Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (5) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (16) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (74) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (28) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (18) PRAHA (29) PRASA (1) prl (12) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

Z punktu widzenia przechodnia*

Wstawanie o 4:20 wykańcza mnie, zwłaszcza kiedy pracuje do 22 a zanim przejrzę internet, pocztę i takie tam, zahaczam o 23:30. Żeby chociaż tak jak dziś spać do 5:30. To mi wystarczy i na szczęście będzie tak przez najbliższy tydzień. Tylko jak to będzie  w hotelu? Kawa na telefon? Chyba nie ten hotel. Może będą narzędzia do kawy w pokoju? A jak nie to gdzie w pobliżu dają kawę o 6 czy 7 rano. Kacha  pewnie będzie spać, a ja chciałbym uciec rano na ulicę, może usiąść na przystanku albo na ławce i przyglądać się prażanom rozespanym, z wymiętymi oczami, idącym do pracy, służbom oczyszczania miasta opróżniającym kubły na śmieci. Czy spotkam jeszcze ciecia z brzozową miotłą? Chyba nie...
Uwielbiam filmy w których reżyser pozwala operatorowi na długie ujęcia uliczne. Kamera chwyta dzień, łapie przechodniów cyklopowym okiem a oni nawet nie wiedzą że mimo woli przenieśli się w inny świat i cząstka ich pozostaje na zawsze w innym wymiarze i tam będą żyć po wsze czasy. Będą żyć dla kogoś innego. Dla mnie? Tę zaletę miały filmy z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Pewnie i każda dekada ma w swojej filmografii takie produkcje, jednak nie mam tak szerokiej wiedzy... Wypadało by więcej życia poświęcić na oglądanie, ale życie jest... wymagające...
Dziwnym trafem najbardziej urzekają mnie ujęcia amerykańskich ulic z ich szerokimi jezdniami, wielkimi samochodami, witrynami sklepowymi, morzem ludzkich twarzy w których każda kryje inną, anonimową historię której nigdy nie będzie mi dane poznać. To takie intrygujące. Również dziś z rozrzewnieniem skupiam wzrok na ulicznych ujęciach, może dlatego że podróż do USA  jeszcze długo będzie nieosiągalnym marzeniem. Może kiedyś...
Skąd taka tęsknota? Może jeszcze z dzieciństwa kiedy chodziliśmy z kolegami, a właściwie z jednym, Johny'm, z którym umówiliśmy się że będziemy oglądać wszystkie amerykańskie filmy jakie będą wyświetlane w kinie Magórka (od frontu przez Ó a od tyłu przez U) w Łodygowicach. I tak chodziliśmy, czasem w 5 osób na sali. (zob. YUMA)
Co chłopców wtedy najbardziej emocjonowało? Oczywiście pościgi. Jak w kinie nic ciekawego nie grali pozostawał sobotni seans filmowy z KOJAK'iem czy STARSKY & HUTCH, albo ULICE SAN FRANCISCO... no i może ANIOŁKI CHARLIEGO
Najlepszy pościg uliczny:




No i muzyka... inna niż wszystkie, sekcje dęte, wirtuozi gitary, zwłaszcza basowej, puzon, trąbka... itd
Bullitt theme - Lalo Schifrin
Street of San Francisco - theme
kojak theme
Na drugim końcu tęczy... życie       Nie, nie nie jestem portierem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz