Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STAWKOLOGIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STAWKOLOGIA. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 września 2013

Łódzkie wnętrzności.

 Byłem już w Łodzi kilkakrotnie. Nie śmiem powiedzieć że ją znam, bo znaczy to tylko tyle, ze może bym się tam nie zgubił. Można tak powiedzieć o wielu miastach. Każdy może tak powiedzieć, ale to nie będzie do końca prawdą.
 Odrobinę prawdy o miastach  poznaje się z każdą w nich wizytą, z każdym spacerem... z każdym przewodnikiem. Można poznawać miasto samotnie, to jednak tylko błądzenie, błąkanie się z myślami że cel jest gdzieś blisko . To złudne wrażenie poznawcze.
 Jednak to złudzenie odkrywcy jest przyjemnym uczuciem wścibskiego obserwatora. Lubimy przecież zaglądać w okna jak dziewczynka z zapałkami...
 Czekałem na sobotni poranek. jak kiedyś w Szczecinie czy w Pradze i wymknąłem się kiedy wszyscy jeszcze spali. Uwielbiam ten moment wolności i spacer nie skrępowany odliczaniem czasu i itinerem określającym to, co dla mnie najlepsze. Sam wiem czego chcę.
 Chcę zobaczyć to czego nie widzi przeciętny turysta wodzony za nos książkowym przewodnikiem. Chcę zobaczyć prawdziwe oblicze miasta które budzi się do życia, po upojnej nocy rozbujanych ulic, gwarem gości i mieszkańców.
Chcę zajrzeć w oczy bram, podwórzy skrytych za fasadą oficyny, odnowioną dla turysty. Odnowioną dla sprzedawcy, by w złudnej symbiozie z turystą, podtrzymywali puls najdłuższej ulicy w europie.
 Piotrkowska jest piękna, bogata kamienicami fabrytkantów i bankierów, sukienników i sprzedawców.
Jednak nie tego oczekuję, nie tego mi potrzeba.
 Zadzieram głowę zachwycając się bogactwem form  i rozmachem stylów wszelakich, bo właściciele nie musieli być  artystycznie wykształceni, nie musieli mieć wyrobionego smaku. Mieli kasę.
Architekt pytał w jakim stylu ma być pałac? Neogotyckim, czy neobarokowym czy innym, a dostawał odpowiedź że " w każdym". Ma być "na bogato"... i tak własnie jest.
 Wojna nie zniszczyła miasta, a odbudowa powojenna to miasto ominęła, dlatego jest ona takim dobrym filmowym plenerem.
 Bogata facjata miasta skrywa pod pudrem elewacji tajemnicę której chciałem dotknąć i powąchać brud obudzonego miasta bez makijażu, bez porannej podmywaczki ulicznej i samobieżnej zamiataczki. Nie liczyłem że spotkam wąsatego ciecia z miotłą brzozową... przepraszam "... gospodarza domu", za to potykałem się prawie, przez niezliczonych robotników budowlanych pudrujących elewację za woalem rusztowań.
Nie trzeba zapuszczać się na przedmieścia miasta by zobaczyć Łódz w której czas się zatrzymał dwadzieścia lat temu. Kiedy załamał się eksport wymiany towarowej. Kiedy zażądaliśmy zapłaty za  sukno a nie towaru wymiennego. Nagle dziesięć tysięcy niezorganizowanych tak jak górnicy czy hutnicy, łódzkich  włókniarek straciło pracę.
 Zachodziłem w cuchnące szczyną bramy, podobnie jak niektóre zdesperowane prządki, które w tych bramach wystawały godzinami, nie umiejące robić nic innego, zmuszone do tego głodem i piętrzącymi sie rachunkami. Wkraczałem w inny świat. Pozbawiony wiatru hulającego na piotrkowskiej, pozbawiony światła wschodzącego słońca bogatej alei i żywych kolorów. Jedynie światło niebieskiego okna w "suficie" studziennej oficyny wlewało odrobinę pogody w zamknięty krąg murów i okien.
 Były tam kiedyś ogrody ale najszybciej rozwijające się miasto pożerało przestrzeń zajmując osiemdziesiąt procent przestrzeni życiowej mieszkańców. Frontowe oficyny obejmowały swoimi ramionami ogrody na tyłach, zaciskając pierścień i dusząc drzewa z których pozostały do dzisiaj nieliczne, stare, wybujałe ponad linię dachu w poszukiwaniu słońca fotosyntezy.
 Łódzkie podwórka są duszą miasta. Nie deptaki, nie galerie handlowe lecz studnie oficyny. Dobrze poznaliśmy kilka z nich dzięki Maciejowi Kronenbergowi Markowi Wiśniewskiemu Bogdanowi Bernackiemu i innym którzy przygotowali zlot poświęcając nam swój cenny czas, oprowadzając nas pierwszego dnia szlakiem łódzkich plenerów filmowych "Stawki ...", "Ziemi obiecanej" i innych filmów które znaliśmy, a nie mieliśmy pojęcia że były kręcone akurat w tych czy innych miejscach.

