Pewnego dnia, pojechaliśmy do trójmiasta szukać śladów realizacji serialu "Stawka większa niż życie Towarzyszyła nam Kaśka z Leszkiem oraz reszta przyjaciół z Klubu Miłośników Stawki .
Po owocnych poszukiwaniach zakończonych sukcesem, spacerowaliśmy Długim Targiem w poszukiwaniu miejsca gdzie moglibyśmy zjeść obiad.
Pośród setek nóg mijanych turystów, mój wzrok przykuł rząd białych cegieł ustawionych w dużych odstępach ale wytyczających wyraźna linię biegnącą w poprzek ulicy. Cegły gęsiego kierowały mój wzrok do drzwi biura, o ile mnie pamięć nie myli, informacji turystycznej.
Te cegły wyglądały jak bloki mieszkalne. Miały drzwi frontowe klatki schodowej, okna mieszkań i na jednej "ślepej" ścianie namalowany był mural oddający charakterystyczne portowe żurawie gdańskie.
Tak bardzo mi się spodobała prostota formy i siła przekazu mnogości bloków że zapragnąłem posiadać chociaż jedną taką cegłę na własność.
Przechodząc obok nich, niby od niechcenia, wykonałem dyskretny skłon jak King Kong, uchwyciłem cegłę dłonią za dach i z trudem zmieściłem pod połową kurtki skórzanej. Chodziłem z nią podd pachą jeszcze kilka godzin zanim rzuciłem do bagażnika Kaśki samochodu.
Śmiali się ze mnie bo wiedzieli że podobają mi się rzeczy na które ktoś inny nie zwróciłby w ogóle uwagi.
Cegła okazała się doskonałym podporiuszem na półce z książkami.
To było w 2011 roku.
***
Kilka dni temu na profilu instagramowym znajomej dziewczyny z Gdańska zobaczyłem taką samą cegłę. W komentarzu napisałem że też mam taką i w odpowiedzi otrzymałem ciekawą historię.
W 2009 roku Instytut Kultury Miejskiej oraz artyści, zainicjowali długofalowy program malowania murali na gdańskiej Zaspie. Graniczną datę zapisano na każdej blokowej cegle. To był 2016 rok. Wtedy Gdańsk ubiegał się o miano Europejskiej Stolicy Kultury. Taki miejski gadżet promocyjny.
Kilka dni temu, 23 listopada 2017r, w jednym z największych domów aukcyjnych w Polsce, Desa Unicum taka cegła została wystawiona do licytacji za 1000zł i sprzedana za 3200zł.
Byłbym bogaty gdyby nie to, że rzekomy autor którego nazwisko widniało w opisie aukcji, tej cegły nie wykonał. Malowanie cegieł było akcją społeczną zorganizowaną przez lokalnych przewodników i Instytut Kultury Miejskiej. Cegły miały być prezentami dla partnerów wspierających akcję malowania Zaspy.
Tekst powstał po rozmowie z jedną z dziewczyn które malowały te cegły i wyraziła zadowolenie że istnieje jeszcze jedna z niewielu ocalałych. Z 200 namalowanych bloków zostało kilka sztuk o których wiadomo że istnieją. W tym moja cegła na drugim końcu polski.
PRL semtyment, fotgrafia analogowa, medium format, literatura i film, starocie i czytanie, milczenie i myślenie.
Etykiety
3FALA
(4)
akt
(1)
AKTORZY
(13)
analog
(10)
ARCHITEKTURA
(16)
AUTA
(1)
AUTO
(2)
cieszyn
(6)
CZECHY
(27)
dagerotyp
(2)
ELA
(2)
FILMOWO
(34)
FOTOGRAFIE
(69)
GRAFFITI
(5)
hacele
(2)
HISTORIA
(18)
KINO NA GRANICY
(11)
kolodion
(1)
KONKURS
(3)
KORA
(2)
KSIĄŻKI
(81)
LISTY
(2)
lomo
(31)
lomografia
(10)
ŁODYGOWICE
(7)
magdalenki
(2)
MOTOR
(2)
MUZYKA
(9)
MUZYKA pewel mała
(1)
nurkowanie
(2)
OSOBISTE
(31)
paryż
(2)
pióra
(2)
PKP
(2)
plenery
(2)
POCZATEK
(1)
POCZTÓWKI
(9)
PODRÓŻE
(22)
Polska podróże pewel mała
(1)
PRAHA
(29)
PRASA
(1)
prl
(13)
STAWKOLOGIA
(9)
sverak
(2)
TEATR
(3)
winyle
(4)
ZNALEZISKA TARGOWE
(30)
żywiec
(8)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GRAFFITI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą GRAFFITI. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 4 grudnia 2017
poniedziałek, 1 września 2014
Sympatyczne spotkanie
Dorocie tak się Cieszyn spodobał że przyjechała do niego ponownie. Zastanawiałem się czy spotkanie z nią będzie równie przyjemne jak czytanie jej wpisów blogowych, o książkach które przeczytała.
