Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FILMOWO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FILMOWO. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 maja 2018

XX Kino na Granicy - spokojnie.


  Kolejny raz Cieszyn witał mnie kwitnącym rzepakiem jak w 2014 roku. Wtedy plakat był cały żółty i wszyscy śmiali się że motywem przewodnim jest żółtko. Im bliżej Cieszyna tym bardziej się wyciszałem słońcem rzepaku i zielenią, po ogromie pracy ostatniego tygodnia. Nie lubię tego pospiechu z perspektywą późniejszego nagłego hamowania na granicach miasta. Nieprzyjemna sztafeta zdarzeń, jak choroba dwubiegunowa skrajnych emocji, przyziemnych obowiązków i ulotnych wrażeń. Nagłe zatrzymanie, by stąpać na palcach po czerwonym dywanie i maszerować brukiem do źródła emocji w ciemnościach sali kinowej.
  Po pierwszym dniu już nie biegam.  Nie jestem już napędzony pracą. Nie odbieram telefonów, nie myślę prawie o nikim. Ja jestem dla siebie najważniejszy. Nikt nie zabiera mi mojego czasu. Jestem sam ze sobą i czujemy się razem bardzo dobrze. Nikt do mnie nie mówi i nikt o nic nie pyta.
Żegluję od kina do kina. Docieram do wyspy Mickiewicza gdzie syreni głos aktorek brzmi najpiękniej. Nie chce się potem opuszczać tego miejsca ale takie są zasady, by widownia  wymieniała się dając szansę na wejście każdemu.     
  Żeglując, cumuję co jakiś czas  w najważniejszym porcie Cieszyna jakim jest Kornel i Przyjaciele. Dla innych będzie to Hubert albo Orlica. W tym roku wszystkie gwiazdy spadały do  Brunatnego Jelenia. Siedząc na rynku śledziłem ich trajektorie jak rój meteorów wypadających z korony.
Gwiazdy trudno było rozpoznać na mlecznej drodze ulic Cieszyna.  Wszystkie wyglądały podobnie.  Były jak mieszkańcy tego miasta. Mieszały  się z gwiazdami życia codziennego, przyziemnych obowiązków i pracy organicznej. Niepozorne, jak Szary Obywatel, pędzące w sobie tylko znanym  kierunku. Pozostawiające ślad w wyobraźni przechodnia, zaznaczony jakąś zapamiętaną rolą... wątpliwością skojarzenia...
  Sam wielokrotnie wątpiłem w rozpoznawanie twarzy. Ekran oszukuje. Powiększa i dystansuje. Stwarza barierę wielkością i przytłacza, jednak tylko od nas zależy  czy przełamiemy tę barierę odwagą i szczerością. Gwiazdy spadające z ekranu, w kuluarach okazują się drobnym i delikatnym gwiezdnym  pyłem zostawiającym bardzo łatwo, piękny ślad  na wspólnym zdjęciu i drżące echo głosu odbijające się we wnętrzu...
  Nie można zobaczyć wszystkich filmów, nie wypada biegać za aktorami i narzucać się tysięcznym selfie... nie potrafię. Spośród chyba 100 filmów obejrzałem 20. Już nie walczyłem z czasem i przestrzenią bo nie da się być w czterech miejscach jednocześnie. Wybierałem filmy i miejsca tak by znajdować czas na pauzę pomiędzy projekcjami, mieć go  na kawę u przyjaciół Kornela i obiad w Zapiecku. Leżak przy różowym jeleniu i spacer w poszukiwaniu kadrów dla czarno-białego filmu w aparacie. Nadrobiłem trochę filmowych zaległości i... podniosłem samoocenę (sic!) fotografując się z gwiazdami.
Reżyserzyce: Jagoda Szelc,Olga Hajdas,Alicja Albrecht,Ola Terpińska,Anna Jadowska,Maria Sadowska,Kinga Dębska, Magdalena Łazarkiewicz,Marta Mesarosz,Agnieszka Holland