Nasi goście Alicja Zommer Kubicka i Janusz Kubicki (M)
Alicja Zommer  
 W niedzielny poranek też spacerowaliśmy posłusznie za Maćkiem Kronenbergiem. Słuchaliśmy wykładu o historii miasta, jego architekturze, przemianach i rozwoju, kształtowaniu się życia społecznego, jego wzlotach i upadkach. Słuchając jego opowieści można to miasto tylko polubić choć mieszkać pewnie byłoby w nim trudno.

Bo zlot stawkowy to nie tylko eksploracja tematów serialu, miejsc i postaci. To przede wszystkim spotkanie znajomych, biesiadowanie do nocy i wspólne śniadanie. Najweselsze jakie znam.
Szczegółowa relacja ze zlotu za kilka dni pod tym adresem.  

Serdeczne podziękowania dla Macieja Kronenberga za przewodnik "Podwórka Piotrkowskiej"











Pan tu nie stał

OFF Łódź

Winiarnia Kondrata





Rok Tuwima mnogi.



Bydgoski FOTON

Muzeum Kinematografii "Latająca maszyna"

Tego pana znamy.

Żydowska restauracja Anatewka.

Anatewka

Neon Balbinka





Muzeum Kinematografii "Kingsajz"





Kuczka

M

M

M

M

M


M
Zdjęcia analogowe Martyna (M) i Jacek, Olympus mju1 i Yashica electro CC.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Brak zasięgu. YEAH!

Nie można mieć wszystkiego. Nie można być wszędzie gdzie by się chciało. Do Czarnobyla za drogo, do Ołomuńca termin koliduje, ale "wysłałem delegację" dziękując za dobrą wolę organizatorce, Pani Dorocie Siwor. a sami pojechaliśmy na zlot stawkowy już dawno planowany.

Jak zawsze Leszek, Rafał, Bogdan i inni doskonale przygotowali tegoroczny zlot. Nie zabrakło jedzenia, picia, śpiewania. Spania, zwiedzania, oglądania. Krwi, potu, p... komarów.
Drewniany, stary dom "...na wygonie pod lasem" z werandą porośniętą winobluszczem, która była najlepszym miejscem do porannego czytania o śpiewnym wschodzie słońca. Zapomniałem o telefonie. Nie miałem kontaktu ze światem. Świat się mnie nie czepiał. Nie przypominał mi o tym, że są tacy, dla których ważne jest to, co dla mnie jest ostatnią rzeczą która przychodzi mi do głowy. Motoryzacja nikogo przez ten weekend nie interesowała w stopniu większym, niż czas dotarcia na miejsce operacji, czy czas powrotu do domu. Permanentny brak zasięgu uwolnił mnie o brzemienia obowiązków oczekujących od poniedziałku...

 Uciekam od imprezowania do ostatniej kropli. Uciekam wcześniej żeby zasnąć nim wrócą, nim się wygadają, nim zasną, zachrapią...
Potem uciekam z łóżka nim wstaną, i zaraz rozmawiają. Cisza poranna jest moja , tylko dla mnie. Gęsta kawa, tylko dla mnie, i Milena, tylko dla mnie tego weekendu... Dla Kaśki Bieguni z zachwytem wspólnego milczenia przy kawie.

Przy śniadaniu nie rozmawiają.  Żonglują słowami, szermierzą zdaniami filmowymi. Słowne potyczki wyżu intelektualnego po dobrej imprezie. Wszyscy to mamy drugiego dnia. Reguła taka naturalna... i śmiech nieskrępowany, tylko obsługa i kelnerzy patrzą z niezrozumieniem, słysząc zdania wyrwane z kontekstu, brzmiące polszczyzną, jakiej nie znają z ekranu codziennego telewizora.

Kraków piękny jest, jednak, byle nie za często, nie za długo i nie w centrum. Nie zabytki, nie pamiątki lecz ulice i przechodnie. I sprzedawcy, naganiacze ulotkowi, banerowi nosiciele i dorożkowi sutenerzy transportowi. Nachalność ich obrzydliwa jest, jednak praca ich nie hańbi. Żadna praca nie hańbi. Uwalniamy ich od ciężaru ulotek, nie odmawiając, lecz przyjmując niepotrzebne. Wyrzucając do kosza wspieramy ich. Kiedy ja wyrzucam, daję mu zarobić. Kiedy on wyrzuca, traci pracę.

Cieszyłem się na ten znany mi Kraków, kiedy zbierałem kiepy na plantach inscenizując Podlasińskiego. Spojrzenia turystów... bezcenne! Tym razem nie było to konieczne. Inne miejsca były ważne dla tych co nie byli pewnego razu . Mogłem skupić się na kadrze, na człowieku w mieście, obserwacji ludzi i chwytaniu ulotnej, decydującej chwili Cartiera. Uwielbiam jego surrealistyczne zdjęcia.
Bo od piątku mam świetny aparat dalmierzowy, o jakim marzyłem już dawno. Świetny do fotografii ulicznej. Malutki (mieści się na dłoni), cichy i niepozorny, ze świetnym szkłem, manualem i automatyką.

