Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARCHITEKTURA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARCHITEKTURA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Cegła za 3200,-

Pewnego dnia, pojechaliśmy do trójmiasta szukać śladów realizacji serialu "Stawka większa niż życie   Towarzyszyła nam Kaśka z Leszkiem oraz reszta przyjaciół z Klubu Miłośników Stawki . 
  Po owocnych poszukiwaniach zakończonych sukcesem, spacerowaliśmy Długim Targiem w poszukiwaniu miejsca gdzie moglibyśmy zjeść obiad.
Pośród setek nóg mijanych turystów, mój wzrok przykuł rząd białych cegieł ustawionych w dużych odstępach ale wytyczających wyraźna linię biegnącą w poprzek ulicy. Cegły gęsiego kierowały mój wzrok do drzwi biura, o ile mnie pamięć nie myli, informacji turystycznej.
Te cegły wyglądały jak bloki mieszkalne.  Miały drzwi frontowe klatki schodowej, okna mieszkań i na jednej "ślepej" ścianie namalowany był mural oddający charakterystyczne portowe żurawie gdańskie.
  Tak bardzo mi się spodobała prostota formy i siła przekazu mnogości bloków że zapragnąłem posiadać chociaż jedną taką cegłę na własność.
Przechodząc obok nich, niby od niechcenia, wykonałem dyskretny skłon jak King Kong, uchwyciłem cegłę dłonią za dach i z trudem zmieściłem pod połową kurtki skórzanej. Chodziłem z nią podd pachą jeszcze kilka godzin zanim rzuciłem do bagażnika Kaśki samochodu.
Śmiali się ze mnie bo wiedzieli że podobają mi się rzeczy na które ktoś inny nie zwróciłby w ogóle uwagi.
Cegła okazała się doskonałym podporiuszem na półce z książkami.
To było w 2011 roku.

                                                              ***

Kilka dni temu na profilu instagramowym znajomej dziewczyny z Gdańska zobaczyłem taką samą cegłę. W komentarzu napisałem że też mam taką i w odpowiedzi otrzymałem ciekawą historię.
  W 2009 roku Instytut Kultury Miejskiej oraz  artyści, zainicjowali długofalowy program malowania murali na gdańskiej Zaspie. Graniczną datę zapisano na każdej blokowej cegle. To był 2016 rok. Wtedy Gdańsk ubiegał się o miano Europejskiej Stolicy Kultury. Taki miejski gadżet promocyjny.
  Kilka dni temu, 23 listopada 2017r, w jednym z największych domów aukcyjnych w Polsce, Desa Unicum taka cegła została wystawiona do licytacji za 1000zł  i sprzedana za 3200zł.
Byłbym bogaty gdyby nie to, że rzekomy autor którego nazwisko widniało w opisie aukcji,  tej cegły nie wykonał. Malowanie cegieł było akcją społeczną zorganizowaną przez lokalnych przewodników i Instytut Kultury Miejskiej. Cegły miały być prezentami dla partnerów wspierających akcję malowania Zaspy.
Tekst powstał po rozmowie z jedną z dziewczyn które malowały te cegły i wyraziła zadowolenie że istnieje jeszcze jedna z niewielu ocalałych. Z 200 namalowanych bloków zostało kilka sztuk o których wiadomo że istnieją. W tym moja cegła na drugim końcu polski.




 


piątek, 4 grudnia 2015

SPRINGER - HŁASKO - wzajemna suplementacja

 Przed spotkaniem z Filipem Springerem w Bielsku-Białej, przeczytałem jego
ostatni bestseller, "13 pięter". Nie tylko po to, by było o czym rozmawiać, bo temat również nas dotyka, ale dlatego, że sposób w jaki pisze trafia do mnie i na długo pozostaje echem w głowie... przed zaśnięciem, w drodze samochodem bez radia, czy w rozmowie z Kaśką o 6:00 rano.
Filip jest... jak cierpliwy spowiednik. Słucha i dyskretnie notuje. Nadstawia ucho i jednocześnie patrzy w celownik aparatu w innym kierunku. Pyta o rzeczy zwykłe. Skrupulatnie notuje. Interesuje go wszystko i wyławia to, co ma dla niego znaczenie. Ze zwykłych opowieści tworzy potem klarowny obraz. Nie wyciąga informacji, on jest nimi obdarowywany, ponieważ nie stwarza dystansu i staje się partnerem w rozmowie. Chce się mówić do niego. Mówiłem...
 Dziesiątki osób słało do niego w listach osobiste historie kredytowe. Wiele dni odpisywał na te listy, umawiał się na spotkania i zbierał ludzkie losy plecione kredytami hipotecznymi, mieszkaniami czynszowymi i tragicznymi eksmisjami.
To, co znamy z rozmów towarzyskich o problemach mieszkaniowych wydaje się nam czymś oczywistym. Oczywistym do momentu kiedy ten stan poddaje pod wątpliwość Filip Springer. Czy moją zdolność może określać urzędnik bankowy? Czy słowo "zdolności" nie zostało przez to wypaczone? Czy w towarzystwie chwaląc się stanem posiadania zbudowanym na kredycie i ryzyku, imponuję bardziej niż ten, kto mówi że nie ma kredytu i budzi się rano w wynajmowanym mieszkaniu? Czy zaciągając pętlę na szyję, na najbliższe trzydzieści lat, pokazuję że jestem przedsiębiorczy, czy że jestem hazardzistą?
Czy nie jest tak że tonący brzydko się chwyta? Tej własnie pętli.
Przez dekady niezaspokojony głód mieszkań doprowadził do niezdrowej sytuacji
na rynku nieruchomości która wielu z nas dotyka.

