postoloprtach mordowano każdego kto miał niemieckie nazwisko, mówił po niemiecku, ale już to, że czuł się Czechem, nie było żadnym usprawiedliwieniem. To pogrom, zemsta za wojnę, za Monachium. Lincz na sąsiadach. Oprawcy, to były śmiejące się bestie, dla których słowa Benesza, po odzyskaniu niepodległości, sankcjonowały działania Gwardii Rewolucyjnej. Prosty lud rozumie słowa wprost i przechodzi do ofensywy. Tłum ma racje, tłumu nikt nie rozliczy, nikt nie powstrzyma... Również dziś... Sprawiedliwość dziejowa wszystko  tłumaczy.
 Ten film jest dobrym przykładem  na to, jak uczyć się wybaczać. Nie rozliczać i zaakceptować po latach skomplikowaną sprawiedliwość dziejową na którą nie mamy wpływu. To inaczej niż u nas gdzie każdego się rozlicza szczuje wymiarem sprawiedliwości, jak choćby Jaruzelskiego. Ale dopóki będą aktywne środowiska które mianują się sumieniem narodu, dopóty będziemy stali, jak powiedział Vondracek, nad przepaścią własnej historii i nie przeskoczymy na drugą stronę zamykając pewien okres... Wybaczenie, zrozumienie, pozwala żyć od nowa...
 Co ciekawe, a u nas chyba jeszcze nie zrozumiałe, to u ofiar tych represji widoczne było większe zrozumienie dla oprawców, pogodzenie się z trudnym losem wygnańca. Nie odniosłem wrażenie żeby ofiary rościły sobie prawo do zemsty czy zadośćuczynienia. Zresztą od kogo tego żądać?
Jedynie nie zapominać o tym co się stało niech to będzie przestrogą że nic nie jest dane na zawsze...

Tu fragmenty filmu  

 Dobrze że ten ciężki film był na końcu pokazu, bo dziwnie by mi sie oglądało "Ciemnoniebieski świat" po czarno-białej śmierci pod kołami .
Widziałem go już rok temu w Czeskim Cieszynie przy pełnej sali. Wzbudził mój zachwyt formułą inną, od tej znanej w naszej kinematografii. Czesi to potrafią opowiedzieć trudną historię,w  sposób normalny, taki ludzki. Bez zbędnego zadęcia, heroiczności, i szafowania tragizmem. Ich bohater nie jest z żelaza, jest ze zwykłej gliny jak każdy z nas. Nie jest idealny, ma wady, przez co jest nam bliższy.
A losy Czechosłowackich pilotów były trudniejsze. Co mnie zaskoczyło, oni, za służbę w obcej formacji traktowani byli jak zdrajcy Rzeszy, bo protektorat nakładał na nich nowe prawo wojenne okupanta. Nasi to mieli "lepiej" bo mogli trafić do niewoli, a nie pod mur.
Pewne fakty tej historii, pokrywały się z losami naszych pilotów jakie znamy z książki Arkady Fiedlera "Dywizjon 303".  Nieszczęsne ćwiczenia rowerowe, nauka języka, loty treningowe... nuda jak u naszych pilotów. Niesubordynacja, samowola w powietrzu, komentarze w ojczystym języku i szarże pościgowe za zbłąkanymi samolotami wroga.
Co ich łączyło, to kobiety, wódka, urok i waleczność. I na wojnie uczucia są najważniejsze. Przekładają się na przyjaźń i stanowią jej próbę za najwyższą cenę w decydującym momencie.

 Nie wiem i nie chcę wiedzieć kto projektował aulę Kolegium Nauczycielskiego w Bielsku. Jest cholernie nie ergonomiczna. Stroma ćwiartka sześcianu, fotelo-krzesło-blaty rozkładane raczej dla młodzieży niż dla dorosłych. Niewygoda siedzenia wielogodzinnego spowodowała że przysypiałem trochę na projekcji "Skowronków..." Menzla. (widziałem już wcześniej).
Intro Mariusza do filmu i późniejsza rozmowa w kuluarach (palarni) z Jerzym Markiem była ciekawsza niż lekko nużący wykład dr Aliny Madej. Owszem, dowiedziałem się od niej wiele na temat historii kina czeskiego, jednak, jeśli chodzi o symbolikę skowronków, to z Jerzym Markiem odnaleźliśmy więcej zbieżnych wątków.
Czasami mam ochotę iść jeszcze do szkoły... tak fajnie sie rozmawia... słucha mądrzejszych, oni mówią tak wiele ciekawych rzeczy...
Ale właściwie po co mi to, tak jest mi dobrze, przecież nic nie muszę... wystarczy że chcę.