Jednak nie on jest ważny.
Ważna jest Joanna Geolog z Warszawy. Przywiozła mi w prezencie, piękne dwa aparaty do kolekcji. Wychodząc z założenia że u mnie będą żyły nadal, służąc choćby od czasu do czasu. Działające, co w przypadku Zorki 4 nie bywa oczywiste, jak przesuw filmu, czy nie trzymanie czasów, zwłaszcza długich, z powodu zasychającego ruskiego smaru. Ta jest idealna.










A Praktica ciekawa bo nie ma pryzmatu tylko patrzy się z góry na matówkę lub przez lupę a obraz ucieka niema go tam, gdzie przewidujemy. Niezła zabawa z kadrowaniem.










Niedzielny wieczór upłynął na krzyżowych opowiadaniach Elki z Ołomuńca, Karoliny ze wspinaczki skałkowej na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, no i nasze Stawkowe opowieści spod Ojcowa i Krakowa, śladami odcinka "W imieniu Rezczpospolitej".
Pozostało czekać na zdjęcia...



poniedziałek, 27 maja 2013

autografy, Kino na Granicy

autografy bardzo duże

 

1. Sławomir Fabicki, reżyser 
2. Adam Sikora, operator
    Artur "Baron" Więcek, reżyser 
3. Ireneusz Czop, aktor
4. Juraj Krasnohorsky, reżyser
5. Gabriela Micova, aktorka
6. Dzmitry "Vinsent" Papko, aktor
7 Maciej Sztuhr... wiadomo, autograf na katalogu festiwalowym i w swojej przedpremierowej książce, zbiorze felietonów "Zwierciadła" i opowiadań.

Jakoś tak dziwnie się czuję prosząc o zdjęcie z kimś znanym. To fajna pamiątka i można się pochwalić. Czuje się jednak jak widz w cyrku który traktuje aktora jak małpę. Jak "Duże zwierzę"... Gwiazdor niby na wyciągnięcie ręki, ale jak widzę ilość nachalnych osób, które chcą sobie zrobić z nim zdjęcie, to jest mi po prostu głupio. Może dlatego, że mam już za sobą ten etap pierwszego kontaktu z wielkimi aktorami jaki rozpoczął się wraz z powstaniem i działaniem Muzeum Hansa Klossa. Wielu aktorów się przewinęło przez muzeum, a potem przez Klub Miłośników Stawki. Dla mnie i moich bliskich,  to wielkie gwiazdy teatru i filmu, ale dla młodego pokolenia ich nazwiska nie są już rozpoznawalne. Nawet imiona postaci z ról filmowych nic im nie mówią. No chyba że grali w "Kiepskich", czy innych durnych serialach. 
Ciekawe co sobie myślą, o nas, widzach zwłaszcza kiedy zwracamy się do nich nazwiskiem postaci a nie ich prawdziwym?

Nie zbieram autografów, jednak to coś innego niż zdjęcie z celebrytą. - "...jestem tu, jestem tam patrzy na mnie kamera..." jak śpiewał Klaus Mitffoch 
Najfajniejszy jest moment spotkania znanej postaci na ulicy (Cieszyna) i prośba o autograf. Wtedy nie ma tłumu widzów, jest chwila na wymianę słów i chyba taka forma kontaktu jest najlepsza. Aktor/reżyser nie jest podany na tacy przez moderatora spotkania. Jest rozpoznawany z roli ale przede wszystkim z nazwiska, z dzieła lub obrazu. Przestaje być wtedy celebrytą a staje się zwykłym człowiekiem jak my sami...

Jedni fotografują siebie na tle wczasów, inni zwierząt, samochodów, motorów, wszelkich przedmiotów posiadania. Są tacy co lewarują swój status społeczny fotografując się na tle domu, grilla czy altanki lub kominka... telewizora. Czasem z perspektywy zastawionego stołu...I nie ważne że czasem nie swojego. Nikomu nie chce się tego weryfikować. 

Też zaspokajałem swoją próżność zdjęciami z aktorami... z perspektywy czasu to trochę śmieszne, ale fajnie było. 
Wielkie podziękowania dla KLUBU MIŁOŚNIKÓW STAWKI!
Do zobaczenia w Ojcowie.


skibka
Leonard Pietraszak
J-23
Joanna Jędryka










Roman Czejarek

Eugeniusz Kujawski

kumpel Fryderyk z Wrocławia


taki ołtarzyk...


Jerzy Matuszkiewicz wielki kompozytor saksofonista.
Beata Tyszkiewicz
"Kuzynka Edyta"... Aleksandra Zawieruszanka.
Duet autorski Safjan/Szypulski vel Andrzej Zbych, autorzy "Stawki..."
Marek Łazarz autor monografii o czterech pancernych
Po obiedzie z Mikulskim
 
Andrzej Zaorski i Bogdan Bernacki - autor monografii o "Stawce..." i mózg Klubu Miłośników Stawki