Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prl. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 września 2017

Solidarność. Ta pierwsza, najlepsza :-)





Na takie rzeczy zwracam uwagę na samym końcu.
 Desperacko, kiedy nie udaje się już nic ciekawego znaleźć w stosach książek u mojego ulubionego sprzedawcy. Tym razem nie kupiłem ani jednej. Wsadziłem jeszcze tylko palce pomiędzy śmierdzące stęchlizną  kartki pożółkłego papieru. Rozchyliłem je  i wystarczyło mi jedno spojrzenie na maszynopis.
W grubym jak Encyklopedia PWN segregatorze, znajdował się trzykilogramowy stos tak zwanej "bibuły" czyli podziemnych wydawnictw drugoobiegowych z czasów pierwszej solidarności i ruchów antykomunistycznych. (lista na skanie)
Ucieszyłem się bo za pięć złotych miałem w ręku kawał polskiej historii.
Tak się składa że nasz Stawkowy kolega A79 pracuje w Europejskim Centrum Solidarności. Po ostatnich podziękowaniach z ECS za małą cześć materiałów jakie przesłał mu Bogdan w moim imieniu, pomyślałem że ta kolejna, wielka partia materiałów archiwalnych będzie dla niego niespodzianką i materiałem do dalszego opracowania. 

                                                                             ***

Szkoda tylko, że ziściła się wizja Jacka Fedorowicza z 1984roku.



Martyna Lech Karolina



 



czwartek, 28 marca 2013

POLITYKA - Vaclavak... znalezisko

Josef Koudelka, Magnum Photos (marzec 1968)


Tygodnik Polityka nr.15 z 15.04.1995  -  Leszek Mazan
pt. 1
pt. 2

No i trochę o Nowym Świecie w Warszawie

sobota, 26 stycznia 2013

- TAK WIELE PRZESZLIŚMY...

...tak wiele przed nami.


  Dwa lata wystarczyły, by zapomnieć ten spektakl na tyle, żeby kolejna wizyta w stolarni, była nowym, świeżym przeżyciem. Nowym , właściwie innym, bo oglądając film czy spektakl, w towarzystwie bliskiej osoby, czuję się go na nowo. To, takie łatwe, oglądać coś kolejny raz. To nie nuży. To pozwala podzielić uwagę na przedstawienie i na obserwację bliskiej osoby i publiczności. Kiedy ona reaguje, na co, i jak. Co jednoczy widownię wspólnym śmiechem a co dzieli ją na pojedyncze pomruki oczywistych skojarzeń, przywodzące nieodparcie na myśl, rechot na sali sejmowej. Dostrzega się nowe rzeczy, inne gesty, inne słowa, odniesienia do tła politycznego (partnerstwo, jak żyć...) Obserwuje się drugi plan, ukryty w cieniu pierwszego kontaktu z przedstawieniem. To jest fajne, zwłaszcza kiedy sztuka jest lekka i przyjemna... do czasu "Przesłuchania".

  Chcę wierzyć w to, że aktorzy są tak sentymentalni jak ja, że ich wspomnienia i przeżycia są takie jak moje, tak uniwersalne, pasujące każdemu. Na pozór spontaniczne, ale wiek aktorów albo raczej fizjonomia poddają pod wątpliwość szczerość wyznań. Nie wszystko, i nie na raz, ale każdy, w jakimś momencie odnajdywał siebie na scenie między zdarzeniami.
To, taki kolorowy patchwork wspomnień,  mimo dominacji szarości tamtych czasów i zerowej scenografii. Bo kolorytu dodają tym scenom emocje każdego widza. Aktorzy szkicują zdarzenia a my kolorujemy je  wewnątrz odnosząc do osobistych przeżyć.  Wszystko było wtedy takie nijakie i szare, ale wspomnienie nosimy wewnątrz kolorowe. Ja, bardzo i uwielbiam je pielęgnować filmem, książką, czy przedmiotami....

TYCH DWOJE PRZYPOMINA MI NAS DWOJE...

 Zamiast szczegółowej recenzji, powinny wystarczyć wszystkim hasła, którymi można historię młodości każdego około czterdziestolatka zilustrować i przypomnieć. Niech mówi za to Sidney Polak albo "Wszystko co kocham", "Nasz mały PRL"...


                                                                Teatr Polski Bielsko-Biała

poniedziałek, 31 grudnia 2012

1 maja... 1987.

Bo tak mi się przypomniało i nie chcę żeby umknęło, a historia jest ważna. Przynajmniej dla mnie i dla osoby której ona dotyczy. Jednak niech pozostanie trochę anonimowa. Będzie sobie wisieć w internecie podczas kiedy my już nie będziemy pamiętać.
Ostatni dzień kwietnia 1987 roku. Mam co do tego pewną wątpliwość ale J. chodził wtedy już do szkoły średniej w mieście wojewódzkim czyli ja byłem wtedy w 8 klasie. 
Jest ostatnia lekcja w szkole podstawowej im. Królowej Jadwigi. Nasza wychowawczyni wydaje polecenie tzw. "dobrowolnego przymusu", czyli obowiązkowego stawienia się w szkole dnia pierwszego maja na  pochodzie pierwszomajowym.
Nikomu wtedy nie chciało się chodzić na pochody. Wielu z nas miało już świadomość przemian ustrojowych jakie działy się nad naszymi głowami. W domu słuchało się Radia Wolna Europa, Głosu Ameryki, właściwie to starsi słuchali, a młodzi tylko przysłuchiwali się rozmowom dorosłych które toczyły się w wielu domach. To inspirowało do działania. Mała konspiracja rodziców legitymizowała pewne działania młodocianych.
 Przychodzę rano na plac apelowy jakim było asfaltowe boisko do piłki ręcznej przy szkole. Nauczyciele wręczają polskie flagi i szturmówki. Wielu broni się przed niesieniem czerwonej flagi, niektórzy ulegają inni zamieniają się z mniej świadomymi.
Wychodzimy na drogę, przed szkołę, a tam gorączkowa bieganina dorosłych przed frontonem budynku szkoły. Pojedyncze osoby szorują okna na parterze. Tylko z zewnątrz dolne małe kwatery do których był dostęp z ogródka.
Wśród młodzieży poruszenie.  Dają się słyszeć szepty, że ktoś w nocy pomalował w tych okienkach znak polski walczącej i literę V. Białą farbą.
Okna są już czyste. Pochód rusza. Jest niezła pogoda, nie pada ale nie ma też słońca.
Idziemy w stronę Placu Zwycięstwa tzn: "pod kościół" gdzie są dwa pomniki. Wtedy jeszcze z imienną tablicą poległych w bratobójczej walce o utrwalanie władzy ludowej. Teraz tablica ma już bardziej anonimową  i uniwersalną treść.
Na placu stoją kombatanci, sekretarze, nauczyciele. Wśród nich znajomy ormowiec,  co bił żonę na balkonie tak, że darła się wniebogłosy. Jeżdził po wsi na rowerze i donosił na kogo się dało.
Stoimy znudzeni gadką decydentów, opowieściami kombatantów....
Nie wiem czy ktoś zauważył, bo przy pomniku stały wtedy cztery maszty. Na dwóch wisiały biało-czerwone flagi a na dwóch zamiast czerwonych, kiwały się tylko patyki na szczycie z kawałkiem osmalonych skrawków szmaty.
Rozeszliśmy się po powrocie z pochodu. Kiedy spotkałem się z J, bo spotykaliśmy się często z racji wspólnych zainteresowań (elektronika, muzyka, modelarstwo...), wspomniałem o pierwszomajowym incydencie. Łączyła nas wtedy młodzieńcza przyjażń więc on bez strachu opowiedział mi pewna historię bez wdawania się w szczegóły ideowe. Ważne było żeby zrobić cokolwiek na złość.

W nocy z 30 kwietnia na 1 maja zabrał słoik z farbą i poszedł do szkoły coś napsocić. Organizatorzy pochodu spodziewali się aktów sabotażu dlatego milicjanci patrolowali główna ulicę Łodygowic z psem i w miarę często. Przed szkołą był wysoki murek a rabatki były trochę niżej. Łatwo było wejść na teren szkoły przez dziurę w płocie którą wszyscy robili sobie skrót w drodze na zajęcia.
J. nie spodziewał się patroli w nocy. Schował się pod krzakiem jakie rosły w przyszkolnym ogródku. Poczekał aż milicjant z psem przejdzie. Namalował znaki oporu na szybach okien parterowych klas. Przeskoczył przez drogę do parku bo nie było wtedy płotu. Parkiem przeszedł bliżej placu kościelnego. Kawałek ulicą, przystanek pod mostem Jadwigi i Jagiełły a stamtąd już tylko 100 metrów pod pomnik komunistów. Jedno chluśnięcie na czerwoną flagę i w ułamku sekundy spłonęła cała aż do samej góry. Jedna i druga. Zostały kikuty.
Droga do domu była już łatwa. wzdłuż rzeki którą znaliśmy jak własną kieszeń, biegł J. by zgubić trop. Stamtąd do domu nie jest daleko, może kilometr. Przez krzaki, przez rzekę po kostki.

Wiem o tej historii tylko ja. Nie wiem czy on sam ją pamięta. Ja wierzę że to zrobił, ale czy zrobił...
Niech tak pozostanie.






piątek, 14 grudnia 2012

Na przełaj.

 Jest rok 89. Na trasie Bielsko - Żywiec kursują jeszcze, brunatne, piętrowe pociągi, z kiblem pod schodami  zmuszającym chylić czoło i balansować nad krawędzią, bo nasza fizjologia kolejowa jest zupełnie nie żyroskopowa. To w nich można było jechać latem, siedząc na stopniach w otwartych drzwiach. Można było uciekać przed kanarem górą, kiedy on sprawdza bilety dołem. Zazwyczaj zatłoczone w godzinach szczytu, a wieczorami, gorące i przytulne, zatopione w półmroku spalonych świetlówek. Romantyczne.  Wtedy jeszcze wielu ludzi miało pracę, czy się stoi czy się leży. Państwo udawało że płaci, robotnik udawał że pracuje... Balcerowicz myślał...a oni umilali  sobie jazdę, grą w karty. Rozmawą o polityce, bo to piękne i trudne czasy przemian ustrojowych. Jeszcze nie wiedzą co im powie  Szczepkowska. W kioskach RUCHu schodzą jak ciepłe bułki, gazety z okienkiem do lepszego świata. Oknem na rozkładówce, albo na ostatniej stronie. Wtedy wszyscy zbierali plakaty. Wykupowali nie zainteresowani treścią. Brakowało ich dla właściwego adresata tych gazet. Dla rolników i gospodyń. Młodzi bywali szybsi.  Tapetowali nimi całe połacie ścian swoich pokoi ku zniesmaczeniu rodziców. To była nasza malutka wolność, wolność wyznania na ścianie, czy na górze meblościanki rzędem puszek po piwie, pudełkami po zagranicznych papierosach. 
 Popularne wtedy tytuły to "Zarzewie" z plakatem na rozkładówce jakości GW. Jakością przebijał inne wydawnictwa "Dziennik Ludowy" z papierem na wysoki połysk i horoskopem bo tematy rolnicze mnie nie interesowały Było jeszcze "Razem" tygodnik społeczno-kulturalny ale jego czytali moi rodzice. 
 Ja miałem swoją gazetę którą kupowałem systematycznie. To był NA PRZEŁAJ. Przechodzący z rąk do rąk. Wyczytywany do ostatniej litery, a na końcu łańcucha intelektualnego, wycinany dla gromadzenia konkretnych materiałów tematycznych. Muzyka, subkultury, ekologia, oraz "sztuka okładkowa".
 Oto kolejne znalezisko. Zupełnie przypadkowe. W Kaśki domu rodzinnym. Stos wyciętych okładek kultowej wtedy gazety młodzieżowej. Zbierały je razem z Elką. Czytały, wycinały. Moich niewiele zostało w teczce na strychu, ale ich kolekcja, licząca 60 sztuk, jest imponująca. 


Autorem okładek jest  TROJANOWSKI jednak nie znalazłem o nim więcej informacji. za to lista nazwisk które się przewinęły prze ten tygodnik jest zaskakująco znana, m.in. Owsiak, Raczek, Tochman, Szczygieł, Szymczycha, Żakowski, Leszczyński, Sierocki... Same znane nazwiska które do dziś pojawiają się w prasie czy telewizji. 

Wystawiana na małej scenie Teatru Polskiego w Bielsku-Białej zatytułowana "Tak wiele przeszliśmy, tak wiele przed nami". Po raz pierwszy Kaśka zaprosiła mnie na przedstawienie prawie rok temu. Byłem zauroczony.Okrągłe urodziny, sztuka sentymentalna... wzruszyłem się,i czułem się cudownie W styczniu 2013 sztuka będzie ponownie wystawiana (23.g11, 24.g19, 25.g19) My, Szury idziemy! Czy ktoś z nami?

Jakoś tak nieświadomie mi się pisało tego 13 grudnia... kiedy w trójce leciała poranna wiadomość, dotarło do mnie że nie będzie teleranka...

poniedziałek, 26 listopada 2012

Nieco PRL'u.

Żeby się młodzieży w głowach nie poprzewracało!*

Oto okładka zeszytu kupionego dla Martyny jako prezent, jako jeden z prezentów urodzinowych. Bardzo chciała mieć stare zeszyty. Niestety "Krew to życie" jest nieosiągalny. A może macie?

„… one tak fajnie pachną starością.”
Bo kiedyś dostała taki stary zeszyt do nut, z puzonem, od nauczycielki i odtąd zapragnęła mieć takich więcej. Staremu nie trzeba mówić dwa razy, zawsze podejmuje temat niezwłocznie, tym bardziej że ma urodziny i już mam dla niej trzy grube zeszyty a jeden nawet ze słonecznikiem, o ile takie pamiętacie. Ciężko kupić, bo duży popyt jest na nie a i cena jak za nowy… za kilka nowych. Ale niech ma, z byle czego się potrafi cieszyć i to jest piękne. Z byle czego jeśli tak można nazwać marzenie posiadania starego kufra do przechowywania swoich skarbów. Znalazłem taki w cudownym sklepiku Horyzont, bielskiej sutereny na placu Żwirki i Wigury. Czego tam nie ma… ale to temat na osobny post. Cena była przystępna w porównaniu z alledrogo. Skrzynia wymagała jednak pracy. Była brzydka, zaniedbana, trochę zniszczona. Potrzebowałem ponad godzinę by doprowadzić ją do stanu domowej używalności, a Elka sprawiła że jej wnętrze stało się przytulne i ciepłe. Wykleiła filcem i wypaliła w drewnie dedykację. Wyszła skrzynia taka że sam chciałbym taką mieć. Zamontowałem od spodu kółka tak że można traktować ją jak siedzenie.
Obserwowałem koleżanki Martyny jak zareagują na skrzynie i niektóre stare przedmioty jako prezenty. Najbardziej ekscytujący dla nich był moment otwarcia skrzyni. Tłoczyły się jak pszczoły u wejścia do ula. Jednak kiedy wszystko zostało wyjęte (stare zeszyty, plecak z prl'u, czy maska do nurkowania jak z filmu "Wielki błękit" i inne duperele) ciekawość opadła i wszyscy wrócili do zabawy współczesnymi prezentami od koleżanek. Dopiero wieczorem razem układaliśmy wszystko w jej pokoju ponownie oglądając i budząc skojarzenia wzbogacaliśmy kolekcję.
  Martyna doczekała się porządków w sali przyrodniczej w szkole i przyniosła do domu żmiję i zaskrońca. Duże. Zalane w formalinie. Te które obiecała jej pani dyrektor. Muszę tylko dokupić formaliny, żeby dolać, wypłukać, uzupełnić preparaty, bo są ładne i będą fajną ozdobą naszej „pracowni” (to po prostu pokój, w którym każdy coś robi, każdy coś ma, i nic nam tam nie przeszkadza). To nasz ulubiony wspólny pokój w którym ktoś gra, ktoś czyta, ktoś pisze, ktoś drzemie...
Zamknięcie żmiji zygzakowatej 

 * tabela zużycia zeszytów

poniedziałek, 19 listopada 2012

Pudełka po butach ciąg dalszy.

Umówiłem się z nim na piątą.

Pisałem kiedyś o pudle pełnym pocztówek których chciała się pozbyć moja kochana teściowa.
Pudełko po butach 1

  Tamten post zainteresował pewnego, wtedy anonimowego, kolekcjonera pocztówek który wystosował do mnie list. Serię listów, bo korespondencja szybko się rozwinęła, z propozycją spotkania i wymiany towarowej rzeczy które nas interesują.
Mnie Czechy, PRL, "Stawka...", książki i... cokolwiek, a jego pocztówki, PRL i...  i wiele innych. Są przedmioty zainteresowań których nie da się określić. Po prostu wpada coś w oko i chce się to mieć. To nie musi mieć wartości, czuje się bliskość przedmiotu i już. Może kiedyś się go miało, może był w otoczeniu czasów minionych, może kiedyś pozbyto się go lekką ręką robiąc miejsce nowoczesności a teraz z sentymentem spogląda się wstecz i tęsknota budzi sumienie pochopnych decyzji zachłyśnięcia nowością.
To taki prawie przewodnik który wiele przypomina
   Ustaliliśmy termin i miejsce spotkania na piątkowy wieczór w Katowicach. Pierwotnie mieliśmy pojechać rodzinnie na to spotkanie, no bo tak , bo lubimy, bo się interesujemy, bo dla każdego jest coś ciekawego a po spotkaniu chcieliśmy pojechać na koncert LAO CHE w Megaclubie. Oczywiście plany swoje, a życie swoje. Karolina na SFOR, Kaśka wykłady, ja trzecia zmiana więc z koncertu nici. Tym sposobem pojechałem sam. Zabrałem od Martyny walizkę i wypchałem po brzegi nie tylko pocztówkami ale i starymi gazetami, listami, oraz różnymi przedmiotami którymi mógłbym obdarować kolegę Ryszarda z Sosnowca w zamian za przedmioty jakie przygotował dla mnie.
   Kaśka zaplanowała mi podróż koleją, żebym choć trochę mógł odpocząć w pociągu, zamiast stać autem w piątkowych korkach. To był dobry pomysł. Mogłem czytać książkę zamiast drogowe reklamy. Mogłem łapać ulotne spojrzenie anonimowej  pasażerki przeciągającej się na niewygodnym siedzeniu. Cieniutki Księżyc towarzyszył mi w podróży. Zmierzch nie pozwolił mi czytać książkę a pózniej oczy pasażerki przestały błyskać do mnie bielą. Za oknem mgliste i wilgotne powietrze wypełzało z lasu ogarniętego mrokiem. Tak, fajnie jest jeżdzić pociągiem, czasem... bo gorąco, ciasno, niewygodnie. Czeskie koleje chyba są lepsze.
   Katowicki dworzec, nowy.... no zgubiłem się. Tyle lat tam nie byłem. Po chwili namysłu i sprawnie znalazłem sie przed placem Andrzeja gdzie Rysiek wyłowił mnie z tłumu pasażerów dzięki walizce. Tak. Walizka okazała się hitem. Przyjemnie było widzieć śledzący ją wzrok mijanych przechodniów i pasażerów. Uśmiechy też się zdarzały.

 Usiedliśmy w swojskiej knajpie przy przestronnej ławie i w atmosferze przyjażni i zrozumienia rozmawialiśmy tak, jakbyśmy znali się dłużej niż tylko kilka listów.
  Z taką pewną nieśmiałością oczekiwałem niespodzianek jakie kolega przygotował dla mnie i zadawałem sobie pytanie czy to co ja przywiozłem wystarczy by odwdzięczyć się za fanty. Kiedy z każdym następnym wyjmowanym z torby prezentowej przedmiotem robiłem większe oczy Rysiek cieszył się tak samo. Oboje rozumiemy jaką radością jest dawanie prezentów. Większą niż ich otrzymywanie.
Czas pochwalić się tym co dostałem:
Przede wszystkim numizmaty czeskie i słowackie,korony i halerze z lat 60-90,nawet te z krótkiej serii z godłem państw obojga z 1991 roku, pocztówki, mapy, znaczki pocztowe, instrukcja montażu spłuczki do kibla takiej z wysokości, talerzyk (Royal Epiag) w sam raz na jajecznicę (kolorystycznie), 10 koron czechosłowackich z 1960 roku z widokiem oravskiej zapory, talon NBP na wymianę 200zł na korony czechosłowackie dla przejazdu tranzytowego, singiel  "The Czech Hit" z 1953 r, książka słowackiego autora Dobroslava Chrobaka pt.: "Las" - coś mi się zdaje że to będzie taka nasza "Siekierezada", książka "Stawka większa niż zycie" z autografem Mikulskiego i rokiem podpisu 1970, oraz piękna chromowana papierośnica z wizerunkiem Hradu i Mostu Karola.
Gdybym palił... a tak może dorobię sie wizytówek to tam sobie włożę i ołówki krótkie dla notatek...
Po prostu fajne rzeczy w zamiam za które darowałem Ryśkowi pewną ilość starych gazet których zostało mi jeszcze wiele, oraz kilka prlowskich przedmiotów które posiadałem zdublowane jak również pocztówki na które najbardziej liczył i się nie zawiódł.
Jego uśmiech... bezcenny. U mnie pewnie te pocztówki leżały by w pudełku kolejne lata a tak będą cieszyć cudze oko a może i pozwolą na wymianę i zdobycie jeszcze cenniejszych czy rzadkich egzemplarzy a przez to podniesienie wartości kolekcji..
Dwie godziny to zdecydowanie za mało na ciekawą rozmowę. Uporaliśmy się raptem z wymianą, a już musiałem pędzić na stację żeby zdążyć do pracy na nocną zmianę.

piątek, 9 listopada 2012

Polsko - Czeska przyjażń. Panorama 9.09.1972

Jakaś taka próżnia umysłowa mnie ogarnęła.
.
.
.
Oglądaliśmy ostatnio film "Słoneczne miasto" który kręcony był w Ostrawie. Pisałem już kiedyś o tym filmie i o mieście. Czechofil pisał o zamieraniu miasta którego krew wypija centrum handlowo - rozrywkowe  Karolina.
Przeglądając stare gazety trafiłem na artykuł poświęcony współpracy polsko - czechosłwackiej.
"...młodzież przejawiała największą ciekawość i żądze wzajemnego poznania się."  i takie tam polityczne bleblanie, nowomowa o wymianie, kulturze i sztuce  ale i tak na pierwszym planie są starzy polityczni wyjadacze, rozmowy na szczeblu, robocze spotkania, przyjacielska współpraca między komitetami.
Młody Kutz "...nie do poznania, aż do Gniezna" . Gdzieś w tle Halina Frąckowiak, Górnik Zabrze, wystawa medali odznaczeń i plakatu politycznego... takie tam pierdoły.


Ale co ważne, nasz region był już wtedy wzorem i przykładem współpracy regionu morawskiego i śląskiego. Tak jest i do dziś, jest lepiej, jest łatwiej... Europa.
Linki do czytania:
1
2
3

wtorek, 6 listopada 2012

1965 - DOOKOŁA ŚWIATA


Kolejny raz przeglądałem stare gazety. Za każdym razem pod kątem czegoś innego. Raz pancerni raz Kloss, potem stare auta, innym razem wsi spokojna okoliczna...
Tym razem brudziłem ręce kurzem pod kątem czegoś czeskiego, czegokolwiek. No może i trochę warszawskiego przy okazji (AM oczekuj listonosza)
Dzisiejszego wieczora znalazłem stos tygodników  DOOKOŁA ŚWIATA* z roku 1965 w których drukowany był odcinkowy serial komiksowy (wtedy to się chyba tak nie nazywało) o przygodach dobrego wojaka Szwejka ilustrowane rysunkami Józefa Lady i tłumaczeniu Pawła Hulki-Laskowskiego.


Drugim ciekawym i rzadkim pismem jest RADAR* na przykład nr 8 z 1961 roku w którym Jerzy Waldorf opisuje Pragę z perspektywy melomana zachwyconego pięknym miastem. Wplata  między nuty Praskiej Wiosny obrazy ulic i muzeów jest przewodnikiem czytelnika i mocno zachęca do odwiedzenia czechosłowackiej stolicy.








radar











* redakcja obu pism mieściła się przy ul. Smolnej 40.
dookoła świata

  Wydawca: "RSW Prasa" ul.Bagatela 14.    "Radar" inaczej Młodzież Świata, międzynarodowy magazyn młodzieży wydawany w Polsce przy współpracy z redakcją centralną dwumiesięcznika Swiatowej Federacji Młodzieży Demokratycznej "Jeunesse du Monde" nakład 85000egz. 






Linki dla czytania:

sobota, 3 listopada 2012

Mamy nowy samochód.

"... lubię prowadzić wóz. To moja pasja. Największa pasja"  nadradca Gebhard z ministerstwa propagandy rzeszy w odcinku "Podwójny nelson" - Stawki większej niż życie.
 Moją pasją nie są samochody. Nie emocjonują mnie nowości motoryzacyjne, nie oglądam się za samochodami, za większością samochodów. Nie uczestniczę w oględzinach koleżeńsko-towarzyskich  nowych nabytków kolegów i znajomych. Wystarczy mi rzut oka i standardowa pochwała zakupu. Owszem, kiedy dostrzegam w oczach znajomych pragnienie dobrego słowa, pochwały i utwierdzenia w przekonaniu dobrego zakupu, czynię to bo w zasadzie cieszy mnie czyjaś radość. Radość z czegokolwiek.
 Najchętniej oglądam się za samochodami z historią, z przeszłością, z sentymentalnym wspomnieniem jak ostatnio na targach książki wykręciłem szyję za dużym fiatem, TAXI nr.1313, który wyglądał jak wyjęty z serialu "Zmiennicy". Innym razem odwiedził mnie restaurator zabytkowych pojazdów pięknym mikrusem który jest jeszcze bardziej sympatyczny niż trabant.


Sam miałem taki zakręt z Fiatem 125p,  kiedy chodziłem do podstawówki. Rodziców nie było w domu więc wziąłem go na przejażdżkę którą skończyłem po kilometrze na drzewie z rozwaloną jedną czwartą auta. Nic mi się nie stało ale pewien milicjant (znajomy) uporczywie chciał żeby ojciec przyszedł się wytłumaczyć na posterunek ze zdarzenia. Oczywiście chodziło o flaszkę, ale nic z tego nie wyszło. Ha...

Przy okazji jakiegoś spaceru tego lata, Martyna pokazała mi auto w krzakach, przy jednym z zabudowań. Bardzo jej się podobało bo chciała by się w nim bawić w domek. Bo to takie małe i przytulne autko. Zbliżają się jej 11 urodziny, więc... jak się dowiedziałem, właściciel chciał się go pozbyć za przystępną cenę czym sprawił nam jeszcze większą radość.

KUPIŁEM DZIECKU SAMOCHÓD
 no i sobie.
.

To TRABANT 601L z silnikiem dwusuwowym o pojemności 600cm sześc. Wyprodukowany w 1987 roku. Za rok, czyli niebawem, będzie już pojazdem zabytkowym. Nawet nie jest zbytnio skorodowany.wymaga jednak pracy. Posiada pełny bagażnik części zamiennych.
Czyż nie są piękne?
Nasz też taki będzie i mam nadzieję że niebawem.
Jak dbać o trabanta

Oto list gratulacyjny jaki otrzymałem z fabryki kupując ów samochód.

niedziela, 7 października 2012

Niespodzianka

Wracam z pracy, padam do łóżka  i na szafce nocnej dostrzegam papierową torbę z logo księgarni. To Kaśka chciała sprawić mi przyjemność i uprzedziła moje plany i zakupy robiąc mi tym wielką przyjemność.
Już chciałbym czytać wszystkie naraz. To takie uczucie jakby postawić głodne dziecko przed pysznym ciastkiem i pozwolić mu jeść tak jak mu się podoba, paluchami, pełną gębą i potem być wysmarowanym od ucha do ucha ale szczęśliwym.

No nie mogę. Nie chcę. Boje się że jak zacznę czytać następną książkę to porzucę tę którą niebawem skończę. Nie chcę tego robić autorom Szabłowskim. oni tyle pracy włożyli w swój eksperyment pt.: "Nasz mały PRL"
Książka jest bardzo dobra. Czytam ją z uśmiechem kącika ust tak dyskretnym by nie budzić pytań kolegów -Co ty tam czytasz?- bo nie chce mi się im opowiadać. Tym bardziej że opowiadanie czegoś zdaniami wielokrotnie złożonymi po kilku słowach ich nudzi. Kiedy tylko natrafią na treść która w jakikolwiek ich dotyczy wtrącają swoje trzy grosze przerywając, nie dając dokończyć. Do wściekłości doprowadza mnie przerywanie wypowiedzi wtrąceniami. Natychmiast milknę i już nie kończę zdania, mam to gdzieś. Nie mają cierpliwości na więcej niż żart kilku zdaniowy. Taka tabloidyzacja  myśli i wypowiedzi a przede wszystkim przyjmowania informacji. Kiedyś przeprowadzono "badania czytania" i okazało się że przeciętny czytelnik prasy nie może dobrnąć dalej niż cztery, pięć zdań artykułu i nie dziwi mnie to bo jeśli nie ma cierpliwości czytać, to nie ma cierpliwości też słuchać. Stąd taka poczytność tabloidów. Tytuł mocno zaczepny w treści, potem kilka zdań podtrzymujących napięcie by czytelnik nie przerzucił następnej kartki reszta jest zwięzłym wyjaśnieniem o co chodzi. I nikomu nie przeszkadza że obok informacji o zamordowanym noworodku pręży się baba z cyckami do słońca. Tabloid jest jak pasek u dołu ekranu telewizora.
Nie kupuje tabloidów ale nie mogę sobie odpuścić "badania" co jakiś czas kiedy w pracy ktoś pozostawi szmatławiec i to mi wystarczy by utwierdzać się w przekonaniach.
 Mieszkając z Szabłowskimi "pod jednym dachem" wiele sobie przypomniałem z czasów dzieciństwa i jest to jedna z wielu zalet tej książki. Pamięć jest wybiórcza. Ogranicza sie do wspomnień ugruntowanych częstym powtarzaniem lub mocnym impulsem czy wyrazistym skojarzeniem. Przez swoją konsekwencję  w przeprowadzaniu tego eksperymentu odświeżyli moje wspomnienia. Myślałem że ich życie potrwa może miesiąc może dwa, ale żeby pół roku? I z dzieckiem!
Jestem pełen uznania tej ciężkiej pracy i małżeńskie próbie. Grubas z wąsem i zaczeską, kobieta z włchatymi nogami w bistorze. Rubin, Frania, meblościanka. Maluch, polsilver, i wędka bambusowa pod namiot. Gotowanie według Gumowskiej, kultura według Gumowskiej. Telefon na tarczę, znaczki, pocztówki i maszyna do pisania.
Żadnych ustępstw, żadnych kompromisów ani łatwizny. Zupa na kości, sernik z ziemniakami za pożyczoną szklankę cukru. Szampan z serwatki! Ananas z cukini.
TYLKO ERZAC!
Wszystko poparte wiadomościami prasowymi z epoki, socjologicznymi analizami społecznymi uznanych autorów i ich osobistymi obserwacjami środowiska znajomych i przyjaciół.
Zostało mi ok. 50 stron, strasznie jestem ciekawy końca eksperymentu a najbardziej powrotu do życia współczesnego.

piątek, 5 października 2012

Każdy ma swój PRL.


Lomo , Łodygowice "Stara gmina", bar hotel sklep i żadnych gwiazdek.

Gospoda na ścianie której wisi powitanie i zachęta do korzystania z dobrodziejstw native speakera. Wieś Łodygowice. Moja rodzinna, nie zniknie.
 Kiedy Szabłowscy planowali swoje życie  w prl'u, pojawił się materiał w GW przybliżający ich plan. Spodobał mi się . Trochę zwariowany żeby nie powiedzieć głupi. Przecież każdy chciał się wyrwać do lepszego świata a oni chcą wejśc drugi raz do tej samej rzeki. Wielu w duchu tęskni za tamtym czasem... ja też ale... to se ne wrati.
 Ostatnie WO zamieściły fragmenty książki Nasz mały PRL przypominając mi temat niemal zapomniany. Nie mogłem się oprzeć i już mam książkę.


Już pierwsze kartki ucieszyły mnie, świetnie pasując do obiadowego żurku z jajcem. ( kochana Teściowa)
Mam swój prl i wcale nie chce o nim zapomnieć, wręcz pielęgnuję pamięć o nim i opowiadam córkom dziwne historie a one nie mogą się nadziwić jakie to kiedyś były czasy. Muzeum zabawek (Kłodzko, Kielce) dały im pewien obraz, stare pocztówki, wszelkie przedmioty które gromadzę czy filmy które razem oglądamy. Zdarza się że nie mogą już znieść moich komentarzy czy wspomnień. Słyszę wtedy tylko przeciągłe:  Taatooo! I juz wiem że mam się zamknąc. Tak wiele już wiedzą a ja zaczynam się powtarzać... Zabieram Szabłowskich do pracy tam jest najlepsze miejsce do ich konsumpcji!
 W empiku rabaty 20% więc muszę kupić jeszcze dwie ksiązki "Listy z podróży" Ćapka i "Miedzianke"  o której niedawno czytałem w GW.  Podświadomie czuję że sprawi mi przyjemność jak "Prawiek..." do którego uciekałem z każdą wolną chwilą odrywałem się od rzeczywistości. (dobre słowo AM również ma znaczenie :-). 
Czytał ktoś "Decameron 2000 czyli miłość w Pradze" Parala? Czy to tylko łatwa erotyka w stylu "Emanuelle", czy większa przyjemność ucztowania z autorem jak z Kaczorowskim o miłości w Pradze? Boccaccio stał u mnie w domu rodzinnym i intrygował mnie nagością na okładce ale nigdy po niego nie sięgnąłem. Potem ktoś pożyczył i poszła w świat już nie wracając. Karlovy Vary 1  Karlovy Vary 2
 Ogromną przyjemność sprawia mi kupowanie ksiązek, czasem balansuję na krawędzi rozrzutności. a zakupy u targowego księgarza z czupryną nie mogą obyć si bez napiwku.
I wcale mi nie przeszkadza że często proponuje mi te same tytuły zapominając że już nie raz mu dziękowałem za nie.
Lomo

Lomo


Lomo













Lomo












Lomo
Lomo

Ciekawostka taka

niedziela, 10 czerwca 2012


warsztaty.translatorskie.prv.pl/index.html Warsztaty tłumaczeniowe odbyły się przy okazji 13 Beskidzkiego Festiwalu Nauki i Sztuki zorganizowanego przez Akademię Techniczno-Humanistyczną w Bielski-Białej.
Młodzi slawiści wcześniej otrzymali wybrane wiersze autorów których gościli, a podczas wieczoru poezji prezentowali swoją polską wersję utworów, jak również czeski przekład wierszy naszego autora Jerzego Fryckowskiego.
Najbardziej podobał mi się wybór wierszy ostravskiego poety Jaroslava Żily ze zbioru "Tereza i inne teksty". Język czeski jest taki fajny i miły dla ucha. W interpretacji autora brzmi pięknie. Niektóre zdania rozumiałem, a dzięki przekładowi obrazy w wyobrażni pięknie się przenikały.
Wiersze Jerzego Fryckowskiego z racji historycznego kontekstu były mi bliskie. "List z warty" "Apel" na przykład, albo wiersz w sam raz dla ojca dwóch córek, "Kiedy będę umierał", napisze pięć wierszy... tak mi się spodobał że muszę go zacytować.

