Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KINO NA GRANICY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KINO NA GRANICY. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 maja 2018

XX Kino na Granicy - spokojnie.


  Kolejny raz Cieszyn witał mnie kwitnącym rzepakiem jak w 2014 roku. Wtedy plakat był cały żółty i wszyscy śmiali się że motywem przewodnim jest żółtko. Im bliżej Cieszyna tym bardziej się wyciszałem słońcem rzepaku i zielenią, po ogromie pracy ostatniego tygodnia. Nie lubię tego pospiechu z perspektywą późniejszego nagłego hamowania na granicach miasta. Nieprzyjemna sztafeta zdarzeń, jak choroba dwubiegunowa skrajnych emocji, przyziemnych obowiązków i ulotnych wrażeń. Nagłe zatrzymanie, by stąpać na palcach po czerwonym dywanie i maszerować brukiem do źródła emocji w ciemnościach sali kinowej.
  Po pierwszym dniu już nie biegam.  Nie jestem już napędzony pracą. Nie odbieram telefonów, nie myślę prawie o nikim. Ja jestem dla siebie najważniejszy. Nikt nie zabiera mi mojego czasu. Jestem sam ze sobą i czujemy się razem bardzo dobrze. Nikt do mnie nie mówi i nikt o nic nie pyta.
Żegluję od kina do kina. Docieram do wyspy Mickiewicza gdzie syreni głos aktorek brzmi najpiękniej. Nie chce się potem opuszczać tego miejsca ale takie są zasady, by widownia  wymieniała się dając szansę na wejście każdemu.     
  Żeglując, cumuję co jakiś czas  w najważniejszym porcie Cieszyna jakim jest Kornel i Przyjaciele. Dla innych będzie to Hubert albo Orlica. W tym roku wszystkie gwiazdy spadały do  Brunatnego Jelenia. Siedząc na rynku śledziłem ich trajektorie jak rój meteorów wypadających z korony.
Gwiazdy trudno było rozpoznać na mlecznej drodze ulic Cieszyna.  Wszystkie wyglądały podobnie.  Były jak mieszkańcy tego miasta. Mieszały  się z gwiazdami życia codziennego, przyziemnych obowiązków i pracy organicznej. Niepozorne, jak Szary Obywatel, pędzące w sobie tylko znanym  kierunku. Pozostawiające ślad w wyobraźni przechodnia, zaznaczony jakąś zapamiętaną rolą... wątpliwością skojarzenia...
  Sam wielokrotnie wątpiłem w rozpoznawanie twarzy. Ekran oszukuje. Powiększa i dystansuje. Stwarza barierę wielkością i przytłacza, jednak tylko od nas zależy  czy przełamiemy tę barierę odwagą i szczerością. Gwiazdy spadające z ekranu, w kuluarach okazują się drobnym i delikatnym gwiezdnym  pyłem zostawiającym bardzo łatwo, piękny ślad  na wspólnym zdjęciu i drżące echo głosu odbijające się we wnętrzu...
  Nie można zobaczyć wszystkich filmów, nie wypada biegać za aktorami i narzucać się tysięcznym selfie... nie potrafię. Spośród chyba 100 filmów obejrzałem 20. Już nie walczyłem z czasem i przestrzenią bo nie da się być w czterech miejscach jednocześnie. Wybierałem filmy i miejsca tak by znajdować czas na pauzę pomiędzy projekcjami, mieć go  na kawę u przyjaciół Kornela i obiad w Zapiecku. Leżak przy różowym jeleniu i spacer w poszukiwaniu kadrów dla czarno-białego filmu w aparacie. Nadrobiłem trochę filmowych zaległości i... podniosłem samoocenę (sic!) fotografując się z gwiazdami.
Reżyserzyce: Jagoda Szelc,Olga Hajdas,Alicja Albrecht,Ola Terpińska,Anna Jadowska,Maria Sadowska,Kinga Dębska, Magdalena Łazarkiewicz,Marta Mesarosz,Agnieszka Holland


Agnieszka Podsiadlik
  Nie liczy się ilość obejrzanych filmów. Liczy się wrażenie jakie wynosi się  z projekcji czy rozmowy z aktorem lub reżyserem. Nagromadzony bagaż emocji i wiedzy który niezwłocznie przekazuję bliskim oglądając z nimi kolejny raz filmy.  W życiu piękne są tylko chwile... na szczęście mam ich wiele. Mam wiele źródeł radości. 
Na pewno "Foton" muszą obejrzeć moi bliscy, jak również węgierski film  "Dusza i ciało". Na pewno antypolską  "Twarz" bliską mojej sprzed 30 lat i skrytykowaną przez Glińskiego ponieważ pokazuje krzywy "ryj" polskiej religijności, fałszu, rasizmu zakłamania i zabobonu.  "Serce miłości ,pomiędzy słowami, Młynarskiego" ( tu puszczam oko)  Receptę na samobójstwo w "Albumie wideofonicznym"  żyjącego w internecie  Tomka Beksińskiego

...a w drodze do Cieszyna kupiłem na targu w Żywcu jeszcze dwa czarne "Magiczne pudełka" do kolekcji, które nie chcą mnie nigdzie przenosić, chyba że w wyobraźni.

Na okoliczność dwudziestolecia wydano katalog podsumowujący wszystkie edycje festiwalu a w nim Szurens w teatrze podczas wizyty Macieja Stuhra i Ireneusza Czopa  z filmem "Pokłosie"


Łysy w tle :-)

PODSUMOWANIE filmowe zrealizowane przez naszą koleżankę Karolinę 
P.S. Dziękuję Kornel i Przyjaciele za śniadania  i lekcję parzenia "kawy kierownika" - najlepsza.


Sebastian Stankiewicz z pudełka


POWER OF Jagoda Szelc


wsparłem protest antyrządowy




Krzysztof Zanussi




Andrzej Jagodziński tłumacz Skvoreckiego o czeskim kinie






"TWARZ" -  twarze - Małgorzata Gorol  debiut.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Dom na Granicy.





 Kiedyś, kino lepsze było niż sex. 


 W tym roku było pełnoletnie, a sex był tak późno, że nie doczekałem "wisienki na torcie", jak pisali organizatorzy, o nocnych projekcjach kina erotycznego. Z łatwością zasypiałem syty wrażeń festiwalowych i budziłem się głodny nowych przeżyć estetycznych i emocjonalnych.
Po latach obcowania z przeglądem Kino na Granicy, Cieszyn stał sie dla mnie drugim domem również  za sprawą nowej, uroczej kawiarni literackiej Kornel i Przyjaciele, która jest mi najbliższym miejscem w Cieszynie.
Z zapasem klisz 35mm i aparatem Lomo Lc-a wjechałem do świetlicy Krytyki Politycznej, odebrać dobra jakie przysługują każdemu zadeklarowanemu widzowi. Przed projekcjami chciałem jednak przywitać się z Kornelem. Jego mecenaska Mariola wita mnie zawsze w jego imieniu z czułością, dzięki czemu czuję się tam jak domownik, witany gęstą kawą pachnącą od progu.
Na moście przyjaźni. KP 
 Nie zakładałem co będzie dla mnie ważniejsze podczas tegorocznej majówki. Czy Ciało/Body z jego ograniczeniami i możliwościami, akceptacją i odrzuceniem czy dusza i emocje jakich oczekiwałem od filmów i spotkań.
Chyba tego oczekuje się od filmu, żeby widz wyszedł z kina poruszony i nie jest ważne jakimi emocjami zostanie dotknięty. Czy będzie śmiał się czy płakał, czy będzie czuł złość czy bezsilność. Film ma widza poruszyć. Jeżeli nic takiego nie ma miejsca to znaczy że praca realizatorów nie była najlepsza. Jedni w takiej sytuacji wychodzą z kina niezadowoleni ale są i tacy kinomani jak np. Stanisław Janicki który, kierowany szacunkiem dla pracy ekipy filmowej ogląda film do końca ponieważ jak twierdzi: Nigdy nie wiemy co nas spotka na ekranie później i należy się to wszystkim którzy ciężko pracowali na planie i w studiu.
Dyr. Łukasz Maciejewski dla TV.
Na szczęście to zdanie usłyszałem z jego ust już po festiwalu, dlatego łatwiej było mi wyjść w połowie seansu filmu Gejsza,  czułem się także usprawiedliwiony, gromkim śmiechem dobiegającym z sali w wielu  momentach. I to nie była komedia.
 Wyszedłem z założenia, że po co mam się męczyć na słabym filmie skoro mogę posiedzieć u Kornela w "Zacisznym" kącie, pijąc kawę i przeglądając książki z półek księgarni i antykwariatu albo porozmawiać np. z Markiem Koterskim o naszych "obsranych bachorach".

Szura / Koterski
Rozrywany pomiędzy stroną polską i czeska motałem się pomiędzy duszą i ciałem. Pomiędzy wspaniałymi  czarno-białymi, statycznymi zdjęciami Adama Sikory a skomplikowanym wnętrzem Olgi Hepnarovej której nikt nie potrafił pomóc ani zrozumieć. Doprowadziło ją to "na skraj załamania nerwowego" skąd wystarczył tylko jeden prosty krok by zwrócić uwagę społeczności na istnienie osób borykających się z takimi jak ona problemami adaptacji w społeczeństwie i poszukiwaniu tożsamości.
foto:KnG
Olga Hepnarova pozostanie w mojej pamięci na długo, podobnie jak minione "Obrazy starego świata", po których długo milczałem.
Marian Dziędziel i dyr. Łukasz Maciejewski. foto:KnG



Agata Kulesza





















Milczałem, po filmie "Róża"  z Dorocińskim i Kuleszą, której po spotkaniu powiedziałem jak bardzo mnie wzruszyła postać którą grała. Ona jest taka mała i jednocześnie taka mocna. Jak sama powiedziała, role wybiera jak chce, jednocześnie mając świadomość że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Dlatego "...córki krowy"  były konieczne by otrząsnąć się po traumie wojennej i prl'owskiej przemocy.

Szura / Kulesza


-...
-Niech mi pan nie mówi, bo też się zaraz rozpłaczę. -odpowiedziała na moje wyznanie, ofiarując wspólny autoportret.


Pamiętacie jaką burzę wywołała książka J.T.Grossa "Sąsiedzi", potem następna "Strach", aż w kinach pojawił sie film "Pokłosie". Maciek Stuhr z goryczą opowiadał kiedyś w Cieszynie o pokłosiu tego filmu.
Podobny los pewnie spotka film "Klezmer" którego nikt nie chce dystrybuować w polsce na szeroką skalę, gdyż obnaża prawdziwe oblicze polaków w obliczu wojny, zagrożenia i... wizji pieniędzy. Bardzo dobry film niosący mocny przekaz, zrealizowany przy niskim budżecie w naturalnej, leśnej scenerii. Zdobył kilka nagród ale jeszcze nie odbił się echem w polskich mediach.
 Nie sposób opisać wszystkich filmów. Nie sposób też zobaczyć. Trudno się zmobilizować kiedy pachnie gęsta kawa u Kornela. Czasem ważne jest lenistwo i świadomość że nic nie muszę. Nie muszę zobaczyć stu filmów, codziennych koncertów czy wszystkich wystaw. Kino na Granicy to takie wczasy, chwila na slowlife w zabieganym życiu. Książka, spacer, zdjęcia...
Najważniejsze tylko są te filmy które na długo zapadają w pamieć. Te, które "przywozi się" do domu w sercu i przedstawia jako lekturę obowiązkową dla reszty rodziny.

poniedziałek, 18 maja 2015

Kino...lepsze niż sex.

 Rzepak nie zakwitł tego roku na czas. Magnolie opadały bezsilnie mięsistymi płatkami nie wytrzymując głodnych ludzkich spojrzeń ciążących im od dwóch tygodni.

"Bardzo lubiłam jeździć do Cieszyna. I nie tylko dlatego, ze w tak miłym towarzystwie. Coś było w ludziach, atmosferze tego miasta, co wydawało się rzadkie. Ustrój (...) dążył do tego żeby wszystko maksymalnie ujednolicić.(...) Cieszyn wydawał mi się jakiś inny, oporny. Jakby mniej było w nim krętactwa, pozerstwa, fałszywych słówek i wątpliwych aspiracji... Zapytałam kiedyś Kornela (Filipowicza) , na czym właściwie ta inność polega. " Może stąd - odpowiedział- ze tutaj ludzie częściej niż gdzie indziej patrzą sobie prosto w oczy"..." 
W. Szymborska członkini Cieszyńskiego Klubu Hobbystów

Patrzą prosto w oczy i często się uśmiechają, wymieniają uprzejmości chętniej, jeśli widzą na szyi drugiej osoby identyfikator Kina na Granicy, koszulkę czy siatkę z symbolem przeglądu filmowego. Odnoszę wrażanie, że mieszkańcy Cieszyna po prostu nas lubią i to okazują. Myślę, że wielu czuje się wyróżnionych symbolem KnG. Nigdy nie spotkała mnie w Cieszynie przykrość.



foto:J. Saudek
Pytają mnie znajomi jak to możliwe, że jestem sam tydzień poza domem, że nie wracam na noc, że siedzę po dziesięć, dwanaście godzin w kinie, i czy aby na pewno w kinie??? Pukają się w czoło. Spotykam tam kobiety, bo jakoś tak się składa ze znam ich więcej,  nie licząc antykwariuszy... Rozmawiam z nimi spacerując, szepczę do ucha w kinie, dzielę się w ciemności Tiktakiem i płaczę wzruszony bez wstydu, lub milczę pod parasolem, kiedy brak mi słów. Dla wielu to dziwne lub niezrozumiałe, że tak też można. Że można też nie wypić piwa, a nawet kofoli... bo jakoś nie było czasu ani pragnienia. Liczy się film... jak najwięcej filmów. 
 Umberto Eco z wywiadu w Literaturze na Świecie 10/88 "...jazda samochodem, czytanie książek, chodzenie do kina i do teatru powoduje zmniejszanie się stosunków płciowych. Jasne, że ludzie kochają się bez przerwy, jeżeli nie maja nic innego do roboty. A jeżeli maja dużo zajęć poświęcają się sexowi tylko w soboty"
 W moich odpowiedziach na pytanie "jak było ?" doszukują się się drugiego dna, puszczają porozumiewawcze oko widząc moje zadowolenie i uśmiech na wspomnienie Kina... to takie prowincjonalne i dulskie... i strasznie mnie to wkurza, kiedy rozentuzjazmowany zaczynam opowiadać jak było, a tu ni z gruszki ni z pietruszki pada pytanie: - A momenty były...?
  I już mi się dalej nie chce gadać, choć momenty rzeczywiście były i to wielkiego kalibru, rozmiarów z końca alfabetu.

100/20/6  wymiary KnG :-)

Grubo ponad sto filmów, a jakby policzyć krótkometrażowe i bajki to nazbierało by się nawet sto pięćdziesiąt. To wszystko przez pięć dni od rana do nocy w sześciu miejscach. Zastanawia mnie jakie osobiste rekordy mają na swoim koncie widzowie Kin na Granicy. Udało mi się obejrzeć dwadzieścia filmów i znaleźć czas na spacery (bo wstawałem ok 7:00).
 Najgorszy był dla mnie sobotni i niedzielny poranek, kiedy nie mogę zjeść śniadania tak wcześnie. Z resztą, to wszystko jest nieważne. Nawet to że dziewczyna która spała nade mną notorycznie wyłączała mi ładowarkę w nocy i rano budziłem się z pustą baterią. Porządny gość festiwalowy chodzi wcześnie spać i rano wstaje :-). Koncerty właściwie nie mają dla mnie znaczenia bo ja nie jestem rozrywkowy chłopak. Jednak są ważnym elementem kinowego kalendarza dla wielu.
 Było sporo filmów, które już widziałem lub mam w swojej kolekcji, dlatego mogłem zobaczyć te które przegapiłem w kinie, albo te o których nie miałem pojęcia że istnieją.
 Dużo radości dał mi "Fotograf" dzięki któremu lepiej poznałem Saudka. Znać go tylko z fotografii to nie to samo co patrzeć na jego zdjęcia z perspektywy biografii i emocji. Naiwnością byłoby myśleć że jego praca jest łatwa, lekka i przyjemna.
Adam Sikora, Maciej Gil...
 Zakochany w kobietach traktował je jak boginie. Jego ściana stała się dla nich ołtarzem, a on kapłanem i później ofiarą na ołtarzu sztuki i namiętności. Jak sam powiedział po pierwszej projekcji:  Oglądanie tego filmu było podniecające. Musimy mu wierzyć na słowo bo był współautorem scenariusza, a o potencji niech świadczy ilość potomków (15) i to że w maju obchodzi osiemdziesiąte urodziny. W filmie przewija się David Ćerny, który nie chciał grać pod dyktando reżysera, tylko po swojemu i trudno się dziwić ekscentrykowi który przelicza swoje zdolności twórcze na ilość wyprodukowanego nasienia.

Majowy sex na Granicy. 


 Saudek zarodowy w wielkiej obfitości na ekranie był przeciwwagą dla surrealistycznej opowieści westernowej Krzyształowicza, gdzie potencja bohatera jest legendarna lecz enigmatyczna, a społeczność Rio Bravo bez moralności i zasad strawiona syfilisem. Sony Holiday trochę jak nasz AS  obdarzony ponadprzeciętną wrażliwością i podświadomą potrzebą stabilizacji układa się z Dorotą Stalińską, jak stare dobre małżeństwo nie zważając na jej weneryczną
przeszłość.  Pojawienie się 14 letniej Renaty Dancewicz burzy w nim krew i burzy spokój  największego rewolwerowca Billego necrofaga. Szeryf Ferency niegodny gwiazdy na piersi, swoim pożądaniem pięknej Lo komplikuje życie wszystkim.

 Są jednak tacy którzy komplikują sobie życie sami przez nieprzystosowanie do świata, pokazani w dokumentalnym filmie VELKA NOC. Pod płaszczykiem pudru i pozornej wolności próbują dać szansę szczęściu każdej nocy, ulicy, dyskotece i kolejnej działce czy kieliszkowi. Łatwy sex to ciężko zarobione pieniądze, a kac poranka boli wtedy jeszcze bardziej kiedy kolejny raz marzenie rozmijają się z rzeczywistością.


Kingsajz w Muzeum Kinematografii w Łodzi
 Dwa światy, realny z naszej perspektywy i niewidoczny dla nas krasnoludowy Kingsajz kolejny raz bawiły wszystkich chyba bez wyjątku.  Obecność Katarzyny Figury zachwyciła na projekcji wszystkich. Niejeden chciałby wspinać się po drewnianej Kaśce zrobionej w studiu Barrandov. Czy tylko ja mam wrażenie, że Katarzyna Figura jest w realu mniejsza i delikatniejsza niż jej ekranowa emanacja?
Pytanie dyrektora Gila : Kto jeszcze nie widział Kingsajzu zwaliło mnie z nóg. Prawie połowa sali podniosła ręce. To budujące, że pojawiają się kolejne pokolenia zainteresowane takim kinem. Ta radość jest przed nimi, tylko czy nie pamiętając tamtych czasów potrafią zrozumieć przenośnię.

Obecność aktorów, reżyserów i producentów jest  niezastąpiona podczas przeglądu. Brawa i pełna widownia jest dla nich równie ważna jak tantiemy. Ich opowieści z planu i realizacji filmu pozwalają wyjść poza ramy obrazu i jego ulotnej rzeczywistości. Dzięki ich słowom dotykamy nieosiągalnej dla wielu, rzemieślniczej pracy przed kamerą i w studiu. Niekiedy odpowiadając na pytania widowni ułatwiają zrozumienie dzieła filmowego, czasem sprowadzają z manowców nadinterpretacji...Katarzyna Figura, Jowita Budnik, Szymon Warszawski... Szkoda że nie było, Kurva Fix, Czułego Boleslava Polivki,  którego mogliśmy oglądać u Barbarzyńcy Hrabala. 
I nie przeszkadzało nikomu że znikały polskie napisy, że "zrywała" się taśma filmowa. Bawiły nas sztuczki z mikrofonami,  i prawie nikt nie żarł w Kinie na Granicy.

Wiele filmów zostało we mnie, wiele filmów będę oglądał kolejny raz w  domowym łóżku kinowym z bliskimi, którym przynoszę co roku dobre wieści z Cieszyna.

PS. Podręczny kalendarz projekcji to bardzo dobry pomysł. Opisy filmów nie są w nim konieczne, jednak przy tytule przydałby się nr strony z katalogu i więcej kartek dla notatek.

Wynajęty klaun, Pirackie sidła, Poczta na południu, Mąż na godziny, Wielka noc, Coś mi zabrano, Eukaliptus, Schmitke, Fotograf, Kingsajz, Kebab i horoskop, Czuły barbarzyńca, Jeziorak, ...konie po betonie, Heavy Mental, Wszystkie moje dzieci, Comeback, Carte blanche, Gottland

GALERIA KnG































poniedziałek, 12 maja 2014

Kino na Granicy... takie wczasy.

...ciekawe czy ktoś dobrnie do końca?

Przyjemnie jest porzucać wszystko dla Cieszyna. Wiosenna droga do miasta Kina... co roku wita mnie łanami kwitnącego rzepaku, przeradzającego się w jajecznicę tegorocznych plakatów na ulicach, i śniadanie w podcieniach Menniczej... na boczku. Żółć, aż po niebieski horyzont... a Ukraina walczy. Była i Ukraina na festiwalu, który z żadnym innym nie rywalizuje. Przegląd Cieszyński ma mocną pozycję  w kalendarzu filmowego roku, co potwierdza tysięczna publiczność jak BLOB, przelewająca się ulicami miasta.
  Nie byłem pierwszy jak chciałem. Spóźniłem się na Aglaję i musiałem patrzyć na nią z góry, wypatrując białogłowy, którą spotkałem dopiero po seansie. Cyrk na dobry początek festiwalu. Mocne odcięcie się od prześladującej codzienności. Zamiana codziennych rytuałów, na rytuały cieszyńskie.
  Spektakularny numer  matki Aglai staje się przepustką do lepszego świata i lepszego życia, za które płaci się wysoką cenę. Cenę złamanego kręgosłupa moralnego. Aglaja odcięła pętlę tradycji rodziny cyrkowej, bo tylko tak mogła przerwać ciąg strachu o życie i szczęście.

Sympatycznie było zacząć festiwal w towarzystwie Marioli podczas wernisażu wystawy fotografii Dusana Hanaka. Fotografii, jakie może zrobić każdy turysta, w  wielu zakątkach świata. Mijając ludzi zepchniętych na margines życia, postępującą globalizacją, przez którą człowiek staje się tylko anonimowym narzędziem, w wielkiej machinie produkującej zysk.
  Zwykłe portrety zwykłych ludzi... jakże naiwnie było sądzić o zwykłości tych fotografii... Hanak wielkim humanistą jest, o czym przekonałem się na projekcjach jego filmów o mszy, chorobie i ludziach poza nawiasem społeczności.
 Każdy interesujący się fotografią powinien poznać jego nazwisko zdjęcia i filmy niosące wielki ładunek emocjonalny. "Msza" kręcona ukrytą kamerą zawstydziła mnie, religijnego ignoranta, kazała zadać sobie pytanie: kto dał mi prawo oceny cudzej wiary, wytkania jej słabości czy relatywnego stosowania przykazań. Więcej pokory jak mówi Kaśka, i szacunku wyrażanego milczeniem w sprawach religii. Nie szukać źdźbła w cudzym oku, potykając się jednocześnie o swoją własna belkę...  Polski operator zrealizował czysty i poruszający dokument ukrytą kamerą. To spotkanie głębokiej wiary starych ludzi i młodości znudzonej monotonnym rytuałem, będącej znakiem nadchodzących czasów...
 Zastanawiające jest jak zwykły rozrywkowy film "Revival" o reaktywacji rockowego zespołu popularnego w latach 70' zbiera gromkie, owacyjne oklaski a "Obrazy starego świata" otrzymują skromne i przyciszone brawa.
Euforia w Kinie... jest zaraźliwa. Tworzy się na festiwalu pewna wspólnota emocji, nawet kiedy siedzi się obok zupełnie obcej osoby. Jednoczesne wybuchy śmiechu powodują, że znika bariera nieśmiałości i festiwalowa publiczność staje się jedną cieszyńską rodziną, która łączy się nie tylko w radości ale i w smutku.
Smutek w Kinie... nie jest wstydliwy. Plączące kobiety nikogo nie dziwią, a faceci ze łzami w oczach również nie są rzadkością.  "Obrazy starego świata" wzruszyły wielu. Chyba nikt nie pozostał obojętny na straszliwy los bohaterów tego dokumentalnego arcydzieła inspirowanego zdjęciami wielkiego fotografa Martina Martnceka. Każda postać to osobista, tragiczna historia życia, człowieka skazanego na zapomnienie i wegetacje w strasznej nędzy "na końcu świata". Nieważne gdzie. Czy Orawa czy Polska czy podróże zagraniczne Hanaka. To ludzka samotność i zmaganie się ze swoim losem, powoduje że koniec świata jest tam gdzie cierpi człowiek.Obrazy starego świata dostały skromne oklaski chyba tylko dlatego, że każdy na czas filmu zapadł się w sobie i płakał nad marnością ludzkiego losu, i wstydził się swojej słabości. Wielu pewnie zadawało sobie pytanie: Ile ja mógłbym znieść? Czy byłbym tak mocny, jak bohaterowie filmu, dla których życie nie znaczy więcej niż zdrowie i pokora wobec tego, co przynosi wschodzący poranek?
Nawet film "Dziadostwo" marketingu bezpośredniego, budził litość widzów na widok płaczu kobiet pełnych naiwności, uzależnionych od zakupów podróżniczych. To jak alkoholizm i brak racjonalnej oceny sytuacji. Oszukiwanie samych siebie małymi kłamstwami, "że... to już ostatni raz". Czuje się bezsilność wobec zwierzęcych zachowań akwizytorów, tzw. menadżerów, osiągających zysk bezlitosny. Wykorzystujących naiwnych emerytów niekiedy pełnych kompleksów i nieśmiałych, uległych, a może po prostu samotnych. Pozbawionych wsparcia najbliższych.
  Cytując dyrektora Gila: "Takie filmy lubimy najbardziej". Kino oczyszczające. Filmy po których wychodzimy emocjonalnie "wymiętoleni" ale oczyszczeni, utwierdzeni w przekonaniu, że wiele jest osób myślących i współodczuwających jak my sami.
 "Chce się żyć" po Cieszynaliach. Chciałoby się mieć mieszkanie za rogiem jak Pieprzyca..."Widok cudzego cierpienia" potrafi mocno motywować, lepiej niż niejedna pochwała. Wstrzymujemy oddech w momentach klęski bohatera, jakbyśmy chcieli mu pomóc w trudzie lub wstrzymujemy oddech by nie przeszkodzić w osiągnięciu małego sukcesu... jednego kroku.
 Ten festiwal jest szczęśliwy. Radość się  ze smutkiem plecie w kompozycji filmowego programu. Każdy znajduje w nim emocje jakich potrzebuje, jakie lubi i nimi się dzieli opuszczając salę projekcyjną.

Koncerty są dla mnie nieważne bo nie umiem pląsać nawet jak św. Wit. Kieślowscy, Bokka fajnie grali ale to wszystko jakby do kotleta bo w klubowym namiocie najważniejsze są rozmowy przy piwie. Chyba, że jest go za dużo to wtedy pojawia się tzw. taniec :-) Lepiej pospacerować po nocnym Cieszynie i  potem wyspać się dobrze  na podłodze hali sportowej usłanej czarnymi workami jak psie pole.


7:00 rano pobudka... poszukiwanie śniadania...

Mieszkańcy Cieszyna chyba nas lubią. Nie spotkała mnie, jak dotąd, żadna przykrość. Może są po prostu ostrożni, widząc sygnowanych turystów. Prawo pierwszych połączeń mocno ukształtowało mój stosunek do Cieszyna od pierwszych w nim wizyt. Zawsze jawi się jako przyjazne, piękne i romantyczne miasto. To przyjemne uczucie, kiedy ma się świadomość, że jedzie się do takiego miasta jak do siebie, i że jest tam ktoś z kim można się spotkać... Nasz człowiek w innym mieście... bezcenne :-) Wiele mam takich miast.

Czeskie kino Central.
Reżyser Janusz Majewski, ten od CK Dezerterów.

Właściwie nie chodzi tu o recenzje.bo od tego są krytycy. Tu chodzi coś, co tworzy wyjątkową aurę tego festiwalu emocji. Dla każdego ten przegląd ma inne, osobiste znaczenie. Jedni go nie pamiętają następnego dnia (wierzę, że niewielu), a dla drugich jest źródłem pozytywnych emocji i wartości jakie zabiera się do swojego domu.

Festiwalu zabierzemy cię do domu, festiwalu nie oddamy Cię nikomu, w dzień i nocą festiwalu bedziesz z nami, bo gorąco festiwalu cię kochamy... tak ni z gruchy ni z pietruchy bo w zeszłym roku potykałem się co i rusz o komunijne dzieci... one do kościoła, a my do kina.
Niedziela...ten moment kiedy z bagażem emocji i tytułów wracam do domu i zapraszam najbliższych do oglądania filmów festiwalowych, które dały mi najwięcej emocji i którymi chcę się dzielić i powtórnie wzruszać, jak w kinie "z obcymi".





Plener w Wenecji Cieszyńskiej.

 


Kino na Granicy? Nie pamiętam, ale polecam... i zgubiłem dwie rolki filmów, ech...