Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram

czwartek, 4 kwietnia 2013

Lenin, Kloss, Kora, Edelman... sympatyczne spotkanie.

 Wszystko zaczęło się od uratowania KORY. Przezimowała u nas, by w tym roku znaleźć się gdzieś w nowym miejscu, nowym mieście, może gdzieś w Polsce. Autor pracy już się o to postara. Bo głupio tak zatrzymywać czyjąś własność, nawet pomimo tego ze jest ich cztery.

Ciekawe co kieruje ludźmi którzy posiadają dzieła sztuki w swoich domach. Czują się lepsi, chwalą się, oprowadzają po zagrodzie i mówią "... i tu mam takie, te, i tu mam takie te..."  Rozumiem że to może być lokata kapitału, choć rynek nieprzewidywalny. Lepsze chyba nieruchomości czy obligacje.  Ale ja nie mam kapitału, poza kapitałem w sobie i tym Marksa. Rozumiem potrzebę kontemplacji dzieła w ciszy i skupieniu, ale ileż można się cieszyć... tydzień, miesiąc i co? Egoistyczne pobudki, że ja mam i nikomu nie dam? Zamknięte na siedem spustów. Do grobu przecież nie wezmę, to dlaczego nie podzielić się radością posiadania z innymi jak Grażyna Kulczyk czy Fibak, na przykład.  Tak powstawały prywatne kolekcje które potem zasilały państwowe muzea i galeria wielu krajów. Dla wszystkich.To rozumiem. A metka, i tak pozostaje gdzieś z tyłu.

 Podczas pewnego przypadkowego spotkania z autorem graffiti,  Darkiem Paczkowskim podpowiedziałem mu, że chętnie przygotuję ten "fresk z Korą", pozyskany z budy wędkarskiej, by można było dzięki niemu zdobyć środki do realizacji kolejnych prac. Autor zgodził się chętnie, tym bardziej że gromadzi fundusze na realizację muralu na Muranowie (Nowolipki 9b), poświęconego MARKOWI EDELMANOWI , szykowany na 70 tą rocznicę powstania w gettcie warszawskim przypadającą na... chyba 19 kwietnia.
 "I tak go zrobię! Bez względu na ilość pozyskanych środków." powiedział.

Początek malowania 5 kwietnia - Nowolipki 9b, wwa
Wczoraj spotkaliśmy się rodzinnie z Paczkowskimi, na babce świątecznej i kawie, z Korą za plecami. Darek to bardzo barwna i ciekawa postać polskiego graffiti i street artu, zakorzeniony jeszcze w pomarańczowym PRL'u. Każdy zna jego Lenina i Klossa czy Smoleńsk z okładki książki. Znana jest też jego ostatnia inicjatywa "Związki partnerskie nie są dla nas zagrożeniem" gdzie pary hetero fotografują się rodzinnie wspierając tym samym kampanię praw dla partnerów. My też .wspieramy, a docelowo planowana jest wystawa w sejmie.

mural który trafił na  okładkę
głowa Lenina znad pianina












 Skiba - Kloss - Paczkowski - Szura   

Pamiętają niektórzy naszą wizytę w Gdańsku, u Skiby, w jego Instytucie Polskiego Rocka. To był

październik 2011 roku. Bogdan dostał wtedy album: "Artyści, Wariaci, Anarchiści" z dedykacją od Skiby. W środku powielony był szablon graffiti z profilem Klossa który wszyscy znamy.
Wiedziałem że Paczkowski to kumpel Skiby i jest autorem głowy Lenina z irokezem.  Pomyślałem ze podniosę wartość książki jeszcze jednym cennym autografem między stronami anarchii.
Nie omieszkałem opowiedzieć Darkowi o naszym Klubie Miłosników Stawki i pokazałem mu Janka w książce.
Jakież było nasze zdziwienie, kiedy ze spokojem powiedział:
- Tak, to mój szablon. Mogę wam zrobić oryginał do kolekcji, bo mam go nadal.
Oryginał składa się z trzech części: dymka, ręki i profilu dlatego wykorzystywany był w rożnych kombinacjach. Wykonany nie jest z papieru lecz z celuloidu pochodzącego ze zdjęcia RTG, lub z drukarni.
Szblony, w pracowni Darka.
 Przy babce, ustaliliśmy kolejne spotkanie, na wykonanie odbitek z szablonów. na potrzeby najbliższego spotkania Klubu Miłośników Stawki 9 kwietnia b.r, o godz. 18:00, w bielskim zamku Sułkowskich, którego gościem będzie Stanisław Mikulski i Stanisław Janicki. (wstęp wolny)
Dzisiaj spędziliśmy razem kilka godzin, na odbijaniu szablonu Hansa Klossa dla KMS, i Hana Solo, dla Martyny, fanki Star Wars. Janki są dwa: jeden dla Stanisława Mikulskiego na bielskie spotkanie, a drugi do Bogdanowego archiwum stawkowego.
Jeśli terminy pozwolą, to Dariusz Paczkowski przyjedzie osobiście, wręczyć graffit Jankowi. A jak nie da rady to poprosimy Bogdana.

Dariusz Paczkowski -
3fala.art.pl
 
album od Skiby
Janki dwudzieste trzecie


Korzystając z okazji, spędziłem z Darkiem trochę czasu, fotografując jego prace i działania społecznie zaangażowane w jego pracowni, i w plenerze. Akurat dziś, plenerze tematycznym, poświęconym Dniu Wiedzy o Autyzmie.


  I tak, historia która zaczęła się od Kory, zatoczyła ciekawe koło. Tak niewiele potrzeba by być jej świadkiem. Wystarczy chcieć się zainteresować. Czasem wystarczy napisać kilka słów, wysłać zdjęcie mailem, pozdrowić, a potem już tylko słuchać, pamiętać i pisać.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Stare zdjęcia Pragi

Miałbym teraz fajny aparat fotograficzny marki VOIGTLADER  z lat czterdziestych. Pozostało mi po nim pokwitowanie jakiegoś niemieckiego żołnierza z 30.05.1944.



Za to "mój" targ, to niezła skarbnica jest, czasem. Oprócz starej butelki Pepsi, tej kręconej z jajowatym logo farbą malowanym, znalazłem ładny album ze zdjęciami Pragi. Nie są to może jakieś szczególne ujęcia, ale są stare i ciesze się ze je mam, no i ten album... Niektóre z tych ujęć są charakterystyczne, ale kilka z nich jest dla mnie  anonimowych.
Może AM podpowie coś o niektórych zdjęciach i treści pocztówek, jeśli owa treść jest ciekawa?





           



            


     
                        




Nie mam już siły do rozmieszczania tych zdjęć. Za każdym razem system układa je po swojemu! 
Znalazłem też kilka pocztówek, po czesku. Chwalę się.





 

  




czwartek, 28 marca 2013

POLITYKA - Vaclavak... znalezisko

Josef Koudelka, Magnum Photos (marzec 1968)


Tygodnik Polityka nr.15 z 15.04.1995  -  Leszek Mazan
pt. 1
pt. 2

No i trochę o Nowym Świecie w Warszawie

niedziela, 24 marca 2013

Czuli Barbarzyńcy - Bielsko

Kolegium Nauczycielskie w Bielsku-Białej drugi raz zrobiło przyjemność czechofanom i zorganizowało spotkanie z kulturą czeską... wiosną.
Liczna była ich grupa, choć pora i termin nie przystają ludowi robotniczemu. Za to studenci zjawili się tłumnie, i chyba licealiści. Niektórzy pewnie z myślą że lepszy film niż lekcja i oni dostali od Mariusza klapsa za komórkowe zabawy telefoniczne.
Uwielbiałem szkolne zajęcia filmowe z projektora 16mm, na bielonej ścianie, w nieistniejącej już szkole im. Królowej Jadwigi w Łodygowicach. Wielkim wyróżnieniem było, (Pani Kosarska), pozwolenie obsługi projektora. Przeplatanie taśmy celuloidowej między rolkami, a potem uruchomienie maszyny i jej powolny rozbieg... 1...2...3... ostrość. Klasy się zmieniały na prowizorycznej widowni a ja tkwiłem pół dnia na posterunku X muzy. To było... 1985...

Dziesiąta muza z historią Czech w tle to dobry pomysł. Dobry dla mnie który się ciągle uczy, a rzekome znudzenie (AM :-) było wyrazem intelektualnego (sic!) wysiłku w próbie zrozumienia słowotoku Davida Vondracka . Dobrze że Mariusz ciął mu zdania bo sam by się pewnie pogubił w tłumaczeniu. David to taki sympatyczny facet. Chciało mu się gadać i gadać, nie wszystko rozumieliśmy, a on mówił i mówił, z chłopięcą radością w oczach, a my musieliśmy do domu...
 "Zabijanie po czesku" to pouczający dokument jak można poradzić sobie z trudną historią swoich bliskich, swojego kraju. Jak nie rozdrapywać ran, nie rozliczać... i wybaczać.
 A wszystko zaczęło się od wstrząsającego filmu archiwalnego, nakręconego amatorską kamerą 8mm, na którym widać masową egzekucję znienawidzonych Niemców. W Kladnie, w Postoloprtach mordowano każdego kto miał niemieckie nazwisko, mówił po niemiecku, ale już to, że czuł się Czechem, nie było żadnym usprawiedliwieniem. To pogrom, zemsta za wojnę, za Monachium. Lincz na sąsiadach. Oprawcy, to były śmiejące się bestie, dla których słowa Benesza, po odzyskaniu niepodległości, sankcjonowały działania Gwardii Rewolucyjnej. Prosty lud rozumie słowa wprost i przechodzi do ofensywy. Tłum ma racje, tłumu nikt nie rozliczy, nikt nie powstrzyma... Również dziś... Sprawiedliwość dziejowa wszystko  tłumaczy.
 Ten film jest dobrym przykładem  na to, jak uczyć się wybaczać. Nie rozliczać i zaakceptować po latach skomplikowaną sprawiedliwość dziejową na którą nie mamy wpływu. To inaczej niż u nas gdzie każdego się rozlicza szczuje wymiarem sprawiedliwości, jak choćby Jaruzelskiego. Ale dopóki będą aktywne środowiska które mianują się sumieniem narodu, dopóty będziemy stali, jak powiedział Vondracek, nad przepaścią własnej historii i nie przeskoczymy na drugą stronę zamykając pewien okres... Wybaczenie, zrozumienie, pozwala żyć od nowa...
 Co ciekawe, a u nas chyba jeszcze nie zrozumiałe, to u ofiar tych represji widoczne było większe zrozumienie dla oprawców, pogodzenie się z trudnym losem wygnańca. Nie odniosłem wrażenie żeby ofiary rościły sobie prawo do zemsty czy zadośćuczynienia. Zresztą od kogo tego żądać?
Jedynie nie zapominać o tym co się stało niech to będzie przestrogą że nic nie jest dane na zawsze...

Tu fragmenty filmu  

 Dobrze że ten ciężki film był na końcu pokazu, bo dziwnie by mi sie oglądało "Ciemnoniebieski świat" po czarno-białej śmierci pod kołami .
Widziałem go już rok temu w Czeskim Cieszynie przy pełnej sali. Wzbudził mój zachwyt formułą inną, od tej znanej w naszej kinematografii. Czesi to potrafią opowiedzieć trudną historię,w  sposób normalny, taki ludzki. Bez zbędnego zadęcia, heroiczności, i szafowania tragizmem. Ich bohater nie jest z żelaza, jest ze zwykłej gliny jak każdy z nas. Nie jest idealny, ma wady, przez co jest nam bliższy.
A losy Czechosłowackich pilotów były trudniejsze. Co mnie zaskoczyło, oni, za służbę w obcej formacji traktowani byli jak zdrajcy Rzeszy, bo protektorat nakładał na nich nowe prawo wojenne okupanta. Nasi to mieli "lepiej" bo mogli trafić do niewoli, a nie pod mur.
Pewne fakty tej historii, pokrywały się z losami naszych pilotów jakie znamy z książki Arkady Fiedlera "Dywizjon 303".  Nieszczęsne ćwiczenia rowerowe, nauka języka, loty treningowe... nuda jak u naszych pilotów. Niesubordynacja, samowola w powietrzu, komentarze w ojczystym języku i szarże pościgowe za zbłąkanymi samolotami wroga.
Co ich łączyło, to kobiety, wódka, urok i waleczność. I na wojnie uczucia są najważniejsze. Przekładają się na przyjaźń i stanowią jej próbę za najwyższą cenę w decydującym momencie.