Agnieszka Podsiadlik
  Nie liczy się ilość obejrzanych filmów. Liczy się wrażenie jakie wynosi się  z projekcji czy rozmowy z aktorem lub reżyserem. Nagromadzony bagaż emocji i wiedzy który niezwłocznie przekazuję bliskim oglądając z nimi kolejny raz filmy.  W życiu piękne są tylko chwile... na szczęście mam ich wiele. Mam wiele źródeł radości. 
Na pewno "Foton" muszą obejrzeć moi bliscy, jak również węgierski film  "Dusza i ciało". Na pewno antypolską  "Twarz" bliską mojej sprzed 30 lat i skrytykowaną przez Glińskiego ponieważ pokazuje krzywy "ryj" polskiej religijności, fałszu, rasizmu zakłamania i zabobonu.  "Serce miłości ,pomiędzy słowami, Młynarskiego" ( tu puszczam oko)  Receptę na samobójstwo w "Albumie wideofonicznym"  żyjącego w internecie  Tomka Beksińskiego

...a w drodze do Cieszyna kupiłem na targu w Żywcu jeszcze dwa czarne "Magiczne pudełka" do kolekcji, które nie chcą mnie nigdzie przenosić, chyba że w wyobraźni.

Na okoliczność dwudziestolecia wydano katalog podsumowujący wszystkie edycje festiwalu a w nim Szurens w teatrze podczas wizyty Macieja Stuhra i Ireneusza Czopa  z filmem "Pokłosie"


Łysy w tle :-)

PODSUMOWANIE filmowe zrealizowane przez naszą koleżankę Karolinę 
P.S. Dziękuję Kornel i Przyjaciele za śniadania  i lekcję parzenia "kawy kierownika" - najlepsza.


Sebastian Stankiewicz z pudełka


POWER OF Jagoda Szelc


wsparłem protest antyrządowy




Krzysztof Zanussi




Andrzej Jagodziński tłumacz Skvoreckiego o czeskim kinie






"TWARZ" -  twarze - Małgorzata Gorol  debiut.

niedziela, 29 stycznia 2017

Idźcie na Patersona.

Jeżeli macie odrobinę cierpliwości, a w życiowym pośpiechu dostrzegacie piękno rzeczy zwykłych, które mijacie co dnia... idźcie na Patersona.
Jeżeli potrzebujecie wyciszenia, a cisza ma dla was znaczenie... idźcie na Patersona.
Jeżeli otoczenie przytłacza was nadmiarem informacji i bodźców... idźcie na Patersona.
Jeżeli poezja ma dla was choć minimalne znaczenie... Paterson utwierdzi was w przekonaniu, że nawet ta odrobina pozwoli wam patrzeć na świat trochę inaczej.
Zrozumiecie, że "słońce też wschodzi" tylko dla was i świeci pomimo smogu. Trzeba tylko chcieć unieść  głowę.

Paterson taki jest.
Trochę melancholijny, choć codzienność nie jest dla niego kieratem. Codzienność ma dla niego znaczenie. "Kawa i papierosy " nie są jego rytuałami, ale poranek, zegarek... wodospad...
Codzienne czynności nie gaszą w nim ciekawości świata, a powtarzalność utwierdza w konsekwencji tworzenia nowego wewnętrznego obrazu codziennych widoków i zdarzeń. Poezja chroni go przed złym światem zewnętrznym, ale nie odcina od niego całkowicie. Pozostaje czujny i racjonalny kiedy Laura realizuje kaprysy, czy sytuacja w barze wymyka się z pod kontroli...

To bardzo przyjemne uczucie, kiedy reżyser kokietuje widza pewnymi niedopowiedzeniami,  lub dyskretnie zaznaczonymi skojarzeniami, na przykład wyrwanym skrawkiem lokalnej gazety czy fragmentem filmu w filmie. Czytający i piszący rozumieją się bez słów, a wiek nie jest żadna barierą. Wiedzą, że piszących do szuflady było więcej, a owo pisanie było u niektórych obok życia  "... które jest gdzie indziej" ale jest nie miej ważne. 

Żyjąc prosto, mając niewiele, wszystko nosimy w sobie. Nosimy wspólnie. Nie potrzebujemy bogactwa by mieć poczucie własnej wartości. Wartość jest w nas, dlatego kiedy przychodzi moment utraty łatwo pogodzić się z nim i zrozumieć, że nic się nie kończy ale coś może się dzięki temu znowu rozpocząć.





...a notes firmy Midori.



 

czwartek, 8 września 2016

Wojna światów na winylu.

 Leżał nieruchomo spocony, przykryty pierzyną aż pod nos. Zimowy wiatr cisnął się do pokoju przez szpary w starym oknie na poddaszu, poruszając firanką blisko jego głowy. W pokoju było gorąco od pieca kuchennego i parno po sobotniej kąpieli w balii do której wodę grzało się na węglowym piecu kuchennym
Bał się że przyjdą do niego, że zostanie z niego i jego rodziny tylko cień szkieletu na podłodze. Nienawidził tego okna wieczorami, bo w ciemnym pokoju dostrzegał za firanka świecące punkty odległych okien sąsiadów. Wydawało mu się że któreś z nich jest tym strasznym okiem obcego penetrującym opuszczone domy, pokoje i piwnice w poszukiwaniu żywych. Ruszających się. Trzęsących ze strachu.
 Leżał w łóżku bez ruchu powoli oddychając by nawet pierzyna nie uniosła się jego oddechem. Myślał że jest niewidoczny dla nich. Oni przecież potrzebowali ludzkiej krwi by egzystować w naszym ziemskim środowisku.
 Patrzył w ekran starego, czarno-białego telewizora Beryl i spodziewał się, że to co widzi  na ekranie, może być za rogiem jego domu a może nawet pod parapetem okna.Wtedy jego wyobraźnia była dla niego przekleństwem. Wyobraźnia potęgowała strach który go paraliżował.
 Nie mógł wiedzieć że gdzie indziej ludzie przerażeni bardziej niż on, wychodzili z domów, pytali sąsiadów, wypełniali ulice w pośpiechu by oddalić się od obcych których jeszcze nikt właściwie nie widział ale ponoć mieli być za którymś rogiem ulicy, innym mieście. Nie wiedział tak jak oni, że obcy mogą być już w prawie każdej stolicy.
 Nie wiedział, że podobnie jak on, czuli się kiedyś mieszkańcy amerykańskich miast słuchający przy radioodbiornikach słuchowiska zrealizowanego przez Orsona Wellsa 
Wielu uwierzyło w to co usłyszeli. To było doskonale zrealizowane słuchowisko na podstawie książki Herberta Georga Wellsa pt.: "Wojny światów"
                                                                          ***
 Ja byłem tym przerażonym dzieckiem.
Nie pamiętam ile mogłem mieć wtedy lat. Może dziesięć, ale film wrył mi się w pamieć i nigdy go nie zapomniałem. Po wielu latach, może to był 1989 rok, kupiłem książkę Wellsa wydanie Iskry 1987 i przeczytałem jednym tchem. Z filmu pozostało tylko mgliste wspomnienie na kolejną dekadę.
Początki domowego internetu o prędkości 256 kb pozwoliły mi zbierać bity tygodniami bo było tylko kilka słabo aktywnych źródeł na całym świecie w sieci P2P. Chciałem jeszcze raz poczuć tamte emocje z filmem który na zawsze ze mną pozostanie. 
Potem możliwości rosły już lawinowo wraz ze wzrostem przepustowości łączy i możliwości abonamentowych. Dziś wszystko jest na wyciągniecie ręki, pozbawione pokory, cierpliwości i  tego wyjątkowego smaku wysublimowanego oczekiwaniem.


W 2013 roku do polski przyjechał Liam Neeson z music-hall'em "War of the worlds" o którym nie wiedziałem.

Wczoraj na giełdzie płyt winylowych w bielsku wygrzebałem, właściwie przypadkiem, piękny, dwupłytowy album ze ścieżką dźwiękową tegoż music-hall'u, wydany w 1978 roku przez CBS. To narazie najcenniejszy zakup tegoroczny, niosący niezapomniane emocje słuchania i niesamowite wspomnienia z dzieciństwa.

Integralną częścią płyty jest książka zawierająca reprodukcje prac artystów.: Geoff Taylor, Peter Goodfellow, Michael Trim.
















Wykonawcy. 
A adaptacja z 2005 roku z Tomem Cruis'em też mi się podobała.... takie prawo pierwszych połączeń.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Dom na Granicy.





 Kiedyś, kino lepsze było niż sex. 


 W tym roku było pełnoletnie, a sex był tak późno, że nie doczekałem "wisienki na torcie", jak pisali organizatorzy, o nocnych projekcjach kina erotycznego. Z łatwością zasypiałem syty wrażeń festiwalowych i budziłem się głodny nowych przeżyć estetycznych i emocjonalnych.
Po latach obcowania z przeglądem Kino na Granicy, Cieszyn stał sie dla mnie drugim domem również  za sprawą nowej, uroczej kawiarni literackiej Kornel i Przyjaciele, która jest mi najbliższym miejscem w Cieszynie.
Z zapasem klisz 35mm i aparatem Lomo Lc-a wjechałem do świetlicy Krytyki Politycznej, odebrać dobra jakie przysługują każdemu zadeklarowanemu widzowi. Przed projekcjami chciałem jednak przywitać się z Kornelem. Jego mecenaska Mariola wita mnie zawsze w jego imieniu z czułością, dzięki czemu czuję się tam jak domownik, witany gęstą kawą pachnącą od progu.
Na moście przyjaźni. KP 
 Nie zakładałem co będzie dla mnie ważniejsze podczas tegorocznej majówki. Czy Ciało/Body z jego ograniczeniami i możliwościami, akceptacją i odrzuceniem czy dusza i emocje jakich oczekiwałem od filmów i spotkań.
Chyba tego oczekuje się od filmu, żeby widz wyszedł z kina poruszony i nie jest ważne jakimi emocjami zostanie dotknięty. Czy będzie śmiał się czy płakał, czy będzie czuł złość czy bezsilność. Film ma widza poruszyć. Jeżeli nic takiego nie ma miejsca to znaczy że praca realizatorów nie była najlepsza. Jedni w takiej sytuacji wychodzą z kina niezadowoleni ale są i tacy kinomani jak np. Stanisław Janicki który, kierowany szacunkiem dla pracy ekipy filmowej ogląda film do końca ponieważ jak twierdzi: Nigdy nie wiemy co nas spotka na ekranie później i należy się to wszystkim którzy ciężko pracowali na planie i w studiu.
Dyr. Łukasz Maciejewski dla TV.
Na szczęście to zdanie usłyszałem z jego ust już po festiwalu, dlatego łatwiej było mi wyjść w połowie seansu filmu Gejsza,  czułem się także usprawiedliwiony, gromkim śmiechem dobiegającym z sali w wielu  momentach. I to nie była komedia.
 Wyszedłem z założenia, że po co mam się męczyć na słabym filmie skoro mogę posiedzieć u Kornela w "Zacisznym" kącie, pijąc kawę i przeglądając książki z półek księgarni i antykwariatu albo porozmawiać np. z Markiem Koterskim o naszych "obsranych bachorach".

