Etykiety

3FALA (4) AKTORZY (13) analog (3) ARCHITEKTURA (15) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (5) CZECHY (26) ELA (1) FILMOWO (33) FOTOGRAFIE (58) GRAFFITI (4) hacele (2) HISTORIA (17) KINO NA GRANICY (10) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (75) LISTY (2) lomo (30) lomografia (8) ŁODYGOWICE (6) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (28) pióra (2) PKP (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (19) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (28) żywiec (8)
Instagram

Góra makulatury



W drodze do pracy wpadłem na pomysł (bo na targu nie było nikogo) ze zatrzymam się w skupie makulatury. Miałem nadzieję znaleźć jakieś książki lub stare gazety. W Rybarzowicach jest duży punkt skupu surowców wtórnych. Zajeżdżam i pytam kierownika o pozwolenie swobodnej eksploracji wielkiego jak dom stosu papieru wszelakiego, usytuowanego pod gołym niebem. Kierownik-dyrygent placu załadunkowego nie zgodził się z powodu dużego ruchu kołowego na placu. Dał mi jednak nadzieję, że za kilka dni kiedy ruch będzie mniejszy, będę mógł swobodnie poszukać czegoś interesującego.
Nie nastawiam się jakoś szczególnie na białe kruki czarnego druku. Traktuję to bardziej jako pewne doświadczenie, obserwację czego ludzie się pozbywają. Przypuszczam że ci którzy książek mieli się pozbyć, już zrobili to znacznie wcześniej dając miejsce nowym telewizorom czy dekoderom telewizji satelitarnej, odtwarzaczom dvd. Może pozbyli się książek bo nie pasowały im do nowego stylu mieszkania urządzonego kanciasto w chłodnym odcieniu venge. W mojej tzw. młodości każdą imprezę u kogoś w domu zaczynało się od oglądania domowej biblioteczki, teraz zaczyna się od oględzin sprzętu elektronicznego, uruchamia się telewizor lub radio, a niech sobie gra... a niech nam poprzeszkadza dżwiękowym tłem  którego i tak nikt nie słucha, nie potrafi powtórzyć o czym sie tam mówi. Myślę że gdyby puścić wybrane dżwięki w losowo ułożonych tonacjach, takie buczenia i szelesty, to nikt by nawet nie zwrócił na to uwagi.   


nabiał makulaturowy
Jak wyrwać T-rex'owi książkę z paszczy?


Zacząłem czytać „Miedziankę” Filipa Springera i tam znalazłem intrygujące mnie wytłumaczenie  sloganu „Katowice – miasto ogrodów”. Cholernie mi to zdanie nie pasowało do tego czarnego, przemysłowego miasta. Nie szukałem wytłumaczenia w internecie (jest).  Nie da się czarnego miasta zamienić w ogród a jeden geische-garden zieleni nie uczyni. Idea piękna ale nijak ma się do stolicy kultury.  Nawet ogrody działkowe nie mają wiele wspólnego z takim hasłem. Klaustrofobiczne, ciasne, zagracone z budami każda z innej bajki. Takie enklawy zieleni nie mają nic wspólnego z OGRODEM  w moim wyobrażeniu.
Geische garden - Giszowiec

Springer wyjaśnił mi genezę tego określenia.
  Pięć lat po zakończeniu pierwszej wojny inżynierowie ze spółki Geische Erben kupili kopalnie Kupferbergu. Mieszkańcy mieli marzenie by tylko mieć pracę i nie martwić się o jutro. Słuchali z nadzieją „…wieści z tamtego regionu (Katowitz…) o pięknych i wygodnych miastach-ogrodach jakie spółka buduje swoim pracownikom.”
Gwarkowie Kupferbergu jednak o tym nie marzą i dobrze bo w 1927 roku zostaje zamkniety ostatni szyb Adler.
Góra z miasteczkiem na szczycie, podziurawiona szybami kopalnianymi z butwiejącymi umocnieniami co i rusz daje znać o sobie zapadliskami, rysami na murach… a to dopiero początek historii znikania pod krzyżem „Memento”.
 Springer Skrupulatny.
 Mógłby się tak nazywać. Przebiera w datach nazwiskach jak Kopciuszek w korcu maku. Czcigodna to praca lecz jak na razie brakuje mi tu ducha. Ciekawa historia, ważna pamięć po Miedziance ale na razie nie chwycił mnie za serce jak Tokarczuk w Prawieku. Takiej wrażliwości szukam.
PS
(AM) Czy Praga ma swojego Brassai'a jak Paryż? Czy pozostaje nasza wyobrażnia pieszczona Ripellinim.


2 komentarze:

  1. miasta-ogrody to nie koncepcja zamienienia całego miasta w ogród, ale jest to angielski pomysł, szczegolnie popularny w latach 20tych, stworzenia dzielnic mieszkalnych skladajacych się z domków jedno-dwurodzinnych, gdzie każdy bedzie mial swoj kawalek zielonego. dzielnice miały posiadac rowniez sklepy, szkoly, miejsca spotkan (knajpy, skwerki, kino może), w niektórych koncepcjach rowniez miejsca pracy (ale raczej nie, bo te piekne miasta-grody mialy byc dla robotnikow, a nie pierdykniesz ogrodow obok fabryki).
    w Pradze istnieje kilka takich dzielnic, za najbardziej udaną uważa się Orechovkę, ale rowniez powojenne osiedle Solidarita.
    teraz za takie miasta-ogrody mozna by na luzie uznac podwarszawskie satelity (w innych miastach pewnie tyż).
    o Brasaaiu nic moc nie wiem, ale jeśli chodzi o fotografie to ja zawsze polecam Josefa Sudka, cykl jego o katedrze na ten przyklad, albo panoramy. [nie mylić z Saudkiem, blagam].

    OdpowiedzUsuń
  2. Ceny Sudka albumów zwaliły mnie z nóg, a zdjęcia zaprawdę wyborne!

    OdpowiedzUsuń