Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram

środa, 15 maja 2013

PROCES... negatywowy

Dużo o Cieszynie ostatnio.
Łatwizna kosztje 25zł za film do procesu C-41,  plus koszty wywołania i skanowania negatywu 14zł. to razem 39zł za 36 zdjęć (bez odbitek).
Na Kino na Granicy zabrałem trochę starych przeterminowanych filmów kolorowych ale chciałem zabrać czarno-białe.
Nie zaopatrzyłem się wcześniej w zapas filmów cz-b ale jak zwykle przypadkiem, znalazłem na Cieszyńskim, Czeskim rynku, sklep z bronią, militariami i... chemią fotograficzną. Wszystko w przystępnych cenach. Negatyw cz-b ILFORD PAN 400 -95Ck wywoływacz negatywowy D76 -110Ck i utrwalacz FOMAFIX -60Ck. Za wszystko zapłaciłem ok 110 zł polskich, bo tam można.

Jednak nie wyszedłem z wprawy.
Przygotowanie roztworów poszło sprawnie, nawijanie filmów do szpulek koreksu w ciemności nie sprawiło trudności, podobnie jak inne czynności czynione po omacku. Utrzymanie stałej temperatury kąpieli było łatwe bo w domu jest 20 stC. Kłopotem okazał się brak klamerek do wieszania filmów dla ich suszenia.

Jednostkowo za jeden film klasycznego procesu wyszło z wywołaniem i skanowaniem 36złotych. Trochę taniej ale jednak gra nie warta świeczki. Mieszanie, siedzenie do nocy i i niewiadoma efektu końcowego przekonały mnie ze lepiej nazbierać trochę więcej drobnych i mieć problem z głowy i efekt dobry.

Poniższe zdjęcia oczywiście LOMO LC-A








W weekend opublikuje fotoreportaż z Kina na Granicy, a później z cieszyńskiego targowiska staroci.

niedziela, 12 maja 2013

Stany, Rosja, po czesku.




Pół roku temu już przekładałem te książki z pudła do pudła na targu myśląc że Krzysiek będzie za nie dużo chciał. Nie pytałem ile, tylko odkładałem. W końcu zabrałem... za 3 złote. Ładne wydanie historii Rosji i USA 20 wieku. Najciekawsze że po czesku. Pięknie pachną, nigdy nie czytane.

Louis Aragon o Rosji 1917 - 1960,  Andre Maurois o Stanach 1917-1961. Tłumaczenie Dagmar Steinova 1966rok, zdjęcia Mlada fronta,




czwartek, 9 maja 2013

Kino trwa... we mnie.

Kaśka wpadła do Cieszyna na kawę, że też się jej chciało. To chyba dobrze, nie?
 Przegapiłem "Tramwaj" i "Posła" i "89 mm do Europy"... ale strudel cieszyński jest wyśmienity w kawiarni na rynku. Potem spacer... zdjęcia... obiad i
"Polski film"
no nie wiem... film o kręceniu filmu, bo reżyser dostał nagrodę w Polsce, ale zapis był taki, że musi za te pieniądze nakręcić film w Polsce. Czterech aktorów chce kręcić film ale nic się nie udaje. Anty film o anty celebrytach. Jeden święty, jeden sepleni, jeden ma niewygodne alter ego, a czwarty budowlany kombinator małżeński lawirant.
Reżyserem bardzo chciał zostać ten co nawet nie potrafił ubrać kondoma na bułkę "...w Brnie", Hrubesz czy Maresz, jak mu tam... a Brno miało być w Krakowie. No pojebany film ale śmiechu co nie miara. Taki trochę teatr Jary Cimrmana w wersji filmowej.
Pamiętny "Czeski film" nie ma nic wspólnego z tym filmem. Chłopaki na sam koniec orientują się że znaleźli się w... filmie. Zdziwieni są tak bardzo jak nasi polscy aktorzy, którzy znaleźli się w pociągu na końcu filmu "Kingsajz".
Oficjalne zakończenie takie zwykłe i normalne, skromne. Potem Amadeusz... i do domu.





wtorek, 7 maja 2013

KINO na GRANICY ... taki filmowy samograj

Okno internetowe na rynek w Cieszynie.
Kompletna galeria festiwalowa.

Piętnaste kino , a bałem się że nie będzie, kiedy byłem na czternastym.
 Przyjechałem chyba pierwszy, bo biuro było nieczynne we wtorkowy poranek kiedy dojechałem po nocnej zmianie. Pozostał mi spacer i zdjęcia budzącego się miasta. Zamknięte ogródki piwne i zaspani przechodnie. Ospali restauratorzy i dostawcy towarowi jak pszczoły do ula wyładowywali towary do sklepów i barów. Nie było się gdzie zahaczyć, ani do ławki przykleić, bo w dupę zimno, ani wtulić w restauracyjny fotel. Zachmurzenie nie nastrajało, tylko perspektywa ciepłych kinowych foteli i kawy latte z jabłecznikiem, tym z witryny.


 Cieszyn... taka fajna prowincja. Prowincja nie sposobem myślenia, lecz tylko miejscem zamieszkania. W jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Najlepiej zobaczyć tę prowincjonalność w filmie "Barona" Więcka - "Wszystkie kobiety Mateusza" ze zdjęciami Adama Sikory i muzyką Możdżera. Premiera we wrześniu. To fajny film na babski wieczór. To fajny film dla sfrustrowanych facetów swoją niemocą, obojętnością i rutyną w gasnącym związku. To lekcja, jak odzyskać kobietę, a właściwie jak powrócić na jej łono... Tym filmem kobiety się z nas śmieją, bo my faceci jesteśmy do dupy. Nie dostrzegamy sygnałów jakie nam dają, nie docierają do nas ostrzeżenia. W swej rutynie robimy wszystko co uważamy za ważne i tracimy to czego mieliśmy tak wiele na początku wspólnej drogi. Jesteśmy jak chłopiec z plakatu, jak to określiła Kaśka, i ma rację. Myślimy że jak wszystko zrobimy,  załatwimy, damy im, to będzie dobrze a tu nie o to chodzi... tracimy coś czego potem nie umiemy odnaleźć, nawet jak nam podpowiadają... ciepło, ciepło....
- Ale o co chodzi?

Miałem nie dojeżdżać na festiwal a jednak sploty okoliczności zmusiły mnie do robienia 150 km dziennie. W czwartek już zostaje spać na hali sportowej. Piętnaście zł za nocleg wobec pięćdziesięciu na paliwo rozumie się samo. Parking gratis.
To było kilka dni temu...

Wróciłem z festiwalu na którym nie ma nagród. Jedni mówią festiwal, inni śmieją się, że to zwykły przegląd. Jaki tam zwykły? Dla mnie wyjątkowy, choć zwierzem festiwalowym nie jestem, ale tak spędzić tygodniowy urlop majowy marzyłem od dawna.
 120 filmów, 5 dni, codziennie po 8 - 10 godzin, w kinie Central, Piast i Teatrze cieszyńskim. Wieczorami koncerty w ciepłym namiocie i spacery po mokrym mieście w poszukiwaniu plenerów fotograficznych. Śniadaniowe Latte z jabłecznikiem w mglistym poranku i obiad w Zapiecku, a piwo śliwkowe w miłym towarzystwie po czeskiej stronie. :-)
 Nie ma sensu opisywać każdego podobnego dnia, ostatni był słoneczny.
Nadrobiłem trochę zaległości filmowych w tym  czasie. Chciałbym iść za ciosem i oglądać, oglądać ale to nie możliwe... życie...

TOMASZ WOLSKI ze swoim dokumentem "Lekarze" jak najbardziej słusznie mówił o inspiracjach sztuką filmową Kieślowskiego, (też Lekarze) a ja dostrzegłem tam Piwowskiego, kadrami obnażającymi "Niemena", czy "Hair". Obrazy "Pałacu" same się broniły siłą świadomości kadru, spokojnej, cierpliwej narracji i uchwycenia decydującego momentu. Jak sam mówił, jego opiekunem, nauczycielem był Jacek Bławut, świetny dokumentalista - (Jeszcze nie wieczór w Skolimowie). Tomek, człowiek orkiestra. Sam kręci, sam montuje bo nikt nie zrobi tego tak jak on chce. Chyba go rozumiem.
Pozostałe filmy tego dnia widziałem wcześniej czy później bo i "Jedna ręka nie klaszcze", "Yuma", "Pali się moja panienko" i "Małżeństwo z rozsądku" jest mi bliskie... więc spacer pierwszego dnia....

Czekałem na "Ve stinu" (W cieniu) i zachwyciłem się. Mocne kino, wyraziste postaci, którym kompletnie nie ciąży opatrzona twarz wielu filmowych ról. Historia oparta na fakcie wokół którego zapleciono sensacyjny wątek. Adam Sikora operuje kadrem w prosty sposób, nawiązując, świadomie czy nie, do klasycznego kina gangsterskiego w czym pomaga mu oszczędna scenografia.

"Miłość w grobie"  - David Vondracek.
Ten co nakręcił "Zabijanie po czesku". Nie wiem czy od obejrzenia tego filmu widzowie będą inaczej patrzeć    na bezdomnych. Jeśli przez pryzmat obnażonego życia nieczystych zmór cmentarnych to tylko gorzej dla bezdomnych. Widziałem obrzydzenie młodych ludzi na widok soczystych pocałunków zdekompletowanego uzębienia włochatych paszczy... laski odwracały głowę ale przecież każdy pragnie miłości no nie??? Nie musi być estetyczna, musi być szczera, musi być ofiarą. Skoro już wiecie jak żyją, to co? Nie dacie im tych 5zł na jabola, kupicie im bułkę  co, tylko po chuj? Nie zmienicie ich, sobie nie kupicie miejsca w niebie za 5zł ale im dacie jeszcze jeden dzień życia o którym będą mogli zapomnieć. Dzięki wam...
Smutny to film... jeden film, a losów tysiące których nie widzimy... nie chcemy widzieć.

 Spieszmy się kochać aktorów tak szybko odchodzą... no dobra.... Dał mi w pysk Trzaskalski tym filmem. Zawstydził mnie Żmijewski filmowym zwierciadłem w którym z obrzydzeniem się przeglądałem. Moralizował, szturchając że jeszcze nie jest za późno... zbyt osobisty jest "Mój rower" .

Wczoraj byłem na piwie śliwkowym Sachsenberg, czy jutro...? Już mi sie myli...A, przecież nie byłem sam.

Ech... "Miłość"... no Fabicki, ująłeś mnie tym filmem. Więc była miłość w tym Olsztynie czy nie była? To prezydenta tam mieli takiego ciula czy nie mieli? Znowu winny facet, bo faceci są do dupy, już mówiłem! Tym razem Dorociński i Woronowicz. Znam takich Dorocińskich w moim otoczeniu, pełno ich. Czasami wolę się ze swoim feminizmem nie wychylać żeby nie narazić się na ostracyzm. To bolesny film, wzruszam się na nim jak wszystkie tęczowe chłopaki. Nie  wstydzę się tego. Maciek Stuhr był filmem zachwycony więc razem go polecamy.

"Pokłosie" 
Czytałem Grossa "Strach", reportaże w GW z grabieży miejsc masowego pochówku. Antysemitów mam na wyciągnięcie ręki. Tolerancyjnych... ale...
Osiem lat czekał scenariusz na realizacje, osiem lat czekał na Maćka Stuhra, a on na życiową rolę. Pewnie jedną z najważniejszych w jego życiu. Przynajmniej na razie, choć on sam nie wie która?  ...może "Obława"
Do dyskusji zapraszał słowami ".. nareszcie będę mógł podyskutować z kimś kto oglądał ten "antypolski" film" - nagrodzono go brawami. Za rolę, za rozmowę i za cierpliwość w znoszeniu obelg prawdziwych patriotów.
Pozwolił oglądać film swojej córce z którą był, choć ma trzynaście lat, też pozwolę Karolinie. Pasikowski doskonale pokazał jak odkrywanie mrocznej tajemnicy potrafi przebiegunować wartości jakimi kierują się bohaterowie ale prawda jest najważniejsza... was wyzwoli. Te wyświechtane frazesy w tym filmie mają jednak siłę, pozwalają stawić czoło prawdzie która okazuje się trudna, wręcz niewygodna.
Zagrał rolę łatwo jednak największym problemem było nauczenie się prac polowych, obsługi maszyn i... krzyczenia na psa..."DO BUDY"

Prawdziwa historia AK jest trzonem rozbudowanej fikcyjnej fabuły "Obławy" z duetem Dorociński Stuhr. Zagrali fenomenalnie. Maciek sam się przyznał że było ciężko. Nic w tym filmie nie jest oczywiste. Opowieść zawraca wątki by znależć się za każdym razem w innym miejscu, prowadząc meandrami do tragicznego rozwiązania.


Ten post mógłby się jeszcze długo nie kończyć... idę spać.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Kino na Granicy

JADĘ.
Ucieszyłem się, kiedy pojawiły się informacje, że jednak odbędzie się piętnasta edycja festiwalu,  wobec wielu  głosów wątpliwości jakie dało się słyszeć jeszcze podczas ubiegłorocznej majówki filmowej. Brodaty dyrektor festiwalu zaczepiony podczas targów książki w Krakowie, jesienią ubiegłego.roku, dał nadzieję wymarzonej majówki 2013.
Załatwiłem sobie urlop, już dawno, na początku roku, dzięki dobrej woli Irka.
Zaopatrzyłem się w porcję filmów fotograficznych rożnej maści i daty, a ponadto trafiły mi się okazje kupna ślicznych i przede wszystkim sprawnych, aparatów analogowych.
 
olympus trip35, olympus xa2, w tle, ulubione lomo

Jest jeszcze taki jeden, którego nie mogę znaleźć, a bardzo mi na nim zależy, to: OLYMPUS XA ( bez numeru, dalmierzowy, wygląda jak ten). Może ktoś ma niepotrzebny?
W zeszłym roku, musiałem, po projekcjach jeżdzić do pracy i tak przez cały festiwal. Tym razem nigdzie nie będę się spieszył, a co najważniejsze, mam wsparcie i zrozumienie rodziny która toleruje moje egoistyczne majowanie filmowe. Nie mam wyrzutów sumienia, bo wiem że oni potrafią doskonale zorganizować sobie wolny czas beze mnie. Wcale nie jestem im do tego potrzebny.
Naliczyłem 116 filmów z czego znam może z 20. I wcale mi nie wstyd. I tak się zastanawiam czy mi się w głowie nie popierdoli od nadmiaru wrażeń. Czy fabuły i treści mi się nie pomieszają. Nieważne. Taki weekend to lepsze niż wczasy pod palmami. 
Może do tego wszystkiego w wolnej chwili zrobię sobie torbę w spółdzielni PAROSTATEK tylko nie wiem czy 1 czy 3 maja. Może w końcu będzie taka, jaką chcę,  a nie taka jaką oferują sklepy. Choć te, ho-lo.pl  bardzo mi się podobaja jednak są za wąskie. Do mojej musi się dużo zmieścić. Bo i książkowe dylematy, i fotograficzne aparaty i żarcie i picie i takie tam...
A teraz do pracy... ostatni raz... i CIESZYN - cieszy...

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Łakomy kąsek.



Tym razem Maciek.
Znamy się już od wielu lat. Od czasów zamierzchłej fotografii analogowej, kiedy o cyfrówce nikt nawet nie śnił. Wręcz wyśmiewał ją, jako gorsze dziecko sztuki wizualnej. Od czasów targowego handlu ruskim sprzętem fotograficznym w Bielsku-Białej przy ul. Lompy. To był początek lat 90'tych. Chodziłem wtedy do średniej szkoły. Od niego kupiłem swoją pierwszą dobrą lustrzankę Kiev 19. Nie licząc dziadkowej praktici z zewnętrznym światłomierzem, niepraktycznym.
Pocztówka wkomponowana w masę perłową.
Maciek otworzył potem mały sklepik fotograficzny w suterenie wielkiej kamienicy w centrum miasta przy placu Żwirki i Wigóry. Zaopatrywaliśmy się u niego w materiały fotograficzne, głównie chemię i papiery dla siebie, (bo razem z Kaśką robiliśmy odbitki  w ciemni) jak również na potrzeby warsztatów fotograficznych które prowadziliśmy przy tzw. klubie robotniczym Śrubka ("Amator" też tak zaczynał). Kariera w prasie lokalnej nas trochę rozpieszczała ale szybko się skończyła bo na pstrym koniu jeździ.
Po latach, zostawiłem u Maćka w komisie swojego Olympusa OM-PC z trzema obiektywami i silnikiem.
I na tym koniec. To był rok 2004, maj. Do dzisiaj leży tam nie sprzedany. Używaliśmy wtedy Canona EOS50.
Bywałem u niego sporadycznie. Raz w roku może dwa. Po nic. Bo analogi się nie sprzedawały. On cyfrówkami nie handlował, więc pozostał tam jak pustelnik w swojej norze.
Ale chodzili do niego artyści, zbieracze, handlarze starzyzną, kolekcjonerzy. Do dziś ta piwnica zdążyła się już tak zapchać że dwie osoby wewnątrz powodują tłok. Poruszają się jak słonie w składzie porcelany. Wymieniają uprzejmości, ustępują sobie.

***
Do piwnicy wchodzi się krętymi schodami, zawadzając o stos starych skrzyń i tekturowych walizek, ułożonych pod, zszarzały dymem papierosowym, sufit. (skrzynia Martyny jest właśnie od niego). Ostatnie kroki po schodach sygnalizuje specjalny elektroniczny gong, który nijak tam nie pasuje i wrednie bimba jak w zegarku z melodyjkami. Musi tam być, bo nie widać kto wchodzi więc słychać.
Wnęka przy schodach zawiera girlandy kurtek skórzanych, ramonesek, płaszczy wojskowych i koszul, koszulek....
Są tam chlebaki, ładownice amunicyjne  i plecaki. Styl militarny i oldschool'owy.
Pod schodami stary rower spleciony z lampą stomatologiczną. Mała witrynka z pełną popielniczką na wierzchu.

Drzwi.
Zawsze otwarte. Kościotrup pilnuje, ubrany w moro i pilotkę. Potykam się o buty wojskowe,  glany i jakieś narciarskie, skórzane, sznurowane buciory. Po prawej stronie powiększalniki, kuwety, flaszki z chemia, koreksy i to wszystko na wielkim stosie kartonowym. Pudła z winylami i kastami video oddzielone witryną pełną bibelotów, dupereli, zabawek blaszanych, figurek szklanych i porcelanowych. Gdzieś obok zastawy stołowe i narzędzia do jedzenia ze srebra czy innego plateru (?).
Na podłodze drewniany anioł jakby spadł z ołtarza, głowę ukrył pod sprzączkami pasków ćwiekowanych, cywilnych i wojskowych.

Gra muzyka, choć Maciek jest trochę starszy, nie słyszę tam radia tylko zawsze mocny rock... hard rock...
Trzeba chodzić na palcach i na pewno nie mieć ze sobą torby na ramieniu bo, albo się zaklinujemy między regałami albo pozrzucamy rzeczy. Nawet podnosić coś gdy upadnie, trzeba z uwagą żeby dupą nie przewrócić lasu statywów które tylko czekają na domino. Półka ze starymi książkami jest tak blisko regału z odznakami guzikami zapalniczkami że nie sposób czytać grzbietów bo odchylając głowę można zrzucić czaszki ubrane w czapki i hełmy.
Trochę tam śmierdzi, ale jak na tłok i ilość nagromadzonych staroci, nie jest tak źle  Nawet nie kicham, nadmiarem roztoczy i kurzu. To Martyna ma odruch wąchania przedmiotów. Stare jej pachną. Zaraz poznaje że byłem u Maćka.
Aparaty fotograficzne też ma zakurzone. Nie chodliwy to dzisiaj towar. Kurz zostaje na palcach kiedy je oglądam odkrywając chrom korpusów i czerń obiektywów. W zasadzie to był sklep fotograficzny a po latach zapełnił się pięknymi starociami jak  DESA. Tylko ceny Maciek ma dla ludzi, nie dla snobów. Nie trzeba się targować, wystarczy szczere spojrzenie i uprzejmość.
Blaszane tablice. pistolety, bagnety. Zegarki, zamki, klamki, zawiasy. Naszywki, medale , patki. Filmy, błony, klisze, papiery. Obrazy, obrazki, pocztówki. Żołnierzyki, samochodziki, skarbonki. Duperelki.

...Ery, bery, pompki, rowery, książki, pilniczki, halabardy, świczki. Samoloty osobowe, samochody odrzutowe, bomby kobaltowe no i masć na szczury... Rosiewicz

-O! Mam dla ciebie kubki jakie zbierasz, prosto z angli(?). Te z brązowym obrzeżem  -mówi nienachalnym tonem.
-Znalazłem tez coś o Pradze. Może cię zainteresuje. Taki album z 1937 roku. Niedrogo. - Niedrogo pomyślałem. Dwie dychy bez targowania. Chyba byłoby mi wstyd się targować, zwłaszcza że ruch tam u niego niewielki więc i zarobek skromny.
-I jeszcze inny album, i pocztówka w ramce , i przewodnik. -Cena 75 zł, ale pewnie za 50 by poszła, a na przewodniku było 40 zł więc nic nie mówiłem, a Maciek sam zaproponował 20, więc jak się tu targować. No nie wypada.


Pooglądałem aparaty. Spodobał mi sie olympus XA. Takie mądre lomo. Dla jednych ładne, dla innych obrzydliwe.Czytałem o nim wiele ostatnio. Mógłby być niezłym narzędziem w moich rękach. Jeszcze mniejszy, jeszcze lepszy. Podobno nie gniecie, w kieszeni ciasnych dżinsów i jest kultowy, a na jebayu strasznie drogi.

PRAGA PRZEWODNIK 1937
 A może album...
Całą zawartość, wszystkie zdjęcia, (bo tekst jest tylko w j. niemieckim) można zobaczyć na moim profilu ImageShack bo skany zdjęć są dużego rozmiaru i post blogowy byłby niekończący się, przez co mógłby Cię zanudzić rolowaniem myszy.
Poniżej kilka zdjęć na zachętę.




Klikając na zdjęcie, po otwarciu linka, ono powiększy się dla czytania podpisów i oglądania szczegółów.
Praha 1937 
Komplet na chomiku
P.S.Oczywiście, jak zwykle, komentarz AM mile widziany :-)

piątek, 12 kwietnia 2013

Jaka Praga, takie zdjęcia!

Jest pewien Ryszard mój wymiennik pocztówkowy. On pamięta o mnie i dzięki mu za to.  Linki znajduje ciekawe i dzieli się ze mną. Ostatnia jego informacja okazała się bardzo wartościowa. Niech sobie zatem nie myśli że jego linki puszczam w niepamięć. Może czasem zapomnę odpisać, za to odwdzięczam się listonoszem. Czasem. Ciekawe czy dotarł ostatnio?

Tablica.pl
Cena nieduża. Taniej niż słowo, "trzy złote za słowo" a za zdjęcie jedynie 95 groszy. Stare zdjęcia Pragi ktoś sprzedawał. Jak stare? Czy to w ogóle zdjęcia czy druki? (7x9cm) Z tyłu opisane niebieskim tekstem po czesku i niemiecku a właściwie najpierw po niemiecku. Znowu zagadka dla naszych bliskich w Pradze (AM i MS) z jakiego one mogą być okresu? Czy jest wśród nich jakieś unikalne, dzięki któremu widać zmiany jakie zaszły w mieście od wojennych lat?
Powoli mój stary album ze starymi zdjęciami się zapełnia. Nie spodziewałem się że kiedyś będę miał kolekcję starych zdjęć Pragi.
Jakże wielu rzeczy się nie spodziewałem... Jak wiele mnie jeszcze zaskoczy...
Hrad

Narodni Museum

Narodni Divadlo

Malostranske mostecke veze

Barrandov
Hradcany


Hradcany

Vaclavske Namesti

Kostel sv. Mikulase

Kostel sv. Mikulase

Starometske namesti

Chram sv.Vita

Chram sv.Vita

Starometske mlyny
Zlata ulicka
Cerninsky palac
Prażske Jezulatko
Loreta
Manes
Husuv pomnik
Letohradek kral. Anny
Starometska mostecka vez
Hradcany a Karluv most
Hradcany
Spanelsky sal
Starometsky orloj
Hradcany
Starometska mostecka vez
Hradcany
Vysehrad
Tynsky chram
Tynsky chram
Prikopy
Vaclavske namesti
Chram sv. Vita
Chram sv. Vita

Nemecke divadlo