Szura / Koterski
Rozrywany pomiędzy stroną polską i czeska motałem się pomiędzy duszą i ciałem. Pomiędzy wspaniałymi  czarno-białymi, statycznymi zdjęciami Adama Sikory a skomplikowanym wnętrzem Olgi Hepnarovej której nikt nie potrafił pomóc ani zrozumieć. Doprowadziło ją to "na skraj załamania nerwowego" skąd wystarczył tylko jeden prosty krok by zwrócić uwagę społeczności na istnienie osób borykających się z takimi jak ona problemami adaptacji w społeczeństwie i poszukiwaniu tożsamości.
foto:KnG
Olga Hepnarova pozostanie w mojej pamięci na długo, podobnie jak minione "Obrazy starego świata", po których długo milczałem.
Marian Dziędziel i dyr. Łukasz Maciejewski. foto:KnG



Agata Kulesza





















Milczałem, po filmie "Róża"  z Dorocińskim i Kuleszą, której po spotkaniu powiedziałem jak bardzo mnie wzruszyła postać którą grała. Ona jest taka mała i jednocześnie taka mocna. Jak sama powiedziała, role wybiera jak chce, jednocześnie mając świadomość że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Dlatego "...córki krowy"  były konieczne by otrząsnąć się po traumie wojennej i prl'owskiej przemocy.

Szura / Kulesza


-...
-Niech mi pan nie mówi, bo też się zaraz rozpłaczę. -odpowiedziała na moje wyznanie, ofiarując wspólny autoportret.


Pamiętacie jaką burzę wywołała książka J.T.Grossa "Sąsiedzi", potem następna "Strach", aż w kinach pojawił sie film "Pokłosie". Maciek Stuhr z goryczą opowiadał kiedyś w Cieszynie o pokłosiu tego filmu.
Podobny los pewnie spotka film "Klezmer" którego nikt nie chce dystrybuować w polsce na szeroką skalę, gdyż obnaża prawdziwe oblicze polaków w obliczu wojny, zagrożenia i... wizji pieniędzy. Bardzo dobry film niosący mocny przekaz, zrealizowany przy niskim budżecie w naturalnej, leśnej scenerii. Zdobył kilka nagród ale jeszcze nie odbił się echem w polskich mediach.
 Nie sposób opisać wszystkich filmów. Nie sposób też zobaczyć. Trudno się zmobilizować kiedy pachnie gęsta kawa u Kornela. Czasem ważne jest lenistwo i świadomość że nic nie muszę. Nie muszę zobaczyć stu filmów, codziennych koncertów czy wszystkich wystaw. Kino na Granicy to takie wczasy, chwila na slowlife w zabieganym życiu. Książka, spacer, zdjęcia...
Najważniejsze tylko są te filmy które na długo zapadają w pamieć. Te, które "przywozi się" do domu w sercu i przedstawia jako lekturę obowiązkową dla reszty rodziny.

sobota, 6 czerwca 2015

Takie rzeczy tylko w Żywcu.

Egoizmem byłoby kupno jednej książki. Jednej tylko dla siebie. Kaśka o Wielkim Sercu myśli o wszystkich a o sobie zawsze na końcu. Dziś obdarowała mnie książką którą od dawna planowałem kupić jednak zawsze jakoś wracałem do domu z czym inny upolowanym na targu. Ostatnio na przykład z zabytkowym kompletem Commodore C64, pamiętajacym czasy wielogodzinnego grania z Jurasem i Johnym Pro. oraz pierwsze kroki programowania w Basic'u...to było... chyba w 1987roku.
Kaśka wróciła z zakupów z warzywami, wędliną, mlekiem, serem, płatkami ze Stasiukiem dla siebie i Fabryką Absolutu dla mnie. W książkach i zakupach też musi być parytet. Na przykład Nutella i Jabłka Szampion, albo banany i kalarepa :-)



Lubię Kaśki niespodzianki. Kto ich nie lubi? Ale dawanie prezentów jest jeszcze lepsze.Miałem dziesięć minut wygospodarowanego czasu w drodze do pracy. To wystarczyło by sprawdzić co też dzis sprzedają moi koledzy targowi. Co pozyskali z niewiadomych źródeł. Czyj dom "oprawili" (nie chodzi o kradzież). I czy znajdę u nich coś dla siebie?
 Znalazłem!
 Pierwsza książka jaką wziąłem do reki to był pięknie wydany TATARAK. Książka jest bogatym zbiorem, wydanym chyba na potrzeby promocji filmu Andrzeja Wajdy pod tym samym tytułem. Zawiera fotografie z planu filowego. Nie tylko kadry ekranowe ale przede wszystkim ujęcia planu, pracę ekipy filmowej i aktorów w kadrze i poza nim. O trudnej pracy nad filmem opowiada reżyser. A, o głębokich emocjach i o tym jak wiele siebie i swojej historii oddała  Wajdzie i temu filmowi mówi Krystyna Janda. Jest tam też wywiad z córką Iwaszkiewicza Marią, dwa felietony i rzeczony "Tatarak" Jarosława Iwaszkiewicza.
Podczas ostatniej wizyty w Sandomierzu oboje patrzyliśmy na rękopis "Tataraku" w muzeum Okręgowym.
Pozdrawiam Krystyna Janda.



Dużo książek tego dnia miał targowy sprzedawca i wiele nowych egzemplarzy. wykorzystałem okazję i nabyłem drogą kupna za 10% ceny jeszcze dwie pozycje:














Nabokov to nie tylko "Lolita" ale i Sołżenicyn. A kalendarium subiektywne Kalickiego mieści tysiąc stron: epok, kontynentów, zdarzeń i osób niekiedy zaskakująco splątanych.

poniedziałek, 18 maja 2015

Kino...lepsze niż sex.

 Rzepak nie zakwitł tego roku na czas. Magnolie opadały bezsilnie mięsistymi płatkami nie wytrzymując głodnych ludzkich spojrzeń ciążących im od dwóch tygodni.

"Bardzo lubiłam jeździć do Cieszyna. I nie tylko dlatego, ze w tak miłym towarzystwie. Coś było w ludziach, atmosferze tego miasta, co wydawało się rzadkie. Ustrój (...) dążył do tego żeby wszystko maksymalnie ujednolicić.(...) Cieszyn wydawał mi się jakiś inny, oporny. Jakby mniej było w nim krętactwa, pozerstwa, fałszywych słówek i wątpliwych aspiracji... Zapytałam kiedyś Kornela (Filipowicza) , na czym właściwie ta inność polega. " Może stąd - odpowiedział- ze tutaj ludzie częściej niż gdzie indziej patrzą sobie prosto w oczy"..." 
W. Szymborska członkini Cieszyńskiego Klubu Hobbystów

Patrzą prosto w oczy i często się uśmiechają, wymieniają uprzejmości chętniej, jeśli widzą na szyi drugiej osoby identyfikator Kina na Granicy, koszulkę czy siatkę z symbolem przeglądu filmowego. Odnoszę wrażanie, że mieszkańcy Cieszyna po prostu nas lubią i to okazują. Myślę, że wielu czuje się wyróżnionych symbolem KnG. Nigdy nie spotkała mnie w Cieszynie przykrość.



foto:J. Saudek
Pytają mnie znajomi jak to możliwe, że jestem sam tydzień poza domem, że nie wracam na noc, że siedzę po dziesięć, dwanaście godzin w kinie, i czy aby na pewno w kinie??? Pukają się w czoło. Spotykam tam kobiety, bo jakoś tak się składa ze znam ich więcej,  nie licząc antykwariuszy... Rozmawiam z nimi spacerując, szepczę do ucha w kinie, dzielę się w ciemności Tiktakiem i płaczę wzruszony bez wstydu, lub milczę pod parasolem, kiedy brak mi słów. Dla wielu to dziwne lub niezrozumiałe, że tak też można. Że można też nie wypić piwa, a nawet kofoli... bo jakoś nie było czasu ani pragnienia. Liczy się film... jak najwięcej filmów. 
 Umberto Eco z wywiadu w Literaturze na Świecie 10/88 "...jazda samochodem, czytanie książek, chodzenie do kina i do teatru powoduje zmniejszanie się stosunków płciowych. Jasne, że ludzie kochają się bez przerwy, jeżeli nie maja nic innego do roboty. A jeżeli maja dużo zajęć poświęcają się sexowi tylko w soboty"
 W moich odpowiedziach na pytanie "jak było ?" doszukują się się drugiego dna, puszczają porozumiewawcze oko widząc moje zadowolenie i uśmiech na wspomnienie Kina... to takie prowincjonalne i dulskie... i strasznie mnie to wkurza, kiedy rozentuzjazmowany zaczynam opowiadać jak było, a tu ni z gruszki ni z pietruszki pada pytanie: - A momenty były...?
  I już mi się dalej nie chce gadać, choć momenty rzeczywiście były i to wielkiego kalibru, rozmiarów z końca alfabetu.

100/20/6  wymiary KnG :-)

Grubo ponad sto filmów, a jakby policzyć krótkometrażowe i bajki to nazbierało by się nawet sto pięćdziesiąt. To wszystko przez pięć dni od rana do nocy w sześciu miejscach. Zastanawia mnie jakie osobiste rekordy mają na swoim koncie widzowie Kin na Granicy. Udało mi się obejrzeć dwadzieścia filmów i znaleźć czas na spacery (bo wstawałem ok 7:00).
 Najgorszy był dla mnie sobotni i niedzielny poranek, kiedy nie mogę zjeść śniadania tak wcześnie. Z resztą, to wszystko jest nieważne. Nawet to że dziewczyna która spała nade mną notorycznie wyłączała mi ładowarkę w nocy i rano budziłem się z pustą baterią. Porządny gość festiwalowy chodzi wcześnie spać i rano wstaje :-). Koncerty właściwie nie mają dla mnie znaczenia bo ja nie jestem rozrywkowy chłopak. Jednak są ważnym elementem kinowego kalendarza dla wielu.
 Było sporo filmów, które już widziałem lub mam w swojej kolekcji, dlatego mogłem zobaczyć te które przegapiłem w kinie, albo te o których nie miałem pojęcia że istnieją.
 Dużo radości dał mi "Fotograf" dzięki któremu lepiej poznałem Saudka. Znać go tylko z fotografii to nie to samo co patrzeć na jego zdjęcia z perspektywy biografii i emocji. Naiwnością byłoby myśleć że jego praca jest łatwa, lekka i przyjemna.
Adam Sikora, Maciej Gil...
 Zakochany w kobietach traktował je jak boginie. Jego ściana stała się dla nich ołtarzem, a on kapłanem i później ofiarą na ołtarzu sztuki i namiętności. Jak sam powiedział po pierwszej projekcji:  Oglądanie tego filmu było podniecające. Musimy mu wierzyć na słowo bo był współautorem scenariusza, a o potencji niech świadczy ilość potomków (15) i to że w maju obchodzi osiemdziesiąte urodziny. W filmie przewija się David Ćerny, który nie chciał grać pod dyktando reżysera, tylko po swojemu i trudno się dziwić ekscentrykowi który przelicza swoje zdolności twórcze na ilość wyprodukowanego nasienia.

Majowy sex na Granicy. 


 Saudek zarodowy w wielkiej obfitości na ekranie był przeciwwagą dla surrealistycznej opowieści westernowej Krzyształowicza, gdzie potencja bohatera jest legendarna lecz enigmatyczna, a społeczność Rio Bravo bez moralności i zasad strawiona syfilisem. Sony Holiday trochę jak nasz AS  obdarzony ponadprzeciętną wrażliwością i podświadomą potrzebą stabilizacji układa się z Dorotą Stalińską, jak stare dobre małżeństwo nie zważając na jej weneryczną
przeszłość.  Pojawienie się 14 letniej Renaty Dancewicz burzy w nim krew i burzy spokój  największego rewolwerowca Billego necrofaga. Szeryf Ferency niegodny gwiazdy na piersi, swoim pożądaniem pięknej Lo komplikuje życie wszystkim.

 Są jednak tacy którzy komplikują sobie życie sami przez nieprzystosowanie do świata, pokazani w dokumentalnym filmie VELKA NOC. Pod płaszczykiem pudru i pozornej wolności próbują dać szansę szczęściu każdej nocy, ulicy, dyskotece i kolejnej działce czy kieliszkowi. Łatwy sex to ciężko zarobione pieniądze, a kac poranka boli wtedy jeszcze bardziej kiedy kolejny raz marzenie rozmijają się z rzeczywistością.


Kingsajz w Muzeum Kinematografii w Łodzi
 Dwa światy, realny z naszej perspektywy i niewidoczny dla nas krasnoludowy Kingsajz kolejny raz bawiły wszystkich chyba bez wyjątku.  Obecność Katarzyny Figury zachwyciła na projekcji wszystkich. Niejeden chciałby wspinać się po drewnianej Kaśce zrobionej w studiu Barrandov. Czy tylko ja mam wrażenie, że Katarzyna Figura jest w realu mniejsza i delikatniejsza niż jej ekranowa emanacja?
Pytanie dyrektora Gila : Kto jeszcze nie widział Kingsajzu zwaliło mnie z nóg. Prawie połowa sali podniosła ręce. To budujące, że pojawiają się kolejne pokolenia zainteresowane takim kinem. Ta radość jest przed nimi, tylko czy nie pamiętając tamtych czasów potrafią zrozumieć przenośnię.

Obecność aktorów, reżyserów i producentów jest  niezastąpiona podczas przeglądu. Brawa i pełna widownia jest dla nich równie ważna jak tantiemy. Ich opowieści z planu i realizacji filmu pozwalają wyjść poza ramy obrazu i jego ulotnej rzeczywistości. Dzięki ich słowom dotykamy nieosiągalnej dla wielu, rzemieślniczej pracy przed kamerą i w studiu. Niekiedy odpowiadając na pytania widowni ułatwiają zrozumienie dzieła filmowego, czasem sprowadzają z manowców nadinterpretacji...Katarzyna Figura, Jowita Budnik, Szymon Warszawski... Szkoda że nie było, Kurva Fix, Czułego Boleslava Polivki,  którego mogliśmy oglądać u Barbarzyńcy Hrabala. 
I nie przeszkadzało nikomu że znikały polskie napisy, że "zrywała" się taśma filmowa. Bawiły nas sztuczki z mikrofonami,  i prawie nikt nie żarł w Kinie na Granicy.

Wiele filmów zostało we mnie, wiele filmów będę oglądał kolejny raz w  domowym łóżku kinowym z bliskimi, którym przynoszę co roku dobre wieści z Cieszyna.

PS. Podręczny kalendarz projekcji to bardzo dobry pomysł. Opisy filmów nie są w nim konieczne, jednak przy tytule przydałby się nr strony z katalogu i więcej kartek dla notatek.

Wynajęty klaun, Pirackie sidła, Poczta na południu, Mąż na godziny, Wielka noc, Coś mi zabrano, Eukaliptus, Schmitke, Fotograf, Kingsajz, Kebab i horoskop, Czuły barbarzyńca, Jeziorak, ...konie po betonie, Heavy Mental, Wszystkie moje dzieci, Comeback, Carte blanche, Gottland

GALERIA KnG