 Kiedy będę umierał
***
Kiedy będę umierał napiszę pięć wierszy
Drugi będzie dla córki
największej miłości mojego życia
Wiem że pewnego popołudnia przyprowadzi do domu myśliwca
który zamaskowany gałązkami dębu zmyli czujność naszego psa
odbezpieczy sztucer i ustawi mnie pod ścianą
na początku niewiele będzie mówił
spakuje tylko kosmetyki mojego dziecka
pozbiera ze ścian jej pierwsze kroki z segmentu zabierze
komunijną taśmę wideo
podejrzewam że książek nie ruszy zostawi kilka suchych bukietów
przyniesionych przez tych którzy przybyli i się poddali
zostaną też zapisane zeszyty kalendarze pełne umarłych telefonów
moja córka zanim na zawsze zostanie uprowadzona
wejdzie jeszcze do łazienki umyje włosy ulubionym
koloryzującym szamponem
zostawi swoje odbicie w zaparowanym lustrze
nagość mytą przeze mnie w mitycznych już czasach
odzieje w biel trochę urośnie na obcasach splecie włosy
odprowadzę ją na kolanach aby była jeszcze wyższa tego dnia
Do ołtarza nie dojdę wrócę do domu
gdzie pies podobnie jak ja nie je od kilku dni

Nie wiem kto czytał czeski przekład ale zrobił to pięknie i ze smakiem. Nie jestem językoznawcą ale bardzo mi się podobało.
Z czeskiego przez polski doszliśmy do poezji słoweńskiej. Język słoweński mi się nie podoba. jest mało melodyjny, taki nieczysty, niestaranny, monotonny. Poeta Iztok Osojnik obdarzył nas sporymi fragmentami swoich utworów. Dla mnie zupełnie niezrozumiałych. Dopiero przekład rzucił pewne światło na codzienne obrazy i wydarzenia  których pisał. Niestety lektorka czytała nieco beznamiętnie przez co utwór stał się monotonny.
youtu.be/dh9hlufilqA
Na deser zaprezentował się Jani Kovacic bard, pieśniarz przywodzący swoją charyzmą na myśl Alosze Awdiejewa. Wykonał kilka utworów naprzemiennie z tłumaczeniem czym rozluźnił towarzystwo.
Galeria u Kukioły jest bardzo romantyczna i przytulna w sam raz na takie spotkania. Miło spędziłem czas.
Kurde, Żila był najfajniejszy! Żałuję że Go nie nagrałem!
/21 dni temu (20 maja) /cytuj /wiki /
/skomentuj ›
szurens
Jeszcze jedno znalezisko w domowym archiwum.Skromne ale sprawiło mi radość, przywołując fajne wspomnienia.
Prażanie, ciekawe czy coś się zmieniło?
mala strana 1.jpgmala str 2.jpgpraga kolor.jpg
/22 dni temu (19 maja) /cytuj /wiki /
/skomentuj ›
szurens
Czechofil droczy się ze mną bieżącymi wycieczkami a mnie muszą narazie wystarczyć wspomnienia np. z wycieczki do Stramberku. Malownicze miasteczko zwane "Morawskim Betlejem". Miasto u podnóża zamku Strallenberg z wieżą o nazwie "Rura". W miasteczku śliczne stare chałupy stanowiące miejski skansen.Wypieka się tam słyne "Sztramberskie uszy" pyszne piernikowe tutki,tak po naszemu. Jest to pamiatka zwyciestwa chrześcijan nad mongołami w 1241r.
Piękne miejsce na niespieszne romantyczne spacerowanie.
DSC_1982.JPGDSC_1986.JPGDSC_1989.JPGDSC_1991.JPGDSC_1993.JPGDSC_1999.JPGDSC_2017.JPG
/23 dni temu (18 maja) /cytuj /wiki /
/skomentuj ›
szurens
Wśród starych gazet jakie posiadam znalazłem przypadkiem taki materiał promocyjny...
skanowanie0001.jpgskanowanie0002.jpgreklama.jpg
/24 dni temu (17 maja) /cytuj /wiki /
/skomentuj ›
szurens
Wczoraj kurier przywiózł. Pięknie wydane.Zabieram się do czytania szkoda tylko że mam dziś mało czasu i dużo pracy ale muszę uszczknąć choć trochę.
Mam nadzieję że podczas ewentualnej wizyty autora w Bielsku uda mi się złowić autograf dla podniesienia wartości książki. :)
/25 dni temu (16 maja) /cytuj /wiki /
/skomentuj ›
szurens
"Taniocha nawet bez targowania"
kielich pewnie nigdy nie używany bo jest metka i fajny grawer. Poza tym idealna pocztówka okolicznościowa, mini rozmówki czeskie, 50 pocztówek okolicznościowych stemplowanych i 70 kopert okolicznościowych ze stemplami pierwszego dnia obiegu. Wszystko czyste. A na deser aparat SMIENA symbol.
Kurier z "Pepikami" jutro u mnie :)
A komunia?
Cóż, wszystko poukładane wystudiowane na pamięć wyklepane. Każda komunia taka sama. Fotograf, kamerzysta, stroje prawie balowe, niekiedy mało skromne. Faceci wygoleni wykrochmaleni poważni do przesady.
Wolnomyśleć wolę!
Foto LOMO.
/27 dni temu (14 maja) /cytuj /wiki /
/skomentuj ›
szurens
W najbliższą sobotę na bielskiej starówce odbędzie się wieczór literacki "Na styku kultur" słoweńskich czeskich i polskich autorów.

"sobota, 19 maja, godz 19.00:
Warsztaty Translatorskie, XIII Beskidzki Festiwal Nauki i Sztuki, ZŁOTA ŁÓDŹ – III Festiwal Kultury Słoweńskiej.Międzynarodowy wieczór literacki „Na styku kultur” w ramach IX
Warsztatów Translatorskich i XIII. Beskidzkiego Festiwalu Nauki i Sztuki z
uczestnictwem słoweńskich, czeskich i polskich twórców – Jani Kovačič, Iztok
Osojnik, Jaroslav Žila, Jerzy Fryckowski, Agnieszka Będkowska-Kopczyk,
prowadzenie: Agnieszka Będkowska-Kopczyk."

Galerię Kukioły znam, lecz osób niestety nie. Ale to nic. Łatwo będzie mi wybrać się ponieważ po spotkaniu będę mógł iść do pracy gdzie nic nie zakłóci mojego dobrego nastroju.

www.bielitz.pl/(…)114-iii-festiwal-kultury-soweskie…

Interesuję się historią, ale nie jestem analitykiem. Po prostu dobrze jest znać historię.
W marcu przegapiłem spotkanie z Mariuszem Suroszem w Bielsku-Białej dlatego by nadrobić zaległość zamówiłem jego książkę "Pepiki" i czekam na listonosza z niecierpliwością.
/27 dni temu (14 maja) /cytuj /wiki /
/3 komentarze
  • awatarAnna M: tak, kupować Pepiki kupować! najlepiej dużo i wszystkim znajomym xD btw jeszcze nie ma oficjalnego info ale w Bielsku ma byc na poczatku czerwca (podobniez 5tego) spotkanie podsumowujace czulych barbarzynców i ma być Surosz, Kaczorowski i zapomnialam kto.
  • awatarszurens czechofan: Dziękuję za informacje. Jakby coś to spamuj.
  • awatarAnna M: na fejsbuku będę spamować na pewno. na razie oficjalny kalendarz Suroszowych spotkan mowi ze dzis o 19 w Zlinie a w sobote na praskich targach książki;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
szurens
Każdy lubi dostawać prezenty. Ja lubię dostawać książki. Wczoraj kolejna moja znajoma Aldona  więdząc że interesuję się czechami odwiedziła nas i przy kawie obdarowała mnie ładnie wydanym słownikiem czesko-polsko-czeskim Wydawnictwa Językowego ANEKS pod red. Heleny Steinerowej.
Lubię dostawać książki, różne książki, zbierać książki od osób którym przestają pasować do nowoczesnego wystroju mieszkania, zbierać te które zostały zesłane do piwnicy lub na poddasze. U mnie mają zasłużone miejsce na półce w najważniejszym pokoju naszego domu. Nie w tzw. salonie, bo on jest pusty, lecz w pokoju w którym wszyscy lubimy razem spędzać czas. Pić kawę, rozmawiać, pracować. Nie przeszkadza nam tam telewizor ani radio.
Nie lubię pożyczać książek nikomu. Oczywiście czynie to bo nie wypada odmówić. Nie chcę czuć sie małostkowy przez odmowę. Ktoś powie "przecież to tylko książka...". Nie, to AŻ książka, nieśmiertelny świadek czasu i miejsca, autora i czytelnika. Węzeł  który splata te dwie osoby.
Lubię kupować książki. W księgarni czas się dla mnie zatrzymuję się. Z łatwością przychodzi mi kupowanie książek, tak jak innym kupowanie ciuchów, jedzenia czy piwa. Uwielbiam wyprzedaże i przeceny bo czasem trafiają się niezłe okazje.
Nie lubię wypożyczać książek ponieważ jeśli zawiąże się między mną i autorem nić porozumienia trudne jest dla mnie przecięcie tej pępowiny w momencie zwrotu książki do biblioteki. Lubię mieć ją na własność. Mieć taką świadomość że autor pracował "tylko" dla mnie a ja czuję się jakbym był jego kolegą, znajomym. Posiadanie książki na własność powoduje że zanika bariera między autorem i czytelnikiem.
/28 dni temu (13 maja) /cytuj /wiki /
/1 komentarz
  • awatarVocabulary: Szukam fajnej osoby w wieku 12-17 lat . Która chętnie popisze listy pocztowe i się ze mną pozna, jestem ciekawa .. : * Fajny wpis + zapraszam do mnie ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
szurens
i "Pięknośc w opałach" cudownie smakuje w domowym zaciszu. Na deser "Powrót idoty" i senne marzenia do samego rana. Tak niewiele potrzeba do szczęścia...dobranoc
/29 dni temu (12 maja) /cytuj /wiki /
/skomentuj ›
szurens
Bardzo byłem ciekawy jak będą wyglądać zdjęcia na filmie fuji superia 100 z 2007 roku i jak będą wyglądać po odwróceniu filmu na lewą stronę i naświetleniu go.
Efekt jest znakomity. Ciepłe zdjęcia z małym kontrastem miękkim ziarnem lekko niedoświetlone.
Podobne efekty można uzyskać na specjalnie przygotowanych błonach do łomofotografi przez firmę rollei. Po co przepłacać.
Następna próba spreparowania filmu będzie polegać na obróbce cieplnej filmu w piekarniku kuchennym w temp ok. 100stC. Efekty niebawem.

PROWOKACJA.
W niedzielę będę gościem na komunijnej uroczystości naszego chrześniaka. Oczywiście z aparatem LOMO. Jestem bardzo ciekawy reakcji ludzi na widok fotograficznego skansenu. Jest szansa złowić fajne foty.
/30 dni temu (11 maja) /cytuj /wiki /
/skomentuj ›