Etykiety

3FALA (4) akt (1) AKTORZY (13) analog (10) ARCHITEKTURA (16) AUTA (1) AUTO (2) cieszyn (6) CZECHY (27) dagerotyp (2) ELA (2) FILMOWO (34) FOTOGRAFIE (69) GRAFFITI (5) hacele (2) HISTORIA (18) KINO NA GRANICY (11) kolodion (1) KONKURS (3) KORA (2) KSIĄŻKI (81) LISTY (2) lomo (31) lomografia (10) ŁODYGOWICE (7) magdalenki (2) MOTOR (2) MUZYKA (9) MUZYKA pewel mała (1) nurkowanie (2) OSOBISTE (31) paryż (2) pióra (2) PKP (2) plenery (2) POCZATEK (1) POCZTÓWKI (9) PODRÓŻE (22) Polska podróże pewel mała (1) PRAHA (29) PRASA (1) prl (13) STAWKOLOGIA (9) sverak (2) TEATR (3) winyle (4) ZNALEZISKA TARGOWE (30) żywiec (8)
Instagram

poniedziałek, 21 lipca 2014

SZMELC ARTYSTYCZNY*.

Szukałem w domu starych garnków i nie znalazłem. Szukałem sygnatury z imbrykiem i nie znalazłem. Praski dzbanek emaliowany z widokiem mostu Karola podobno robiony jest w Polsce, ale sygnatura jest czeska. To za mało. Konieczna jest eksploracja kuchni teściowej...
Muszę mieć coś co wyszło z tej fabryki. Nie mam pralki Frani ani wanny czy brodzika, to może zwykły "garczek półlitrowy" się znajdzie. Najpowszechniejsza miarka targowa dla borówek, poziomek, a nawet grochu w strąkach, nie wspominając o czerpaniu słonecznika czy innego nasienia :-)

Pojechaliśmy mocną grupą na wycieczkę. Dwa małżeństwa z jednym dzieckiem. Trafiliśmy nawet łatwo i władowaliśmy się prosto, anonimowo, na salę konferencyjną. Nie pytani o nic z powodu spóźnienia, nie przedstawieni, siedzieliśmy wśród krytyków sztuki, prezesa fabryki, dziennikarki i rzecznika.

po lewej wiceprezes Wiesław Cader 

zabudowania przyfabryczne


Rzecznik Olkuskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych szczegółowo przedstawił założenia projektu którym było tworzenie obrazów, w specjalnej technice EMALII, na prefabrykatach udostępnionych przez fabrykę.
Kolejnym etapem tego projektu będzie eksponowanie prac artystów z Czech, Słowacji, Polski i Węgier w Polsce i Czechach i oczywiście w Klubie Śrubka w Żywcu, który może pomieścić najwięcej prac. Jednak, jak bardzo słusznie zauważył Pan Kierownik, nie można zrobić z tego wydarzenia targowiska budowlanego.

Zostaliśmy zaproszeni do odwiedzenia artystów na stanowisku ich pracy i podpatrzenia techniki w jakiej tworzą. Nie ma to nic wspólnego z artystyczną pracownia czy atelier malarza. To po prostu przestronny warsztat w hali fabrycznej gdzie wśród bałaganu, kurzu i hałasu artyści skupiają się na swojej pracy.


Metoda polega na wielokrotnym natryskiwaniu kolorowego proszku, zmieszanego z wodą, przy jednoczesnym wysłanianiu miejsc nieprzeznaczonych do malowania. Wszelkie poprawki, czy usuwanie zaschniętego proszku odbywa się łatwo, rysikiem lub szpachelką, po prostu zeskrobując w tych miejscach które mają pozostać w kolorze poprzednio wypalonej warstwy. Utrwalanie odbywa się w piecu w temp poniżej 1000st. C. Po ostygnięciu można w ten sam sposób  nakładać kolejne warstwy barwnego, mokrego proszku i znowu do pieca...


 




Artystyczne wanny są piękne. Od prostych form plastycznych, symbolicznych akcentów barwnych, aż po skomplikowane... złożone obrazy pokrywające całą powierzchnię wanny czy brodzika. Można się domyślić ze najbardziej czasochłonne i technologicznie zaawansowane, są prace zawierające największą ilość barw, półtonów oraz detali. Jak tłumaczył mi pan Antonin, najtrudniejsze są delikatne linie, oraz barwne przejścia, ponieważ trudniej przewidzieć efekt finalny jaki pojawi się po wyjechaniu wanny z pieca. Nieudany obraz czy detal można usunąć szlifowaniem "kamieniem" i wykonaniem kolejnych natrysków
Artysta "maluje" swoją wannę kilka dni a w tym czasie fabryka robi ich setki...
 

             




Centralna postać to inicjator projektu Antonin Gavlas z grupy IN SIGNUM 
 Antonin Gavlas był również prekursorem wykorzystania emalii w sztuce współczesnej. Wielką ekspozycję prac rożnych artystów, wykonanych w tej technologii, możemy zobaczyć w Ostravie, w Hucie Vitkovice w galerii GONG. Teraz klub Śrubka będzie eksponował wielkie emalie.                                  

                                                                                * * *

Niezaprzeczalnie takie wanny są ładne a nade wszystko trwałe. Wanna nie obije się jak garnek kuchenny który upada na podłogę. Nie matowieje od mydła, twardej wody i szorowania proszkiem jak popularna akrylowa. W końcu wanna taka, jest "twarda jak szkło", natomiast akrylowa, delikatna jak lakier na samochodzie.
 Artystyczne wanny raczej nie staną się panaceum na trudną sytuację fabryki emalii. Potencjalni inwestorzy częściej kupują wanny akrylowe (które fabryka też robi) często o kształcie odbiegającym od klasycznej formy blaszanej. Wanna wielobarwna po pierwszym montażu i wykończeniu łazienki w określonym stylu, po latach i nadchodzącym remoncie, narzuca pewne ograniczenia stylizacyjne użytkownikowi.  Blaszana wanna, mimo artystycznego rodowodu, pozostaje nadal tylko urządzeniem, profanowanym codziennymi czynnościami fizjologicznymi, poza tym nie daje tak wielu komfortowych możliwości jak akrylowa.
 Nawet artystyczna wanna nie da wrażenia wysokiego statusu jej posiadacza, ponieważ stary kształt zawsze przywołuje minione lata siermiężnej łazienki z PRL"u, a łazienka "na bogato", to pokój kąpielowy z dużą wanną która posiada "rożne bajery", albo jest całkiem stara, żeliwna, na wzorzystych  nogach i wywiniętym kołnierzu dookoła obrzeża o wysokim wezgłowiu. Wanna jako mebel, a nie, za przeproszeniem prostopadłościenny przedmiot zabudowany w kącie.
 W rozmowach pojawiła się propozycja przekazania wanien do montażu w budynkach użyteczności publicznej... i to jest dobra koncepcja, ponieważ będą one żyły w opowieściach np. kuracjuszy ośrodków wczasowych czy uczestników turnusów rehabilitacyjnych.



 



                






                                                                              
                                      







 Poniżej codzienna produkcja białych wanien.


  









   






Cześć pierwsza, zdjęcia analogowe Chinon ce4
Cześć druga, zdjęcia z telefonu galaxy s3
Główny organizator: Antonin Gavlas In Signum Group
Polski partner: Stow. Kult. "prowincja" razem z Klubem Śrubka w Żywcu
Uczestnicy: Galeria Labirynt Kraków oraz ODIN Stow. Forum Innowacyjności
Artyści uczestniczący: Eva Damborska, Alzbeta Dirnerova, Antonin Gavlas, Karol Hercik, Szymon Gdówicz, Ewelina Hojdys, Kamil Moskowczenko, Monika Panek, Jaroslav Gana, Karoly Balanyi

Projekt współfinansowany przez UE i Fundusz Wyszechradzki
* szmelc
  

poniedziałek, 12 maja 2014

Kino na Granicy... takie wczasy.

...ciekawe czy ktoś dobrnie do końca?

Przyjemnie jest porzucać wszystko dla Cieszyna. Wiosenna droga do miasta Kina... co roku wita mnie łanami kwitnącego rzepaku, przeradzającego się w jajecznicę tegorocznych plakatów na ulicach, i śniadanie w podcieniach Menniczej... na boczku. Żółć, aż po niebieski horyzont... a Ukraina walczy. Była i Ukraina na festiwalu, który z żadnym innym nie rywalizuje. Przegląd Cieszyński ma mocną pozycję  w kalendarzu filmowego roku, co potwierdza tysięczna publiczność jak BLOB, przelewająca się ulicami miasta.
  Nie byłem pierwszy jak chciałem. Spóźniłem się na Aglaję i musiałem patrzyć na nią z góry, wypatrując białogłowy, którą spotkałem dopiero po seansie. Cyrk na dobry początek festiwalu. Mocne odcięcie się od prześladującej codzienności. Zamiana codziennych rytuałów, na rytuały cieszyńskie.
  Spektakularny numer  matki Aglai staje się przepustką do lepszego świata i lepszego życia, za które płaci się wysoką cenę. Cenę złamanego kręgosłupa moralnego. Aglaja odcięła pętlę tradycji rodziny cyrkowej, bo tylko tak mogła przerwać ciąg strachu o życie i szczęście.

Sympatycznie było zacząć festiwal w towarzystwie Marioli podczas wernisażu wystawy fotografii Dusana Hanaka. Fotografii, jakie może zrobić każdy turysta, w  wielu zakątkach świata. Mijając ludzi zepchniętych na margines życia, postępującą globalizacją, przez którą człowiek staje się tylko anonimowym narzędziem, w wielkiej machinie produkującej zysk.
  Zwykłe portrety zwykłych ludzi... jakże naiwnie było sądzić o zwykłości tych fotografii... Hanak wielkim humanistą jest, o czym przekonałem się na projekcjach jego filmów o mszy, chorobie i ludziach poza nawiasem społeczności.
 Każdy interesujący się fotografią powinien poznać jego nazwisko zdjęcia i filmy niosące wielki ładunek emocjonalny. "Msza" kręcona ukrytą kamerą zawstydziła mnie, religijnego ignoranta, kazała zadać sobie pytanie: kto dał mi prawo oceny cudzej wiary, wytkania jej słabości czy relatywnego stosowania przykazań. Więcej pokory jak mówi Kaśka, i szacunku wyrażanego milczeniem w sprawach religii. Nie szukać źdźbła w cudzym oku, potykając się jednocześnie o swoją własna belkę...  Polski operator zrealizował czysty i poruszający dokument ukrytą kamerą. To spotkanie głębokiej wiary starych ludzi i młodości znudzonej monotonnym rytuałem, będącej znakiem nadchodzących czasów...
 Zastanawiające jest jak zwykły rozrywkowy film "Revival" o reaktywacji rockowego zespołu popularnego w latach 70' zbiera gromkie, owacyjne oklaski a "Obrazy starego świata" otrzymują skromne i przyciszone brawa.
Euforia w Kinie... jest zaraźliwa. Tworzy się na festiwalu pewna wspólnota emocji, nawet kiedy siedzi się obok zupełnie obcej osoby. Jednoczesne wybuchy śmiechu powodują, że znika bariera nieśmiałości i festiwalowa publiczność staje się jedną cieszyńską rodziną, która łączy się nie tylko w radości ale i w smutku.
Smutek w Kinie... nie jest wstydliwy. Plączące kobiety nikogo nie dziwią, a faceci ze łzami w oczach również nie są rzadkością.  "Obrazy starego świata" wzruszyły wielu. Chyba nikt nie pozostał obojętny na straszliwy los bohaterów tego dokumentalnego arcydzieła inspirowanego zdjęciami wielkiego fotografa Martina Martnceka. Każda postać to osobista, tragiczna historia życia, człowieka skazanego na zapomnienie i wegetacje w strasznej nędzy "na końcu świata". Nieważne gdzie. Czy Orawa czy Polska czy podróże zagraniczne Hanaka. To ludzka samotność i zmaganie się ze swoim losem, powoduje że koniec świata jest tam gdzie cierpi człowiek.Obrazy starego świata dostały skromne oklaski chyba tylko dlatego, że każdy na czas filmu zapadł się w sobie i płakał nad marnością ludzkiego losu, i wstydził się swojej słabości. Wielu pewnie zadawało sobie pytanie: Ile ja mógłbym znieść? Czy byłbym tak mocny, jak bohaterowie filmu, dla których życie nie znaczy więcej niż zdrowie i pokora wobec tego, co przynosi wschodzący poranek?
Nawet film "Dziadostwo" marketingu bezpośredniego, budził litość widzów na widok płaczu kobiet pełnych naiwności, uzależnionych od zakupów podróżniczych. To jak alkoholizm i brak racjonalnej oceny sytuacji. Oszukiwanie samych siebie małymi kłamstwami, "że... to już ostatni raz". Czuje się bezsilność wobec zwierzęcych zachowań akwizytorów, tzw. menadżerów, osiągających zysk bezlitosny. Wykorzystujących naiwnych emerytów niekiedy pełnych kompleksów i nieśmiałych, uległych, a może po prostu samotnych. Pozbawionych wsparcia najbliższych.
  Cytując dyrektora Gila: "Takie filmy lubimy najbardziej". Kino oczyszczające. Filmy po których wychodzimy emocjonalnie "wymiętoleni" ale oczyszczeni, utwierdzeni w przekonaniu, że wiele jest osób myślących i współodczuwających jak my sami.
 "Chce się żyć" po Cieszynaliach. Chciałoby się mieć mieszkanie za rogiem jak Pieprzyca..."Widok cudzego cierpienia" potrafi mocno motywować, lepiej niż niejedna pochwała. Wstrzymujemy oddech w momentach klęski bohatera, jakbyśmy chcieli mu pomóc w trudzie lub wstrzymujemy oddech by nie przeszkodzić w osiągnięciu małego sukcesu... jednego kroku.
 Ten festiwal jest szczęśliwy. Radość się  ze smutkiem plecie w kompozycji filmowego programu. Każdy znajduje w nim emocje jakich potrzebuje, jakie lubi i nimi się dzieli opuszczając salę projekcyjną.

Koncerty są dla mnie nieważne bo nie umiem pląsać nawet jak św. Wit. Kieślowscy, Bokka fajnie grali ale to wszystko jakby do kotleta bo w klubowym namiocie najważniejsze są rozmowy przy piwie. Chyba, że jest go za dużo to wtedy pojawia się tzw. taniec :-) Lepiej pospacerować po nocnym Cieszynie i  potem wyspać się dobrze  na podłodze hali sportowej usłanej czarnymi workami jak psie pole.


7:00 rano pobudka... poszukiwanie śniadania...

Mieszkańcy Cieszyna chyba nas lubią. Nie spotkała mnie, jak dotąd, żadna przykrość. Może są po prostu ostrożni, widząc sygnowanych turystów. Prawo pierwszych połączeń mocno ukształtowało mój stosunek do Cieszyna od pierwszych w nim wizyt. Zawsze jawi się jako przyjazne, piękne i romantyczne miasto. To przyjemne uczucie, kiedy ma się świadomość, że jedzie się do takiego miasta jak do siebie, i że jest tam ktoś z kim można się spotkać... Nasz człowiek w innym mieście... bezcenne :-) Wiele mam takich miast.

Czeskie kino Central.
Reżyser Janusz Majewski, ten od CK Dezerterów.

Właściwie nie chodzi tu o recenzje.bo od tego są krytycy. Tu chodzi coś, co tworzy wyjątkową aurę tego festiwalu emocji. Dla każdego ten przegląd ma inne, osobiste znaczenie. Jedni go nie pamiętają następnego dnia (wierzę, że niewielu), a dla drugich jest źródłem pozytywnych emocji i wartości jakie zabiera się do swojego domu.

Festiwalu zabierzemy cię do domu, festiwalu nie oddamy Cię nikomu, w dzień i nocą festiwalu bedziesz z nami, bo gorąco festiwalu cię kochamy... tak ni z gruchy ni z pietruchy bo w zeszłym roku potykałem się co i rusz o komunijne dzieci... one do kościoła, a my do kina.
Niedziela...ten moment kiedy z bagażem emocji i tytułów wracam do domu i zapraszam najbliższych do oglądania filmów festiwalowych, które dały mi najwięcej emocji i którymi chcę się dzielić i powtórnie wzruszać, jak w kinie "z obcymi".





Plener w Wenecji Cieszyńskiej.

 


Kino na Granicy? Nie pamiętam, ale polecam... i zgubiłem dwie rolki filmów, ech...