Ledwo zdążyłem odebrać kupon na "Dowód osobisty" z pytaniem o małą stabilizację 68-89.

Film Trojana to rozbudowana historia paczki przyjaciół spotykających się na górce podmiejskiej Pragi (Stromovka? O jakimś Bubencu się tam mówi, no i tabliczki uliczne dają znać że to Praga). Spotykają się na chlaniu czegokolwiek, byle sponiewierało :-) Takiej mieszaniny jak tam widziałem bym nie wypił... pewnie smakuje jak... Fernet... fuj.
Tylko 15 lat, a państwo już chciało dzieci trzymać na postronku odpowiedzialności, za tylną kieszeń spodni. U nas dowód osobisty dostawało się w wieku 18 lat. Zielona książeczka DB6325480... się pamięta... wbite zatrudnienia, Narodowe Fundusze Inwestycyjne, co je Rydzyk babciom sprzeniewierzył i dumne zdjęcie z długimi włosami... ha.
Pierwsze miłości, pierwsze pogruchotane kości (Chomiczówka pasuje jak ulał). Strach przed pójściem do wojska (nie byłem i czasem mi wstyd), ktoś łamał palce, ktoś odrabiał służbę w psychiatryku, ktoś wiecznie studiował. Maćka obcinaliśmy, każdy po trochę, odstawiliśmy pod jednostkę do Legionowa.
Mała konspiracja. Plakietki Anarchia, skóry, obcisłe spodnie, naszywki, długie włosy, piwo... inność. Cóż mogliśmy więcej, kiedy to był już czas  przemian ustrojowych.
Chłopaki z Pragi mieli dużo gorzej. Próbowali opierać się systemowi, dostali po łapach, ale wszystko i tak działo się ponad ich głowami. Młody się buntował na ojcowską praworządność, a stary szykował ucieczkę na zachód.
Brat poszedł do wojska to drugi zlał się w gacie na WKU i zarobił pół roku wolności. Na własnej skórze odczuli opór wobec systemu. Koncert w Plastic P.of U. zakończony pałowaniem... tylko dlaczego długowłosy "starszy brat" w wierze hippisowskiej uniknął zadymy, skąd miał płyty, jeansy, katane... nie pracował... no skąd?
Pozostając wiernym ideałom, skazywali się na marazm czasów komunistycznych. Bez przyszłości, bez środków, bez nadziei . Ale byli razem, celebrowali przyjaźnie którym tamte czasy sprzyjały i one pozostawały trwałe na lata. Nie ma sensu opowiadać wszystkich zdarzeń. Ten film powinien być lekturą obowiązkową młodych ludzi którzy myślą że wszystko co mają, jest od zawsze, że ktoś musiał dostać po ryju, żeby teraz ktoś mógł mówić co chce, nosić co chce i jechać gdzie chce.  Ja uszczknąłem odrobiny tamtych czasów i jestem szczęśliwy że mogłem doświadczyć tamtych emocji...

Wcześniejszy post, w temacie ostatniego filmu.
Szykujemy się na następne wizyty.

3 komentarze:

  1. musialabym siegnac po ksiazke, na podstawie której Obcansky prukaz powstał albo jeszcze raz spojrzeć na film, ale wiem ze na pewno nie Stromovka:) Stromovka to taki ładny park, z pałacykiem letnim itd. Ale to będzie blisko, szczególnie jeśli była mowa o Bubencu, poza tym wiem, że Sabach wiekszosc swoich książek "wspomnieniowych" umieszcza na Pradze 6 - Dejvice i okolice. A żeby był taki ładny widok w dół jak pamiętam z kadrów to to mogą być wzgórza w okolicach osiedla Baba i Hanspaulka - ale raczej słabo znam te okolice. W każdym razie - nie Stromovka;)
    swoją drogą w Czechach dalej obcankę się dostaje w wieku 15 lat:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń