Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram

niedziela, 30 września 2012

Action...

Po ciężkim tygodniu dobrze się śpi... w wannie! Myślałem że trochę poczytam ale zrobiło mi się tak przyjemnie że zasnąłem. Obudziłem się jak już woda odkryła mój wstyd. Na nic nie miałem czasu w tym tygodniu. Nawet czytać i to mnie boli najbardziej. W nawale obowiązków i dużym tempie pracy nawet nie słucham radia bo jeśli nie mogę się skupić na audycji to wolę nic nie słyszeć. Nie potrzebuję dżwiękowego tła do życia.
Lubię być sam ze swoimi myślami wtedy tak pięknie płyną. Szkoda że nie mogę niektórych myśli przelać przez klawiaturę, one tak szybko ulatują.
 Po dłuższej przerwie odwiedziłem moich znajomych sprzedawców targowych. Od jednego  nich dostałem cynk o dostawie nowego-starego towaru w poniedziałek, więc będę napewno. Dziś za to trafił mi się aparat który dawno chciałem sobie kupić, mianowicie:
ACTION SAMPLER
 Migawka 0,22 sek na jedną kwartę i 0,66sek na cały kadr. Wyrażnie słychać wolny przebieg więc będzie fajna sekwencja.

Za jedyne 5zł. (alledrogo za 120zł) w folii i pudełku z instrukcją, nie używany z filmem wewnątrz i nie zrobionym żadnym zdjęciem. Chociaż gdyby już jakieś zdjęcia były przez kogoś zrobione fajnie było by zrobić sobie tajemniczą niespodziankę. Wiem, jestem wścibski ale to nasza ludzka specjalność. Gdyby nie to nie było by programów i gazet o celebrytach. Nie rozumiem tego zainteresowania cudzym życiem lub umyślnego prowokowania dziennikarzy do pisania o sobie...
 Pewnego razu akwizytorka SKOK'u roznosiła ulotki, na szkolnym festynie rodzinnym, z wizerunkiem Artura Żmijewskiego. Staliśmy z kolegami i rozmawialiśmy kiedy podeszła wręczajac każdemu ulotkę. Spojrzeliśmy po sobie i już wiedziałem...
Zapytałem, czy to aby nie jest jej dyrektor i tak się promuje na ulotkach. Pani odpowiedziała że to nie jest dyrektor, pytając jednocześnie jak mogę nie wiedzieć. Zaczęła mi tłumaczyć że to taki polski znany aktor, pan doktor, ojciec, Mateusz, detektyw. Ja kiwałem głową z zainteresowaniem a koledzy nie mogli się powstrzymać ze śmiechu. Kiedy skończyła tłumaczyć, zapytała czy dalej nie kojarzę, odpowiedziałem że  wogóle, więc zrezygnowana pożegnała mnie zdaniem "Żal mi pana."
A mi nie żal mnie. :-)
Śmiejąc się z siebie można do woli uśmiać sie z innych. Wiem, świnia jestem i taki zespół lubię, "jak oni grają!"


Jak stary dobry Carcass na pierwszych dwóch płytach.
16 listopada wybieramy się rodzinnie na koncert LAO CHE do Katowic. Mam nadzieję na odrobinę materiału  '44! Czy ktoś z nami jedzie?

poniedziałek, 24 września 2012

Yuma! A co?

Rocznicę uczciliśmy kolacją i seansem sentymentalnym.
Któryś bloger pisał o yumie  w tonie niepochlebnym, że to taki naiwny film z siermiężną scenografią w pretensjonalnym stylu, że tak nie było...
A właśnie że tak było!

"Co ty wiesz o ..." PRL'u

Film kręcony w Czeskim Cieszynie i Ostrawie, fotoreportaż z planu  gdybym o tym nie przeczytał to bym się nie zorientował, a przecież Cieszyn znam nieżle.
Zastanawiam się tylko skąd oni wzięli taki kowbojski saloon madam Figura? Ale to nieważne.
 Ważne wtedy było pragnienie posiadania czegokolwiek co dawało namacalnie czuć zachodnią cywilizację w rękach, w swoim  pokoju czy na sobie być  lepszym, nobilitowanym we własnym środowisku. Kto z nas nie zbierał wtedy puszek po piwie, resorkowców, paczek po papierosach ustrzelonych na strzelnicy "sportowej" podczas odpustu przykościelnego, fotosów gwiazd muzyki i filmu, przypinek które dziś wracają do łask, no i znaczków odlepianych z listów od ciotki z ameryki, długo by wymieniać.
 Ja wiem że to takie prózne ale przyjaciele wtedy nie byli zawistni. Wtedy każdy się cieszył jak ktoś miał coś fajnego. Stąd wśród ludzi mojego pokolenia umiejętność cieszenia się cudzym szczęściem. Cieszymy się jak komuś się dobrze wiedzie a i pomagać potrafimy bezinteresownie jak w tamtych trudnych czasach, które nauczyły nas życia nie tylko dla siebie ale i dla innych.
Nic nie było.
Wtedy każdy pomagał drugiemu zdobyć coś, załatwić, poszukać znajomości, "by żyło się lepiej." Pieniądze nie miały wartości jeśli nie można było za nie czegoś kupić więc wartością był człowiek który umiał pomóc , coś załatwić, zrobić, naprawić, wykombinować a nawet ukraść. Uniwersalną walutą była flaszka. Jako wdzięczność i jako bilet do lepszego świata, chociaż na chwile bo kac na drugi dzień boli tak samo.
Jak w Yumie gdzie  kradzież została rozgrzeszona gestem Robinhoda. Odbieranie bogatym, takie karanie za historię za podział europy na lepszych i gorszych
"...oparty nie na przemocy lecz na prawie" (Stalin, bo jemu się należy!). Pozostaliśmy po tej gorszej stronie tak jak pózniej nasi bracia w NRD obudzili się z widokiem na mur.
  Zachód więc płaci karę za każdym razem kiedy młodzi wpadają do sklepów i dyskretnie zabierają (yumają) towary mieszczące się do kieszeni kurtki albo przebierają się wychodząc z kabiny "na cebulę".
Radość rozdawania fantów jest wielka kiedy widać szczęśliwy uśmiech obdarowanych.
Wtedy cokolwiek nas uszczęśliwiało, teraz młodych ludzi nie byle co ucieszy kiedy mają wszystko.
Normalnym jest że chce się lepiej i więcej, wtedy zatraca się zdrowy rozsądek wkraczając na drogę przestęstwa z której powrót jest trudny. Sprawy komplikują się kiedy do gry wchodzą bezlitośni gangsterzy i wielkie stawki, przemoc lub śmierć.
Tylko katarssis może przerwać ten zaklęty krąg węża zjadającego własny ogon.
Nie można powiedzieć -Ja się juz nie bawię.
Stawka jest wysoka i jak spaść to z wysokości albo na cztery łapy albo na pysk.
Jak spada Kot, Młot, Kula i Gierszał zobaczcie sami. Ja zobaczę napewno jeszcze raz!


Ta Yuma przewija się w tle filmu i też jest dobra.


piątek, 21 września 2012

"W czasie deszczu..." kto się nudzi?

 Deszcz dzwoniący w blaszany dach nastraja do lenistwa co dla ludzi pracy pewnie jest tylko chwilową przyjemnością. Dzień nicnierobienia  bywa fajny ale tylko jeden. Przeszło mi przez myśl żeby zrobić sobie taki wolny dzień ale obowiązki wzywają. Idzie jesień, deszczowych dni będzie pod dostatkiem. Dzieci będą w szkole, Kacha w pracy a ja w domu będę się lenił z książką filmem i gęstą kawą. Kiedyś...
 Najważniejszy jest plan dnia, na końcu którego jawi się czas na czytanie. Dobrze nastraja mnie perspektywa czytania po skończonej pracy.
Uwielbiam czytać i jeść jednocześnie. Pewnie bibliofile będą zniesmaczeni, Jak tak można?
A można!
I na dodatek zaginam rogi kartek, i odwracam otwartą grzbietem do góry jak nie mam zakładki i jeszcze zakreślam ołówkiem (czasem długopisem) ważne fragmenty lub tematy do sprawdzenia czy głębszego poznania.
To fajny sposób poznawania. Przecież ciągle się uczę i się tego nie wstydzę.Martwię się tylko że kiedyś moja pamięć nie będzie już taka dobra a tyle książek do przeczytania, filmów do obejrzenia, miejsc do zobaczenia... Ale co tam!
Tymczasem  znalazłem u "mojego" księgarza znowu dwie literatury na świecie. Jedna o herezji, gnozie i sektach (4/1989)  a drugi egzemplarz poświęcony Havlowi (8-9/1989)
LnŚ - Havel, spis treści

Zajęcia ostatnich dni kierowały moje myśli i czyny w stronę "Praskich łowów" Aleksandra Kaczorowskiego. Zachwycony jego "...elementarzem" oczekiwałem kolejnej przyjemności czytania. Jak się póżniej okazało nie tylko przyjemności czytania ale i przyjemności wyobrażni. On tylko wpuszczał kroplę atramentu, nie musiał opisywać do końca. Kolor rozpływał się i zabarwiał w pełni przyjemne obrazy w mojej głowie.
"...łowy" zapowiadały się łatwo lekko i rozrywkowo. W Pradze i o Pradze. Powoli zanurzałem się w poszukiwaniu miłości kolejnych kartek a ona znikała ustępując kolejnym spotkaniom  i rozmowom. Historycznym dyskusjom i literackim zawiłościom charakterów Fuksa, Kundery, Polańskiego. Wszystko podane w sosie piwnym knajp praskich Holeszowic, Letnej, Hradczanów, Małej Strany, Starego Miasta, Nowego, Żiżkowa.... Ołomuńca.
Miasto nadziei, tylko czy spełnionych? Rosjanin, Polak, Amerykanka, Japonka, przyjechali z nadziejami  do Pragi ale czy ona spełniła ich oczekiwania? Gdyby nie to pewnie by tam nie zostali. A może jakoś tak wyszło. Splot zdarzeń zatrzymał ich w tym dziwnym mieście. Zyli z dnia na dzień bez pośpiechu, tak po czesku nasiąknęli Wełtawą i tym co przyniesie kolejny poranek.
 z tą recenzją się nie zgadzam

W pażdzierniku (AM)  mam nadzieję posmakować Pragi po raz drugi, bo ten pierwszy, sprzed wielu lat zupełnie się nie liczy, choć był urokliwy z perspektywy nieprzygotowanego turysty.


wtorek, 18 września 2012

Hans Kloss po czesku cd.

Jedna z naszych stawkowych koleżanek Joanna zafundowała wszystkim stawkologom czeskie tłumaczenie haseł z serialu "Stawka większa niż życie"
Oto one. (ewentualne błędy proszę sygnalizować)
Czy to pan Georg?
Przysyła mnie krawiec męski Tadeusz.
Przychodzę od Józefa.
Czy to pan ma do zaoferowania kościane guziki do kożuchów?

Czy wtedy Joanna dała nam hasła? Nie pamiętam, ale to było w  stolicy i obie z Panie Warszawy.

sobota, 15 września 2012

Zawartość cukru w ...horrorze.



Wczorajszy wieczór filmowy z miską kolorowych chrupków kukurydzianych był udany. Chrupki znikały w zastraszającym tempie wraz z narastającą akcją filmu "Zemsta po latach". Ostatni raz widziałem go ponad 20 lat temu w kinie Magórka w Łodygowicach gdzie czuwała nad nami wisząca Matka Boska Częstochowska.
Ten film przeraża nawet dziś. Jest ponadczasowy. Proste i prymitywne niekiedy efekty mrożą krew w żyłach a stopniowane napięcie drży oddechem by pęknąć trzaskającymi drzwiami i ścigającym wózkiem.
Martyna tylko zasłaniała oczy kiedy ojciec topił dziecko w wannie a Karolina uciekła sprzed telewizora słysząc pierwsze takty napięcia i grozy.
Lovecrafta za to czytała z przyjemnością, SILENCER'a słucha z dreszczem,  ale horroru nie wytrzymała.

 Dziś w wolnej chwili obejrzeliśmy "Poszukiwany, poszukiwana", (zawartość cukru w cukrze pochodzi z tego filmu). Zabawy było wiele prl'owskim sentymentem lecz wspominam o tym filmie bo znalazłem tam fajny polsko-czeski akcent z Filipem Łobodzińskim w roli głównej. Raz jest czeska flaga na parapecie a raz jej nie ma.
"Poszukiwany..." filip Łobodziński i Wojciech Pokora 
Kaśka na babskiej imprezie więc my, z Martyną urządziliśmy sobie horrorowy seans filmowy. Najpierw CHRISTINE, a potem DUEL.Prosta rozrywka po ciężkim dniu.
Praga Magiczna nieczytana!(PIW, H.Kralowa '97) za 90zł. to chyba nieżle bo na alledrogo po200zł. Mój egzemplarz ma cenę 48zł i przecenę 21zł. więc historia ceny ciekawa.

piątek, 14 września 2012

Suplement

(AM)
... zorkij c, moja poprzednia lekka zorka służyła mi dobrze dopóki się nie zepsuła. Sprzedałem ją jakiemuś kolekcjonerowi co zasiliło mi budżet na supersamplera.
poprzednia zorka c
...i zdjęcie z tej zorki na negatywie C41 kodak BW400, a odbitka na papierze wielokontrastowym Ilford  (samodzielnie), czeskim powiększalnikiem Opemus 6
Teraz zorka 5 po smarowaniu  działa dobrze. Ma dalmierz z żółtą plamką i dżwignie szybkiego naciągu co czyni ją "mniej zgrabną". Jedyne co mnie w tych aparatach wkurza to zakładanie filmu, szpula odbiorcza jest. Taki urok. Futerał z brązowej skóry, ładny, tylko pasek ktoś wykorzystał na smycz dla psa.


I na kuriera się doczekałem. Udało mi się kupić okazyjnie, tak mi się wydaje, "Pragę magiczną" i przy okazji "Praskie łowy". 

Nie mogę się doczekać kiedy pójdę do pracy, będę miał więcej czasu dla siebie :-)
Odwaliłem dziś kawał dobrej roboty, a na zakończenie dnia zrobiłem z Karoliną półkę na książki których ciągle przybywa. 


czwartek, 13 września 2012

Interes życia :-)

Kiedyś pisałem o człowieku który kolekcjonuje "tygrysy" , ma ich już ok. 500szt. Zasiliłem jego kolekcję i w zamian dostałem bambino. Obiecał mi jeszcze aparat Zorkij 5 za kilka egzemplarzy "sensacji XXw", i oto jest!
zorkij 5

Właściwie nie liczyłem na nią, pomyślałem że pewnie zapomni, starszy pan, a tu niespodzianka.
Aparat w bardzo dobrym stanie z drewnianym statywem i futerałem. Do tego dostałem kopioramkę do stykówek z dużych negatywów którą można wykorzystać jako ramkę do zdjęć. Mam wyrzuty sumienia że jakoś tak tanio dostałem ten sprzęt ale mam jeszcze dla niego (marynisty) bardzo stare egzemplarze tygodnika MORZE i kilka książek o tej tematyce. Napewno się ucieszy, on się tak fajnie cieszy.

kopioramka do stykówek
Piętnaście minut z księgarzem zaowocowało książkami:

Hasek - zbiór opowiadań
Kafka - Zamek
Petiska - Hotel dla cudzoziemców

środa, 12 września 2012

Czekając na... kuriera

Zrobiłem pięć zdjęć, chociaż nigdy nie byłem w hali  "Miroskiej". No i nie mam już Zorkij S ale mam obiecaną Zorkę 6. ha...


 













Znam to ze zdjęcia tylko nazwisko zapomniałem. Czyja to fota?
all lomo foto

wtorek, 11 września 2012

Egzotyczny spacer.


  Cisza niedzielnego poranka, po hałaśliwo-rozrywkowej sobocie, nastrajała do spaceru w nadmorskiej dzielnicy Szczecina tam gdzie tramwaj zawraca o wschodzie słońca. Dla, w jakimś stopniu, poukładanego faceta ze wsi każdy miejski spacer jest ciekawym doświadczeniem, obserwacją rzeczy ulotnych i dziwnych. Mieszczanie pewnie mijają takie miejsca beznamiętnie, nie myślac nawet o nich, chociaż mając świadomość ich istnienia. Każde miasto ma takie dzielnice o których pewnie sam bóg zapomniał.
Omijając psie kupy na chodniku do którego wdzierała się trawa pobocza nie koszona od sezonów szedłem niespiesznie i bez celu. Szedłem żeby iść, kuszony tajemnicą  ukrytą za kolejnym rogiem kamienicy i następnym skrzyżowaniem. Krzaki i chaszcze, nie karczowane, skrywały stare, nikomu niepotrzebne meble, fragmenty sprzętów agd porzuconych beznadziejnie  bez szansy na naprawę, samochody bezsilne zapadłe w ziemi po osie na wieki wieków amen.

  Krzaki i chaszcze chwilami ożywały poruszone promieniami słońca budzącymi głód zwierząt. Spotkałem dzika pożywiającego się resztkami "ludzkich" odpadków, których anemiczni konsumenci jedynego produktu  nie mają siły unieść na wysokość kubła. No bo skąd ta siła ma się brać? Z codziennej gimnastyki jednej ręki od biodra do ust z butelką piwa czy wina? Oni są zajęci, nie maja czasu, to nie ich teren, oni mieszkają od tąd do tąd i ani centymetra dalej. Nikt nie zrobi więcej niż to konieczne. nikt nie zrobi nic bo to nie jego, bo to "miasta", bo to państwa które ma dać, zrobić...

  7 rano w niedzielę to piękna pora. Nie ma ruchu prawie wcale tylko wiewiórka, ruda, lekko skacze po drzewach, beztroska.
7 rano to zła pora bo niecierpliwość głodu i smaku daje o sobie znać, chrypką rozmów pod "umeblowanym"  krzakiem z wydeptanym rondem wieczornych tańców tubylczych przy ognisku. Druga strona drogi, nasłoneczniona, jawi się jako ostoja bezpieczeństwa. Słoneczna poświata podkreśla inność, czystość... niedotykalność. W tym świetle lepiej iść, bezpieczniej, odważniej....

  Zniszczona ściana z łachami odkrytych cegieł ogrzana słońcem, budzi się leniwie przeciągając jękiem porannej mszy świętej z uchylonego okna. Z każdym krokiem zarażliwe ziewanie białych okiennic  przechodzi od modlitwy do zachrypnietego dialogu, pełnego pretensji, mężczyzny i kobiety pomiędzy które nie może sie przebić płacz niemowlaka. Na wysokościach słychać  dialog porannej noweli telewizyjnej, głośnością nie znoszącą sprzeciwu.
 Słońce wdziera się do śmierdzących klatek schodowych a zawsze otwarte  drzwi nie zatrzymują światła żarówek których nikt nie gasi bo są niczyje, jak światełko w tunelu, dla wszystkich. Kwestią czasu jest kiedy staną się osobistym domowym żródłem oświecenia... lecz nie kagankiem.
Kagankiem jest telewizja. Ona uczy, ona bawi, ona tuli i usypia, daje tematy podwórkowych rozmów. Z łatwością wkrada się do głowy gdzie dla niej miejsca wolnego wiele.

  Wszystko jest do dupy.
Wszystko zniszczone, szare i śmierdzące.
"Szczecin (...) to coś więcej niż miasto."
Może centrum, które stanie się za czterdzieści lat pływającym ogrodem (sic!). Śląsk nie stał się miastem ogrodów to i Szczecin nie będzie pływającym ogrodem tak jak trójmiasto nie stało się "sześciomiastem roku 2000" gdzie domy miał być podwieszane. (?)
Wypaczony lokalny patriotyzm kibolskich radykałów na wielkich słowach o honorze się kończy. Kapie z pędzla i wsiąka w ziemię bezużytecznie zmarnowaną farbą pustych haseł.
Cała para w gwizdek! Cała farba w mur!
Nie w zasrana klatkę schodową, odrapane drzwi frontowe czy zarośnięty trawnik, ale na most, śmietnik, ścianę komórki pięknymi kolorami patriotycznymi z próżnymi hasłami wielkimi literami.



  Jak wiele siły potrzeba by to zmienić,by wyrwać się z tego getta?
Minimalne potrzeby samodzielnie zaspokajane z dnia na dzień skracają perspektywę myślenia o przyszłości. Przyszłość to jutro. Byle do jutra. Dzień dzisiejszy jest najważniejszy, dzisiejsze pragnienie, dzisiejszy głód i zdobycie bieżących srodków.
Dziś daje caritas, jutro unia, tam szmaty, a gdzie indziej paprykarz szczeciński. Plan jest prosty jak codzienne czynności pierwszej potrzeby. Dreptanie w koło ławki, potem pod krzakiem a w końcu pod sklepem zabiera z życia chwile które mogły być piękne lecz nikt nikomu nie pokazał piękna tego życia. Próbowanie smaku czyjegoś życia pozostawia tylko gorycz rozczarowania swoim marnym losem.


lomo
lomo




























lomo

piątek, 7 września 2012

Wielki Magazyn.

 Enigmatycznie to brzmi a chodzi o Magazyn GW z 22 września 1995.
Wyszedłem na strych w moim rodzinnym domu z którego wyprowadziłem się w 2005 roku. Zostawiliśmy tam stosy gazet z początku lat 90tych; Polityka, Przekrój, Wprost, GW. Zostały też stare gazety czytane przez moich rodziców: Perspektywy, Panorama, Poznaj świat, Morze, i najwięcej Film, Kino, Ekran wszystko od lat 60tych do schyłku PRL'u. Już nie raz zasilałem materiałami fora "Czterech pancernych...", "Stawki większej...", czy czarnobylskiej strefazero o energii atomowej.
 Tym razem zabrałem paczkę magazynów GW wielkich płacht jak sama gazeta. W jednej z nich znalazłem ciekawe artykuły o Kafce, Milenie Jesenskiej, Dorze Dymant.
Milena Jesenska 1
Milena Jesenska 2
Dora Dymant 1
Dora Dymant 2

W innym jest:
Płachty takie wielkie że nie mam ich jak włożyć ani podzielić na skanerze A4.