W okresie międzywojennym ten głód był jeszcze większy i jeszcze gorszy, a zabezpieczenia socjalnego właściwie nie było. Ludzie mieszkali w domach z dykty, z tego co udało się im znaleźć i dostawić do budy. Nie można tego nawet nazwać barakiem. Bez sanitariatu i bieżącej wody po którą chodziło się  na koniec ulicy i trzeba było płacić za każde wiadro.

"Waliły się pokotem, wiatr odrywał kawałki papy, bił śniegiem, przytłaczał do ziemi, na cholerny płask, nędzą, co ma mordę wyszczerzoną i rozchichotaną - w błoto." - Hłasko, "Wilk"

Powstawały dopiero towarzystwa i spółdzielnie mieszkaniowe które za cel stawiały sobie budowę osiedli robotniczych, mieszkań czynszowych czy baraków w najuboższych dzielnicach.  Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa, Towarzystwo Osiedli Robotniczych

"Wiesz czego bym tylko jeszcze chciał? Te własnie nowe domy zobaczyć (...) Co ja bym dał Rysiu! Pójdziesz na Żoliborz?(...)Wyciągnął jakąś gazetę. Piękne pismo ilustrowane, glanc papier. Nazywało się "Arkady". Henek pokazał mu domy, jasne ulice. Potem jakieś wille (...) na Mokotowie,Kępie i Dolnym Żoliborzu." - Hłasko "Wilk"

"...na Żoliborzu (...) stoi niewielka szopa ze świeżych sosnowych desek (...) Wokół zebrała się garstka ludzi. W końcu, dokładnie cztery lata po utworzeniu WSM położony zostanie kamień węgielny pod jej pierwszy budynek." - Springer "13 pięter"

"Będzie Ignac nowe życie... Tam... - Wskazał ręką przez ciemność na Żerań i głodem poszarpany brzeg Pelcowizny. -Będą nowe domy, wspaniałe fabryki, Takie fabryki które ludzie będą kochać, w których będą śpiewać przy robocie..." - Hłasko "Wilk"

Zbliżająca się wojna pokrzyżowała plany Wilka i zespołu T. Toeplitza. ONR opanował SARP i dążył do zmiany polityki socjalnej WSM oraz występował
bojówkami przeciwko socjalistycznym konspiratorom w fabrykach.
Springer i Hłasko to dwa odmienne bieguny literackie. Springer opowiada historię opartą na faktach i archiwach natomiast Hłasko opisuje ludzi, ich losy i miejsce w sposób barwny dający wrażenie że Rysiek Lewandowski to mógłby być Marek Hłasko - romantyczny zawadiaka.
Obie książki rewelacyjnie się uzupełniają.
SARP- Stowarzyszenie Architektów RP
WSM- Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa
ONR- Obóz Narodowo-Radykalny

czwartek, 5 listopada 2015

NEON - PEWEL MAŁA

Skan pocztówki jaki umieściłem na stronie fotopolska.eu.
25 września 2011

 Byłem już ubrany i gotowy do wyjścia, kiedy zadzwonił telefon. Zazwyczaj nie pędzę do dzwoniącego telefonu kiedy nie mam go pod ręką.
- A niech se dzwoni - myślę wtedy. Jak ktoś coś chce, to będzie dzwonił znowu. Nikt nie będzie mnie ścigał po schodach.
 A jednak zszedłem szybkim krokiem z góry i zdążyłem odebrać.
Dzwoniła Teresa i niecierpliwym tonem oznajmiła, że w tej chwili grupa robotników przystąpiła do zrównania z ziemią budynku stacji kolejowej w mojej miejscowości. 
 Z wyjściowego ubrania natychmiast wskoczyłem w robocze ciuchy i popędziłem na stację. Prace rozbiórkowe były już mocno zaawansowane. Połowa dachu znajdowała już na ziemi. Drewno z więźby na jednym stosie i na samochodzie, dachówki i kamienie usypane w stos pod ścianą.

Bo to stary budynek był.

 Miał ponad sto lat, dlatego w jego ścianach było wiele piaskowca jako budulca, a spoiwem była zaprawa wapienna. Robotnicy byli bezlitośni. Łyżką ładowarki zniszczyli już połowę neonu PEWEL MAŁA podczas zrzucania dachu. Wpadłem pomiędzy nich machając rękami i przekrzykując koparkę, żeby wstrzymali prace. Wytłumaczyłem, że zależy mi na uratowaniu neonu jako jedynej pamiątki po stacji.



PEWEL pokiereszowana wisiała na kablach, ale MAŁA była jeszcze umocowana do ściany w dobrym stanie.
 Poprosiłem operatora koparki by delikatnie zdjął pozostałą cześć dachu i odsłonił neon. Musze przyznać, że bardzo się starał. Pewnie miała na to wpływ oferta jaka mu złożyłem. Za to pozwolił mi jeszcze wejść do łyżki ładowarki i uniósł mnie tak żebym mógł wejść na strych i tam poszperać.
Miałem mało czasu bo spieszyłem się do pracy, ale neon udało mi się uratować.






 Do kompletu pamiątek zebrałem jeszcze:
obudowę lampy naftowej dróżnika ale bez wkładu,
segmentowe skrzynki kasowe na bilety kartonikowe, dziennik pracy dróżnika przejazdowego z okresu: 22 maja 1955 do 16 lipca 1959 r.,
bilet na przewóz roweru ze stacji  Wrocław - Leśnica do stacji  Pewel Mała z dnia 10 lipca 1959 r. za 21 złotych.
No i na strychu znalazłem jeszcze flaszkę, po Czystej wódce z epoki.

Skrzyneczki biletowe i dziennik chętnie przekaże pasjonatom kolei ze Stowarzyszenia Kolej Beskidzka. Natomiast neon kiedyś wyremontuję i bilet sobie zostawię na pamiątkę.




niedziela, 13 września 2015

OWCZARNIA HANSENÓW W SZUMINIE.


Nawigacja doprowadziła nas mniej więcej do celu. Najpierw bocznymi drogami, potem nierówną jak tarka, po której można tylko, albo szybko przelecieć albo jechać bardzo powoli w milczeniu bo słowa grzęzną w gardle jak podczas jego płukania. Po tym odcinku specjalnym uspokoiliśmy oddechy na piaszczystej drodze która zaprowadziła nas wprost pod mur.
Jak oni tam dojeżdżali przez lata starą Warszawą, to ja nie wiem. Kiedyś to ludzie byli odważni i ufali swoim prymitywnym samochodom i domorosłym mechanikom.
 Jak wiele rozmaitych rzeczy musieli dowozić swoim samochodem ze stolicy. W okolicy nawet dziś nie widzieliśmy sklepu rolniczego gdzie można kupić papę, gwoździe, cegły, siatkę, kątowniki...
Szyldu szklarza też nie widzieliśmy. A przecież szkło w tym właśnie miejscu było bardzo ważne.

Pogoda tego ważnego dla nas dnia była równie piękna jak dwadzieścia lat temu.
"-Popatrz tam, widzisz horyzont, pole,piach, niebieskie niebo. To jest skala makro. A teraz obróć się w kierunku domu. Co widzisz? Mur z wymalowanym białym pasem i ławeczkę. Nie widzisz drzwi tylko ten mur i ławkę. Usiądź na niej. Właśnie wyszedłeś ze skali makro i znalazłeś się w skali mezo. Jesteś na wsi, w Szuminie, możesz tu siedzieć i podziwiać ludzi wracających z pola. Siadając na tej ławce, stałeś się częścią tego świata - ta ławka to jest instrument społeczny. Taki sam jak ławeczki przed wiejskimi chałupami (...) one służą spotkaniu." 

Zostawiliśmy auto w pewnym oddaleniu i ruszyliśmy wzdłuż muru. Bury piasek rozjeżdżał się nam pod butami. Dostrzegliśmy białą linie i ławeczkę. Usiadłem. Winogrona były jeszcze nie dojrzałe.

"-A teraz spójrz w prawo. Twój wzrok trafia na wymalowany na murze biały pas. Podążaj za nim. Dopiero teraz widzisz drzwi prowadzące do wnętrza. Za chwilę przekroczysz kolejną granicę. Zmieniasz skalę swojej obecności. Dzięki temu że [mur] nie jest połączony z dachem, możesz usłyszeć rozmowę Zofii z Igorem. Nie widzisz ale czujesz ich obecność. Może nawet jesteś podekscytowany spotkaniem które za chwilę nastąpi."

Podekscytowany podchodzę do drzwi i dotykam klamkę. Nikogo nie słyszę. Drzwi są zamknięte. Zadzieram głowę nad drzwiami i widzę okno z widokiem na ogród. Kontynuuję skalę mezo. Na ziemi leży duża tablica drewniana z napisem ZOFIA  HANSEN a po prawej stronie rząd gumiaków który ustawili i pozostawili właściciele... Nie mogę przejść do skali mikro. Nie mogę pokonać stopni, które dzielą skalę ziemi do wnętrza domu. Nie usłyszę domowników. Mogę tylko przez mur zajrzeć na rząd książek jakie pozostawili na górnej półce i ostatnią kompozycję ruchomych desek w stole.
Mogę zadzwonić dzwonkiem jaki zmajstrował Oskar. I tak nikt mi nie otworzy.
Być może już nigdy nie będzie nam dane wejść do środka i poczuć własnymi zmysłami ideę Formy Otwartej. Opis ich domu, jaki stworzył Filip Springer w swojej książce "Zaczyn", jest tak sugestywny, że wystarczy dla mojej wyobraźni  by poruszać się w wyimaginowanych pomieszczeniach ich wyjątkowego i ponadczasowego domu.
Zaczyn nie jest o tym domu. Zaczyn jest o zapomnianych Hansenach. Wielkich architektach, którzy nie zostali zrozumiani ani docenieni. Mogli zrobić wielką karierę po wojnie, za granicą. Chcieli jednak pozostać w Polsce bo byli ideowymi socjalistami i patriotami. Jednak w zderzeniu z peerelowską rzeczywistością ich projekty zostały wypaczone a czynnik ludzki i brak wykształconego poczucia estetyki spowodował niezrozumienie idei jaka im przyświecała.
Dom ma służyć człowiekowi. Człowiek ma mieć możliwość jego kształtowania, dostosowywania w ramach potrzeb życiowych.  Dziś domy są pomnikami ich twórców a według Hansenów to szczęśliwy człowiek wystawiał  najlepszą laurkę architektowi.

Pogoda nie zmieniła się. Cisza była urzekająca. Patrzyłem na parę przytulonych  Hansenów. a Kaśka wpatrywała się we mnie i powtarzała.
-TAK. Tak... - wyczekując sekundy aż zrozumiem o co jej chodzi i po chwili dotarło do mnie, że tego dnia o tej samej godzinie dwadzieścia lat temu się pobraliśmy.
-TAK. -odpowiedziałem ściskając ją mocno i całując.









Cytaty pochodzą z książki "Zaczyn" Filipa Springera. Dom Hansenów był zamknięty i nie przekroczyliśmy ogrodzenia. Dla zainteresowanych zwiedzaniem  informacja w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.  Fotografie Katarzyna i Jacek Szura.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

MIEDZIANKA suplement II

Karolina, będąc gościem fundacji Klamra i Czarodziejska Góra w miejscowości Mniszków, wybrała się na
spacer po okolicy i dotarła do Miedzianki, a właściwie do tego co po niej pozostało.
Historię znikania tej miejscowości opisał rzetelnie Filip Springer w książce "Miedzianka. Histora znikania" która mnie zachwyciła i była impulsem do poszukiwania czegoś, co pozwoliłoby mi poczuć namacalny kontakt z tą miejscowością i jej historią. 
Pocztówki osiągają zawrotne ceny na aukcjach, jednak etykiety browaru z Miedzianki zdobyłem łatwo, a nawet jedną pocztówkę z widokiem, ale zzz  Miedzianki. 
allegro 100zł

allegro 250zł
Springer był gościem OFFFestiwalu w Katowicach na który Karolina codziennie dojeżdżała z niesłabnącym zapałem i zachwytem. Wiedziałem że tam będzie i kazałem jej zdobyć dla mnie autograf autora. Poświęciła fragment koncertu i poszła na spotkanie. Z przyjemnością słuchała Filipa, a po powrocie kazała mi pokazać jego książki a przede wszystkim "Wannę z kolumnadą" (mam wszystkie).

                            
Springer na Offfestiwalu

Mój widok z Miedzianki
Poniżej kilka zdjęć analogowych Karoliny Olympus xa2



Tu zdjęcia z telefonu LG.