 Nie wiem i nie chcę wiedzieć kto projektował aulę Kolegium Nauczycielskiego w Bielsku. Jest cholernie nie ergonomiczna. Stroma ćwiartka sześcianu, fotelo-krzesło-blaty rozkładane raczej dla młodzieży niż dla dorosłych. Niewygoda siedzenia wielogodzinnego spowodowała że przysypiałem trochę na projekcji "Skowronków..." Menzla. (widziałem już wcześniej).
Intro Mariusza do filmu i późniejsza rozmowa w kuluarach (palarni) z Jerzym Markiem była ciekawsza niż lekko nużący wykład dr Aliny Madej. Owszem, dowiedziałem się od niej wiele na temat historii kina czeskiego, jednak, jeśli chodzi o symbolikę skowronków, to z Jerzym Markiem odnaleźliśmy więcej zbieżnych wątków.
Czasami mam ochotę iść jeszcze do szkoły... tak fajnie sie rozmawia... słucha mądrzejszych, oni mówią tak wiele ciekawych rzeczy...
Ale właściwie po co mi to, tak jest mi dobrze, przecież nic nie muszę... wystarczy że chcę.

Ledwo zdążyłem odebrać kupon na "Dowód osobisty" z pytaniem o małą stabilizację 68-89.

Film Trojana to rozbudowana historia paczki przyjaciół spotykających się na górce podmiejskiej Pragi (Stromovka? O jakimś Bubencu się tam mówi, no i tabliczki uliczne dają znać że to Praga). Spotykają się na chlaniu czegokolwiek, byle sponiewierało :-) Takiej mieszaniny jak tam widziałem bym nie wypił... pewnie smakuje jak... Fernet... fuj.
Tylko 15 lat, a państwo już chciało dzieci trzymać na postronku odpowiedzialności, za tylną kieszeń spodni. U nas dowód osobisty dostawało się w wieku 18 lat. Zielona książeczka DB6325480... się pamięta... wbite zatrudnienia, Narodowe Fundusze Inwestycyjne, co je Rydzyk babciom sprzeniewierzył i dumne zdjęcie z długimi włosami... ha.
Pierwsze miłości, pierwsze pogruchotane kości (Chomiczówka pasuje jak ulał). Strach przed pójściem do wojska (nie byłem i czasem mi wstyd), ktoś łamał palce, ktoś odrabiał służbę w psychiatryku, ktoś wiecznie studiował. Maćka obcinaliśmy, każdy po trochę, odstawiliśmy pod jednostkę do Legionowa.
Mała konspiracja. Plakietki Anarchia, skóry, obcisłe spodnie, naszywki, długie włosy, piwo... inność. Cóż mogliśmy więcej, kiedy to był już czas  przemian ustrojowych.
Chłopaki z Pragi mieli dużo gorzej. Próbowali opierać się systemowi, dostali po łapach, ale wszystko i tak działo się ponad ich głowami. Młody się buntował na ojcowską praworządność, a stary szykował ucieczkę na zachód.
Brat poszedł do wojska to drugi zlał się w gacie na WKU i zarobił pół roku wolności. Na własnej skórze odczuli opór wobec systemu. Koncert w Plastic P.of U. zakończony pałowaniem... tylko dlaczego długowłosy "starszy brat" w wierze hippisowskiej uniknął zadymy, skąd miał płyty, jeansy, katane... nie pracował... no skąd?
Pozostając wiernym ideałom, skazywali się na marazm czasów komunistycznych. Bez przyszłości, bez środków, bez nadziei . Ale byli razem, celebrowali przyjaźnie którym tamte czasy sprzyjały i one pozostawały trwałe na lata. Nie ma sensu opowiadać wszystkich zdarzeń. Ten film powinien być lekturą obowiązkową młodych ludzi którzy myślą że wszystko co mają, jest od zawsze, że ktoś musiał dostać po ryju, żeby teraz ktoś mógł mówić co chce, nosić co chce i jechać gdzie chce.  Ja uszczknąłem odrobiny tamtych czasów i jestem szczęśliwy że mogłem doświadczyć tamtych emocji...

Wcześniejszy post, w temacie ostatniego filmu.
Szykujemy się na następne wizyty.

poniedziałek, 18 marca 2013

Praskie targowiska 2013

Już dawno chciałem pojechać do Pragi na pchli targ. Fajną mapkę, z załączonym kalendarzem i zdjęciami, zrobiła Karolina.
Na Tylovo Namesti będzie trh w ostatnią sobotę miesiąca pasuje mi :25.5 / 29.6 / 28.9 / 30.11  Nad Wełtawą w drugą sobotę miesiąca. Pasuje mi:13.4 / 11.5... Zobaczymy...

MAPA

Strona targowa fb

Strona oficjalna trh

Bardziej to dla mnie notatka, niż jakiś post blogowy, ale może się komuś przyda.
Np. w Cieszynie, w każdą pierwszą niedzielę miesiąca, w Domu Narodowym przy Rynku, odbywa się pchli targ.
W Żywcu, codziennie ludzie sprzedają swoje rzeczy na targu, OPRÓCZ ŚRODY.

czwartek, 14 marca 2013

Stalownik, LOMO

Lubię beton i stal.

Stoi Stalownik odkąd pamiętam dziecięce wyjazdy Syrenką 105, do Bielska, z ojcem po mamę do pracy. Czasem... Befama (ważna bo kiedyś cała moja rodzina tam pracowała), komuna... Wartburg Roberta... Duży Fiat Jaśka... Osa Staszka sąsiada... i Ursus Jasia na którego bocznym błotniku mnie woził. Raz on raz Władek...
Oranie pola, z perspektywy siedzenia na traktorze, było takie ciekawe...
A ojciec tak miał, że w drodze, żeby mi się nie nudziło, pokazywał różne mniej lub bardziej ciekawe rzeczy, i o nich mówił.  Jedną z nich, był wyrastający ze zbocza góry, STALOWNIK. Zawsze był. Zawsze ojciec się powtarzał. Jak ja teraz, z czego dziewczyny się śmieją. Jeden raz byłem w środku, bo to było sanatorium potem przemianowane na szpital. Jakieś odwiedziny, nie pamiętam juz kogo. Babci Heleny? A może mama tam była? Nie pamiętam, a powinienem.

Od lat stoi pusty. Wybebeszony ze "stolarki" aluminiowej, instalacji stalowej i miedzianej, szkła drewna, czegokolwiek do odzysku. Ktoś go kupił z rzekomym zamiarem rozbiórki,  jednak poza recyklingiem nic więcej się tam nie zmieniło. Podobno też dlatego, że stacja przekaźnikowa telefonii komórkowej daje systematyczne zyski właścicielowi z Podhala, wobec którego toczy się postępowanie...

Projekt architekta Zbigniewa Paszke który zmarł w 2005 roku. Pewnie widział co dzieje się z jego dziełem, za które kiedyś dostał nagrodę. Oddany do użytku w 1968 roku jako medyczne zabezpieczenie śląska na wypadek ataku atomowego. Wzorowany (?) na La Maison du Fada, Le Corbusiera. Wtedy najnowocześniejszy w Polsce. Miał ogrzewanie podłogowe, swoją kotłownie w osobnym budynku i co jeszcze?
Stalownik - Le... kto?

La Maison du Fada - Le Corbusier
Od dawna chciałem zobaczyć go z bliska po latach. Po prostu trzeba się wziąć, i zjechać z drogi jak wtedy kiedy znalazłem Korę.
Robi wrażenie ogromem,  wyrazistością charakteru a las wokoło powoduje że jest jakiś taki przyjazny. Nie przeraża, nawet w tak opłakanym stanie... Szczupłe nogi nadają lekkości konstrukcji i w pierwszym kontakcie ma się wrażenie że nie jest taki stary jak sie go datuje.
Windy z parteru zaspawane, klatki schodowe zamurowane. Nie ma jak dostać się do środka. Parterowa eksploracja wystarcz by go poznać a zarazem poczuć wielkość. Szczegóły wykończenia których resztki pozostały, potwierdzają kiedy czas się tam zatrzymał.


 Dla chcących go explorować, nie ma większej przeszkody, bo ogrodzenie z siatki jest zniszczone. Zamurowane drzwi do klatki schodowej są już "uchylone", monitoringu nie widziałem, a pobliskie zabudowania które kiedyś służyły personelowi, są zamieszkałe nadal, ale nikt się nie interesuje, nawet jak widzi zaparkowany samochód pod Stalownikiem.
































































































































Reszta jest milczeniem i szumem wiatru między nogami...