Podczas ostatniej wizyty, zwiedziła Cieszyn prawie tak dokładnie jak goście Kina na Granicy, więc wiedziałem że już niewiele zostało jej tam do zobaczenia. Pod tym względem "moje" Bielsko miało jej coś do zaoferowania. Pomyślałem że trzeba to wykorzystać i umówić się na spotkanie.
Zaproponowałem Dorocie krótką wycieczkę bielskim szlakiem pokazującym historię żydów w tym mieście. Przyjechała razem z Kubą i oboje zabrałem z cieszyńskiego rynku. Dzięki pięknej pogodzie mogli podziwiać uroczy krajobraz śląska cieszyńskiego i moich Beskidów.
TU MAPA
Poza wiedzą o Cmentarzu Żydowskim który często mijam i ostatnio byłem tam 20 lat temu nie znałem żydowskiej historii miasta. Krótka rozmowa z Paluchem naprowadziła mnie w odpowiednim kierunku. Najpierw spotkanie z Dariuszem Paczkowskim i autograf dla Doroty przy okazji pokazania muralu upamiętniającego działalność Ireny Sendlerowej.
Darek udostępnił mi nr tel przewodniczącej Gminy Żydowskiej w bielsku.Miałem nadzieję że zobaczymy Dom Modlitwy przy ul. 3 maja 7. Niestety nie było nikogo kto mógłby nas wpuścić do środka, bo wszyscy byli na urlopie... jednak po rozmowie, mam zapewnienie, że drzwi będą dla nas otwarte w przyszłości.
Przeglądając materiały internetowe trafiłem na nazwisko autora publikacji książkowych na temat historii żydów bielskich. Pomyślałem że książka będzie dla niej doskonałą pamiątką z bielska. Znalazłem kontakt z autorem, Jackiem Proszykiem, spotkałem się z nim wcześniej na krótkiej rozmowie i dostałem autograf.
Najpierw zatrzymaliśmy się w Białej przy fabryce POLSPORT która stanęła na starym cmentarzu żydowskim po długich pertraktacjach z gminą. Dziś stoi tam tablica pamiątkowa w kształcie macewy, ponieważ ekshumowano tylko 10% z pośród 1700 pochowanych.

Będąc w Białej podjechaliśmy na skrzyżowanie Krakowska/Kazimierza Wielkiego gdzie do wojny stała Synagoga w/g projektu Karola Korna.
We wszystkich miejscach znajdują się tablice informacyjne ze zdjęciem i opisem miejsca związanego z historią i kulturą żydowską Bielska-Białej. Wytyczony jest też szlak spacerowy jednak w odwrotnym kierunku do naszego planu jazdy.
Jechaliśmy z Białej do Bielska i przy ul. Stojałowskiego pokazałem Dorocie Irenę Sendlerową na wielkiej ścianie autorstwa Rozenau/Paczkowski ( Karolina pomagała Darkowi wycinać szablon z 40-tu arkuszy bristolu) . Tam wręczyłem Dorocie autograf od Darka Paczkowskiego na broszurze poświęconej tolerancji w Żywcu.
Podczas ostatniej wizyty, zwiedziła Cieszyn prawie tak dokładnie jak goście Kina na Granicy, więc wiedziałem że już niewiele zostało jej tam do zobaczenia. Pod tym względem "moje" Bielsko miało jej coś do zaoferowania. Pomyślałem że trzeba to wykorzystać i umówić się na spotkanie.
Zaproponowałem Dorocie krótką wycieczkę bielskim szlakiem pokazującym historię żydów w tym mieście. Przyjechała razem z Kubą i oboje zabrałem z cieszyńskiego rynku. Dzięki pięknej pogodzie mogli podziwiać uroczy krajobraz śląska cieszyńskiego i moich Beskidów.
TU MAPA
Poza wiedzą o Cmentarzu Żydowskim który często mijam i ostatnio byłem tam 20 lat temu nie znałem żydowskiej historii miasta. Krótka rozmowa z Paluchem naprowadziła mnie w odpowiednim kierunku. Najpierw spotkanie z Dariuszem Paczkowskim i autograf dla Doroty przy okazji pokazania muralu upamiętniającego działalność Ireny Sendlerowej.
Darek udostępnił mi nr tel przewodniczącej Gminy Żydowskiej w bielsku.Miałem nadzieję że zobaczymy Dom Modlitwy przy ul. 3 maja 7. Niestety nie było nikogo kto mógłby nas wpuścić do środka, bo wszyscy byli na urlopie... jednak po rozmowie, mam zapewnienie, że drzwi będą dla nas otwarte w przyszłości.
Przeglądając materiały internetowe trafiłem na nazwisko autora publikacji książkowych na temat historii żydów bielskich. Pomyślałem że książka będzie dla niej doskonałą pamiątką z bielska. Znalazłem kontakt z autorem, Jackiem Proszykiem, spotkałem się z nim wcześniej na krótkiej rozmowie i dostałem autograf.
Najpierw zatrzymaliśmy się w Białej przy fabryce POLSPORT która stanęła na starym cmentarzu żydowskim po długich pertraktacjach z gminą. Dziś stoi tam tablica pamiątkowa w kształcie macewy, ponieważ ekshumowano tylko 10% z pośród 1700 pochowanych.

| Synagoga w Białej |
We wszystkich miejscach znajdują się tablice informacyjne ze zdjęciem i opisem miejsca związanego z historią i kulturą żydowską Bielska-Białej. Wytyczony jest też szlak spacerowy jednak w odwrotnym kierunku do naszego planu jazdy.
Jechaliśmy z Białej do Bielska i przy ul. Stojałowskiego pokazałem Dorocie Irenę Sendlerową na wielkiej ścianie autorstwa Rozenau/Paczkowski ( Karolina pomagała Darkowi wycinać szablon z 40-tu arkuszy bristolu) . Tam wręczyłem Dorocie autograf od Darka Paczkowskiego na broszurze poświęconej tolerancji w Żywcu.
Irena Sendlerowa autorstwa Rozenau/Paczkowski
Miłym przerywnikiem dla mojej warszawianki było spotkanie Syrenki ofiarowanej bielszczanom w latach 50-tych za pomoc w odbudowie stolicy po wojnie
.
Patrząc na Syrenkę, za plecami mieliśmy siedzibę Gminy Żydowskiej, ale niestety bez pani Doroty Wiewióry która była na urlopie. Pozostała nam jedynie tablica emaliowana do sfotografowania i spacer w miejsce gdzie stała druga Synagoga zburzona w czasie drugiej wojny światowej. Za budynkiem galerii BWA jest świecznik i tablica pamiątkowa, a na frontonie Biura Wystaw Artystycznych wiszą dla przypomnienia, wielkie banery z widokiem synagogi i jej ruin.
| Synagoga w Bielsku |
![]() |
| BWA |
W tym miejscu wręczyłem Dorocie kilka pocztówek z widokami Synagogi i bielska. Miejski spacer zakończyliśmy odwiedzeniem ostatniego, i chyba najważniejszego miejsca związanego z historią bielskich Żydów.
Przy ulicy Cieszyńskiej blisko pływalni Panorama znajduje się pięknie zachowany Cmentarz Żydowski, uratowany przed budową w jego miejscu osiedla , jakie faszyści planowali tam postawić w 44r. W czasach PRL'u pasły się tam krowy a Dom Przedpogrzebowy był składem siana.
Kiedy byłem tam ostatni raz na początku lat '90 z Kaśką, widzieliśmy jak bardzo był zaniedbany. Pamiętam przewrócone macewy, ledwo widoczne spod trawy, otwarte grobowce w których było widać trumny, a w jednym z nich trumna była otwarta i można było dostrzec szkielet...
Teraz cmentarz jest pięknie utrzymany, uporządkowany, ścieżki wykoszone, macewy poukładane. Jedynie bluszcz który rośnie tam od zawsze okrywa niektóre nagrobki płaszczem zapomnienia a dzikie poziomki czerwonym kolorem nie pozwalają zapomnieć tragicznych losów bielskich żydów.
To było najlepsze miejsce na wręczenie Dorocie książki "Życie według wartości" o historii żydów na tych ziemiach, napisanej przez dr.Jacka Proszyka, okraszonej osobistą dedykacją.
Resztę dnia spędziliśmy towarzysko w różnych miejscach Bielska...
Ostatnie zdjęcia: LOMO ANALOG
czwartek, 4 kwietnia 2013
Lenin, Kloss, Kora, Edelman... sympatyczne spotkanie.
Wszystko zaczęło się od uratowania KORY. Przezimowała u nas, by w tym roku znaleźć się gdzieś w nowym miejscu, nowym mieście, może gdzieś w Polsce. Autor pracy już się o to postara. Bo głupio tak zatrzymywać czyjąś własność, nawet pomimo tego ze jest ich cztery.
Ciekawe co kieruje ludźmi którzy posiadają dzieła sztuki w swoich domach. Czują się lepsi, chwalą się, oprowadzają po zagrodzie i mówią "... i tu mam takie, te, i tu mam takie te..." Rozumiem że to może być lokata kapitału, choć rynek nieprzewidywalny. Lepsze chyba nieruchomości czy obligacje. Ale ja nie mam kapitału, poza kapitałem w sobie i tym Marksa. Rozumiem potrzebę kontemplacji dzieła w ciszy i skupieniu, ale ileż można się cieszyć... tydzień, miesiąc i co? Egoistyczne pobudki, że ja mam i nikomu nie dam? Zamknięte na siedem spustów. Do grobu przecież nie wezmę, to dlaczego nie podzielić się radością posiadania z innymi jak Grażyna Kulczyk czy Fibak, na przykład. Tak powstawały prywatne kolekcje które potem zasilały państwowe muzea i galeria wielu krajów. Dla wszystkich.To rozumiem. A metka, i tak pozostaje gdzieś z tyłu.
Ciekawe co kieruje ludźmi którzy posiadają dzieła sztuki w swoich domach. Czują się lepsi, chwalą się, oprowadzają po zagrodzie i mówią "... i tu mam takie, te, i tu mam takie te..." Rozumiem że to może być lokata kapitału, choć rynek nieprzewidywalny. Lepsze chyba nieruchomości czy obligacje. Ale ja nie mam kapitału, poza kapitałem w sobie i tym Marksa. Rozumiem potrzebę kontemplacji dzieła w ciszy i skupieniu, ale ileż można się cieszyć... tydzień, miesiąc i co? Egoistyczne pobudki, że ja mam i nikomu nie dam? Zamknięte na siedem spustów. Do grobu przecież nie wezmę, to dlaczego nie podzielić się radością posiadania z innymi jak Grażyna Kulczyk czy Fibak, na przykład. Tak powstawały prywatne kolekcje które potem zasilały państwowe muzea i galeria wielu krajów. Dla wszystkich.To rozumiem. A metka, i tak pozostaje gdzieś z tyłu.
Podczas pewnego przypadkowego spotkania z autorem graffiti, Darkiem Paczkowskim podpowiedziałem mu, że chętnie przygotuję ten "fresk z Korą", pozyskany z budy wędkarskiej, by można było dzięki niemu zdobyć środki do realizacji kolejnych prac. Autor zgodził się chętnie, tym bardziej że gromadzi fundusze na realizację muralu na Muranowie (Nowolipki 9b), poświęconego MARKOWI EDELMANOWI , szykowany na 70 tą rocznicę powstania w gettcie warszawskim przypadającą na... chyba 19 kwietnia.
"I tak go zrobię! Bez względu na ilość pozyskanych środków." powiedział.
![]() |
| Początek malowania 5 kwietnia - Nowolipki 9b, wwa |
![]() |
| mural który trafił na okładkę |
![]() |
| głowa Lenina znad pianina |
Skiba - Kloss - Paczkowski - Szura
Pamiętają niektórzy naszą wizytę w Gdańsku, u Skiby, w jego Instytucie Polskiego Rocka. To był
Wiedziałem że Paczkowski to kumpel Skiby i jest autorem głowy Lenina z irokezem. Pomyślałem ze podniosę wartość książki jeszcze jednym cennym autografem między stronami anarchii.
Nie omieszkałem opowiedzieć Darkowi o naszym Klubie Miłosników Stawki i pokazałem mu Janka w książce.
Jakież było nasze zdziwienie, kiedy ze spokojem powiedział:
- Tak, to mój szablon. Mogę wam zrobić oryginał do kolekcji, bo mam go nadal.
Oryginał składa się z trzech części: dymka, ręki i profilu dlatego wykorzystywany był w rożnych kombinacjach. Wykonany nie jest z papieru lecz z celuloidu pochodzącego ze zdjęcia RTG, lub z drukarni.
| Szblony, w pracowni Darka. |
Dzisiaj spędziliśmy razem kilka godzin, na odbijaniu szablonu Hansa Klossa dla KMS, i Hana Solo, dla Martyny, fanki Star Wars. Janki są dwa: jeden dla Stanisława Mikulskiego na bielskie spotkanie, a drugi do Bogdanowego archiwum stawkowego.
Jeśli terminy pozwolą, to Dariusz Paczkowski przyjedzie osobiście, wręczyć graffit Jankowi. A jak nie da rady to poprosimy Bogdana.
| Dariusz Paczkowski - 3fala.art.pl |
| album od Skiby |
| Janki dwudzieste trzecie |
Korzystając z okazji, spędziłem z Darkiem trochę czasu, fotografując jego prace i działania społecznie zaangażowane w jego pracowni, i w plenerze. Akurat dziś, plenerze tematycznym, poświęconym Dniu Wiedzy o Autyzmie.
środa, 19 grudnia 2012
- KORA JACKOWSKA uratowana...
Powinienem przypomnieć sobie to miejsce sprzed wielu lat. Tam było fajnie. Dysko na piachu w starych garażach latem. Bar w stanicy wodnej obok i pokoje na górze. Tor crossowy, staw z karpiami. Właściciel, dobry znajomy, a "lokal" z domową atmosferą przewijających się znajomych mniej lub bardziej trzeżwych. Chociaż lokal to może za dużo powiedziane. Raczej "upijalnia towarzyska". Wszystko nad brzegiem jeziora żywieckiego w Pietrzykowicach w miejscu starej po peerelowskiej żwirowni która wydobyła masę żwiru ale podobno cały urobek "poszedł bokiem".
Zmusiłem się do lewoskrętu. Zajechałem nie niepokojony przez nikogo. Żadnego strażnika, portiera, emeryta z ochronki. Bez płotu, bez szlabanu. Drzwi otwarte.
Szkło chrzęściło pod butami zmieszane z płatani tynku, ze ścian i sufitów. Farba łuszczy się kolorami. Budynek jest solidny. Z betonu i stali. Nie obawiam się upadku z piętra bo nie ma tzw. ordeki. Jest strop żelazo-betonowy dlatego dodaje mi odwagi. Lubię beton i stal.
Pisałem kiedyś o graffiti w Żywcu. O kolorowej galerii kolejowej głównego dworca i hal magazynowych. Dziś moim oczom ukazała się galeria zaangażowanego graffiti buntu społecznego.
Buntu przeciw genetycznie modyfikowanym organizmom, przeciw przemocy państwa, rasizmowi i antysemityzmowi. Z każdym krokiem, z kolejnym pokojem odkrywałem historię pewnej akcji. A może i dobrze przemyślanego planu...
I tak fotografowałem je ze świadomością że niebawem zostaną zniszczone. Niedawny pożar drewnianej zabudowy osmalił tylko część ścian z płyt elewacyjnych a framugi okien nadpalił. Robotnicy rozbierali zgliszcza i zaczepiali mnie słownie, "po co robię zdjęcia?". Dobrze że znajomość kilku nazwisk pomogła mi znależć wśród nich kolegów a nie wrogów.
Co ma KORA do stanicy wędkarskiej?
Krążyłem po pokojach i w każdym znajdowałem niespodziankę. Największą była KORA. Wielka. Piękna. Kolorowa. Jaka szkoda że nie można jej zabrać do domu jak kawałków fresków Bruno Schulza z Drohobycza.
Aktywista Artysta Dariusz Paczkowski pierwszy grafficiarz RP razem z grupą 3FALA zawitał kiedyś do Pietrzykowic i ożywił tę opuszczoną ruderę realizując ciekawy projekt.
Płyta Kory PING PONG ukazała się w listopadzie. Materiał na okładkę pochodzi właśnie z Pietrzykowic. Z elewacji stanicy wędkarskiej pomalowanej przez Paczkowskiego z 3fala.art.pl.
W samochodzie zawsze jakieś narzędzia się znajdą. Szybkie oględziny pozwoliły stwierdzić że płyty przykręcone są wkrętem do drewna na płaski śrubokręt. Zapragnąłem mieć Korę u siebie w domu. Łatwo odkręciłem fresk z drewnianej konstrukcji. Robotnicy chcieli ode mnie koniecznie na flaszkę za "pozwolenie" ale się wykręciłem. Przecież to i tak kiedyś zostanie zrównane z ziemią. Po prostu szkoda tych obrazów tym bardziej że to one znalazły się na okładce ostatniej płyty KORY. Takim sposobem Kora znalazła się u mnie w domu. Nawet po czterokroć.
| Autor: Dariusz Paczkowski 3fala.art.pl niedawny pożar przypalił trochę policzek Korze. |
| Zdemontowane " ze zdjęć powyżej" |
I co ja teraz z nią pocznę. Najpierw utrwalę te obrazy lakierem bezbarwnym.Pomyślałem potem że dobrze byłoby przykręcić te tablice (120x80 cm) do czarnej płyty meblowej która stanowiła by swoiste passe partout i jednocześnie pozwalałaby to jakoś przykręcić do ściany. Bo Kora jest bardzo krucha.
czwartek, 15 listopada 2012
Doktryna... NO LOGO... Noemi...
Zalegliśmy w łóżku rodzinnie, wieczorem, i nie mieliśmy co oglądać. Wybór z twardego padł na dokumentalny film "Wyjście przez sklep z pamiątkami". Jakoś tak wyszło z rozmowy o graffiti w Żywcu. Tym chujowym "graffiti", tych bohomazach ulicznych bez treści i formy malowanych przez domorosłych (przecież nawet ci najlepsi są domorośli) "artystów" często antysemitów, palantów rasistów. W Żywcu jest ich sporo, zawsze było ich dużo. Sam dostałem w ryj pewnego wieczoru na początku lat 90-tych. Wtedy to akurat byli tzw. skinheadzi. Teraz to tzw. patrioci, narodowcy, monopoliści honoru tylko gdzie podział się Bóg?
Bóg Honor i Ojczyzna. Teraz tylko Honor i Ojczyzna... krew i honor, czego przykład mamy każdego 11 listopada.
Jest miejsce w Żywcu gdzie jest dużo fajnego graffiti. To tyły stacji PKP, zabudowania magazynowe. Świetna galeria bo jadąc pociągiem można spacerowym tempem obejrzeć wszystkie prace elewacyjne. Nie ma w tych pracach polotu na poziomie Banksy'ego choć z drugiej strony nie można porównywać. Każdy graficiarz jest klasą sam dla siebie. Są bardziej błyskotliwi, spostrzegawczy są i zwykłe "pismaki".
Prace z Żywca pojawiają się na stronach internetowych, grafit blogach, trzecich falach, a nawet w lokalnych wiadomościach prasowych z burmistrzem w roli "głównej"... to przy okazji zamalowywania rasistowskich haseł na murach miasta.
Nasz burmistrz lubi autopromocję. Czasem wychodzi mu niezręcznie jak kiedyś na koniec koncertu Budki Suflera, wyszedł na scenę i powiedział do mikrofonu mając za sobą zespół schodzący ze sceny "... za rok załatwię wam jeszcze lepszy zespół!"
Jaki elektorat, taki burmistrz.
Od dawna obserwuję, czasem z niepokojem, pewną odmienność Martyny i Karoliny w stosunku do tego jak widzę ich rówieśników. Dziewczyny ubierają się inaczej... Wiem że to często nasza, czyli rodziców sugestia, żeby nie wyglądać tak samo jak manekin w sklepie czy dziewczynki na dyskotece... lub "galerianki". Nie zapominamy podpowiedzieć im że, np:...te buty za kilkaset złotych, szyje chłopczyk na wschodzie, za kila centów, czy za tzw. "paczkę ryżu". Gdy glany były rzadkością Karolina chodziła w nich cały rok ale od kiedy pojawiły się w marketach i pół szkoły je nosi zapragnęła mieć buty desantowe... Wielu nosi wojskowe plecaki-kostki na książki więc Martyna i Karolina w opozycji noszą zwykły plecak brezentowy ze skórzanymi paskami jak turyści w PRL'u., Długo można by wymieniać.
Ktoś powiedzaiał:
"Jak nie masz swojego stylu, skopiuj go od kogoś."
Mam jednak pewne wątpliwości czy przez swoją inność, nie tylko stroju ale i spojrzenia na otoczenie, będą umiały odnależć sie we współczesnym, konsumpcyjnym, świecie. Czy innością nie skazują siebie na ostracyzm. Czy my nie przykładamy do tego ręki nauczeni prl'owski oporem przed systemem. Wtedy politycznym, teraz ekonomicznym czy stylowym.
My, starzy mamy do tego dystans, jednak dzieci chyba jeszcze nie. Tak, fajnie jest kupować, zaspokajać swoją próżność, ulegać reklamom. Wystarczy rozumnie spojrzeć na reklamę a obnaża sie intencje handlowców, speców od marketingu i manipulacji. Budzenie potrzeb, zapełnianie niszy, promocje, gratisy, nowe, nowsze, lepsze. Ja mam lepsze, on ma gorsze...
Kolega kupował TV za kilka tysięcy przez pół roku, dzwonił, sprawdzał, z latarką zaglądał w szpary kolejnych telewizorów. Byle było Made in Japan. I wyrzygał 5000zł za 42 cale. Opowiadań i przechwałek w pracy były godziny. Pomyślałem że też "pochwalę" się prowokacyjnie, zakupem nowego monitora który miałem w aucie. Pierwsze pytanie.
Jaka marka, ile cali, LCD czy LED?
Moja odpowiedż: Nie wiem!
-Jak to nie wiesz! -mówi kumpel. -Nie wiesz co kupujesz?
-No, nie wiem. Zadzwoniłem do kolegi co ma sklep i kiedy stałem na światłach pod jego sklepem, wyszedł, wrzucił mi pudło przez okno do auta , no i mam nowy monitor. Nic w tym dziwnego, dla mnie, ale znajomi nie rozumieją, muszą mieć wszystko najlepsze.
Moje ulubione zdanie " Śmiejąc się z siebie możemy do woli uśmiać się z innych"
Odwiedziny u takiej osoby również są ciekawym doświadczeniem. Zaczyna się zazwyczaj od prezentacji nowych nabytków, gadżetów, pierdół itd.
Często pytam udając niewiedzę co to jest, do czego to służy? Oj, to pozwala posiadaczowi zabłysnąć, wypłynąć na szerokie wody elokwencji. Ego rośnie jak nasz dług narodowy, warszawskiego telebimu....
A przy stole dominuje narzekanie na polityków, opowiadanie dowcipów skończywszy na relacjach z ostatnio oglądanych filmów na tubie. Pusty przekaz cudzej twórczości...
Z tego wszystkiego, "No logo" Noemi Klein. Czy chcę się utwierdzić w przekonaniu że jesteśmy trybikami w maszynie świata i korporacji. Czy pozostaje nam cicho siedzieć i harować dla wspólnego ... czyli czyjego dobra?
Nie trzeba mnie przekonywać. Ja to wiem. Potrzebuję więcej argumentów, faktów, przykładów... Kurier już jedzie.
Bóg Honor i Ojczyzna. Teraz tylko Honor i Ojczyzna... krew i honor, czego przykład mamy każdego 11 listopada.
Jest miejsce w Żywcu gdzie jest dużo fajnego graffiti. To tyły stacji PKP, zabudowania magazynowe. Świetna galeria bo jadąc pociągiem można spacerowym tempem obejrzeć wszystkie prace elewacyjne. Nie ma w tych pracach polotu na poziomie Banksy'ego choć z drugiej strony nie można porównywać. Każdy graficiarz jest klasą sam dla siebie. Są bardziej błyskotliwi, spostrzegawczy są i zwykłe "pismaki".
Prace z Żywca pojawiają się na stronach internetowych, grafit blogach, trzecich falach, a nawet w lokalnych wiadomościach prasowych z burmistrzem w roli "głównej"... to przy okazji zamalowywania rasistowskich haseł na murach miasta.
Nasz burmistrz lubi autopromocję. Czasem wychodzi mu niezręcznie jak kiedyś na koniec koncertu Budki Suflera, wyszedł na scenę i powiedział do mikrofonu mając za sobą zespół schodzący ze sceny "... za rok załatwię wam jeszcze lepszy zespół!"
Jaki elektorat, taki burmistrz.
Od dawna obserwuję, czasem z niepokojem, pewną odmienność Martyny i Karoliny w stosunku do tego jak widzę ich rówieśników. Dziewczyny ubierają się inaczej... Wiem że to często nasza, czyli rodziców sugestia, żeby nie wyglądać tak samo jak manekin w sklepie czy dziewczynki na dyskotece... lub "galerianki". Nie zapominamy podpowiedzieć im że, np:...te buty za kilkaset złotych, szyje chłopczyk na wschodzie, za kila centów, czy za tzw. "paczkę ryżu". Gdy glany były rzadkością Karolina chodziła w nich cały rok ale od kiedy pojawiły się w marketach i pół szkoły je nosi zapragnęła mieć buty desantowe... Wielu nosi wojskowe plecaki-kostki na książki więc Martyna i Karolina w opozycji noszą zwykły plecak brezentowy ze skórzanymi paskami jak turyści w PRL'u., Długo można by wymieniać.
Ktoś powiedzaiał:
"Jak nie masz swojego stylu, skopiuj go od kogoś."
Mam jednak pewne wątpliwości czy przez swoją inność, nie tylko stroju ale i spojrzenia na otoczenie, będą umiały odnależć sie we współczesnym, konsumpcyjnym, świecie. Czy innością nie skazują siebie na ostracyzm. Czy my nie przykładamy do tego ręki nauczeni prl'owski oporem przed systemem. Wtedy politycznym, teraz ekonomicznym czy stylowym.
My, starzy mamy do tego dystans, jednak dzieci chyba jeszcze nie. Tak, fajnie jest kupować, zaspokajać swoją próżność, ulegać reklamom. Wystarczy rozumnie spojrzeć na reklamę a obnaża sie intencje handlowców, speców od marketingu i manipulacji. Budzenie potrzeb, zapełnianie niszy, promocje, gratisy, nowe, nowsze, lepsze. Ja mam lepsze, on ma gorsze...
Kolega kupował TV za kilka tysięcy przez pół roku, dzwonił, sprawdzał, z latarką zaglądał w szpary kolejnych telewizorów. Byle było Made in Japan. I wyrzygał 5000zł za 42 cale. Opowiadań i przechwałek w pracy były godziny. Pomyślałem że też "pochwalę" się prowokacyjnie, zakupem nowego monitora który miałem w aucie. Pierwsze pytanie.
Jaka marka, ile cali, LCD czy LED?
Moja odpowiedż: Nie wiem!
-Jak to nie wiesz! -mówi kumpel. -Nie wiesz co kupujesz?
-No, nie wiem. Zadzwoniłem do kolegi co ma sklep i kiedy stałem na światłach pod jego sklepem, wyszedł, wrzucił mi pudło przez okno do auta , no i mam nowy monitor. Nic w tym dziwnego, dla mnie, ale znajomi nie rozumieją, muszą mieć wszystko najlepsze.
Moje ulubione zdanie " Śmiejąc się z siebie możemy do woli uśmiać się z innych"
Odwiedziny u takiej osoby również są ciekawym doświadczeniem. Zaczyna się zazwyczaj od prezentacji nowych nabytków, gadżetów, pierdół itd.
Często pytam udając niewiedzę co to jest, do czego to służy? Oj, to pozwala posiadaczowi zabłysnąć, wypłynąć na szerokie wody elokwencji. Ego rośnie jak nasz dług narodowy, warszawskiego telebimu....
A przy stole dominuje narzekanie na polityków, opowiadanie dowcipów skończywszy na relacjach z ostatnio oglądanych filmów na tubie. Pusty przekaz cudzej twórczości...
Z tego wszystkiego, "No logo" Noemi Klein. Czy chcę się utwierdzić w przekonaniu że jesteśmy trybikami w maszynie świata i korporacji. Czy pozostaje nam cicho siedzieć i harować dla wspólnego ... czyli czyjego dobra?
Nie trzeba mnie przekonywać. Ja to wiem. Potrzebuję więcej argumentów, faktów, przykładów... Kurier już jedzie.
![]() |
| napalm... |
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















