Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (5) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (17) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (75) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (28) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (19) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

Słowiańska epopeja według MUCHY.


Muchy są fajne.
 Na notesiku, na kubku, na krawacie, chustce, torbie... w szafie, w lodówce, w nosie :-) wszędzie. Jak Kafka w centrum Pragi.  Jak Klimt, nawet u mnie na wsi w kredensie.... Muchę znałem od dawna. Nawet na zlocie stawkowym się znalazł jako mistrz drugiego planu, we wnętrzach gdzie kręcony był odcinek "Cafe Rose" serialu "Stawka większa niż życie". ( szóste zdjęcie w galerii)

 Dziewczyny, arabeskowe badylarki, takie ładne, pop-ularne drukowane na wszystkim, utrwaliły Muchę w głowie prawie każdego. Jest rozpoznawalny i dobrze kojarzony. Tylko to za mało, znać artystę z jednego produktu i gdyby nie praski, kolejny spacer, też znałbym Muchę tylko z pudełka po cukierkach i magnesach na lodówkę.

  ...epopeja...
Na parterze, jak się okazało po wejściu, tylko na parterze, i tylko na hali z suwnicami pod sufitem. W półmroku klimatyzowanym, po kilku krokach, uderza rozmiar Epopei. W zderzeniu z wielkością dzieł, nagle stajemy się malutcy jak w podróży Guliwera. Możemy zbliżyć się do olbrzyma, ale tylko na odległość krzyku ochrony. Nie wolno zrobić makro, splotu płótna, dotknięcia pędzla, światła i cienia, barwnego przejścia. Granicę intymności wyznacza taśma na podłodze której nie wolno przekraczać.

...potrzebny jest czas, dużo czasu.
Alfons Maria Mucha potrzebował osiemnastu lat na skończenie epopei. Potrzebował pieniędzy które znalazł w USA, bo jak żyć przez 18 lat nie wychodząc poza pracownię w zamku Zbiroh. Richard Crane zgodził się być jego mecenasem, i tym sposobem, sztuka splotła się z historią i polityką Ameryki i Czechosłowacji na długie lata.
 Mucha potrzebował pieniędzy nie tylko na farby i jedzenie. Potrzebował na podróże do Polski, Rosji na Bałkany, by poznawać historię i tradycję u źródeł. Chciał być wiarygodny, rzetelny w tym co tworzył. Konsultował się z historykami by na wielkiej przestrzeni nie zgubić faktów. I pracował...
 Fajnie tak zapewnić sobie stabilizację i spokój na wiele lat. Nawet wojna mu nie przeszkadzała. Ciągle tworzył. Zastanawiałem się patrząc na jego ogromne prace: jak on to robił, jak patrzył. Czy nie tracił perspektywy przy takim rozmiarze płótna. Ile setek razy musiał schodzić z drabiny, cofnąć się żeby zobaczyć jak mu wyszło. To niewyobrażalne.


Zagubiłem się...
Czy chronologia oglądania tych dzieł ma tu znaczenie? Chyba nie. Zresztą nie ma jakiegoś planu oglądania. Prace są podpisane dla wygody oglądających. Zwłaszcza dla tych których historyczno - religijna  interpretacja nie jest mocną stroną. Zestaw prac przedstawia dziejową charakterystykę kultury słowiańskiej ale każdy obraz jest samodzielnym wycinkiem czasu i przestrzeni.
Jesteśmy Słowianami o trudnej, ale i ciekawej historii.
Jedną z prac, Mucha poświęcił naszej pięknej karcie w historii. Pokazał smutne zwycięstwo pod Grunwaldem. Zupełnie inne od tego, do jakiego przyzwyczaił nas Matejko. Statyczne, mdłe, bez kontrastu, pozbawione heroicznej dynamiki. Pełne pokory i smutku nad ofiarami bitwy.



Wszystkie jego prace są takie... dziwne. Bez kontrastu, mdłe, mgliste. Pełne duchowości i złożonych znaczeń   mistyczno - religijnych. Trudno zastanawiać się na porządkiem kompozycyjnym, zwłaszcza kiedy jest się przyzwyczajonym do zasad złotego podział czy mocnych punktów obrazu. U Mchy jest inaczej.  Komponuje po swojemu. Nie przeszkadza mu wypełnienie ram po brzegi scenami. Przez operowanie świetlistością w różnym natężeniu, wysuwa na pierwszy plan zdarzenia o dużej sile wyrazu, przyciągające wzrok. Świadomie narzuca tym sposobem kierunek czytania dzieła. Światłem ukierunkowuje spojrzenie widza i prowadzi go od światła do cienia.
Aż do wyjścia.
Nie kupujcie pocztówek w mroku wystawy. Są nie prawdziwe. Kontrastowe, jakieś takie za dobre. Brzydkie. Tylko te w sklepie muzealnych pamiątek są wierną kopia dzieł.

Dużo czasu tam spędziliśmy. Praski obiad jest nieodłączną częścią naszej wycieczki. Dzięki naszej przewodniczce zatrzymaliśmy się na obiedzie "U Grzybiarzy" prawie na przeciw muzeum. Gdybym wiedział że owocowe knedle to są nasze kluski na parze to bym się nie męczył z ta bułką mięsem i sosem. Na pożegnanie miasta, kawa z Anką i Mariuszem w nowym miejscu i plany spotkania w Bielsku-Białej u Czułych Barbarzyńców w marcu.
 Powrót komfortowy...  




Foto : LOMO LC-A

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz