Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUZYKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MUZYKA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 czerwca 2017

Mustang Komedy

...jak to dziadek Frytki z Big Brothera okradł Komedę na Łożu śmierci.

"Ostatni tacy przyjaciele"...
Mój Komeda i mój Hłasko.

...popili pewnego wieczora w Beverly Hills. Marek Hłasko i Krzysztof Komeda. wracali drogowym nasypem, chwiejnym krokiem pomagali sobie wzajemnie choć wyglądali jak Flip i Flap. Drągal - Hłasko o potężnej do picia głowie i małych stópkach oraz Krzysio - chłopiec z gwiazd, wrażliwy i delikatny, któremu wystarczyły dwa kieliszki kalifornijskiego caberneta by się upić. Cztery godziny pracy wystarczały by padał ze zmęczenia, a to wszystko z powodu przebytej w dzieciństwie choroby Heinego-Medina. Podobnie jak Mia Farrow.
Obaj wstydzili się tego co stało się tamtego wieczora. Obiecali sobie, nikomu nie mówić o tym co wtedy zaszło.

Akurat minął rok pobytu Komedy w USA.
Mark Niziński pomagał pakować się Krzysztofowi w podróż do Europy. Komeda był już wtedy znany i ceniony. Pisał  muzykę do "Dziecka Rosemary", gdzie z  kołysanki zostało tylko "La,la,lalala..." bo Mia Farrow nie umiała śpiewać, a Polański nie mógł dłużej czekać.
Tej nocy Ilona  została z Komedą. Może to i dobrze, bo Zosia Komedowa była daleko w Polsce, a Ilona mogła tego dnia wezwać na pomoc Komedzie Marka Nizińskiego, w chwili kiedy zorientowała się nad ranem że Krzysio ma drgawki, bredzi i traci przytomność.
Zanim Niziński z Andrzejem Krakowskim dotarli do hotelu, Komeda oprzytomniał i nawet się ubrał, ale oni siłą wsadzili go do auta i zawieźli do szpitala.
Komeda przecież był lekarzem, laryngologiem, a nie potrafił sam siebie uleczyć. Nie pomagał lekarzom. Nie wiedział... nie pamiętał i nie skojarzył!
Z każdym dniem stan Komedy pogarszał się . Leczenie farmakologiczne przynosiło odwrotny skutek. Lekarze powtarzali jak mantrę że to wszystko objawy powikłań pogrypowych. Przyjaciele ciągle przy nim dyżurowali. Dzień i noc.Na zmiany. Marek Niziński, Marek Hłasko, matka Nizińskiego i wtedy pojawił się Wojciech Frykowski. 
Właściwie nie zwracał na nich uwagi. Wpadł do izolatki, przywitał się ze śniętym Krzysztofem i tonem pytającym właściwie zakomunikował Krzysiowi że musi pożyczyć jego auto. Znalazł kluczyki w
apartamencie i zapytał jeszcze gdzie ma otwarte konto na stacji paliw bo MUSTANG jest pusty a dużo pali. Tej nocy Komeda stracił przytomność i został podłączony do respiratora.

Hłasko czuł się winny. Nie mówił nikomu dlaczego, ale przyjaciele wiedzieli, że gryzie go sumienie od tego feralnego wieczora kiedy z Komedą szli, a właściwie zataczali się razem drogowym nasypem po pijackiej imprezie gdzieś w Beverly Hills. Byli radośni. Tworzyli. Komeda był już gwiazdą, a Hłasko czuł wenę. Pisał i pracował w hurtowni stali.
Może uciekali z barowej rozruby, z czego Hłasko był znany, a możne Marek posłał Krzysiowi serdecznego kuksańca przyjacielskiego i ten stracił równowagę i stoczył się z nasypu uderzając głową w beton. Marek zbiegł po Krzysztofa i na rękach niósł go do domu. Pijany Marek potknął się podobno i obaj upadli. Krzysiek miał rozbitą głowę którą w szpitalu mu opatrzono i po krótkiej obserwacji wypisano ze szpitala.


Tymczasem Krzysztof umierał. W izolatce było zamieszanie, a przy życiu utrzymywały Krzysztofa urządzenia. Lekarz mówił, że to już koniec i wtedy właściwie bez przyczyny Niziński zaczął opowiadać historię tamtego wypadku.
Lekarza prowadzącego jakby poraził piorun. W jednej chwili zlecił badania głowy z których później jasno wynikało, że Krzysztof ma dużego krwiaka w nieoperowalnej części mózgu. Ściągnięto specjalistę w nowatorskiej wtedy metodzie laparoskopowej do odbarczenia uszkodzonej części mózgu.
Komeda potrzebował spokoju. Hłasko z poczuciem winy, choć przez nikogo nie obwiniany, pełnił wartę w szpitalnym korytarzu. Obaj cierpieli. Hłasko na jawie, a Komeda we śnie. Komeda jeszcze przez trzy miesiące, a Hłasko do końca życia.
Frykowski pojawił się znowu w szpitalu. Hłasko zobaczył go wychodzącego od lekarzy i zaczepił pytaniem o stan Krzysztofa, bo po ostatniej awanturze jaką Hłasko zrobił widząc duszącego się Krzysia, miał zakaz wstępu na oddział.
Frykowski z lekceważeniem powiedział, że Krzysztofa już nie ma, jest bez kontaktu i nie ma po co tu przychodzić. Hłasko się wściekł i chciał Frykowi przyłożyć ale wykrzyczał mu tylko że ma oddać Krzysiowi Mustanga. Fryko tylko odburknął - spierdalaj!
Cwany Frykowski załatwił sobie dokument mówiący o jego wyłączności do kontaktów z Komedą i jednocześnie zakazujący kontaktu kogokolwiek z Krzysiem. W dokumencie nazwał siebie bratem.
Podczas rozmowy z Wolfem, mecenasem Krzysztofa Komedy, przyjaciele dowiedzieli się że Frykowski już wcześniej chciał handlować muzyką Komedy. Teraz przywłaszczył sobie mustanga, za którego raty opłacano z konta Komedy. Zniknęła książeczka czekowa z jego apartamentu i do banku spływały płatności czekowe podczas gdy Komeda leżał bez kontaktu w szpitalu.  Nazbierało się tego ok 1000$ gdzie bardzo dobra pensja to było ok 600$. Serwis auta, alkohole, garnitur, buty, sukienki i posiłki w pokoju hotelowym Krzysztofa i na jego rachunek...
Teraz przyjaciele zrozumieli dlaczego Fryko załatwił sobie wyłączność na kontakt z Krzysiem w szpitalu. Chodziło o odsunięcie ich od niego i od informacji. Z mecenasem przyjechali do hotelu z zamiarem inwentaryzacji rzeczy Krzysztofa Komedy. Nie było: złotej zapalniczki Dunhill, złotego Patka, magnetofonu Nagra z zapisanymi nagraniami oraz zapisów nutowych nowych niepublikowanych kompozycji. 
Wieczorem Niziński odebrał telefon: -Kurwa gnoju pożałujesz!
  Frykowski rozpowszechniał nieprawdziwe informacje wśród Polonii, że Komedę pobił Hłasko, a matka Nizińskiego okradła Krzysztofa. Prosił o pieniądze na leczenie Komedy (potrzebne mu na spłatę własnych długów) podczas gdy za lecenie płacił Paramount Pikczers. Wynajęty detektyw odnalazł Frykowskiego i w niedługim czasie Mustang został zwrócony do salonu gdzie został kupiony. Raty dotychczas wpłacone przepadły. Książeczka czekowa również została zwrócona.
W prasie pojawiało się coraz więcej artykułów o stanie zdrowia Komedy. Paramount opłacił leczenie jeszcze jeden miesiąc. Przyjechała Zosia Komeda. Marek Hłasko zapadał się w winie i rozpaczy. Komeda gasnął.    Zosia zabrała go do Polski gdzie umarł w kwietniu 1969r.
Marek Hłasko zmarł w czerwcu tego samego roku uprzedzając Zosię: - Jeśli Krzysio umrze to ja też pójdę...
Frykowski został zamordowany przez ludzi C.Mensona.

Na podstawie książki "Ostatni tacy przyjaciele" Tomasz Lach.

czwartek, 8 stycznia 2015

Hi-Fi SUPER STAR super hit

                                                    ... MARTYNIE...

Siódma za dwie.
Już nie śpię, do szkoły mam tylko pięć minut pieszo.

Siódma rano.
Moi nieco starsi koledzy dojeżdżają szarym, piętrowym pociągiem do średniej szkoły w Bielsku, więc wychodzą o tej porze z domów. Torby, skórzane raportówki, dyndają im na wysokości kolan a w katanach dżinsowych błyskają plakietki. O naszywkach wtedy nawet nie marzyliśmy.
Mam ciepło w pokoju, otwarte okno. Słucham muzyki  każdego poranka, na tyle głośno by słyszeli przechodząc. Akurat te utwory które lubią... które wspólnie lubimy i razem wieczorami słuchamy, nagrywamy z radia Zodiak, na magnetofon ZK 120, (szpulowy Januszowy) albo mój mały kasetowy, na licencji Grundig.

szszszs... kanał prawy... szszsz... kanał lewy...

Tylko ja spośród nich wstaję co niedzielę rano o 7:00 i nagrywam z Rozgłośni Harcerskiej audycje Marka Gaszyńskiego w których prezentuje całe płyty różnych wykonawców z szeroko pojętego gatunku HEAVY METAL. To, takie radiowe akrobacje z Jowitą ustawioną krzywo na szafie, i dowiązanym kawałkiem drutu do jej anteny dla lepszego odbioru Ultra Krótkich Fal. Niżej na krześle stoi magnetofon połączony z nią kablem DIN i tak trwa transfuzja nowej muzyki pod strzechy. Tam gdzie mieszkałem był bardzo słaby zasięg. Nie było przekaźnika na Skrzycznem tylko w Katowicach.

Któregoś roku noworoczne postanowienie brzmiało: Zostać ministrantem! Wielu moich kolegów było. Imponowali mi, choć niektórzy o mały włos nie zostali księżmi. Niestety trochę za późno się zdecydowałem. Brak stażu był przeszkodą i nie mogłem chodzić po kolędzie.
Na książeczce SKO gromadziłem drobne. Marzyłem o gramofonie Artur, jaki miał mój kolega Czesław i jego brat. Wytrwałem rok w marzeniach, tęsknocie i dyscyplinie porannych nabożeństw, niedzielnych mszy i pogrzebów.
Nastała długo oczekiwana zima i poświąteczna kolęda. Ten jeden zimowy dzień, pozwolił mi następnego dnia pójść radośnie z wypchanym portfelem do sklepu Gminnej Spółdzielni, w której pracowała znajoma, Pani Honorata. Można tam kupić na przykład: radio przenośne Kapral na baterie , motor WuEsKa 175, rower Wigry lub Ukraina, anteny aluminiowe Yagi, art papiernicze i rolnicze... ale gramofonów chwilowo  nie było, nawet pomimo tego że staniały lokomotywy. Zamówiłem Artura i czekałem aż rzucą do sklepu te gramofony, spokojny, bo wiedziałem że Pani Honorata mi odłoży.

Pierwsza płyta jaką kupiłem to była przeceniona na 5 złotych Exodus  "Supenowa", potem było już z górki: koncertowy Rosiewicz, składanka Queen, Klaus Schulze dziękuję Poland, Dorosłe Dzieci, Klaus Mitffoch, Shakin Dudi, iChing, Manaamy, Mech z brudnymi rękami... aż po Powerslave; Live after Death Iron Maiden, wszystko TSA (byłem w fanklubie)... więcej nie pamiętam... Oddział zamknięty, Budka Suflera. Led Zeppelin, Black Sabbath, Banda i Wanda, piersi na okładce Lombard i agrafka w uchu, Bank, Rezerwat... więcej nie pamiętam.

Martyna marudziła mi od kilku tygodni żebym ściągnął jej ze strychu gramofon. Nie chciało mi się bo szafirowa igła Artura, już pewnie straciła swoje właściwości... szkoda płyt. Poza tym jeden kanał nie działał. Źle słuchać to lepiej wcale...
Przypomniałem sobie że znajomy Piotr dał mi kilka lat temu, zepsuty gramofon FONICA 1100 na diamentową igłę z wkładkę magnetyczną. Wytargałem akrobatycznie te 15 kg żelaza przez właz sufitowy, po skośnych wąskich schodach. Krótko trwała radość bo okazało się że nie ma igły, a paski napędowe talerza i ramienia zgrębiały ze starości tak, że zostały po nich tylko lepkie ślady jak po gumie do żucia.
Martyna była rozczarowana. Oryginalnej wkładki nie można już kupić. Znalazłem tani zamiennik za ok 70 zł.. Paski dostępne są w przystępnej cenie. Uparła się. Powiedziała, że odda swoje oszczędności - bo bardzo chce posłuchać płyt winylowych na analogowym wzmacniaczu. Pomyślałem że ma rację, bo zauważyłem że dostrzega  już podstawowe różnice między formatami mp3, wave, kasetą magnetofonową, CD,  a moje  opowieści sentymentalne były dla niej tajemnicze i intrygujące.

Codziennie słyszałem pytanie - Czy był listonosz?

Święto Trzech Króli okazało się najlepszym dniem na uruchomienie gramofonu. Wkładka nie pasowała, więc konieczna była mała przeróbka i odpowiednie dystansowanie oraz ważenie nacisku. Gramofon posiada wzmacniacz klasy Hi-Fi 2x20W dlatego podłączyliśmy kolumny Tonsil 2x30W, na marginesie, pozyskane z koleżeńskiego złomowiska razem ze wzmacniaczem Kleopatra, i poddane regeneracji membran.

Zbliżał się ekscytujący moment pierwszego uruchomienia. Bałem się że Martyna będzie rozczarowana jak coś nie będzie działało. Tak długo i cierpliwie czekała na otwarcie wrót  do nowego świata dźwięków, że ja stresowałem się z siebie i za nią.

Opuszczmy ramię...

Igła trafiła w rozbiegówkę. Dźwięk trzeszczy z głośników jak smażona jajecznica na patelni. Stroboskopowa neonówka pomaga w ustawieniu obrotów talerza... i
                                    :-))))))))))))))))

Hi-Fi stereo jest wspaniałe. Żadne cyfrowe 5.1 kino z subwooferem.... Siedzimy na podłodze. Bas, wali nas po tyłkach, aż miło. Soprany szeleszczą, talerze brzmią żelazem przepięknie. Czysto, soczyście i w pełnym spektrum częstotliwości.
                                                                     ***
Od wielu dni słyszę za zamkniętymi drzwiami podobne dźwięki, a teraz po drugiej zmianie muszę codziennie wyłączać gramofon bo inaczej nie potrafi zasnąć. Skończył się etap słuchania "Dzieci z Bulerbyn" Ireny Kwiatkowskiej. Teraz czas Dorosłych Dzieci Kwiatów i Kawalerii Szatana.
Za dwa tygodnie OBITUARY w Krakowie.

KABANOS




poniedziałek, 23 grudnia 2013

Oddech niemocy...

Jakaś cisza dopada mnie tutaj ostatnio. Trochę mnie to denerwuje.
Jest jednak coś, co pochłania moje ostatnie minuty wolnego czasu. Nie tracę go jednak bezpowrotnie bo przelewa się przez moje ręce i owocuje, namacalnie i naocznie a słowo ciałem się staje i pozostaje na kartach bloga w jednym niekończącym się poście. Na brudno...

Nie miałem koncepcji na prezenty.
Chwilowo, bo powoli pomysły się klarują i już mniej więcej wiem co się komu należy. Nie żebym kupował prezenty na targu, tylko w końcu miałem wolną chwilę przy okazji wizyty w mieście. Często nie mogę się oprzeć wizycie na targu zwłaszcza kiedy przejeżdżam obok.
Zimno było, a sprzedawcy o różowych nosach i skostniałych dłoniach, cierpieli wydając mi drobne za zakupione przedmioty. Tanie, nawet bez targowania, jak kiedyś powiedziała Anka i bardzo to zdanie zapadło mi w pamięci. Jakoś nie mam sumienia się targować jak niektórzy o 50 groszy... wstyd by mi było.
Odchodziłem już zmarznięty z zawiniątkiem pod pachą, kiedy rzuciłem jeszcze okiem na stos płyt winylowych. Czasem je przeglądam, ale wielokrotnie  rozczarowałem się pospolitą niemiecką muzyką biesiadno-myśliwską. Parę razy znalazłem płyty z muzyką poważną z których ucieszyła się Karolina.
Tym razem wyciągnąłem:
B. Smetane "Prodana nevesta",
Vecer s Jirinou Bohdanovou,
i... płyta na widok której zrobiłem wielkie gały. Oto w Żywcu zmaterializował się, sam JARA CIMRMAN ze Sverakiem i Smoljakiem :-) płyta pt. "Posel z Liptakova"
Czechozainteresowani znają Jare Cimrmana. Niektórzy byli blisko dotknięcia go na festiwalu w Cieszynie, jednak "Tatinek" nie zabrał Jary, bo się nie zmieścił do auta. Zostało mi tylko zdjęcie ze Sverakiem.
Jara Cimrman, jakby się ktoś pytał, to czeski geniusz o którym praski teatr na Żiżkovie wystawia sztuki od czterdziestu lat. Powstał o nim film "Jara Cimrman, lezici, spici"
To największy czeski wynalazca, architekt i ginekolog. Posiada wielkie zdolności kryminologiczne, poetyckie, dramaturgiczne, kompozytorskie i malarskie oraz pedagogiczne i treserskie. W 2005 roku został najwybitniejszym Czechem, którego imieniem nazwana została planetoida okrążająca słońce raz na cztery lata.









Tegoroczne trofea targowe.
Najfajniejszy A.Dvorak w kartonie oprawionym w czerwone sukno i kilkoma płytami wewnątrz.



wtorek, 27 sierpnia 2013

Półmetek urlopu w Czechach.


Urlop miałem już od dawna. Wcale tego nie czuje. Sam jestem sobie winien bo nie potrafię odmówić kiedy dzwoni kolejny telefon. Spychologia terminalna powoduje spiętrzanie z każdym kolejnym tygodniem nadmiaru pracy.
Pracuje do ostatniej chwili a potem sru... do auta i wyjazd.

Nasi sąsiedzi nie byli uciążliwi.
   Tym razem do Jaromera w Czechach na festiwal Brutal Assault. Mieliśmy z Karoliną jechać na Metalfest do Jaworzna ale Napalm Death wycofał swój występ więc oddaliśmy bilety i kupiliśmy na Brutala gdzie jeszcze nie byliśmy. Set lista wyglądała o wiele ciekawiej niż ta z Jaworzna.
Poza tym to Czechy a zwłaszcza Czechy i 300 km pogodnej jazdy z pięknymi widokami przez Cieszyn, Frydek Mistek, Olomouc, Hradec Kralowe... Drogi mają fajne, betonowe i pola obrobione, obsiane po horyzont, wymłócone, zbelowane. Czesi chyba nastawili się na produkcję zbożową.
Trzysta pięćdziesiąt kilometrów bez wysiadania nie jest problemem jak droga prowadzi pięknym krajobrazem niezmąconym żadną muzyką bo przecież uszy zdążą mi jeszcze spuchnąć!

 Jaromerz, zwykłe miasteczko, które ma podobno około 15 tyś mieszkańców ( tak mówił Gazowy Nalewacz LPG). Zabudowa tchnie duchem czasów komunistycznych, socrealistycznej rozwleczonej architektury. Domów jednorodzinnych plątających się między kamienicami i blokami osiedlowymi. Jaromerz przyklejony do starego Józefowa jak jemioła do starego drzewa.


Karolina Józef Kacper


 Józefów od imienia cesarza Józefa II, który zainicjował budowę koszarów wojskowych w XVIII w. Tego samego co za bezcen wyprzedawał skarby zgromadzone przez zwariowanego Rudolfa II. Właściwie resztki jakie z nich pozostały bo sobie wymyślił, że w ich miejscu zrobi magazyn wojskowy w podziemiach praskiego zamku. Tak się spieszono z wypróżnianiem piwnic zamkowych, że natłuczono pozostałości po licytacji tyle, że dzieci przez 50 lat jeszcze grzebały w Jelenim Jarze wynajdując drobne skarby ze skarbcowych ułomków (Ripellino).

Kostkę brukową oczywiście pozyskałem.

 Najprościej porównać je można do tych oglądanych  w filmie CK Dezerterzy, taka trochę Twierdza Modlin, Twierdza Kłodzka, tylko z wielkimi podziemiami , murami na dwa metry z cegły i z wielką ilością ziemi na dachach i drzewami. Prawie lasem. Najważniejsze jednak są koszary i zabudowania. Zazwyczaj jedno, dwu piętrowe z wielkimi drzwiami łukowymi na podwórza, w których znajdują się rzędy mieszkań o wspólnych korytarzach przeszklonych  dużymi oknami klatek korytarzowych, w których widać pranie, kwiaty, niepotrzebne meble, pralki, lodówki. Wiele niezamieszkanych, bez szyb, z łuszczącą się farbą i grzybem na ścianach, którego czuć jak wsadzi się ciekawska głowę w wybite okno.
 Spokojna, prawie opustoszała dzielnica ożywająca tylko na czas festiwalu straganami z jedzeniem, z namiotami i samochodami gości z całej europy, a nawet odrobiny wielkiego świata. (np Australia, Meksyk i Brazylia...) bo parkować można wszędzie i namioty rozbijać też. Gazowy Nalewak mówił mi też, że mieszkańcy mają zakaz wjazdu i parkowania w tej dzielnicy by nie zajmować miejsca dla turystów... hm. Podobno w zeszłym roku było 17 tyś gości. W tym roku na pewno nie mniej.

 Pod względem organizacyjnym bez zastrzeżeń. Pola namiotowe wypełnione po brzegi ale również klomby, trawniki. Wszystko dostępne gościom. Miejsca parkingowe jakie się upoluje takie się ma. Bez nadmiernego tłoku. Pod względem sanitarnym nie można złego słowa powiedzieć. Służby uwijały się ciągle, ale najlepiej było zadbać o siebie rano jak wszyscy śpią, a toalety są po świeżej dezynfekcji. Mało natrysków ale dostępne zraszalniki na gorące głowy i ciała, bo upał był niemiłosierny. Policji prawie nie było widać incydentów nie zauważyłem. Za to fanów  50+ i rodziców z dziećmi widywałem, sam będąc przykładem.
Fajny festiwal.
Strażackie chłodzenie.
Dwie wielkie sceny, które zmieściły by mój dom. Pomiędzy nimi ekran wielki jak Epopeja Słowiańska Alfonsa Muchy. Koncerty odbywały się naprzemiennie nie dając oddechu wytrwałym fanom od południa czasem do drugiej w nocy.
Śpiochem wieczornym jestem więc ciężko było mi wytrzymać, ale co chciałem to widziałem. Lista zespołów była imponująca. Spośród niej wyłowiłem: VOIVOD, CARCASS, MESHUGGHAH, GOIJRA, TESTAMENT, ANTHRAX, HATE, MARDUK, CARPATHIAN FOREST, ENTOMBED. Reszta grała mi do kotleta ponieważ nie da się cały czas stać i słuchać, bo przecież nie "tańczę". Pląsam lekko głową, tudzież kiwam palcem w bucie. Czasem tupnę nóżka.
cinema horror 
 To wielki diabelski odpust. Jak ktoś miał dosyć muzyki to mógł spędzać czas na oglądaniu horrorów od rana do nocy, ciągle i wciąż.
Masa straganów ze wszystkim. Koszulki, płyty, skóry, ćwieki, trawa, herbata, piwo, Jegermaister sprzedawany na fiolki, piercing, biżuteria, no i żarcie wszelakie, dobre niektóre nawet zdrowe.
Płatność kuponami jest już standardem na takich imprezach, ale ciekawostką jest kaucja za osobisty kubek okolicznościowy który można oddać lub zabrać na pamiątkę. Każdy pilnował swojego nie poniewierały się plastikowe zwykłe, a śmieci były segregowane co przestrzegali goście festiwalowi.








 
                              

                        
                                 
 



Bardzo warto było pojechać, choćby jedyny raz. Jednak ze względów ekonomicznych lepiej zaliczyć kilka pojedynczych koncertów krajowych. Cztery dni pod namiotem też bywa uciążliwe zwłaszcza na trzeźwo. Minusy są właściwie niezauważalne.
Zdjęcia analogowe Yashica electro CC, Olympus 35 RC. 
Więcej zdjęć na fotobloczku.

poniedziałek, 3 września 2012

Żeńskie granie w Żywcu

 Męska formuła uległa parytetowi i tym sposobem możemy posłuchać "bab z jajami". Pewnie Piotrowi Stelmachowi takie słowa cisnęły się na usta kiedy konferował przepinki artystów. Obserwacja dziesięciotysięcznego tłumu była ciekawym doświadczeniem. Przystępna cena biletu 20zł. spowodowała że zabrakło ich już parę dni przed koncertem. Efektem tego była największa liczebność widowni z pośród wszystkich koncertów, na zakończeniu trasy krajowej potwierdzona oficjalnie przez Stelmacha. Żywczanie byli dumni, jednak gdyby tak przefiltrować towarzystwo okazało by się że połowa to miłośnicy muzyki a reszta to konsumenci piwa i kiełbasy lub smalcu. Akurat dziś nie było ani kwaśnicy w garze ani wielkiego oscypka więc zespoły grały im do frytek .
 Trudno było o dialog między KaOwcem a leniwą publicznością. Nikt nie słuchał  rozmów Stelmacha z muzykami. Biedny Piotrek musiał wymuszać brawa i owacje dla artystów. Przecież konsument nic nie musi. On kupił usługę... "kurwa mać Acid grać".
 Artyści ze szczerą radością wykonali swoją pracę choć publika skromnie ich wynagradzała.
Poszedłem głównie na Acid Drinkers, nie pierwszy raz. Wyszli, zagrali jak trzeba "modzież" dała czadu tylko różne "pląsawice" narzekały jak oni się rozpychają. Karolina wróciła z kotła z siniakami ale niesiona na rękach!
Ale nic to!
 BRODKA mnie urzekła swoim radosnym i świeżym występem.  Nie lubie folkloru, ale Brodki połączenie z elektroniką i energią maleństwa dało mi wewnętrzną radość choć stałem jak słup soli i słuchałem. Dla niej warto było iść na koncert. Występ w domu przed tyloma gośćmi musi być stresujący, o czym mówiła, jednak poszło jej "jak z taboretu w kuchni przed tatą i mamą". Nie ma wstydu. Jest duma.
Dyjak robi wrażenie. Głosem, charyzmą i... swoją historią.
Nosowska, w uznaniu zasług zasługuje na pokłon ale mi się nijak nie podoba i te jej infantylne komentarze i podziękowania, no może to i fajne ale nie po każdym utworze. Babo, być że se poważna.
Stelmach krzątał się wśród publiczności ale nie zauważył dwunastolatka w koszuli, sweterku i sandałach, siedzącego na trawie i czytającego książkę "Zapraszamy do trójki" . Młodzi przechodzili obok, patrzyli jak na zjawisko, nawet robili zdjęcia telefonami szyderczo się śmiejąc.

Duch w narodzie nie ginie.

Organizacyjnie impreza doskonała dzięki kilkuletniemu doświadczeniu i odpowiedniemu budżetowi. Wyjątkiem była tylko mała ilośc koszy na śmieci a może brak kultury osobistej goroli i hanysów. Takiego syfu dawno nie widziałem. Wszyscy, wszystko rzucali pod nogi. puszki, kubki plastikowe, tacki, aż po horyzont. Dzwięk szelestu puszek i plastiku towarzyszył nam aż do momentu opuszczenia amfiteatru pod Grojcem.
W Jaworznie podczas Metalfestu przez trzy dni nie było tyle gnoju co tu w ciągu sześciu godzin. Wiocha nadal.

sobota, 21 lipca 2012

Nowa zdobycz

TSA... lubie szanuje... Kupiona na allegro za kilka złotych.

Tzw. "Czerwona" teraz stała się bezcenna.
I komplet autografów na rozkładówce. Dzięki uprzejmości Piotra Plebańczyka.
Dwa w jednym. Akademia Pana Kleksa i TSA.

wtorek, 10 lipca 2012

Jak korzystać z płyty winylowej? *

Ostatnie znalezisko bardzo tanio, wielce mnie ucieszyło. Jako że wszyscy lubimy Kabaret Starszych Panów kupiłem okładkę płyty Panów Starszych ze znamienitymi tytułami. Nie szkodzi że nie ma płyty ponieważ szlagiery znamy dobrze. Piszę w liczbie mnogiej bo piosenki "Rodzina", "Przeklnę cię", "Na ryby"  dzieci śpiewają mi chórem w aucie podczas jazdy. Poza tym płyta została przeceniona na 10zł, co może świadczyć że i w tamtych latach sztuka wysokich lotów nie miała wielu odbiorców albo niewielu było stać na zakup gramofonu i płyt, a w dzisiejszych czasach  ten rodzaj sztuki jest po prostu niszowy. Nikt młody nie sięgnie po rzeczy wartościowe jeśli nie znajdzie sie ktoś, kto zechce im wskazać to co warto znać. Młodzi ludzie są obiorcami bezwolnymi tego co oferuje im tzw. "telewizja z misją". Nie są nauczeni poszukiwać, odbierają to co dostają., dlatego uważam że należy im wskazywać to co wartościowe i cenne w naszej kulturze. Nawet jeśli im się coś nie spodoba, to pewne rzeczy po prostu mają znać i juz! Kiedyś w rozmowie ta wiedza może się przydać. Na próżno możemy szukać kabaretu tej klasy w popularnej telewizji. A jedna jaskółka wiosny nie czyni, czyli ...
http://kultura.gazeta.pl/kultura/1,114532,10879154,A_jednak_da_sie_bez_Kevina__1_5_miliona_widzow_wybralo.html
Z wielką przyjemnością oglądaliśmy, ale na powtórkę raczej nie mamy co liczyć.
Dodatkowej wartości dodaje tej okładce odręczny chwiejny zapis "Grzesiuk, Kreminalne stare" (pisownia oryg.) czy to może znaczyć że płyta przywędrowała do żywca aż z Warszawy? Niewielu dziś pamięta takie nazwiska jak: Gołas, Michnikowski, Dziewoński, Kwiatkowska, Czechowicz, Łazuka...

W wielkim, leżącym stosie płyt, (ok. 4mb.), w oko wpadła mi okładka, fajna graficznie, z takim rastrem i chmurką po czesku: "Banket druha doba". Wziąłem w ciemno za grosze i okazało się że "tam fajnie grają".



* Oto jak należy kożystać z płyty winylowej według Panów Przybory i Wasowskiego :-) Receptura jak najbardziej na czasie bo dzisiejsze dzieci nie mają pojęcia skąd bierze się dźwięk z takiego przedmiotu i do czego w ogóle służy. Podobnie jak koniecznie chciały zobaczyć jak wyszło zdjęcie kiedy Martyna (10lat), zabrała smiene do szkoły i fotografowała koleżanki.